Im dłużej czytam o Zondacrypto, tym bardziej dochodzę do wniosku, że próba zrobienia z tego afery PiS, afery KO albo afery Konfederacji przypomina próbę ustalenia właściciela gówna znalezionego na środku szamba.
Każdy stoi po swojej stronie i krzyczy: TO ICH GÓWNO!.
PiS pokazuje na Tuska i jego słynną koszulkę, KO pokazuje na Piesiewicza, Moskala, Wiplera i całą resztę, Konfederacja tłumaczy, że Wipler to nie cała Konfederacja, a w tle wychodzi Romana Giertycha i mówi 'dzień dobry'.
Tu warto się zatrzymać - Polityk KO, który jednocześnie jest obrońcą Przemysława Krala, czyli człowieka stojącego w samym środku afery Zondacrypto.
Oczywiście Giertych jako adwokat ma prawo bronić swojego klienta. Tylko że jednocześnie jest czynnym politykiem KO, czyli środowiska, które politycznie wykorzystuje aferę Zondacrypto do napierdalania w PiS, prezydenta i opozycję.
Czyli mamy sytuację, w której polityk jednej ze stron politycznego sporu jest prawnym obrońcą człowieka, którego sprawa jest przedmiotem tego sporu.
Czy to samo w sobie oznacza, że Giertych zrobił coś nielegalnego? Nie.
Czy tworzy zajebiście interesujące pytanie o konflikt ról i interesów? No chyba, kurwa, tak.
Zwłaszcza że za chwilę człowiek już nie wie, czy słucha polityka KO, adwokata Krala, czy bohatera kolejnego odcinka „Dzień dobry, tu Roman”.
Wracająć do samej afery, to kurwa, brakuje tylko Makłowicza. Bo jeśli jutro wypłynie zdjęcie Krala z Robertem przy chorwackim stole, będziemy mieli aferę kuchni dalmatyńskiej.
I właśnie w tym jest problem. Zondacrypto przez lata była wszędzie. Republika, TVN, Polsat, WOŚP, sport, wydarzenia, politycy z różnych środowisk. Według danych IMM wartość jej reklam w monitorowanych mediach w latach 2024–2026 wyniosła 53,4 mln zł. Więc nagłe robienie z niej firmy PiS jest równie wiarygodne jak twierdzenie, że nikt nigdy o niej nie słyszał.
Jeżeli ktoś brał łapówki, załatwiał interesy, wykorzystywał stanowisko albo popełnił przestępstwo - rozliczyć. Bez względu na legitymację partyjną.
Ale potem pojawia się słynna ustawa krypto.
KO mówi: Gdyby prezydent jej nie zawetował, byłby większy nadzór KNF i wszystko wyglądałoby inaczej.
No kurwa, nie.
Ta ustawa była tak skonstruowana, że robienie z niej magicznego bezpiecznika, który uratowałby klientów Zondacrypto, jest po prostu naciąganiem rzeczywistości. Próba wmówienia ludziom, że to przez weto prezydenta doszło do całej afery, jest mniej więcej jak powiedzenie, że jakby wcześniej wymienić gaśnicę, to pożaru na pewno by nie było.
Nie wiadomo, czy ta ustawa wykryłaby problem Zondacrypto, nie wiadomo, czy zapobiegłaby upadkowi firmy i na pewno nie można przedstawiać jej jako rozwiązania, które automatycznie odzyskałoby ludziom pieniądze.
A już robienie z Nawrockiego głównego winnego tej historii tylko dlatego, że zawetował ustawę, jest zwyczajnie politycznym bingo.
Tylko KO ma przy tym swój własny, zajebiście niewygodny problem - RZĄDZI OD 3 LAT.
Jeżeli państwo miało informacje o problemach Zondacrypto, jeżeli służby coś wiedziały, jeżeli były sygnały ostrzegawcze, to mam jedno bardzo proste pytanie:
To co, do chuja, zrobiliście przez te trzy lata?
Każdy stoi po swojej stronie i krzyczy: TO ICH GÓWNO!.
