Simp z wrocka - ost.
10

- Wiem o czym myślisz, zdjęcia jednak nie pomogą. Mała ptaszyna ma dylemat, opublikować zdjęcia, czy zostawić matkę przy życiu. Lubię cię, to nic osobistego, powiem ci więc co było w tej paczce. Ja też tego nie rozumiałem, masa tabelek i wykresów. Jednak kiedy zna się powiązane z tym procederem osoby i ich zamiary nawet wyniki tych badań stają się zbędne. Chodzi o ulepszenie modelu społeczeństwa, nowy porządek, reorganizacja stanu rzeczy, pozostawienie przy życiu jedynie najsilniejszych, młodych i zdrowych jednostek. Chodziło o produkcję preparatu, który wyżre chore, obumarłe komórki społeczeństwa, niedołężne, słabe i głupie jednostki. Powiedziałbym też kto jest w to zamieszany, ale tego się domyślasz. Spodobał mi się twój pomysł z paczką, dlatego w ramach wyrazu uznania użyję twojej metody by wasze życie dobiegło końca. W jednym z tych pudeł znajduje się ładunek wybuchowy, który zdetonuję ze znaaaacznej odległości.
Szybka i humanitarna śmierć, zanim dotrze do was co się stało, będzie już po wszystkim.

Milczałem, nie słuchałem tego wywodu od dawna, myśląc jak wyrwać nas z tego bagna. Nasze szanse były nikłe, wręcz znikome. Moja głowa była tym razem kompletnie pusta. Wygląda na to, że rowiązanie tej zagadki przyszło mi opłacić życiem, w dodatku wciągnąłem w to niewinnych ludzi. Czułem się okropnie, wiedziałem, że tym razem nie wystarczy łut szczęścia. Potrzeba superbohatera albo anioła.
- Zimna tortilla kurwo! - usłyszałem wrzask i dźwięk tłuczonej butelki.
- Ech, ludzie nie doceniają potęgi zimnego browarka. - zobaczyłem nad sobą Wojtka.
- Co ty tu robisz?! - zawołał Cygan.
- Ależ nie ma za co! - odpowiedział mu oburzony Wojtek, pomagając nam się uwolnić.
- Od ostatnich trzech tygodni codziennie po mnie dzwoniliście, a dziś nagle ani znaku życia? Niemożliwe. Pozwoliłem sobie wejść do hangaru i wtedy usłyszałem tego świra. - dodał po chwili.

Kto by pomyślał, że po świecie chodzą łysiejące, podstarzałe i lekko puszyste anioły gotowe ratować ludzi w czarnej godzinie. Wiedziałem co trzeba robić dalej, by zakończyć ten cyrk raz na zawsze.

- Dzwonienie na policję nic nie da. - mruknąłem – To oni właśnie przyjechali po paczkę jako pierwsi, nie możemy ryzykować. Nie mamy bladego pojęcia do czego zdolni są ci, którzy prowadzą te badania. Jedyne co nam pozostaje, to masowe ujawnienie całej sprawy. Wszystkich w kraju nie wybiją. Trzeba też jednak kozła ofiarnego, żebyśmy my zostali czyści i żyli spokojnie.
Wszystkie spojrzenia zatrzymały się na omdlałym wciąż szefie.
- Jakby nie patrzeć, to jeden z nich, tak samo jak ten świr, który postanowił nas pozabijać. Ładunek eksplodował w wyniku sprzeczki kierowcy z kierownikiem, co często się już zdarzało, my akurat byliśmy na przerwie. Zrobimy z tego ścierwa bohatera, dla naszego bezpieczeństwa, pomyślą, że był do tego zmuszany.

Nastała długa cisza, której nikt nie zdecydował się przerwać. Zaczęliśmy udostępniać publicznie wszystkie dowody na mediach społecznościowych jeszcze żywego przełożonego. Kiedy dzieło było skończone, wszyscy w milczeniu przeszliśmy do pomieszczenia socjalnego, siadając przy stole. Wojtek wyjechał przez bramę, machając jak zawsze do ochroniarza. Wiedział, że za chwilę straci tą robotę. Pociągnąłem kilka łyków piwa, odpaliłem papierosa i wcisnąłem guzik.
Ogromny huk rozległ się po całej okolicy. Nikt nie ruszył się z miejsca, ochroniarz, który podbiegł do hangaru drapał się tylko po głowie. Z zamyślenia wyrwały nas odległe koguty straży pożarnej, karetki pogotowia i policji. Detonator własnej roboty, nie większy niż zapalniczka dzielnie płynął gdzieś teraz w systemie rur kanalizacyjnych. Prasa wspomniała o wybuchu butli gazowej, nasze zeznania niczego nie wyjaśniły, całą sprawę zamieciono pod dywan, a nawet jeśli trwało jakieś śledztwo, to jego wynik będzie znany dopiero kiedy każdy z nas dożyje spokojnej starości.

0.033035039901733