48
Uzbekistan #5 - Samarkanda, Taszkent i randka z Uzbeczką
"Drugiej randki i tak by nie było, ale przynajmniej teraz wie, dlaczego w Polsce nie lubimy ruskich."

Siema, dzidki!

To przedostatnia część podróży dzidowca po Azji Środkowej. Poprzednia była o szybkiej wizycie w Tadżykistanie. Nie weszła na główną, dlatego zdecydowałem się streszczać i dokończyć.

Na zdjęciu powyżej - Samarkanda, jedna z trzech medres stojących przy Placu Registan. Czym są medresy napisałem dwie dzidy temu.

Miasto jest starsze od Maryli Rodowicz, bo wiadomo, że 2300 lat temu zdobył je Aleksander Wielki. Większość zabytków, które można w nim zobaczyć to rzeczy z czasów Tamerlana albo jego następców.

Tak, Tamerlan, czy jak kto woli, Timur Kulawy, o którym mogliście słyszeć jako o największym zbrodniarzu wojennym i psychopacie średniowiecza - w Samarkandzie ma swój pomnik. I grób.
Uzbekistan #5 - Samarkanda, Taszkent i randka z Uzbeczką
Raczej nie miał takiej korony, jak na pomniku. Panował w latach 1370 - 1405. Z jego rozkazu zbudowano na przykład Mauzoleum Ruhabad, w którym pochowano jakiegoś islamskiego mistyka żyjącego w czasach Timura. W budynku nie byłoby nic ciekawego, gdyby nie to, że to najstarsza budowla w Samarkandzie, która dotrwała do naszych czasów w niezmienionym kształcie.
Uzbekistan #5 - Samarkanda, Taszkent i randka z Uzbeczką
Samego Tamerlana pochowano kilkaset metrów dalej, w innym mauzoleum, bardziej okazałym. Tylko, że tamto na przestrzeni lat popadło w ruinę i odbudowano je w latach 70-tych.

Dla tych, którzy pytają o miejscową kuchnię, poniżej pokazuję plov. Czyli danie z ryżu i wołowiny, bardzo podobne do tego, co w Turcji i na Bałkanach funkcjonuje pod nazwą pilaw.
Parę dni później, przy innej okazji, dowiedziałem się, że zachowałem się jak kompletny burak, nalewając sobie herbaty do pełna. W Uzbekistanie sobie (i ewentualnym gościom) powinno się nalewać mniej niż połowę filiżanki. Aby jak najczęściej dolewać, aby nie dało się wypić za wiele na raz i spędzić przy herbacie jak najwięcej czasu. I w ten sposób okazać gościnność.

Przez cały ten czas, to jest, od dnia, w którym wjechałem do Uzbekistanu, pisałem na Tinderze z pewną Uzbeczką z Taszkentu. Nelya, lat 26, pracuje w jakiejś agencji marketingowej. Podobno zajmuje się głównie prowadzeniem mediów społecznościowych różnych marek, ale oprócz tego robi różne inne "projekty".
Jeszcze przed odjazdem z Buchary, napisałem do niej, że za parę dni znowu będę w Taszkencie. To może się spotkamy i porozmawiamy przy herbacie. Zgodziła się.

Dlatego z Samarkandy do Taszkentu odjeżdżałem nastawiony, że zobaczę nie tylko miasto. Podróż koleją dużych prędkości, o której wspominałem w poprzednich dzidach. Tak wygląda w środku wagon klasy biznes.
Uzbekistan #5 - Samarkanda, Taszkent i randka z Uzbeczką
Wyraźnie lepiej niż w zwykłych pociągach. Rezerwując bilet przez internet możesz sobie od razu kupić posiłek, który ci przyniosą, ale do wyboru są tylko fast foody. Za to raz po wagonach przechodził ktoś z obsługi i sprzedawał lody gałkowe po 30.000 somów za małą porcję (około 9,60 zł).
Drugim razem za darmo rozdawali pakowane w folię drożdżówki, które powstały raczej w fabryce niż w piekarni.

Nocleg w Taszkencie wykupiłem sobie w mieszkaniu na najem krótkoterminowy. Ciekawe, czy u nich to gówno zatruwa rynek nieruchomości w takim stopniu jak u nas. Nie miałem kogo zapytać, kto byłby zorientowany w temacie.
W każdym razie, za 3 noce zapłaciłem, w przeliczeniu, około 270 złotych. Taniej niż niektóre hotele. Normalnie kosztowałoby drożej, ale podobno ktoś w ostatniej chwili odwołal rezerwację i właściciel wystawił z dużym rabatem, żeby nie stało puste. Co wpasowuje się w moją tezę, że w podróżach mam więcej farta niż rozumu.