PiS pokazuje na Tuska i jego słynną koszulkę, KO pokazuje na Piesiewicza, Moskala, Wiplera i całą resztę, Konfederacja tłumaczy, że Wipler to nie cała Konfederacja, a w tle wychodzi Romana Giertycha i mówi 'dzień dobry'.
Tu warto się zatrzymać - Polityk KO, który jednocześnie jest obrońcą Przemysława Krala, czyli człowieka stojącego w samym środku afery Zondacrypto.
Oczywiście Giertych jako adwokat ma prawo bronić swojego klienta. Tylko że jednocześnie jest czynnym politykiem KO, czyli środowiska, które politycznie wykorzystuje aferę Zondacrypto do napierdalania w PiS, prezydenta i opozycję.
Czyli mamy sytuację, w której polityk jednej ze stron politycznego sporu jest prawnym obrońcą człowieka, którego sprawa jest przedmiotem tego sporu.
Czy to samo w sobie oznacza, że Giertych zrobił coś nielegalnego? Nie.
Czy tworzy zajebiście interesujące pytanie o konflikt ról i interesów? No chyba, kurwa, tak.
Zwłaszcza że za chwilę człowiek już nie wie, czy słucha polityka KO, adwokata Krala, czy bohatera kolejnego odcinka „Dzień dobry, tu Roman”.
Wracająć do samej afery, to kurwa, brakuje tylko Makłowicza. Bo jeśli jutro wypłynie zdjęcie Krala z Robertem przy chorwackim stole, będziemy mieli aferę kuchni dalmatyńskiej.
I właśnie w tym jest problem. Zondacrypto przez lata była wszędzie. Republika, TVN, Polsat, WOŚP, sport, wydarzenia, politycy z różnych środowisk. Według danych IMM wartość jej reklam w monitorowanych mediach w latach 2024–2026 wyniosła 53,4 mln zł. Więc nagłe robienie z niej firmy PiS jest równie wiarygodne jak twierdzenie, że nikt nigdy o niej nie słyszał.
Jeżeli ktoś brał łapówki, załatwiał interesy, wykorzystywał stanowisko albo popełnił przestępstwo - rozliczyć. Bez względu na legitymację partyjną.
Ale potem pojawia się słynna ustawa krypto.
KO mówi: Gdyby prezydent jej nie zawetował, byłby większy nadzór KNF i wszystko wyglądałoby inaczej.
No kurwa, nie.
Ta ustawa była tak skonstruowana, że robienie z niej magicznego bezpiecznika, który uratowałby klientów Zondacrypto, jest po prostu naciąganiem rzeczywistości. Próba wmówienia ludziom, że to przez weto prezydenta doszło do całej afery, jest mniej więcej jak powiedzenie, że jakby wcześniej wymienić gaśnicę, to pożaru na pewno by nie było.
Nie wiadomo, czy ta ustawa wykryłaby problem Zondacrypto, nie wiadomo, czy zapobiegłaby upadkowi firmy i na pewno nie można przedstawiać jej jako rozwiązania, które automatycznie odzyskałoby ludziom pieniądze.
A już robienie z Nawrockiego głównego winnego tej historii tylko dlatego, że zawetował ustawę, jest zwyczajnie politycznym bingo.
Tylko KO ma przy tym swój własny, zajebiście niewygodny problem - RZĄDZI OD 3 LAT.
Jeżeli państwo miało informacje o problemach Zondacrypto, jeżeli służby coś wiedziały, jeżeli były sygnały ostrzegawcze, to mam jedno bardzo proste pytanie:
To co, do chuja, zrobiliście przez te trzy lata?
I nie, koszulka Tuska nie jest odpowiedzią. Weto Nawrockiego też nie.
Człowiek, który stracił oszczędności, ma kompletnie wyjebane, czy Kral spotkał się z Moskalem na Ibizie, czy Piesiewicz nosił zegarek, czy Wipler znał Krala, czy jego obrońcą jest jednocześnie polityk KO Giertych, czy Tusk miał koszulkę, a Republika dostała więcej reklam niż TVN.
On chce wiedzieć jedno: gdzie są jego pieniądze i kto miał obowiązek zareagować wcześniej?
Bo to jest właśnie jak gówno w szambie. Wszyscy wiedzą, że tam jest, wszyscy stoją dookoła i pokazują palcem, że śmierdzi, ale każdy próbuje udowodnić, że gówno jest z tamtej strony.
