Ludzie ze stali. Nasze pokolenia to popierdółki
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
CSI: Kryminalne zagadki JBZD. Odcinek 6 – Zodiac.
Od razu ostrzegam - to będzie chyba najdłuższa dzida jaką do tej pory spisałem, albo przynajmniej jedna z najdłuższych. Żeby nie było, że nie ostrzegałem.
W nocy 30 października, 1966 roku, w mieście Riverside zlokalizowanym w południowej Kalifornii, studentka imieniem Cheri Jo Bates opuściła kampus z zamiarem powrotu do swojego domu, gdzie czekał na nią ojciec. Kiedy ta nie powróciła do domu, jej ojciec zgłosił zaginięcie o 5:43. Zaledwie po 40 minutach od zgłoszenia, ciało Cheri zostało znalezione na terenie kampusu. Została zadźgana na śmierć. Szybko okazało się, że to nie był rabunek ani spontaniczne morderstwo – ktoś przeciął kable w jej samochodzie. Ktoś to zaplanował. Świadkowie natomiast widzieli, jak jakiś podejrzany człowiek patrzył się w stronę samochodu z drugiej strony ulicy. Na miejscu zbrodni policja była w stanie znaleźć jedynie ślady butów wojskowych oraz zegarek marki Timex, który nie należał do ofiary – najprawdopodobniej morderca zgubił go podczas szamotaniny. Sprawa dosyć szybko ugrzęzła w miejscu i nigdy nie została rozwiązana. Po dziś dzień są co do tego sprzeczne teorie, jednak niektórzy śledczy uważają to morderstwo za początek serii zbrodni, które na zawsze pozostawiły swoje znamię w historii, utrwalając jedno imię – Zodiac.
…Typ wygląda jakby właśnie spierdolił z Arkham.
Miesiąc po morderstwie, na komisariat policji w Riverside trafił list bez adresu zwrotnego, zatytułowany po prostu „przyznanie się”. Autor opisał szczegółowo morderstwo Cheri. Napisał, że „to nie zakończy gry”.
Miesiąc po morderstwie, na komisariat policji w Riverside trafił list bez adresu zwrotnego, zatytułowany po prostu „przyznanie się”. Autor opisał szczegółowo morderstwo Cheri. Napisał, że „to nie zakończy gry”.
W grudniu tego samego roku jeden ze sprzątaczy na kampusie odkrył w bibliotece niepokojący wierszyk, który przekazał następnie policji. Nie jest pewne czy to właśnie zabójca Cheri Jo Bates napisał ten wierszyk, aczkolwiek biorąc pod uwagę, że morderca twierdził w liście, iż śledził Cheri w bibliotece, to zbieg okoliczności wydaje się mało prawdopodobny.
30 kwietnia 1967 roku, ojciec Cheri, komisariat oraz gazeta otrzymały ten sam list, w którym jedyne co było napisane to „Bates musiała umrzeć. Będzie więcej”. Listy były podpisane literą przypominającą „Z”. Co prawda w kwietniu 2016 roku, jeden ze śledczych otrzymał anonimowy list, w który autor twierdził, iż to on wysłał te listy z 1967 roku w ramach „chorego żartu”, tłumacząc, że był „niesfornym nastolatkiem”, ale od tamtej pory źle się z tym czuł i chciał przeprosić… Kurwa, ja jak byłem niesfornym nastolatkiem, to po prostu słuchałem głośnej muzyki w pokoju, a nie wysyłałem nieznajomym listy mówiące, że ich dzieci zasługiwały na śmierć. Już pomijając niby jaki „żart” to miałby być, to kto kurwa normalny wysyła list z przeprosinami po prawie 50 latach? Z drugiej strony, akcja dzieje się w Kalifornii, a tam nie ma normalnych ludzi. W każdym razie policja przyjechała do niego, posprawdzała parę rzeczy, no i oczyścili go z zarzutów, a imię pozostało anonimowe. Czy to on faktycznie wysłał te 3 listy to chuj wie, może kłamał i teraz robił sobie z policji jaja. Jednak ten oryginalny list po dziś uważa się za autentyczny, ze względu na zawarte szczegóły dotyczące morderstwa.