Właściciel, jak się dowiedział, że jestem z Polski, powiedział mi, że jego córka studiowała we Wrocławiu, a teraz pracuje w Warszawie.

Mieszkanie 20-kilka metrów kwadratowych - jeden spory pokój, maleńka kuchnia i maleńka łazienka. Pierwsze piętro. Jakieś 10 km od głównego dworca. Dzielnica Yunusobod, która najprawdopodobniej jest przeciętną dzielnicą, to znaczy - bez patologii, ale i bez bananów. Na parkingach nie stało nic drogiego.

Z dworca do mieszkania dojechałem metrem.
Uzbekistan #5 - Samarkanda, Taszkent i randka z Uzbeczką
Zdjęcie zrobione następnego dnia. Gdy dojechałem, była niedziela wieczór i humor... to znaczy metro, było wtedy puste. Na wejściu do stacji, jak w przypadku kolei - bramka i skaner. Oraz dwóch strażników.
Sporo jeździłem metrem i ze dwa razy zdarzyło się, że strażnik poprosił, abym otworzył plecak i pokazał zawartość. Po minięciu kontroli bezpieczeństwa, podchodzi się do bramek i płaci za wstęp zbliżając kartę do terminala.
Uzbekistan #5 - Samarkanda, Taszkent i randka z Uzbeczką
1700 somów (około 55 groszy) za wstęp. Niezależnie czy wyjdziesz na następnej stacji, czy na drugim końcu miasta. Są cztery linie, a przejść z jednej na drugą da się bez wychodzenia za bramki (czyli bez dodatkowej opłaty).

Schemat linii i przystanków jest na każdej stacji i w każdym wagonie. Zawsze z zaznaczeniem, gdzie się znajdujesz. Więc nawet będąc kompletnie obcym, w każdej chwili wiesz, gdzie jesteś.
W wagonach wyświetla się nazwa następnej stacji, a z głośnika lecą komunikaty po uzbecku, rosyjsku i angielsku. Napisy też w trzech językach. Dzięki temu zaczynałem już łapać niektóre uzbeckie słowa.
Uzbekistan #5 - Samarkanda, Taszkent i randka z Uzbeczką
(widok z wieży telewizyjnej)

A co do tej randki z Tindera - spotkałem się z Nelyą o umówionej godzinie na Placu Przyjaźni Narodów. Zaopatrzywszy się wcześniej w bukiet kwiatów (w krajach poradzieckich kwiaty mają większe znaczenie niż u nas. Nie wiem dlaczego, ale tak jest). Najpierw poszliśmy na herbatę, potem do "Magicznego Miasteczka" (taki park rozrywki, z atrakcjami dla rodzin z dziećmi, oceanarium itp.). Wszystko trwało łącznie około 4 godziny.

Pewnie ktoś chciałby zapytać, czy zabrałem ją do tego 20-metrowego apartamentu na Yunusobodzie i czy rano zrobiłem jej śniadanie. Otóż nie. W Uzbeckich warunkach (konserwatywny, muzułmański kraj) coś takiego na pierwszej randce prawdopodobnie się nie zdarza. A już na pewno nie zdarza się ludziom z moim ryjem, zakolami i nadwagą. I dziewczynom mieszkającym z rodzicami, którzy zapytają dlaczego wróciła z randki następnego dnia.

Przed spotkaniem najbardziej stresowałem się tym, jak wypadnę rozmawiając po rosyjsku. Mówię z błędami (uczyłem się z muzyki i filmów, a nie szkoły). Nelya jeszcze podczas pisania na Tinderze proponowała, że możemy rozmawiać po angielsku, ale przejście na ten język traktowałbym jak poddanie się. To tak jak gdy idziesz po chodniku i starasz się nie nadepnąć tam, gdzie płyty się stykają. Niby wiesz, że nic się nie stanie, jeśli to zrobisz, ale czasami wolisz tego unikać...
W każdym razie, jakoś podołałem. Tylko kilka razy wstawiałem angielskie słowo, gdy nie mogłem sobie przypomnieć ruskiego odpowiednika.

