Jak odjebac głupi numer - vol 2
26

W nawiązaniu do poprzedniej wrzuty o tym samym tytule. Chciałem tylko przekazać:

- Wczoraj HR rozesłał ogłoszenie że szukają nowej osoby na jej miejsce. To był gwóźć do trumny.
- Laska ryczy cały tydzień (wprawdzie krótki bo pracowaliśmy poniedziałek-środa)
- W sumie to śmiesznie wygląd bo większość biura na pracy zdalnej. Więc na wielkim open space (takim na 70 osób) siedzą 3. Ja, jedna z księgowych i ta nieszczęsna rycząca laska.
- Gazetka na styczeń (czyli zrobiona za grudzien) jest naprawde dojebana. Wszystko jest. Fotki, opisy, wszystkie działy powspominane i laurka dla naczelstwa.
- Dla tych co podpuszczali - byłem, powiedziałem że dzięki niej wiele osób miało wyjątkowy dzień. Ale chyba nie zrozumiała dowcipu.
- Będzie jeszcze w pracy do konca miesiaca, bo za krótko robila żeby mieć dłuższe wypowiedzenie.

W sumie nie wiem co ją tak trzepie. Pracy teraz tyle że nie powinna mieć najmniejszego problemu. Tym bardziej że kwalifikacje ma. Zna płynnie dwa języki obce.

Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼

Jak spierdolić sobie trochę życie.
31

Rok 2000. Jestem ratownikiem na basenie. Na stanowisko przychodzi lekko się zataczając chłopak na oko 15lat. głowę ma niemal przyciśnięta do barku.
Sanitarka i wywiad. Leżał, usnął, kolega dla dowcipu mu wsadził rączkę od cienkiego grzebienia w ucho. Obudził się, szarpnął, teraz bardzo boli i nie może wyprostować głowy.
Karetka, policja dzwoni po rodzicach do pracy. Operacja. Ubytek słuchu 70%. Czyli głuchy na jedno ucho.

Rozprawa pół roku później (zeznawalem jako świadek). Sąd ustalił dożywotnia rentę w wysokości 25% pensji minimalnej.
Renta płacona przez sprawcę wypadku (na początku przez jego rodziców bo nieletni).

Tak mnie dzisiaj naszlo że to już dwadzieścia lat a ten koleś nadal płaci po kilkaset złotych miesięcznie za jeden głupi pomysł z dzieciństwa.

Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼

Przez świat bez butów
7

Siedzisz sobie w restauracji i bawisz się smartfonem, kelner właśnie podał ci pierogi, nagle do pomieszczenia wchodzi słynny czarny podróżnik, Wojtolo Sei'rocki. Oczywiście boso i w koszuli. Za nim podąża kamerzysta, Wojtolo cały czas gestykuluje i mówi do kamery w swoim języku. Zauważają cię, Wojtolo pokazuje na ciebie palcem, zniża głos, nachyla się do kamery i szepcze konspiracyjnie, kamerzysta uśmiecha się szeroko. Podchodzą do ciebie nonszalancko, Wojtolo przysuwa sobie krzesło i przysiada się do stołu, puszcza ci oko i wyjmuje smartfona z rąk. Zaczyna żywiołowo mówić do kamery, machając przy tym rękami i pokazując na smartfon. Wreszcie odkłada go na stół, bierze widelec i pokazuje do obiektywu, robi widelcem takie ruchy, jakby coś na niego nabijał i chichocząc tłumaczy dalej, kamerzysta nie może się powstrzymać i wybucha śmiechem. Wojtolo przysuwa talerz z pierogami, przepoławia jeden i teraz opowiada z wyraźnym obrzydzeniem, pokazując widelcem na farsz. Wreszcie odkłada widelec, patrzy ci w oczy, mówi coś bardzo powoli i dokładnie, poklepuje cię po ramieniu, wstaje i kieruje się w stronę wyjścia, kamerzysta idzie za nim. Siedzisz w pełnym osłupieniu.

