***

10

Kiedyś tylko patrzyli nam na ręce,
teraz za nie mocno trzymają.
Wszyscy, którzy zechcą choć drobinę więcej
zaraz po głowach dostają.

Jak zwierzę z rąk wyrywaj drugiemu,
nie zastanawiaj się wcale czemu!
Bo tutaj praca wcale nie popłaca
- najlepsi złodzieje mieszkają w pałacach.

Nie ma na świecie sprawiedliwości,
sumienia nie da się jednak przekupić
choćby obiecali stosy kosztowności
nie daj się proszę ogłupić.

Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼

Człowiek Skurwiel, odc. 166

8

Znajomy prowadzi gospodarstwo rolne na wsi. Dla niezaznajomionych z tematem łora pole i sieje zboże z którego robi się chleb, pasze i inne takie.

Na wsi jak to na wsi trochę śmierdzi, trochę się kurzy dla nich normalne i nienadzwyczajne.

Co innego dla nowowiejskich Grażyn i Januszy z miasta którzy zapragnęli na stare lata wyprowadzić się na wieś aby mieć ciszę i spokój.
I teraz takim mości hrabiom kutasiarzom gówno śmierdzi, z pól się kurzy, krowy za głośno muczą a koguty za wcześnie pieji.
I pisze taki kutas z kutasiarą na policję, straż wiejską, do sołtysa, do burmistrza, proboszcza i swojego kuzyna prawnika od spraw podatkowych.

Rdzennej ludności pozostało jedynie schować się w rezerwatach i czekać na wyniszczenie populacji.

I wtedy zjawiam się ja z planem pokojowego pojednania i zakopania topora wojennego. Hawk !
Gdzie tam żartuje, wypijamy ze znajomym flaszkę w garażu i wtedy ja mu mówię co bym zrobił i to wszystko zgodnie z literą prawa o której kuzyn od podatków im nie pomoże.

Ładujemy rozrzutnik obornika do pełna takie coś co się rozrzuca gówno zwierzęce na polu. I teraz mamy dwie opcje, na koniec wybierzemy którą poprzez rzut monety.
Jedziemy sobie przez wioskę i pech chciał, normalnie pech przecież nie że specjalnie. Nagle JEB, no i jebła opona w rozrzutniku.
Ło matko bosko, no co za pech akurat koło wjazdu na posesję JanuszoGrażyno.
Jest 30 kwietnia, Janusz stoi już przy grillu ze zwyczajną i kaszanką jaglaną z jego jęczmienia bo przecież biedronki tego nie robią. Nagle jak mu nie zacznie śmierdziec. On wkurw, Grażyna wkurw, Dżesika i Brajan uciekli do domu, goście zniesmaczeni że gówno tylko a nie grill.
Już widzę jak podchodzi fafluniący się Janusz.
Opanowanym głosem spokojnie, spokojnie mobilna wulkanizacja już jedzie, będą za 4 do 5 godzin.
Janusz płonie, Grażyna płonie.
A ty spokojnie patrzysz

Kurtyna ...

Gdzie kurtyna, jaka kurtyna. Ten plan to jeszcze huj.
Na drugi dzień Janusz jeszcze się nie domył po wczorajszym. A tu znowu 1 maja goście w drodze.
A ty jeb wyjeżdżasz obornikiem z drugiej strony domu bo masz pole a zgodnie z prawem 24h obornik może leżeć i pachnieć. Inhalacja wsią PEŁNĄ gębą.
Janusz z ryjem bo śmierdzi bo to bo tamto, wuja z ciotką już z miasta jadom zobaczyć jak to u nich pięknie. Pług się popsuł i co zrobisz nic nie zrobisz, jutro rano. Somsiad rezygnuje z grilla i uszczelnia okna i drzwi.
Grażyna opierdala Janusza, dzieci płaczą, Janusz się nachlewa z tego wszystkiego i doznaje olśnienia.

Rzucamy monetą ... Spadło na kancie. Huj wcielamy w życie obydwa plany.

Kurtyna ...

Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼

Złote serce

16

Zimowy ranek zastał ich w łóżku. Promienie słońca wpadały do pokoju rozproszone przez mróz na szybach. Niewyspani i zziębnięci wstali z łóżka. Rodzeństwo mieszkało z pewną staruszką po tym, jak zostali osieroceni w trakcie Ostatniej Wojny. Kiedy zgodziła się ich przyjąć, dziewczynka miała sześć lat, a jej brat lekko ponad półtora roku. Przywykła do tego miejsca, jak i staruszki, a i dzieci były dla kobiety pociechą i ratunkiem w ciężkiej dla niej codzienności. Było zimniej niż zazwyczaj, dlatego dziewczyna zeszła schodami do kuchni, gdzie znajdował się prowizoryczny piec. Nie słyszała jednak znajomych trzasków, nie czuła przyjemnego ciepła ani nie dostrzegła blasku płomieni odbijających się od białej ściany kuchni.

Przechodząc koło kredensu zgodnie ze zwyczajem spojrzała na zdjęcia starszej pani, poustawianych przez nią z wielkim rozmysłem, w drewnianych, ozdobnych ramkach. Był na nich jej mąż, marynarz, który wiele lat temu poległ na froncie. Były też rodzinne strony, wieś, oddalona o setki kilometrów od domu. Pomiędzy zdjęciami z wakacji oraz bliskich, znalazła dość stare, pożółkłe zdjęcie. Przedstawiało ono młodą kobietę, która uśmiechała się od ucha do ucha. Na odwrocie napisano "Wiedeń, 2027r.". Nigdy wcześniej nie widziała tego zdjęcia, choć nie raz przeglądali ze staruszką wszystkie albumy. Dziewczyna uśmiechnęła się lekko. Kobieta była na tyle dobra, by podzielić się z nimi nawet wspomnieniami.