Podsumowując - drugiej randki i tak by nie było, ale przynajmniej teraz wie, dlaczego w Polsce nie lubimy ruskich.
Uzbekistan #5 - Samarkanda, Taszkent i randka z Uzbeczką
(ulica Islama Karimova, a za nią Plac Przyjaźni Narodów. Z wielkim masztem i flagą).
Uzbekistan #5 - Samarkanda, Taszkent i randka z Uzbeczką
Zupa z ciecierzycy. Taka sobie. Da się zjeść, ale mają ciekawsze rzeczy.
Uzbekistan #5 - Samarkanda, Taszkent i randka z Uzbeczką
Kutab - duży, płaski pieróg, smażony na patelni. W środku wołowina. A to białe, to jogurt.
Uzbekistan #5 - Samarkanda, Taszkent i randka z Uzbeczką
Czeburek - daleki krewny samsy, burka i kutaba. Ciasto z mięsem w środku. smażone w taki sposób, że w środku gromadzi się powietrze. Dlatego na początku wygląda na wielkie bydle, ale tak na prawdę jest wielkości kutaba. Czeburka da się zjeść też w innych krajach poradzieckich, zwłaszcza tam, gdzie mieszkają Tatarzy.

Muszę ostrzec, że w niektórych lokalach (w jednym przypadku na dziesięć) doliczają do rachunku "opłatę za obsługę". Tutaj wyniosła 15%. Ogólnie było tanio w porównaniu z gastronomią w Polsce i już miałem zamiar zostawić chłopakom okrągłe 200.000 somów. Ale jak zobaczyłem na paragonie, że sami sobie doliczyli napiwek, to dokładnie przejrzałem portfel i kiesznie, aby wyłożyć wyliczoną sumę i ani soma więcej.
Uzbekistan #5 - Samarkanda, Taszkent i randka z Uzbeczką
Gdy następnym razem spotkam się z czymś takim, koniecznie zapytam, czy gdybym sam sobie poprzynosił wszystko z kuchni do stolika, to miałbym rachunek bez tej opłaty.

W tym miejscu kończę przedostatnią część. Wrzucę jeszcze jedną, o dalszej podróży przez zachodni Kazachstan. Nawet, jeśli ta część nie wejdzie na główną.

W komentarzu dam linki do poprzednich części. Dziękuję za doczytanie do końca. Pozdrawiam i wypierdalam,

obywatelpiwnicy
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
7
Uzbekistan #4 - Szybki Tadżykistan
Siema, dzidki!

Poprzednia część zakończyła się odjazdem z Buchary koleją dużych prędkości. 270 kilometrów do Samarkandy skład pokonał w dwie godziny (jeden przystanek po drodze).
Uzbekistan #4 - Szybki Tadżykistan
Dojechałem około 18:00. Wysiadłem wiedząc, że do hotelu mam jakieś 8 kilometrów. Ale tym razem nie zamierzałem sprawdzać ile w tym mieście wynosi "opłata za bycie białym" doliczana do rachunku za taksówkę.
Od pierwszego dnia podróży miałem zainstalowaną aplikację Yandex Maps. Niektórzy to wiedzą, ale na wszelki wypadek wyjaśnię, że w dużym uproszczeniu Yandex to taki rosyjski Google.

Na Kaukazie i w Azji Środkowej mapy Yandex sprawdzają się lepiej niż te od Google, bo na tych drugich nie każde miejsce jest oznaczone, nie wszędzie są podane godziny otwarcia i jeśli ktoś miejscowy wystawia opinię jakiemuś miejscu, to na Yandex-ie, a nie na Google.
Yandex w tych krajach bardzo dobrze informuje o komunikacji miejskiej. Na mapie klikasz przystanek i wyświetla ci się lista linii autobusowych, które się na nim zatrzymują w kolejności od tego, który podjedzie najwcześniej. Klikasz kafelek z tą linią i na mapie widzisz jej trasę.
To się przydaje tym bardziej, że na przystankach nie ma żadnych rozkładów jazdy ani nawet numerów linii. Tak jakby miejscowym nie były potrzebne.