Wieczorem 20 grudnia 1968 roku, David Arthur Faraday i Betty Lou Jensen byli na pierwszej randce, no i tak przechadzali się po ścieżce dla kochanków niedaleko jeziora Herman, nieopodal miasta o nazwie Benicia. Jak się okazało, ich pierwsza randka była ostatnią. Około 23:20, kobieta imieniem Stella Medeiros jechała drogą niedaleko tej ścieżki. Wtedy to zauważyła samochód zaparkowany na poboczu, a obok niego dwa ciała. Natychmiast pojechała w kierunku miasta, aby poinformować o tym pogotowie i policję. Kiedy tylko napotkała radiowóz, zatrzymała się, aby poinformować o tym funkcjonariuszy.
Na miejsce jako pierwsi przybyli funkcjonariusze Pierre Bidou i Steve Armenta. Betty została postrzelona 5 razy w plecy. Była martwa, kiedy policja pojawiła się na miejscu. Jednak David, pomimo strzału w głowę, wciąż oddychał. Niestety, zmarł w drodze do szpitala. Sprawę przekazano detektywowi Lesowi Lundbladowi. Znalazł on 10 łusek po pociskach kalibru .22 – oprócz wspomnianych 5 kul w ciele Betty oraz kuli w Davidzie, morderca trafił w samochód 2 razy, a ostatnich dwóch pocisków nigdy nie znaleziono.
O dziwo, znalazło się kilku świadków. William Crow przebywał na tym poboczu wraz ze swoją dziewczyną około godziny 21:30. Początkowo byli sami, ale w pewnym momencie przejechał obok nich niebieski valiant. Auto zatrzymało się, zawróciło, no i podjechało blisko nich. William zaczął się cykać, po czym odpalił silnik i spierdalał. Według Williama i jego dziewczyny, auto podążało za nimi, a za kierownicą siedział mężczyzna z krótkimi włosami i okularami. Kiedy tylko William zbliżył się do miasta, kierowca niebieskiego auta odpuścił pościg.
Inni świadkowie – myśliwi, którzy wybierali się na polowanie oraz pasterz – zeznali natomiast, iż widzieli białego Cheveroleta. Jest to o tyle ważne, ponieważ podobne auto pojawiło się przy późniejszych zbrodniach. Możliwe, że William po ciemku po prostu pomylił kolor oraz markę samochodu… Albo śledził go ktoś inny, kto wie.
Innym świadkiem był James Owen. Przejeżdżał on niedaleko tego samego zjazdu kilka minut przed Stellą Medeiros. Według niego, auto Davida znajdowało się na poboczu, lecz obok niego był także inny samochód, ale James nie był w stanie go opisać ze względu na to, iż był on w dużej mierze zasłonięty. Jednak kiedy James się oddalał, twierdził, że po kilku sekundach usłyszał jakiś dziwny odgłos przypominający wystrzał.
Według policji przebieg wydarzeń wyglądał następująco – morderca zatrzymał się obok Davida i Betty, po czym wysiadł i groził im bronią. Kazał im wysiąść od strony pasażera, po czym David został postrzelony. Betty próbowała uciekać, ale morderca ją też zastrzelił.
Było kilka tropów, aczkolwiek te okazały się prowadzić jedynie w kozi róg. Morderca ani jego auto nigdy nie zostały znalezione.
Na miejsce jako pierwsi przybyli funkcjonariusze Pierre Bidou i Steve Armenta. Betty została postrzelona 5 razy w plecy. Była martwa, kiedy policja pojawiła się na miejscu. Jednak David, pomimo strzału w głowę, wciąż oddychał. Niestety, zmarł w drodze do szpitala. Sprawę przekazano detektywowi Lesowi Lundbladowi. Znalazł on 10 łusek po pociskach kalibru .22 – oprócz wspomnianych 5 kul w ciele Betty oraz kuli w Davidzie, morderca trafił w samochód 2 razy, a ostatnich dwóch pocisków nigdy nie znaleziono.