PiS: Tusk!
KO: PiS!
Ktoś: Wipler!
Ktoś inny: Nawrocki!
Republika: Tusk! Giertych!
TVN: PiS!
A szambo jak śmierdziało, tak śmierdzi.
Dlatego nie kupuję żadnej z tych prostych narracji. Jeżeli ktoś jest umoczony-rozliczyć. Jeżeli ktoś wiedział i nic nie zrobił- też rozliczyć. Jeżeli państwo miało informacje i nie zareagowało skutecznie - władza ma obowiązek się z tego wytłumaczyć.
Bo PiS może być umoczony po pachy, a KO jednocześnie może ponosić odpowiedzialność za to, że przez trzy lata nie zrobiło wystarczająco dużo. Jedno drugiego, kurwa, nie wyklucza.
Najłatwiej znaleźć winnego.
Najtrudniej znaleźć odpowiedzialnego.
Wypierdalam
Człowiek, który stracił oszczędności, ma kompletnie wyjebane, czy Kral spotkał się z Moskalem na Ibizie, czy Piesiewicz nosił zegarek, czy Wipler znał Krala, czy jego obrońcą jest jednocześnie polityk KO Giertych, czy Tusk miał koszulkę, a Republika dostała więcej reklam niż TVN.
On chce wiedzieć jedno: gdzie są jego pieniądze i kto miał obowiązek zareagować wcześniej?
Bo to jest właśnie jak gówno w szambie. Wszyscy wiedzą, że tam jest, wszyscy stoją dookoła i pokazują palcem, że śmierdzi, ale każdy próbuje udowodnić, że gówno jest z tamtej strony.
PiS: Tusk!
KO: PiS!
Ktoś: Wipler!
Ktoś inny: Nawrocki!
Republika: Tusk! Giertych!
TVN: PiS!
A szambo jak śmierdziało, tak śmierdzi.
Dlatego nie kupuję żadnej z tych prostych narracji. Jeżeli ktoś jest umoczony-rozliczyć. Jeżeli ktoś wiedział i nic nie zrobił- też rozliczyć. Jeżeli państwo miało informacje i nie zareagowało skutecznie - władza ma obowiązek się z tego wytłumaczyć.
Bo PiS może być umoczony po pachy, a KO jednocześnie może ponosić odpowiedzialność za to, że przez trzy lata nie zrobiło wystarczająco dużo. Jedno drugiego, kurwa, nie wyklucza.
Najłatwiej znaleźć winnego.
Najtrudniej znaleźć odpowiedzialnego.
Wypierdalam
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
W tym smutnym mieście szczecin, najlepszym miejscu do życia przegłosowanym przez emerytów co najchętniej by całe miasto zamienili w park ostała jedna impreza motoryzacyjna z rewalizacją sportową....
Zawody odbywają się poza miastem oprócz jednego odcniku na terenie poligonu na obrzeżacha miasta gdzie też się znajduje baza serwisowa.
Kikna dni rajdu i tyle, auta terenowe, komu by to przeszkadzało jak jedynie kawałek ulicy wyłączyli na start i to nie przelotowej. W porównaniu do jakiś biegów gdzie pół miasta stoi, albo ich nocnej wersji gdzie drą ryja lub... jakiś koncertów. I wtedy wychodzi on, cały na biało xD
Dla miejscowych jest znany, radny partii zielonych czyli KO, wszystko mu przeszkadza, za nim jego wyborcy eko. Najchętniej by zwężał główne ulice aby robić ścieżki rowerowe, nawet sobie taką jedną upatrzył która akurat prowadzi do pracy mojej ex xD Mimo wszystko jestem przeciw jej zwężeniu bo to dość ważna droga... tak czy siak postanowił zabrać głos w sprawie rajdu, to co nagrał jest na drodze która prowadzi do parku serwisowego, pewnie wracali z odcinka specjalnego.
Oczywiście w całym tym rowerowym aktywizimie i pokazowych wystąpieniach na jakiś biegach nie przeszkadza mu to samemu poruszać się, spalinowym, nie hybrydowym civiciem xD