W każdym razie, z użyciem Yandex Maps sprawdziłem jak dojechać do hotelu z jedną przesiadką. Nie musisz mieć żadnej aplikacji - przy wejściach jest terminal do płatności kartą. W Samarkandzie przejazd, niezależnie od odległości i czasu, kosztuje 1700 somów (55 groszy).
Nie widziałem żeby starsze panie płaciły kartą (może mają za darmo - nie wiem). Dzieciaki wysiadając wręczają kierowcy gotówkę.
Uzbekistan #4 - Szybki Tadżykistan
(zdjęcie zrobione dwa dni później. Zwykle w autobusach jest więcej ludzi). Dla miłośników komunikacji miejskiej wrzucam video. Pozostali mogą pominąć.
Następnego dnia, przed ósmą wyszedłem z hotelu. Przyjąłem za cel dostać się do Tadżykistanu (Samarkanda leży ledwie 40 kilometrów od granicy) i przed zmrokiem wrócić do hotelu. Było jasne, że wiele nie zobaczę. Chodziło mi właściwie tylko o to, aby móc dopisać kolejny kraj do listy odwiedzonych.

Autobusem dojechałem w okolice ronda przy wylotówce w stronę granicy. Aby jechać dalej, trzeba było złapać marszrutkę. A marszrutka wygląda mniej więcej tak:
Uzbekistan #4 - Szybki Tadżykistan
(na zdjęciu losowy Chevrolet Damas, ale takie same jeżdżą jako marszrutki).

Ten wehikuł jest krótszy i węższy od Mitsubishi Colta, ale zmieści się do niego kierowca i siedmioro pasażerów (dwa rzędy po trzy siedzenia plus jedno miejsce obok kierowcy).

Większość marszrutek ma za przednią szybą tablicę z nazwą miejscowości, do której jedzie. Nie mają rozkładów, nawet Yandex Maps ich nie uwzględnia. Trzeba zwyczajnie stanąć w miejscu, przy którym jest szansa, że marszrutka się zatrzyma i czekać. Tym miejscem nie musi być przystanek autobusowy. W Nukus widziałem ludzi czekających na marszrutkę przy krawędzi ruchliwej ulicy i rzeczywiście coś się zatrzymywało.

Jeśli marszrutka nie ma tablicy z nazwą miejscowości, trzeba zwyczajnie zapytać kierowcę dokąd jedzie.
Miejscowi na pewno wiedzą ile kosztują przejazdy na trasach, które ich interesują. Mnie się trafiło tak, że wsiadłem do Damasa, gdy jeszcze nie było w środku innych pasażerów. Za kurs pod samo przejście graniczne kierowca zaśpiewał 50.000 somów (około 16 złotych).
Cena wydała się uczciwa, jak na 40 kilometrów. Auto zatrzymywało się na przystankach w mijanych miescowościach, a tam ktoś wsiadał albo ktoś wysiadał. Ludzie w różnym wieku - starsza pani ze starszym panem, około 30-letnia pani z dwójką dzieci, dziewczyna która mogła jeszcze nie mieć 20 lat, panowie po 40-stce albo chłopak wyglądajacy na jakieś 12-13 lat. Pełen przekrój społeczeństwa.

Pomimo skromnych wymiarów auta, nie było mi ciasno, nawet gdy wszystkie miejsca były zajęte.
Uzbekistan #4 - Szybki Tadżykistan
Przed przejściem granicznym wszystko wyglądało prawie tak samo jak na przejściu pod Taszkentem - budki i stragany z kartami SIM, wymianą walut albo drobną gastronomią. Samo przejście graniczne też podobne do tego pod Taszkentem, tylko że mniejsze. Większość ludzi tam to migranci zarobkowi.
Od lat Tadżycy i Kirgizi (a w mniejszym stopniu Uzbecy i Kazachowie) wyjeżdżają do Rosji, gdzie pracują głównie na budowach albo jako kierowcy. Często podróżują samochodami i da się spotkać stare osobówki, zwykle Łady, na rosyjskich blachach, gdzie siedzi dwóch - trzech migrantów, a reszta auta jest wypchana po brzegi torbami, nierzadko wiozą coś na dachu.

Rosja nie jest już dla nich tak dogodnym miejscem do zarabiania pieniędzy jak przed rokiem 2022, ale nadal są tacy, którym opłaca się wyjeżdżać.

Po tadżyckiej stronie wymieniłem trochę waluty i dałem się znaleźć pierwszemu z brzegu taksówkarzowi. Dogadałem się, że podwiezie mnie na bazar w Pandżakencie (pierwsze, trochę większe miasto) i tam na mnie poczeka.
(widok z taksówki)
Wszystko da się zrobić z ZiŁ-a 130, nawet wóz strażacki (ten z pierwszego zdjęcia).

