0
12
Słuchajcie dzidki, chciałbym was zachęcić do pewnej lektury, właściwie baśni autorstwa Stanisława Lema - jednego z najbardziej wybitnych światowych autorów sci-fi, a przy okazji opowiedzieć trochę o nim samym. Lem jest naszym dobrem narodowym takiej samej wartości jak pierogi czy Bieszczady, a taka Tokarczuk z wyciągniętymi do góry rękami co najwyżej może mu posmyrać z dołu piętę, co może dałoby jej jakieś +5 do inteligencji za samą styczność z tym wybitnym umysłem. Bo Lem miał najwyższy udokumentowany wynik IQ w Polsce - 180-185, zależy od źródła.
Większość z was pewnie słyszała, że Lem przepowiedział e-booki: "Książki to były kryształki z utrwaloną treścią. Czytać można je było przy pomocy optonu. Był nawet podobny do książki, ale o jednej, jedynej stronicy między okładkami. Za dotknięciem pojawiały się na niej kolejne karty tekstu." Napisał to 47 lat przed pierwszym czytnikiem Kindle z technologią E-Ink w powieści "Powrót z gwiazd", ale dziś będę chciał wam polecić coś krótszego, gdzie także w niesamowicie dokładny sposób sprawdza się przewidywanie naszego polskiego autora. Mianowicie chodzi o "Przyjaciela Automateusza". W tym krótkim opowiadaniu Lem przedstawia historię Automateusza i jego malutkiego doradcę Wucha - bo wkłada się go do ucha. Wuch jest czymś w rodzaju sztucznej inteligencji - Lem już wcześniej podejmował temat ai, ale to opowiadanie w kontekście dzisiejszych czasów jest wyjątkowe na tle innych Lemowych książek z ai, bo Wuch jest wypisz wymaluj chatem gpt.
Większość z was pewnie słyszała, że Lem przepowiedział e-booki: "Książki to były kryształki z utrwaloną treścią. Czytać można je było przy pomocy optonu. Był nawet podobny do książki, ale o jednej, jedynej stronicy między okładkami. Za dotknięciem pojawiały się na niej kolejne karty tekstu." Napisał to 47 lat przed pierwszym czytnikiem Kindle z technologią E-Ink w powieści "Powrót z gwiazd", ale dziś będę chciał wam polecić coś krótszego, gdzie także w niesamowicie dokładny sposób sprawdza się przewidywanie naszego polskiego autora. Mianowicie chodzi o "Przyjaciela Automateusza". W tym krótkim opowiadaniu Lem przedstawia historię Automateusza i jego malutkiego doradcę Wucha - bo wkłada się go do ucha. Wuch jest czymś w rodzaju sztucznej inteligencji - Lem już wcześniej podejmował temat ai, ale to opowiadanie w kontekście dzisiejszych czasów jest wyjątkowe na tle innych Lemowych książek z ai, bo Wuch jest wypisz wymaluj chatem gpt.
Opowiadanie jest króciutkie, przyjemne, jak na standardy Lema niesamowicie przystępne, w szczególności dla czytelników nielubiących sci-fi. Myślę, że to może być też dobry start dla kogoś kto chciałby zacząć przygodę z najbardziej poczytnym pisarzem sci-fi swego czasu. Od siebie dodam, że dla mnie czytanie Lema jest niesamowicie oczyszczającym doświadczeniem i czasami się zastanawiam, jak mogliśmy się tak dać pochłonąć tym wszystkim tik tokom i całym tym szambem.
A dla dzidków literacko-politycznych polecam niezły cross over - wywiad Lema przeprowadzony przez... Grzegorza Brauna. Fajnie się tego słucha, jest na yt. A teraz wypierdalam.
A dla dzidków literacko-politycznych polecam niezły cross over - wywiad Lema przeprowadzony przez... Grzegorza Brauna. Fajnie się tego słucha, jest na yt. A teraz wypierdalam.
14
Serial “The Walking Dead” kojarzą chyba wszyscy. Powstał on na podstawie serii komiksów autorstwa Roberta Kirkmana, Charliego Adlarda, Cliffa Rathburna i Stefano Gaudiano. W Polsce cykl został wydany pod nazwą “Żywe Trupy”.
Schemat w popkulturze już dobrze znany. Pojawia się wirus zamieniający ludzi w krwiożercze zombie. Ugryzieni się przemieniają, martwi wracają do (nie)żywych. W takiej scenerii ze śpiączki wybudza się postać, którą można chyba uznać za głównego bohatera, policjant Rick Grimes. Pierwsze, co postanawia zrobić, to odnaleźć swoją rodzinę. Tak zaczyna się seria licząca 32 tomy. Robert Kirkman we wstępie zadeklarował, że planuje stworzyć telenowelę w postapokaliptycznym świecie. Do walki o przetrwanie zostały więc wplecione wątki obyczajowe.
Rick i jego towarzysze nie są jedynymi ocalałymi. Różne grupy ludzi, a czasem też samotnicy, przemierzają Amerykę w poszukiwaniu żywności i bezpieczeństwa. Skrajne warunki zmuszają ich do podejmowania decyzji nieprzystających człowiekowi cywilizowanemu i powodują konieczność stanięcia do walki o ograniczone zasoby z innymi. Najgorsze ludzkie cechy zyskują duże pole do popisu. Wybrzmiewa w ten sposób jeden z głównych motywów serii, że najgorszymi potworami są ludzie.
