Taki czlowiek

0
Taki czlowiek
Był handlowcem i podróżnikiem. Przez pewien czas mieszkał w Wenecji, Palestynie oraz Aleksandrii, gdzie przeszedł na islam. Będąc szpiegiem na usługach władcy Goa - jednego z regionów Indii - został pojmany przez Vasco da Gamę podczas jego słynnej wyprawy w 1498 roku. Ten jednak postanowił darować mu życie, ponieważ zorientował się, że doskonale zna Indie, język, zwyczaje i morskie drogi. Został zmuszony do przyjęcia chrześcijaństwa, a wraz z chrztem przyjął nazwisko swojego ojca chrzestnego - Vasco da Gama oraz imie Gaspar.

Gaspar da Gama już na usługach portugalskich dotarł m.in. do Afryki Wschodniej, Indochin, Cejlonu i Jawy. Służył w kilku wyprawach portugalskich jako tłumacz i znawca miejscowych obyczajów. Doskonale znał wybrzeża Afryki Wschodniej, co w pierwszych latach po przetarciu szlaku przez Vasco da Gamę pomagało portugalskim żeglarzom w docieraniu do Indii słabo jeszcze znaną drogą. 

Gaspar da Gama był nawigatorem na jednym z okrętów Cabrala, który w 1500 roku za swoja wyprawą do Indii dotarł do brzegów Brazylii. Ponoć to on, uciekając przed rozszalałym żywiołem, poradził Cabralowi obranie kursu jeszcze dalej na zachód dzięki czemu dopłynęli do brzegów Ameryki. Gaspar i Portugalczyk Nicolau Coelho byli pierwszymi Europejczykami, którzy postawili stopę na Nowym Lądzie. 

Gaspar da Gama urodził się około 1450 roku w Poznaniu w rejonie dzisiejszych ulic Żydowskiej i Wronieckiej. Opuścił Polskę w wieku 10 lat.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼

Plan ,,Peking" - czyli wycofanie części sił marynarki II RP do Wielkiej Brytanii

36
Plan ,,Peking" - czyli wycofanie części sił marynarki II RP do Wielkiej Brytanii
Już na początku 1939 r. sytuacja w Europie była dramatyczna. Anschluss Austrii w 1938, wysuwane roszczenia do Polski, zajęcie Czechosłowacji oraz litewskiej Kłajpedy w marcu 1939 stawiało sprawę jasno. W Polsce od marca podnoszono część sił w stan gotowości, tak było i w Marynarce Wojennej.