W środku bazar podobny do tych, które widziałem wcześniej w Kazachstanie i Uzbekistanie. Również pod tym względem, że nie mieli tam pocztówek.
Uzbekistan #4 - Szybki Tadżykistan
(melony sprzedawane prosto z paki Sprintera. Wielkiego da się kupić za równowartość około 10 - 15 zł. Mniejszych nie polecam, bo zwykle im większy, tym słodszy, a małe są bardziej nijakie w smaku. Ta sama reguła i te same ceny dotyczą arbuzów)
Uzbekistan #4 - Szybki Tadżykistan
(okolice bazaru)

Potem podjechałem z taksówkarzem do muzeum dawnego Pandżakentu.
Uzbekistan #4 - Szybki Tadżykistan
Uzbekistan #4 - Szybki Tadżykistan
Na początku VIII wieku Pandżakent leżał na wschodnich rubieżach Sogdiany - królestwa rządzonego przez dynastię pochodzącą z Persji. Królestwo podbili Arabowie, ale już po kilku latach w tej okolicy wybuchł bunt przeciwko nowym władcom.
W roku 722 Arabowie zdobyli Pandżakent i wymordowali wszystkich mieszkańców, których było wtedy około 3000 (nie tak mało, jak na tamte czasy). Sporą część budynków zniszczono. Później miasto zaczęło się odradzać i budować od zera, parę kilometrów od ruin. Muzeum mieści się właśnie tam, gdzie Pandżakent znajdował się zanim go Arabowie zaorali.
Uzbekistan #4 - Szybki Tadżykistan
(pozostałości po dawnym Pandżakencie, a w tle widać co wyższe budynki dzisiejszego miasta).

Stamtąd już skierowałem się już w drogę powrotną do granicy. Po trasie kierowca zatrzymał się na stacji benzynowej i ku mojemu zdziwieniu, okazało się, że paliwo w Tadżykistanie jest po 7,50 - 8,00 złotych. Dwa razy drożej niż w Uzbekistanie. A nawet drożej niż w Polsce.
Kierowca powiedział, że czasami tankuje po uzbeckiej stronie, ale nie tak często, jakby chciał, bo przekroczenie granicy samochodem potrafi zająć więcej niż dwie godziny w jedną stronę.

Poniżej widok z taksówki w drodze powrotnej. 
Za w sumie około 50 kilometrów plus łącznie godzinę oczekiwania (bazar i muzeum) taksówkarz wziął w przeliczeniu około 100 złotych.

Około 17:00 byłem znowu w Samarkandzie. Niektórzy pytają o miejscową kuchnię, dlatego poniżej pokazuję manti. Podobne do pierogów - w środku wołowe mięso, polane czymś co z wyglądu i smaku przypomina maggi.
To białe na środku z początku wyglądało mi na majonez, ale na szczęście to był jogurt. Gęstszy od zwykłego jogurtu, ale nie tak gęsty jak jogurt typu greckiego. Dodatkowo podali butelkę ze słodko-ostrym sosem i pieczywo.
Trzeba być bardzo głodnym albo bardzo ruskim, żeby zagryzać pierogi chlebem.

Odnoszę wrażenie, że manti to taka potrawa, której smak zależy od tego kto i jak je robił. To z nagrania powyżej średnio mi smakowało, ale dwa dni później, w innym lokalu jadłem lepsze, podane z pomidorami i cebulą.

To wszystko na dzisiaj. Dziękuję za doczytanie do końca i pozytywny odbiór.

Pozdrawiam i wypierdalam,
ObywatelPiwnicy
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
63
Uzbekistan #3
Siema dzidki!

Po pięciu dniach przebyta trasa wyglądała następująco:
Uzbekistan #3
(Każdy dzień innym kolorem. Łącznie około 2200 km)

Piątego dnia o 15:00 siedziałem już w pociągu z Nukus do Buchary. Trzecia klasa. Wagon taki sam, jak jeżdżące w nocy, czyli z miejscami do spania. Miałem miejsce na dole, można było sobie je złożyć i mieć siedzenie plus stolik.

