Zajebistość 150% Pewność siebie 200%

8
Cześć dzidki, jeśli ktoś myśli, że wujek Zdzisław na weselach 20-25 lat temu tańczący ze wszystkimi 15-16-letnimi siostrzenicami i łapiący je za tyłki był nachalny, to niech pozna tych dwóch gości, którzy w Sopocie postanowili potańczyć sobie z Kim Wilde. Młodsze pokolenie może nie wiedzieć, ale to jedna z największych gwiazd pop lat 80. i będąca wtedy (1988) u szczytu sławy. Przyjechała na występ do Sopotu, gwiazda Zachodu, a u nas jak to u nas za komuny. Nikt nie przejmował się jakimiś konwenansami czy ochroną, żeby nikt z publiczności nie wtargnął na scenę. Wręcz zrobili akcję, że po jednej z piosenek, przed wykonaniem utworu Cambodia kilku facetów przyszło z kwiatami dla pięknej wokalistki. Dwóch (Mistrz w różowej koszuli z kamizelką i Uczeń w dresowych spodniach i polówką) postanowili zostać i towarzyszyć zdezorientowanej artystce na scenie. Na samym towarzystwie się nie skończyło, panowie (zwłaszcza mój faworyt w różowym) wykonali popisowy taniec, obracali sobie gwiazdkę pop na scenie przed milionami widzów, skradli nawet buziaki i nie bali się poprosić o autograf w trakcie występu. Zachęcam do obejrzenia całości, naprawdę warto!
Po wszystkim Kim Wilde stwierdziła, że mogłaby otworzyć kwiaciarnię w Sopocie, a po latach kiedy zapytano ją o najdziwniejsze zdarzenie z jej kariery bez wahania wybrała właśnie ten moment, kiedy nikt nie zdjął ich ze sceny. Odkąd odkryłem dzięki chrzestnemu tę historię jakieś półtora roku temu żyję z przekonaniem, że cokolwiek bym zrobił, nigdy nie będę tak zajebisty jak ten pan w różowym. Jak wielką pewność siebie trzeba mieć, żeby odjebać coś takiego? Dla mnie - Szacun! Oczywiście w dzisiejszych czasach nic takiego się już nie wydarzy, przynajmniej nie u nas.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.13302803039551