Postanowiłem się leczyć kontynuacja
22

Witam Dzidki!
Na wstępie chcę podziękować za liczne komentarze i dobre słowa- bardzo tego potrzebowałem. Przejdę od razu do rzeczy. Jestem po pierwszym spotkaniu z terapeutą. Trwało to godzinę, zapłaciłem 120 zł. Pierwsze spotkanie odbyło się na zasadzie odpowiadania na pytania i opowiadania o swoim życiu i przeszłości. Było kilka trudnych pytań, gdzie wprost byłem pytany czy czułem się winny za daną sytuację, lub mam żal do matki, że gdy próbowałem stawać w jej obronie to wydawało mi się, że bardziej stoi po stronie pijanego ojca, który jeszcze chwile temu ją wyzywał. Tak, ojciec w domu pił, nie jakoś strasznie, nie bił nas, nie wyżywał się ale uwielbiał znęcać się psychicznie i niszczyć naszą wiarę w siebie i własną samoocenę. Myślę, że mi jako najstarszemu z rodzeństwa, i od zawsze poddającemu pod wątpliwość normy i zasady, może zbyt wrażliwemu marzycielowi, obrywało się najbardziej. Nie wiem jaka jest/była prawda bo dzisiaj mogę ocenić to tylko z mojej perspektywy, i rzadko do tego wracam, traktuję jako odległą historię, którą zamknąłem za jakimiś drzwiami pamięci, trochę jak historię z jakiegoś filmu do którego nie chcę wracać. No ale miało być o "terapii". Godzina zleciała mi bardzo szybo, odpowiadałem na pytania, nie czułem się zestresowany, była to swobodna rozmowa, a ja starałem się niczego nie ukrywać. Terapeuta zapisał jeśli dobrze liczyłem 3 strony notatek w zeszycie A3. Na koniec usłyszałem standardowe regułki by unikać "wyzwalaczy": imprez( nie chodzę), reklam piwa w tv( nie mam tv), innych okazji do picia i kojarzących się z piciem, jak również mam znaleźć sobie jakieś zajęcie popołudniami (brakowało tylko żeby dodał "idź pobiegaj, albo coś"). Za tydzień mamy dokończyć opowieść o życiu i zacząć skupiać się na problemie i poszukiwaniu rozwiązania. Pójdę. Mimo, że powiedziałem sobie, że 120 zł to dużo za godzinę (przecież to dwie skrzynki piwa), jestem nieco rozczarowany( może myślałem, że od pierwszych minut będę otrzymywał twardy kołczing i ktoś mi poukłada w głowie) to zaryzykuję, zobaczę co będzie dalej. Nie piję od ostatniej soboty, gdy chodziłem rano na czworakach wymiotowałem i dyszałem jak świnia. Wiem, że to żaden wyczyn i że potrafiłem sobie robić przerwy nawet na miesiąc, ale potem wszystko wracało, i było jeszcze gorzej. Chcę z tym skończyć na zawsze. Dwie sprawy jeszcze. 1- kupiłem Kudzu, nie dostrzegłem żadnych efektów, może muszę częściej i regularnie brać. 2- obejrzałem Siekielksiego z jakimś tam poetą/pisarzem/ alkoholikiem tu link: https://www.youtube.com/watch?v=RhbOYmAbLHM . W 90 procentach to moja historia. Po tym filmie zacząłem dochodzić do wniosku, że najprawdopodobniej też jestem neurotykiem i przejawiam objawy DDA. IIII Trzymajcie się wszyscy. Piszę to na świeżo, nie będę wracał się by poprawić błędy, czy coś zmienić, chcę być jak najszczerszy, i przeczytam co napisałem dopiero po publikacji. Za tydzień zdam relację z drugiej wizyty. Może komuś to pomoże i być może ktoś również podejmie decyzje, że chce z tym skończyć. Cześć Wielkiej Dzidzie! Wypierdalam.

Postanowiłem się leczyć kontynuacja
0.042512893676758