Około 23:30 wysiadłem na dworcu w Bucharze. Nie miałem żadnego planu na tę noc, żadnego zarezerwowanego hotelu. Oczywiście da się znaleźć w necie hotele z opcją późnego zameldowania się, ale te miały chore ceny.
Uzbekistan #3
(odległość między miastami: około 550 km)

Sprawdziłem piętro dworca. Rzeczywiście, mieli tam "pokój odpoczynku" (patrz: poprzednia część), ale przed wejściem stał kontuar, taki jak mają na recepcji w hotelach. Nie było nikogo, kogo dałoby się zapytać czy można wejść i się umyć. Ale drzwi były otwarte na oścież.
We własnym kraju pewnie wbiłbym na krzywy ryj, ale na obczyźnie miałem opory.

Ostatecznie, poszedłem spać bez prysznica, na ławce w dworcowej poczekalni. Była odpowiednio szeroka, a plecak położony pod głową sprawdzał się jako poduszka.

Z dworca do centrum było osiem kilometrów. W carskiej Rosji opracowano tę strategię - w rejonach, które mogły się zbuntować, dworce kolejowe budowano na obrzeżach miast. Aby w razie powstania wojsko mogło dojechać koleją na przedmieścia i w spokoju przystąpić do pacyfikacji.
Słyszeliście te historie z Powstania Wielkopolskiego, gdy niemieckie posiłki przyjeżdżały koleją na dworzec w centrum miasta, a tam już czekali na nich uzbrojeni powstańcy?

To, co było dobre dla ruskiego okupanta, dla polskiego turysty oznaczało wybór między długim spacerem a taksówką.
Uzbekistan #3
Uzbekistan #3
(przed dworcem)

Padło na taksówkę. Za kurs zapłaciłem, w przeliczeniu, około 55 złotych. Czyli mniej więcej połowę taniej niż w Taszkencie, ale nie tak tanio jak w Nukus. Prawdopodobnie cena i tak zawierała "opłatę za bycie białym".
(widok z okna taksówki)

Po drodze zapytałem kierowcę gdzie tu można kupić pocztówki, bo ani na poczcie, ani na bazarach nie mają. A ten zwyczajnie otworzył schowek, wyjął stosik kartek i zapytał czy takie mogą być.

Wyglądały na zrobione metodą "zrób to sam". Zdjęcia zrobione telefonem, wydrukowane na trochę lepszym papierze. Ale na bezrybiu i rak ryba - kupiłem z dziesięć. Pewnie inni turyści tak często pytali taksówkarzy o pocztówki, że ci wyczuli w tym okazję na dodatkowy zarobek.

Pierwszy cel - twierdza.
Uzbekistan #3
Uzbekistan #3
Uzbekistan #3
Zbudowano ją w XVI wieku, gdy Chanatem Buchary rządzili pochodzący z Persji Szaibanidzi. W 1920, podczas oblężenia Buchary przez bolszewików, twierdzę zbombardowano z powietrza.

Nie ma na to twardych dowodów, ale część uszkodzeń mogła być dziełem samych obrońców. Gdy ostatni emir uciekał do Afgansitanu ze skarbami, nakazał wysadzić niektóre pomieszczenia (na przykład harem), aby nie mogły zostać sprofanowane przez bolszewików.
Uzbekistan #3
(ruiny meczetu, który stał wewnątrz twierdzy. W islamie meczet jest świątynią cały czas, nawet jeśli się zawali albo celowo go uszkodzi. A jeśli go zburzysz i wywieziesz gruz, to kawałek gruntu, na którym stał, muzułmanie nadal będą uważać za miejsce kultu)
Uzbekistan #3
Uzbekistan #3
(widok z twierdzy na miasto)
Uzbekistan #3
(wielbłąd spotkany pod twierdzą)
Uzbekistan #3
(to samo zdjęcie, co na początku) Medresa Ulugbeka, jakieś 5 minut pieszo od twierdzy. Najstarszy budynek w Bucharze, który zachował się do naszych czasów w niezmienionym kształcie. Wybudowano ją w 1417, czyli parę lat po bitwie pod Grunwaldem.

Medresy to islamskie szkoły. Niektóre są małe i oferują tylko naukę pisania, czytania i prawa koranicznego. Ale są też takie porządne, a ta konkretna, była jedną z najlepszych w swoich czasach. Uczono tam matematyki, astronomii, języków obcych, prawa koranicznego i pewnie czegoś jeszcze.