Przez świat bez butów
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼

Pasta o koniu karnym na sylwestra
19

Mam nadzieję, że wasze sylwestry szykują się lepiej niż mój, bo mnie koleżanka właśnie wystawiła i nazwała pojebem tylko za to, że przygotowałem tradycyjne danie sylwestrowe dla nas. Co za hipergamiczna bestia. Zaprosiłem w zeszłym tygodniu taką sąsiadkę co się znamy z widzenia bo w Żabce pracuje, no a ja tam kupuję wódkę. Znalazłem jej profil na FB, napisałem ładnie z zaproszeniem, odpisała wesołą minką ":)" - no to czyli się zgadza, w ciemię bity nie jestem. Dzisiaj zrobiłem z rana zakupy: whisky, jedzenie, kalosze, no i cyk do kuchni.

W międzyczasie zagaiłem tematyczną rozmowę z nią, czy wie może, że jeszcze w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, w Ameryce Środkowej oraz Południowej funkcjonowały kolonie karne dla koni? Coś nie złapała tematu, nie wiem, może latarnia jej intelektu nie świeci zbyt jasno, no ale tłumaczę, że to chodzi o to co będziemy dzisiaj wieczorem jedli. Od początku jak dziecku próbuję wykładać delikatnym językiem to co się działo w Meksyku pod koniec XIX wieku z powodu problemów z agresywnymi koniami - no wiecie o czym mowa, 6 klasa podstawówki. Tłumaczę, że konie przywiezione z Europy wariowały od tamtejszego klimatu, że pożerały dzieci, że srały do studni itp. normalnie. No i w Meksyku w końcu założono kolonie karne dla koni które dokonały występku przeciw człowiekowi. Jako, że nie miały one żadnych szans na resocjalizację ani poprawę stanu psychicznego, to były to w zasadzie obozy-umieralnie. Konie przymuszane do katorżniczej pracy w kopalniach kobaltu padały, a wtedy takie truchła były rozdawane okolicznym wieśniakom, którzy mielili je i przyrządzali z nich danie które nazwali "Chili Con Carne" czyli tłumacząc dosłownie ten ich wieśniacki dialekt "Koń Karny z Chili" lub bardziej po ludzku "Koń z kolonii karnej z chili". Meksykanie wierzyli, że mięso jest smaczniejsze jeśli zwierzę cierpiało przed śmiercią, więc dodatkowo te konie bili, przypalali papierosami i podtapiali w rzece zanim padły. Szaleństwo koni wzmagało się na przełomie roku, nikt nie wie dlaczego. No ale siłą rzeczy było wtedy więcej koni do zmielenia i więcej chili con carne do zjedzenia, dlatego wpisało się to do kanonu sylwestrowych przepisów.

Już nawet nie zdążyłem dokończyć a ta już pasywno-agresywna się zrobiła i każe mi wypierdalać, że jestem psycholem i zaraz zadzwoni po kolegów. Kurde lipa myślę, chciałem kameralnie spędzić wieczór, mówię jej, że kolegów to mam paru w psychiatruku/więzieniu, a resztę na cmentarzu i czy nie lepiej we dwoje spędzić sylwestra? A ona dalej w pisk idiotka, w tym momencie to sobie odpuściłem w zasadzie. Nawet nie zauważyła, że mam na FB fejkowe imię wpisane, zero zaangażowania. A jeszcze chciałem dokończyć, że teraz to używa się głównie wieprzowiny, a chili con carne było w dwóch wersjach, z kukurydzą i bez, w zależności od tego co koń jadł przed zgonem.

Nawet już nie czuję smutku, jestem chyba wyprany z emocji po tym wszystkim co doznaję regularnie od życia. Zjem sobie konia karnego sam, zapiję whisky i pogram w csa, czyi kolejny #sylwesterzwykopem się szykuje, wpadnę jeszcze do Was na tag dzisiaj. A jutro może ugotuję sobie na pocieszenie czarną polewkę, chcielibyście się dowiedzieć skąd się wzięła ta potrawa?

Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.1019299030304