O dziwo, znalazło się kilku świadków. William Crow przebywał na tym poboczu wraz ze swoją dziewczyną około godziny 21:30. Początkowo byli sami, ale w pewnym momencie przejechał obok nich niebieski valiant. Auto zatrzymało się, zawróciło, no i podjechało blisko nich. William zaczął się cykać, po czym odpalił silnik i spierdalał. Według Williama i jego dziewczyny, auto podążało za nimi, a za kierownicą siedział mężczyzna z krótkimi włosami i okularami. Kiedy tylko William zbliżył się do miasta, kierowca niebieskiego auta odpuścił pościg.
Inni świadkowie – myśliwi, którzy wybierali się na polowanie oraz pasterz – zeznali natomiast, iż widzieli białego Cheveroleta. Jest to o tyle ważne, ponieważ podobne auto pojawiło się przy późniejszych zbrodniach. Możliwe, że William po ciemku po prostu pomylił kolor oraz markę samochodu… Albo śledził go ktoś inny, kto wie.
Innym świadkiem był James Owen. Przejeżdżał on niedaleko tego samego zjazdu kilka minut przed Stellą Medeiros. Według niego, auto Davida znajdowało się na poboczu, lecz obok niego był także inny samochód, ale James nie był w stanie go opisać ze względu na to, iż był on w dużej mierze zasłonięty. Jednak kiedy James się oddalał, twierdził, że po kilku sekundach usłyszał jakiś dziwny odgłos przypominający wystrzał.
Według policji przebieg wydarzeń wyglądał następująco – morderca zatrzymał się obok Davida i Betty, po czym wysiadł i groził im bronią. Kazał im wysiąść od strony pasażera, po czym David został postrzelony. Betty próbowała uciekać, ale morderca ją też zastrzelił.
Było kilka tropów, aczkolwiek te okazały się prowadzić jedynie w kozi róg. Morderca ani jego auto nigdy nie zostały znalezione.
4 lipca 1969 roku. Przed północą, Michael Renault Mageau i Darlene Elizabeth Ferrin zatrzymali się na parkingu niedaleko parku Blue Rock Springs w Vallejo. Wtedy to obok nich zatrzymał się samochód, który Michael opisał jako brązowego Chevroleta Corvair. Po kilku minutach stania samochód odjechał. Michael zapytał się Darlene, czy wiedziała, kto to był, po czym ta odpowiedziała mu, aby nie przejmował się tym. 5 minut później, ten sam samochód powrócił, a kierowca zaparkował za autem Darlene. Kierowca następnie wysiadł z latarką w dłoni, co uniemożliwiło Michaelowi poprawną identyfikację. Wtedy jednak mężczyzna podszedł pod okno pasażera… A następnie wyciągnął pistolet kalibru 9 mm, po czym oddał 5 strzałów, raniąc zarówno Michaela, jak i Darlene. Morderca, myśląc, że Michael i Darlene nie żyją, zaczął odchodzić, ale wtedy to usłyszał krzyk Michaela. Wrócił, po czym oddał kolejne 4 strzały – dwa dla każdej z ofiar. Wtedy odszedł na nowo, po czym odjechał. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że Michael jeszcze oddychał. Około 0:03, udało mu się wyczołgać z auta, po czym zauważyła go grupka nastolatków. Michael wybłagał ich o pomoc, a Ci ruszyli w stronę miasta, aby zawiadomić pogotowie i policję.
Na miejsce jako pierwszy przybył funkcjonariusz Richard Hoffman o 0:13. Michael wtedy leżał obok samochodu, ciężko ranny, podczas gdy Darlene dalej siedziała na siedzeniu kierowcy. Hoffman, wraz z dwoma innymi funkcjonariuszami – Conwayem i Clarkiem – starali się zatamować krwawienie aż do przyjazdu karetki. Ratownicy przybyli na miejsce, po czym przetransportowali Michaela i Darlene do szpitala. Darlene zmarła w drodze do szpitala, aczkolwiek Michael przeżył.