Sytuacja w PMW była nieciekawa. Przez cały okres II RP marynarka borykała się z ciągłymi problemami finansowymi, które przełożyły się na liczebność i jej siłę, a także na stan ufortyfikowania Wybrzeża. Same założenia wojny na morzu również nie przygotowały PMW na możliwe starcie z Kriegsmarine, bowiem głównie siły były przygotowywane na potencjalną wojnę z ZSRR, co przełożyło się przy skromnym budżecie na charakter budowanych jednostek. Prościej mówiąc - Polska nie miała ani sił, ani konkretnych założeń na wypadek wojny z Niemcami, co próbowano na szybko naprawić. 
Plan ,,Peking" - czyli wycofanie części sił marynarki II RP do Wielkiej Brytanii
Powstawały nowe założenia, plany wykorzystania sił. O ile przy okrętach podwodnych, czy stawiaczu min ,,Gryf" widziano jakiś potencjalny skutek ich działania, to przy kontrtorpedowcach (międzywojenna nazwa niszczycieli), których PMW posiadała wtedy 4, nie widziano większych szans na ich przetrwanie. Potrzebne było rozwiązanie, które mogło uratować ,,Wichra", ,,Burzę", ,,Groma" i ,,Błyskawicę". Sytuacja tego tym bardziej wymagała, ponieważ w obliczu wizji możliwej wojny, nasi ówcześni sojusznicy zaczęli się wykruszać. Francuzi, którzy byli do rany przyłóż w momentach większych zamówień uzbrojenia z naszej strony, w kwietniu 1939 r. zaczęli się dość migać od konkretów i zobowiązań na wypadek konfliktu, a to stawiało polskie wojsko w nieciekawej sytuacji. Sprawa więc wyglądała jasno - szansa, a raczej nadzieja na obronę na lądzie była, jednak utrzymanie Wybrzeża spadało do zera. Na szczęście ówczesny szef Kierownictwa Marynarki Wojennej kontradm. Jerzy Świrski oraz dowódca Floty kontradm. Józef Unrug mieli wstępne założenie, które przerodziło się w plan wysłania jednostek do Wielkiej Brytanii. 
Plan ten po zabiegach Świrskiego zyskał przychylność Brytyjskiej Admiralicji, jednak osobą do której należało ostatnie słowo był marszałek Edward Śmigły-Rydz. I tu zaczęły się schody. Naczelny wódz nie chciał w ogóle słyszeć o takim scenariuszu, bowiem był przekonany, że choćby okręty miały pójść na dno, to jednak ich cena nie gra roli i grunt by zostały zatopione z honorem w obronie ojczyzny. Świrski i Unrug jednak tłumaczyli marszałkowi, że będzie to duży błąd i bezsensowna utrata jednostek, co trwało dość długo. Finalnie Śmigły-Rydz przystał na plan kontradmirałów, jednak zgodził się na wysłanie tylko 3 a nie 4 kontrtorpedowców, by ten jeden został - tak na wszelki wypadek jakby Niemcy chcieli zająć Gdańsk... Posiadając zgodę, wybrano 3 jednostki i przygotowano szczegółowo plan, który otrzymał kryptonim ,,PEKING".
Plan ,,Peking" - czyli wycofanie części sił marynarki II RP do Wielkiej Brytanii
Z jego realizacją czekano dosłownie do ostatniego momentu, co mogło skończyć się jego niepowodzeniem, bowiem marszałek Śmigły-Rydz zwlekał z wydaniem polecenia wykonania, mimo iż na granicy zauważono pojawiające się niemieckie siły. Rozkaz ,,Peking wykonać" dotarł do dowództwa floty dopiero 30 sierpnia, by o 12:50 przekazać go dowódcy Dywizjonu Kontrtorpedowców. Tu wydarzenia potoczyły się już szybko bowiem kotły na okrętach były już rozgrzane, wykonano ostatnie przygotowania i po szybkiej odprawie o 14:15 ,,Błyskawica", ,,Grom" i ,,Burza" w szyku torowym wypłynęły z Gdynii. Tak wspominał to świadek tych wydarzeń dowódca ,,Jaskółki" kpt. Tadeusz Borysiewicz:
,,Był to niezapomniany widok. Popołudnie było słoneczne, bardzo pogodne i owiane świeżą, północno-wschodnią bryzą. Z pomostu ,,Jaskółki”, która znajdowała się wówczas w połowie drogi z Helu do Gdyni, zauważyliśmy szare sylwety naszych niszczycieli, uwieńczone pióropuszem gęstego dymu i odrywające się od ciemnych zarysów oksywskiego wzgórza. Gdyśmy się mijali, okręty szły już znaczną szybkością i widać było, że wszystkie kotły są pod parą [...]. Uderzał brak ,,Wichra” oraz fakt, że o jakiejkolwiek podróży dywizjonu niszczycieli nic się przedtem we flocie nie mówiono. Dlatego czuliśmy podświadomie, że z tymi okrętami żegnamy się na długo."

Idąc drogą w stronę Helu okręty wytworzyły z dymu dosłownie zasłonę, bowiem starano się by nie zostały zauważone jak najdłużej przez niemieckich obserwatorów. Taki stan rzeczy nie trwał jednak długo. Już po wypłynięciu w morze i skierowaniu się najpierw w stronę Szwecji, a potem wprost na cieśniny okręty zostały zauważane kolejno przez liczne podwodne i nawodne niemieckie jednostki. W nocy z 30 na 31 sierpnia przechodząc przez cieśninę polskie kontrtorpedowce zostały także oświetlone i wezwane do oznajmienia kim są przez Duńczyków, jednak było to niemożliwe bowiem na okrętach zarządzono całkowitą ciszę radiową. Rano na wodach Kattegatu polskie jednostki zauważyły kolejne U-Booty, by po opuszczeniu znów wód Skagerraku były stale obserwowane przez samoloty Luftwaffe.
Plan ,,Peking" - czyli wycofanie części sił marynarki II RP do Wielkiej Brytanii
Po finalnym opuszczeniu cieśnin dopiero wtedy dowódcy i oficerowie okrętów postanowili powiadomić o faktycznym celu rejsu załogę. Wcześniej nie zrobiono tego wmawiając wszystkim, że miejscem docelowym jest norweskie Bergen, ponieważ do ostatniej chwili cel podróży miał być tajemnicą. W momencie ujawnienia prawdy załogi przyjęły to na ogół spokojnie. Marynarze zdawali sobie sprawę, że być może pozostawili swe rodziny na długo przez co część mocno spochmurniała, zaś młodzi byli całkiem pozytywnie nastawieni stając przed wizją współpracy z Royal Navy.
1 września do załóg dotarły dramatyczne wieści o napaści Niemiec na Polskę. Na okrętach rozpoczęły się dyskusje, że może decyzja o odpłynięciu była zła i było trzeba walczyć. Te rozmowy jednak przezwyciężył rozsądek bowiem zdawano sobie sprawę, że nie długo okręty utrzymały by się na powierzchni. Było ok. południa, kiedy nad polskimi jednostkami zaczęły krążyć samoloty RAF-u, a o 13:00 dowódca całego dywizjonu kmdr. Stankiewicz wysłał do Rosyth depeszę informując o miejscu spotkania z okrętami RN. Na spotkanie przypłynęły dwa niszczyciele, które zaprowadziły polskie okręty do jednego z portów. O godz. 17:37 brytyjskiego czasu, polskie jednostki zacumowały na redzie szkockiego awanportu Leith. Plan ,,Peking" zakończył się sukcesem.

