Spanie na sniegu

147
Spanie na sniegu
Sypiam na śniegu. Zapytanie od jak dawna. Od niedawna ale zajebiście się wkręciłem.

Miniony weekend, sobota popołudniu. Spakowany sprzęt do sakw i heja w drogę rowerem. O 22 na miejscu. Jedna z pustyń w okolicy Bukowna. Słaba pustynia bo już się zalesia ale piach nadal jest.
Cała godzina na przygotowanie obozu. Trzy razy przestawiany namiot bo zależnie od miejsca albo miękki piach , albo zmarzlina w która śledzia nie wbijesz.

O 23 kolacja , kiełbasa gotowana w wodzie z potoku. Do tego rześkie minus osiem.

Tym razem podkładka do spania zrobiona na odwrót. Dmuchany materac na dole a na nim karimata jajczarka. 
Faktycznie jest wygodniej i cieplej. Karimata bezpośrednio pod materacem daje więcej miękkości.
(Następnym razem spróbuję kanapki alumata-maaterac-kaarimata).

W nocy najbardziej marznie nos. Więc zaciągnąłem czapke tak że go zasłaniała. Przez to nic nie widać bo oczy też zasłonięte. Ale powiedzmy sobie szczerze, po tylu arabskich Googlach...

Dzwieki z zewnątrz nie przeszkadzają. Do szumu wiatru i wody można się szybko przyzwyczaić. Dzikich zwierząt brak. Albo poszły gdzie indziej.

Poza tym dyskomfortem na twarzy, wszystko inne prima sort. Nad ranem nawet się zaczęło robić za ciepło. Na zewnątrz minus cztery, w środku minus dwa.

O ósmej pobudka. Śniadanie. Do butów wrzucone podgrzewacze żeby zimnych nie zakładać i da się żyć. 
Zbieranie obozu zajęło półtorej godziny. Namiot zwinięty byle jak, doschnie w domu.

Reszta upakowana do sakw i w drogę.

Ręce przemarzły mi dopiero cztery godziny później jak dojeżdżałem do domu.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.10743403434753