W późniejszych zeznaniach Michael twierdził, że ich napastnik miał na oko jakieś 170 centymetrów, był umięśniony, miał krótkie włosy, które były jasno-brązowe, pogranicze z blondynem. Co ciekawsze, według niego napastnik nie nosił okularów.
Około 0:40, Nancy Slover, dyspozytorka pracująca dla policji w Vallejo otrzymała anonimowy telefon.
„Chciałbym zgłosić podwójne zabójstwo. Jeśli pojedziesz milę na wschód od drogi parkingowej Columbus, nieopodal publicznego parku znajdziesz dzieciaki w brązowym samochodzie. Zostali zastrzeleni z Lugera o kalibrze 9 milimetrów… Zastrzeliłem też tych dzieciaków rok temu. Żegnam.”
Udało się namierzyć, skąd zabójca dzwonił – używał on budki telefonicznej nieopodal skrzyżowania ulicy Tuolumne i Springs Road. Jednak kiedy funkcjonariusze zjawili się na miejscu, mordercy tam nie było.
O 2:35, Dean Ferrin, mąż Darlene, oraz jego pracodawca, Bill Lee, przybyli na komisariat, gdy tylko dowiedzieli się o śmierci Darlene. Wtedy to Dean poinformował funkcjonariuszy, że zanim poinformowano go zabójstwie, ktoś dwukrotnie dzwonił pod jego telefon stacjonarny, ale wtedy nikogo nie było w domu, aby odebrać. Dzwoniący nie zostawił wiadomości głosowej. Co więcej, rodzice Darlene, Arthur i Mildreed Ferrin, również otrzymali telefon około 1:30. Rozmówca nic nie powiedział, słychać było tylko głośny oddech.
Sprawa została przydzielona detektywowi o imieniu Jack Mulanax. Ze względu na zeznanie Michaela, detektyw skupił się na znajomych Darlene. Wtedy to usłyszał zeznania niani, którą Darlene i Dean zatrudnili, aby opiekowała się ich dzieckiem. Według tej niani, pewnego dnia na przełomie lutego i marca (nie była pewna, kiedy to było), pewien mężczyzna w średnim wieku siedział w białym sedanie po drugiej stronie ulicy, obserwując blok mieszkaniowy. No i tak obserwował to blokowisko przez kilka godzin, aż w końcu odjechał. Kiedy niania powiedziała o tym Darlene, ta miała odpowiedzieć coś w stylu:
„Chyba znowu upewnia się, gdzie jestem. Słyszałam, że wrócił do stanu. Nie chce, abym powiedziała komukolwiek co zrobił. Widziałam, jak kogoś zabił.”
Niania niestety nie była w stanie przypomnieć sobie imienia, jakie Darlene jej podała. Pamiętała jedynie, że było krótkie, oraz dosyć powszechne.
Na miejsce jako pierwszy przybył funkcjonariusz Richard Hoffman o 0:13. Michael wtedy leżał obok samochodu, ciężko ranny, podczas gdy Darlene dalej siedziała na siedzeniu kierowcy. Hoffman, wraz z dwoma innymi funkcjonariuszami – Conwayem i Clarkiem – starali się zatamować krwawienie aż do przyjazdu karetki. Ratownicy przybyli na miejsce, po czym przetransportowali Michaela i Darlene do szpitala. Darlene zmarła w drodze do szpitala, aczkolwiek Michael przeżył.
W późniejszych zeznaniach Michael twierdził, że ich napastnik miał na oko jakieś 170 centymetrów, był umięśniony, miał krótkie włosy, które były jasno-brązowe, pogranicze z blondynem. Co ciekawsze, według niego napastnik nie nosił okularów.
Około 0:40, Nancy Slover, dyspozytorka pracująca dla policji w Vallejo otrzymała anonimowy telefon.