Z 3 okrętów, które wtedy wypłynęły do Polski po wojnie powróciły niestety 2. ORP ,,Grom" zatonął w trakcie walk pod Narvikiem, a jeśli ktoś jest zainteresowany w jakich okolicznościach to zapraszam do napisanej jakiś czas temu przeze mnie dzidy.

Źródła:
Borowiak M., Polska Marynarka Wojenna II Rzeczypospolitej, t. 4: Dywizjon Kontrtorpedowców 1932-1939, Oświęcim 2021.
Makowski A., Plan ,,Peking”- czy polska flota ,,uciekła” do Wielkiej Brytanii w 1939 r. ?, ,,Morze, Statki i Okręty”, 2019, nr 4, s. 74-81.
Twardowski M., Encyklopedia okrętów wojennych, t. 24: Niszczyciele typu Grom, cz. 1 Grom Błyskawica, Gdańsk 2002.
Plan ,,Peking" - czyli wycofanie części sił marynarki II RP do Wielkiej Brytanii
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼

Z Ukraińcami łączy nas historia walki z Niemcami - gdy my walczyliśmy z Niemcami, oni walczyli z Niemcami

5
Z Ukraińcami łączy nas historia walki z Niemcami - gdy my walczyliśmy z Niemcami, oni walczyli z Niemcami
Z Ukraińcami łączy nas historia walki z Niemcami - gdy my walczyliśmy z Niemcami, oni walczyli z Niemcami
Mniej liczny, aczkolwiek równie znaczący udział w pacyfikacji Powstania Warszawskiego mieli Ukraińcy.

Ukraińcy służyli w formacjach ukraińskich jak również rosyjskich i mieszanych niemiecko-ukraińskich. Wśród nich byli mieszkańcy zarówno Ukrainy zachodniej (wchodzącej przed wojną w skład Rzeczpospolitej Polskiej jak i Ukrainy wschodniej rosyjskojęzycznej. Ci pierwsi dobrze znali język polski.

          W Warszawie przed powstaniem były dwie ukraińskie kompanie policyjne (prawdopodobnie wchodzące w skład Ukraińskiej dywizji Waffen SS Galizien -Hałyczyna), ukraińska formacja była w straży Pawiaka, a grupy Ukraińców w oddziałach Hiwis. Po wybuchu powstania skierowano również do Warszawy 34. policyjny pułk strzelecki, mający w składzie I batalion niemiecki i dwa bataliony niemiecko-ukraińskie.

          Do jednostki SS, zajmującej gmach wyższej Szkoły Nauk Politycznych przy ul. Wawelskiej, wcielona była kompania Ukraińców. Również w skład grupy bojowej Schutzpolizei (1700 żołnierzy) wchodziła kompania Ukraińców (150 żołnierzy) kwaterująca w alei Róż pod numerami 9 i 25. Po wybuchu Powstania, część z nich usiłowała przedrzeć się samochodami przez Śródmieście w kierunku Ogrodu Saskiego. Na Marszałkowskiej samochody rozbite zostały ogniem powstańców. Ukraińcy ukryli się w okolicznych domach, gdzie wymordowali wielu mieszkańców, w tym kobiety i dzieci, zanim nie zostali wybici przez zorganizowane grupki powstańców.
 

