W miejskim

10

Mam pewien dziwny sposób na nudę gdy zapomnę słuchawek z domu, a jestem na mieście. To zwykłe żucie gumy. Organizm przestaje odpierdalać i nie wyglądam jak debil kiwający się z nogi na nogę bo mu się nudzi. Czymś jestem zajęty i mogę się odciąć od myśli. Co zresztą bywa niebezpieczne zwłaszcza w autobusach miejskich. Zdarza mi się gdzieś czasem zawiesić na jakimś punkcie w przestrzeni i po prostu lampić się na niego przez dobre kilka minut. Myślenie jest w tedy na trybie samolotowym i nawet przez głowę mi nie przeleci że mam akurat gumę w japie i zaschło mi w gardle, odruchowo przełykam ślinę. Z gumą. Organizm łapie laga, miała być tylko ślina, wykryto niezidentyfikowany przedmiot w gardle i zamiast go swobodnie przepuścić to jeszcze dodatkowo, odruchowo, przełyk się zaciska. Guma tkwi mi w przełyku zaś ja, odruchowo kaszlę by ją stamtąd wydobyć. Przypominam akcja dzieje się w autobusie miejskim co zresztą nie pomaga przy zakrętach.
Kaszlę walczę o życie i po chwili guma wraca do jamy ustnej, ja z łzami w oczach jestem w stanie powiedzieć tylko pod nosem "ło kurwa" lecz starej babce siedzącej zaraz naprzeciwko mnie nie obchodziła prawdziwa przyczyna kaszlu co zresztą potwierdziła swoim zachowaniem i wypowiedzią "Pan to jakiś popierdolony że chory do autobusu wchodzi, takich się zamyka! By ludzi nie zarażali"
Był mój przystanek, więc mogłem już wychodzić i zazwyczaj jestem przyjazny do ludzi, a tu pogadam z kimś na przystanku, tu przepuszczę kogoś przy kasie jeśli ma mniej rzeczy niż ja lecz jej odpuścić nie mogłem, wzrok ludzi na mnie spowodował szybką reakcję obronną i wychodząc wydukałem jedynie "Jeśli się pani nie zaraziła ode mnie to może chociaż Hajto na pasach w panią przypierdoli"
Czy czułem się z tym źle? Chyba nie.
Czy już wypierdalam? Tak.

0.035405874252319