Uśmiech jednak zniknął z jej twarzy szybciej, niż się pojawił. Zauważyła, że staruszka nadal leży w swoim łóżku, pomimo godziny ósmej, co było nie do pomyślenia w dzień powszedni. Strach ścisnął ją za gardło. Szła w jej kierunku, jakby nie na swoich nogach. Po podejściu do łóżka w wątłym świetle dostrzegła blade oblicze sędziwej staruszki, otulone wokół śnieżnobiałą, czystą pościelą. Kompletna cisza panowała w pokoju, zdawała się opanowywać cały świat. Smutna teraz dziewczyna, przekonana o przykrym fakcie śmierci staruszki, pochyliła się nad nią z załzawionymi oczami. Kiedy już miała coś powiedzieć, staruszka zachrapała głośno, a dziewczyna pisnęła i podskoczyła ze strachu.
- Co się tutaj dzieje? Pali się? - zapytała staruszka.
- Nic z tych rzeczy, po prostu się przestraszyłam. Proszę wstać, już ósma.- odparła dziewczyna czując niewypowiedzianą ulgę.
- Ciepło się ubierzcie. Nie mamy opału, więc będzie przez jakiś czas chłodno. Gdzie ten mały nicpoń? - zapytała staruszka, mając na myśli oczywiście chłopca, który przecierając oczy pokonywał właśnie trzeszczące schody.

Oddaliła się w stronę kuchenki węglowej. Po paru minutach przygotowała skromne śniadanie, postanowiła poczekać na lepszy moment, by spytać o zdjęcie, które znalazła. Widziała wyraźną zmianę w zachowaniu babci. Miała już piętnaście lat, często zauważała, że brakuje pieniędzy, jednak nic nie mogła na to poradzić. Kilka wcześniejszych rozmów na temat pracy kończyło się tak samo, czyli mocnym argumentem "nie i już" ze strony przybranej babci. System edukacji nie wrócił jeszcze do stanu sprzed wojny, więc praktycznie razem z bratem przesiadywali całymi dniami czytając książki, których babcia za nic w świecie nie chciała sprzedać. Pamiętała, jak kiedyś o mało nie oberwało jej się, gdy chciała rozpalić ogień w piecu używając jednej z nich.
- Czy coś się stało? - zapytała, korzystając z roztargnienia kobiety.
- Skąd to pytanie? - odpowiedziała, patrząc znacząco w kierunku chłopca.

W końcu jednak nadarzyła się okazja do rozmowy w cztery oczy. Z długiej przemowy babci, wypełnionej prawnymi terminami i pełnym oburzenia złorzeczeniu "gryzipiórkom", zdołała wychwycić jedno bardzo istotne stwierdzenie. Nie będzie już otrzymywać funduszy z tytułu opieki nad ich dwójką, a oszczędności zostało już niewiele. Nie chciała ich martwić, nie miała w sobie dość sił, by o tym powiedzieć. Dziewczyna i chłopiec przytulili ją mocno.
- Wystarczy, zaraz się rozkleję. - mruknęła tylko. - Coś wymyślę. - dodała uśmiechając się.
- Dalej! Jedzcie nim wystygnie. - pogoniła chłopca z uśmiechem.

Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼

***

15

Zegar nie tyka
to ironiczne i spowolnione
kręcenie bębenkiem rewolweru
w napięciu nasłuchuję kliknięcia.

Odbicie w lustrze znów się gapi
papuguje wszystko
powiedz mi, czy jestem odbiciem?
Milczy, chce mnie tylko drażnić.

Niepewne kroki
jak można pewnie stąpać po ziemi
nie wiedząc
dokąd iść?

Wciąż czekam
na symbol
wskazówkę
na cokolwiek...

Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼

Don`t do anything stupid

3

It is all fun and games
Until true love will fail
Like a cold night in veins
Emptyness, darkness prevails

With your eyes in the ground
Fingers in your hair
Your heart breaks like glass
You`re screaming, without making a sound

But one day you lift your head up
Before standing up from your knees
And one look makes darkness spread out
It's like a faith's innocent kiss

It will fill you up with hope
for a better tomorrow
The other way to deal with it is rope
so better abandon your sorrow

Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼

Człowiek skurwiel ! Odcinek 167

5

Jakiś czas temu był screen z rozmowy faceta z laską z Tindera które się kłóciła o darmową kolację w drogiej reustaracji.
Co ja bym zrobił z taką gold diggerką ?
Nie, nie wyruchał na pierwszej randce w randomowym kiblu.

Zapraszasz taką na randkę do drogiej reustaracji, rezerwujesz stolik i się umawiacie.
Laska pełne gacie bo znalazła frajera.
Laska przychodzi do restauracji i dostaje telefon że chwilę się spóźnisz bo zdechł ci kot, złapałeś gumę albo mecz się przedłużył.
Mówisz jej że wszystko w restauracji ustalone i może zamówić wino Chateou de Gówno za 100 zł za lampkę coś dla siebie a dla mnie wykurwistego steka Wagyu za 350 zł. Mówisz że będziesz za 20 minut bo już podjeżdżasz rowerem elektrycznym.
Laska w sumie mnie nie zna ale potencjalna darmowa kolacja bierze górę nad chłodnym myśleniem.
Oczywiście się nie zjawiasz na kolacji i zrywasz kontakt z suką.
Ale nie kłamałeś, faktycznie podjechałeś masz maskę przez jebanego wirusa i patrzysz z drugiej strony ulicy jak ona płonie.

Kurtyna ...

Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.063089847564697