        Ukraińcy, chyba wszyscy z rosyjskiej Ukrainy, stanowili duży odsetek w oddziałach rosyjskich i kozackich tłumiących Powstanie. Byli w pułku RONA (Rosyjskiej Narodowej Armii Wyzwoleńczej), dowodzonym przez B. Kamińskiego.
     
     Ukraińcy stanowili również od 1943 r. uzupełnienie Pułku Specjalnego SS "Dirlewanger" dowodzonego przez Oskara Dirlewangera, przydzielonego do zgrupowania policyjnego Heinza Reinefartha, które zostało skierowane przez Heinricha Himmlera do stłumienia Powstania Warszawskiego.

          Od 15 września na Powiślu i Czerniakowie walczył Legion Wołyński (Niemcy nadali mu oficjalną nazwę 31. Schutzmannschafts-Bataillon der SD). Legion w sile ok. 400 ludzi walczył od 15 do 23 września 1944 na Czerniakowie z powstańcami zgrupowań "Kryska" i "Radosław". Walczył także z 9. Pułkiem Piechoty 3. DP im. Traugutta 1. Armii WP, który spieszył na pomoc powstańcom, a następnie brał udział w operacji "Sternschuppe" (27-30 września 1944 r.) przeciwko zgrupowaniu Armii Krajowej w Puszczy Kampinoskiej.
          Legionem Wołyńskim, którego żołnierze brali uprzednio udział w rzeziach Polaków na Wołyniu (w latach 1943-44), dowodził płk Petro Diaczenko, przedwojenny oficer kontraktowy Wojska Polskiego.

          Wielu żołnierzy z formacji rosyjskich dławiących Powstanie przyznawało się do tego, że są Ukraińcami. Byli to Ukraińcy, z formacji rosyjsko-kozackich, stacjonujący w byłej remizie strażackiej przy ul. Chłodnej, w budynkach byłej Szkoły Gazowej na ul. Gdańskiej oraz w budynkach byłej szkoły zawodowej na Bielanach.
          Ukraińska dywizja Waffen SS Galizien (Hałyczyna) nie brała udziału w dławieniu Powstania Warszawskiego. Jednak jest faktem, że 150-osobowa ukraińska kompania policyjna, stacjonująca przy alei Szucha, należała do SS Galizien. [...]

          Żołnierze ukraińscy zachowywali się wyjątkowo okrutnie, popełnili mnóstwo potwornych zbrodni szczególnie wobec ludności cywilnej. Przypisywano im w zasadzie wszystkie zbrodnie i niegodziwości dokonane przez żołnierzy słowiańskich służących w armii niemieckiej w czasie powstania. Z pewnością duży wpływ miały na to informacje o rzezi wołyńskiej dokonanej na ludności polskiej przez sąsiadów Ukraińców w latach 1943-1944.
          Ukraińcy brali również czynny udział w niszczeniu i grabieniu Warszawy po kapitulacji Powstania Warszawskiego w okresie październik 1944 - styczeń 1945 r.

http://www.sppw1944.org/powstanie/cudzoziemcy.html
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼

Przebraże 1943 - 1944 (prywatna kopia od @Leszczynek)

3
Samoobrona w Przebrażu powstała w 1943 roku, w odpowiedzi na wieści o mordach dokonywanych na Polakach przez nacjonalistów ukraińskich. Dowódcą wojskowym samoobrony był podoficer Wojska Polskiego, Henryk Cybulski.
Obrońcy dysponowali bronią palną zakupioną od Niemców bądź znalezioną w miejscach potyczek. Ze zniszczonych sowieckich czołgów wymontowali dwa działka kal 45 mm. Zdobyczną lub znalezioną broń naprawiali w rusznikarni, gdzie produkowali też pistolety maszynowe Sten.
Do związku obronnego dołączyły okoliczne wsie. Linie obrony stanowiły okopy, zasieki oraz bagna. W szczytowym okresie w Przebrażu schroniło się być może nawet dwadzieścia tysięcy osób, a z oddziałów samoobrony sformowano cztery kompanie.
Obrońcy nie tylko odparli trzy ataki UPA, ale udało im się skutecznie przeprowadzić kilka akcji zaczepnych.
Po wojnie władze sowieckie wysiedlili mieszkańców Przebraża i okolic. W 2017 na Grobie Nieznanego Żołnierza umieszczono tabliczkę przypominającą o obronie.
Przebraże 1943 - 1944 (prywatna kopia od @Leszczynek)
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.14927792549133