Powstanie i upadek polskich regionów autonomicznych.

8

Wracamy do najszczęśliwszego kraju w historii - ZSRR! Nie każdy wie, że w ZSRR istniały dwie autonomie polskie i czym to się dla Polaków skończyło.

Komunizm to ustrój pełen idei, które jednak często okazują się narzędziami i mają mało ideowe cele. Jedną z tych idei była korienizacja. Polegała ona na założeniu, że we wspaniałym państwie związkowym może istnieć obok siebie wiele narodów, mających własne autonomie, połączonych jednak wspólną walką proletariatu. Chodziło o to, aby zapewnić spokojne zarządzanie ZSRR, który jest wielonarodowym panstwem. Jednocześnie próbowano powiedzieć całemu światu: Hej! Przyłączcie się do nas! Chcecie równości w duchu komunizmu, ale wasze idee narodowe was powstrzymują? Nie ma sprawy, u nas wszyscy są wolni!

Oczywiście to gówno prawda.

Na podstawie tego pomysłu powstało kilka rejonów autonomicznych, w tym dwa polskie. Marchlewszczyzna i Dzierżyńszczyzna. Polacy mogli w nich uczyć się w polskich szkołach, wydawano polskojęzyczne gazety, zakładano polskie związki młodzieży, można było nawet chodzić do kościoła! I inwestowano. Chciano w ten sposób pokazać polskiemu chłopstwu po drugiej stronie granicy, że w ZSRR będzie im lepiej. Chciano tak zarazić Polskę komunizmem.

Niestety, przyszły lata trzydzieste. Stalin zaczął szykować się do wojny ze światem. Tymczasem Polacy w rejonach autonomicznych wydawali mu się niepewni. Niechętnie poddawali się kolektywizacji, opornie przyjmowali idee komunizmu. Dodatkowo pojawiły się głosy, że to niebezpieczne mieć na zapleczu zorganizowanych Polaków i toczyć wojnę z państwem polskim. W 1935 roku zlikwidowano autonomie.

Stalin był potworem w ludzkiej skórze. Jego terror był straszniejszy od hitlerowskiego nie tylko ze względu na skalę, ale i na pobudki. Podczas gdy Hitler działał impulsywnie i zabijał z nienawiści, Stalin był w swoich decyzjach przerażająco praktyczny.
Co zrobić, kiedy stworzyłeś zorganizowane grupy Polaków, które mogą ci przeszkadzać w na tyłach w nadchodzącej wojnie? Proste - trzeba ten problem zlikwidować. Rozkaz rozwiązania tego problemu dostał Jeżow i w 1937 roku ruszyła "Operacja polska" NKWD.
Propaganda ogłosiła, że władze dawnych rejonów autonomicznych zostały zwerbowane przez polski wywiad, a Polacy na tych terenach masowo przynależą po Polskie Organizacji Wojskowej. Rozpoczęły się masowe aresztowania.

Ofiarami byli dawni administratorzy rejonów, członkowie KPP uciekający z Polski przed represjami, generalnie Polacy, ale i nie tylko. Przyjęto bowiem, chyba dla uproszczenia, że Białorusini i Ukraińcy wyznający katolicyzm mogą mieć bliżej do Polaków niż do komunizmu i ich też aresztowano. Działania były uproszczone, bo ZSRR kochało biurokrację. Każdy człowiek mieszkający na terenach autonomicznych miał w papierach swoją narodowość. Kilka lat wcześniej nikt by nie pomyślał, że to może być niebezpieczne - przyznać się do polskości.

Przytłaczająca większość aresztowanych była zabijana strzałem w głowę w wyznaczonych miejscach, w rejonie swojego zamieszkania. Np z okolic Mińska ludzi wywożono, czasem całymi wsiami do komendantury w Mińsku, a po potwierdzeniu tożsamości zabijano w lesie w pobliżu miasta. Tak zginęło około 140.000 osób, w tym około 111.000 Polaków. Są ludzie, którzy do dziś szukają szczątków swoich bliskich i są na Białorusi i Ukrainie miejsca, gdzie wystarczy grzebnąć butem w ściółce, żeby znaleźć ludzkie kości.
Kolejnych 30.000 wywieziono w starym stylu na wschód, w okolice Kazachstanu. Wywózki też były nastawione na wymordowanie ludzi, gdyż więźniowie trafiali w dzicz bez jedzenia, bez narzędzi i bez zapasów odzieży, w bardzo trudne warunki i tam po prostu zostawiani. To nawet nie były łagry.

To ludobójstwo jest dzisiaj przez Polaków praktycznie zapomniane. Celebruje się pamięć o Wołyniu, o Katyniu, Auschwitz. Ten wątek z jakiegoś powodu zatarł się w masowej świadomości. Polecam książkę Zapomniane ludobójstwo Nikołaja Iwanowa.

Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.11053586006165