„Chciałbym zgłosić podwójne zabójstwo. Jeśli pojedziesz milę na wschód od drogi parkingowej Columbus, nieopodal publicznego parku znajdziesz dzieciaki w brązowym samochodzie. Zostali zastrzeleni z Lugera o kalibrze 9 milimetrów… Zastrzeliłem też tych dzieciaków rok temu. Żegnam.”
Udało się namierzyć, skąd zabójca dzwonił – używał on budki telefonicznej nieopodal skrzyżowania ulicy Tuolumne i Springs Road. Jednak kiedy funkcjonariusze zjawili się na miejscu, mordercy tam nie było.
O 2:35, Dean Ferrin, mąż Darlene, oraz jego pracodawca, Bill Lee, przybyli na komisariat, gdy tylko dowiedzieli się o śmierci Darlene. Wtedy to Dean poinformował funkcjonariuszy, że zanim poinformowano go zabójstwie, ktoś dwukrotnie dzwonił pod jego telefon stacjonarny, ale wtedy nikogo nie było w domu, aby odebrać. Dzwoniący nie zostawił wiadomości głosowej. Co więcej, rodzice Darlene, Arthur i Mildreed Ferrin, również otrzymali telefon około 1:30. Rozmówca nic nie powiedział, słychać było tylko głośny oddech.
Sprawa została przydzielona detektywowi o imieniu Jack Mulanax. Ze względu na zeznanie Michaela, detektyw skupił się na znajomych Darlene. Wtedy to usłyszał zeznania niani, którą Darlene i Dean zatrudnili, aby opiekowała się ich dzieckiem. Według tej niani, pewnego dnia na przełomie lutego i marca (nie była pewna, kiedy to było), pewien mężczyzna w średnim wieku siedział w białym sedanie po drugiej stronie ulicy, obserwując blok mieszkaniowy. No i tak obserwował to blokowisko przez kilka godzin, aż w końcu odjechał. Kiedy niania powiedziała o tym Darlene, ta miała odpowiedzieć coś w stylu:
„Chyba znowu upewnia się, gdzie jestem. Słyszałam, że wrócił do stanu. Nie chce, abym powiedziała komukolwiek co zrobił. Widziałam, jak kogoś zabił.”
Niania niestety nie była w stanie przypomnieć sobie imienia, jakie Darlene jej podała. Pamiętała jedynie, że było krótkie, oraz dosyć powszechne.
Wszystkie tropy prowadziły donikąd, każdy podejrzany miał alibi. Policja była nieporadna. Morderca wyczuł to, po czym zdecydował „pobawić się” z nimi. 31 lipca 1969, do gazet „San Francisco Chronicle”, „Vallejo times” i „San Franciso Examiner” trafiły listy, który pochodziły od mordercy. Opisano w nich szczegóły zbrodni znane do tej pory tylko śledczym. Auto groził, że jeśli listy nie zostaną upublicznione, rozpęta on rzeźnie przez weekend. Co więcej, w listach załączono pewnego rodzaju szyfry – każda gazeta otrzymała inny kawałek szyfru.
Listy zostały opublikowane, ale komendant policji w Vallejo, Jack Emory Stiltz, zdecydował się chyba trochę mordercę podpuścić. Skomentował, że „Nie jest w pełni przekonany, że morderca napisał te listy”, po czym zażądał, aby morderca wysłał coś więcej, aby się upewnić. No i tak oto 4 sierpnia, „San Francisco Examiner” otrzymał kolejny list. W tym oto liście morderca po raz pierwszy przedstawił się jako Zodiac.