A dlaczego to prawo koraniczne jest tam takie ważne? Bo w świecie islamu nie ma rozróżnienia na prawo świeckie i prawo religijne. Jedynym prawem jest to, które Allah podyktował Mahometowi i spisano w Koranie. Wobec tego wszystkie aspekty życia muszą być podporządkowane religii. Dlatego, w świecie islamu, jeśli ktoś skończył teologię to tak, jakby od razu był prawnikiem.

Oczywiście, współcześnie wiele krajów muzułmańskich ma świeckie kodeksy, które czasami mocno rozmijają się z Koranem. Klasyczny przykład to Turcja.
Uzbekistan #3
Tutaj przykład kaligrafii, czyli sztuki odręcznego pisma. Ktoś coś napisał arabskim alfabetem w taki sposób, aby wyglądało jak statek z żaglami i wiosłami.
W islamie nie wolno robić obrazów przedstawiających ludzi i zwierzęta, dlatego pobożni artyści, działając w ramach tego, co wolno, rozwinęli sztukę odręcznego pisania.

Oczywiście dzisiaj ten zakaz nie jest jakoś specjalnie przestrzegany. Prawie nigdzie nie ma problemu, aby kobieta zrobiła sobie zdjęcie do dowodu z widoczną twarzą, a w telewizji normalnie pokazują ludzi i zwierzęta.
Uzbekistan #3
Na przykład tutaj wizerunek jednocześnie człowieka i zwierzęcia. To podobno upamiętnienie jakiegoś kaznodziei żyjącego w średniowieczu. Pani ze straganu z pamiątkami opowiedziała mi, że według legendy ten słynący z pobożności człowiek przyjechał do Buchary, gdy miasto od dłuższego czasu zmagało się z suszą i zaczynało brakować wody pitnej. I podobno wymodlił opady deszczu, wspominając Allahowi, że nigdy nie prosi o nic dla siebie i tym razem też, bo chodzi o wodę dla miasta.
Uzbekistan #3
(ZiŁ 130 z cegłami na pace. Nie dalej niż 500 metrów od Medresy Ulugbeka)

A poniżej coś, co chętnie przeniósłbym z Uzbekistanu do Polski i całej Europy
przy sygnalizacji wyświetla się liczba sekund do zmiany światła. Tak nie jest na pojedynczym skrzyżowaniu albo w pojedynczym mieście - tak jest w całym Uzbekistanie.
Jaka to jest oszczędność nerwów... Również z perspektywy pieszego, bo na przejściach nie zawsze masz sekundnik, ale zawsze możesz spojrzeć ile zostało do zmiany światła dla samochodów.

Oczywiście, na nagraniu prawie same Chevrolety.

Inna fajna rzecz w Bucharze, to uliczna budka, w której sprzedawali świeżo wyciskane soki. Za równowartość mniej niż 10 zł nalewali pół litra soku (do wyboru kilka owoców, np. pomarańcza, arbuz, jabłko, truskawka, kiwi). Przy 47 stopniach coś takiego, z kostkami lodu to była świetna sprawa.

Pokażę wam jeszcze uzbecki mebel.
Uzbekistan #3
Uzbekistan #3
Miejscowi mówią na to tapczan. Można to spotkać w restauracjach i hotelach, ale podobno ludzie mają to też normalnie u siebie w domach. Podobno siada się tam bez butów, po turecku i tak się zjada obiad. Są też wersje bez stolika na środku.

Będąc w tamtej knajpie nie robiłem zdjęć jedzenia.
Uzbekistan #3
Siódmego dnia wyprawy opóściłem Bucharę. Tym razem odjeżdżając koleją dużych prędkości, Afrosiyob. Prędkość maksymalna 250 km/h.
Skład to produkt hiszpańskiej marki Talgo. Lokomotywy i wagony w 2021 roku przepłynęły z Hiszpanii do Petersburga, a dalej pojechały przez Rosję i Kazachstan (podwozia na rosyjską szerokość torów).

Pamiętam jak u nas się jarano kilkanaście lat temu, że z Pendolino pociągi będą jeździć 160 km/h.

Dziękuję za doczytanie do końca i za pozytywny odzew. Staram się nie wrzucać dzid zbyt często, aby się nie przejadły.

Następnej części będzie o krótkiej wizycie w Tadżykistanie.

Pozdrawiam i wypierdalam,
obywatelpiwnicy
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.086850881576538