Wśród postaci trafiają się osobliwe indywidua. Kilkoro z nich przeniknęło do popkultury, stając się bohaterami memów, filmików i innych przeróbek. Doczekali się nawet występowania w grach komputerowych. Najszybciej pojawiającą się taką postacią jest Michonne - murzynka władająca dwoma samurajskimi mieczami. Gdy ją poznajemy, trzyma na łańcuchu dwójkę zombie, co ma służyć za kamuflaż. Wyjątkowo prezentuje się również Ezekiel, pełniący wśród jednej z ocalałych grup funkcję króla. Jego charakterystycznym atrybutem jest trzymana na łańcuchu tygrysica. Najbardziej znany wydaje się być jednak jeden z czarnych charakterów, Negan. To psychopatyczny przywódca grupy terroryzującej pozostałych ocalałych. Nosi ze sobą kij bejsbolowy, którego nazywa Lucille. Cechuje go duże poczucie humoru, lubi robić sobie jaja z gnębionych ludzi.
Czy warto przeczytać komiks po obejrzeniu serialu? Tak, występują pomiędzy nimi bowiem różnice. Fabuła przebiega czasami inaczej, niektóre postacie są, innych nie ma. Podejście do akcji jest też odmienne. Ekranowi bohaterowie są wręcz zagłaskiwani przez scenarzystów, na papierze zaś autorzy nie mają dla nich litości. Na minus dla pierwowzoru wypada niestety strona obyczajowa. Romanse, zazdrości, czy relacje mają telenowelowy charakter.
Czytający moje wypociny zadadzą sobie z pewnością pytanie, gdzie można nabyć komiksy. Najlepiej w wersji elektronicznej i z założeniem, że gratis to uczciwa cena. Daleko nie trzeba szukać. Całość zebrał i udostępnij użytkownik FLUB w niniejszym poście: https://jbzd.com.pl/obr/2047879/the-walking-dead-komiks-po-polsku. Mimo, że od dawna pozostaje nieaktywny, należy mu się plus na profil. Jak ktoś brzydzi się biedą, może też rzucić odznaką. Polecam to uczynić i wypierdalam.
4
11
Ernst Jünger to pisarz w Polsce mało znany. Niesłusznie, bowiem jest to twórca bardzo płodny, w wypadku którego ilość idzie z reguły w jakość. W swoich dziełach podejmował głównie tematykę polityczno-filozoficzną, jednak książki te w jego czasach można było uznawać też za science-fiction. Przykładem takiego tytułu jest wydane w 1948 r. “Heliopolis”.
Akcja powieści dzieje się w bliżej nieokreślonej przyszłości. Nastąpił nowy porządek polityczny. Nie został on szczegółowo wyjaśniony, pewne nazwy geograficzne i funkcje brzmią znajomo, inne zaś są zupełnie obce. Fragment świata przedstawiony w książce znajduje się na terytorium potęgi rządzonej przez Regenta. Choć narzuca on ogólne prawa i reguły gry, nie miesza się w lokalne konflikty. Jeden z nich ma miejsce w tytułowym mieście Heliopolis, gdzie walkę o władzę toczą dwa stronnictwa: Pałac, reprezentowany przez Prokonsula oraz Urząd Centralny zarządzany przez Starostę.
Prokonsul nazywany jest również Księciem. Funkcja ta oddaje charakter jego stronnictwa. Pałac reprezentuje stary porządek, w którym arystokracja tworzy elitę intelektualną i wojskową. Charakteryzuje go obyczajowy konserwatyzm i przywiązanie do tradycji oraz honoru. W znajdującej się pod jego pieczą szkole wojskowej uczy się jazdy konno czy fechtunku. Nie oznacza to jednak niechęci do nowych technologii. Armia wyposażona jest również w nowoczesne uzbrojenie. Właśnie do tej frakcji należy główny bohater powieści, Lucius de Geer.
Starosta reprezentuje zupełnie inne podejście. Jego stronnictwo stawia na zadowolenie mas, zrównanie wszystkich do jej poziomu. Żadnych wyższych wartości, materializm i rozpusta. Do zdobycia i poszerzenia władzy wykorzystuje brudne zagrywki: zarządzanie nastrojami społecznymi, spiski, intrygi, zastraszanie, zdrady oraz zbrodnie. Choć kierowany przez niego Urząd Centralny znajduje się w mieście, sam rezyduje na wyspie Castelmarino, która cieszy się ponurą sławą z powodu torturowania i eksperymentowania na więźniach politycznych.
W powieści przeplata się wiele motywów: politycznych, moralnych, filozoficznych, historycznych, społecznych, duchowych, czy autobiograficznych. Trzy pierwsze akcentowane są najmocniej. Jeżeli ktoś lubi książki, gdzie akcja pędzi do przodu na złamanie karku, tutaj może się wynudzić. Fabuła bowiem roi się od dygresji i rozważań egzystencjalnych. Dla mnie jednak nie stanowi to wady. Wplecenie ich w treść przywodzi mi na myśl grę komputerową, gdzie wątek główny urozmaicony jest misjami pobocznymi. Nie są to jednak zadania wyjęte z kontekstu; pozwalają lepiej poznać i zrozumieć wykreowaną przez autora rzeczywistość i jej bohaterów. Czytelnicy, którzy chcą, żeby coś się działo, również zostają zaspokojeni. “Heliopolis” jest zatem dziełem wielowymiarowym. Moim zdaniem warto dać mu szansę, bo jest to książka o niepowtarzalnym klimacie. Polecam i wypierdalam.
1
16