Szyfr został rozwikłany po kilku dniach przez… Dwóch nauczycieli. Donald i Bettye Harden. Byli małżeństwem, które uczyło w jakiejś tam szkole w Salinas. Może wydawać się to śmieszne, ale prawda jest taka, że ten pierwszy szyfr Zodiaca nie był jakoś kurewsko trudny. Udało im się to rozwikłać poprzez szukanie podobnych wyrazów, a następnie szukanie wyrazów, które pasowałyby. Ich pierwszą myślą było wyszukanie słowa „kill”, czyli „zabić”, no i tak oto rozszyfrowali literka po literce, słowo po słowie. Zakodowana wiadomość (która zawierała kilka literówek) brzmiała następująco:
„Lubię zabijać, ponieważ sprawia mi to radość. To jest lepsze niż polowanie na zwierzęta w lesie, ponieważ człowiek jest najgroźniejszym zwierzęciem ze wszystkich. Zabijanie kogoś to nadzwyczajne doznanie. Jest lepsze niż seks z dziewczyną. Najlepszą rzeczą jest fakt, że kiedy umrę, zostanę odrodzony w raju, gdzie wszyscy, których zabiłem, będą moimi niewolnikami. Nie podam wam swojego imienia, ponieważ będziecie próbować spowolnić lub zatrzymać moje zbiory niewolników w zaświatach.”
Czyli chuja to śledczym dało. Jedyne, o czym się dowiedzieli to fakt, że typ był pojebany, co raczej było oczywiste. W późniejszych latach Zodiac wysłał więcej szyfrów, przy czym przy tych następnych już bardziej się postarał — niektóre zostały nierozwiązane aż do dziś.
„Lubię zabijać, ponieważ sprawia mi to radość. To jest lepsze niż polowanie na zwierzęta w lesie, ponieważ człowiek jest najgroźniejszym zwierzęciem ze wszystkich. Zabijanie kogoś to nadzwyczajne doznanie. Jest lepsze niż seks z dziewczyną. Najlepszą rzeczą jest fakt, że kiedy umrę, zostanę odrodzony w raju, gdzie wszyscy, których zabiłem, będą moimi niewolnikami. Nie podam wam swojego imienia, ponieważ będziecie próbować spowolnić lub zatrzymać moje zbiory niewolników w zaświatach.”
Czyli chuja to śledczym dało. Jedyne, o czym się dowiedzieli to fakt, że typ był pojebany, co raczej było oczywiste. W późniejszych latach Zodiac wysłał więcej szyfrów, przy czym przy tych następnych już bardziej się postarał — niektóre zostały nierozwiązane aż do dziś.
27 września, 1969 roku. Około 18:30, Bryan Calvin Hartnell i Cecelia Ann Shepard robili sobie piknik nieopodal jeziora Berryessa w hrabstwie Napa. Cecelia zauważyła, że ktoś ich obserwował z oddali. Początkowo nie zwracała na niego zbytniej uwagi, ale wtedy to mężczyzna zniknął – jak się okazało, schował się za pobliskim drzewem. Wtedy to mężczyzna nałożył na siebie długą maskę z celem namalowanym na klatce piersiowej, a w ręce trzymał pistolet. Tym mężczyzną był właśnie Zodiac. Groził im bronią, żądając od nich kasy oraz kluczyków od auta, bo jego „było spalone”. Twierdził, że właśnie spierdolił z więzienia, a podczas ucieczki zabił strażnika, więc nie zawaha się zabić jeszcze raz. Po kilku minutach rozmowy Zodiac wyciągnął sznur, po czym kazał Cecelii związać Bryana, a następnie sam ją związać. Pomimo faktu, że miał ze sobą naładowany pistolet, Zodiac wyciągnął nóż, tłumacząc się, że i tak będzie musiał ich zabić. Bryan błagał go, aby to jego pierwszego zabił, ponieważ nie mógł znieść myśli patrzenia, jak Cecelia umiera. Zodiac zgodził się – Bryan został dźgnięty 6 razy, podczas gdy Cecelia została dźgnięta 10 razy. Zodiac myślał, że ich zabił, po czym zaczął oddalać się od miejsca zbrodni. Jak się okazało, mylił się – zarówno Bryan, jak i Cecelia dalej żyli. Kiedy tylko Zodiac oddalił się dostatecznie daleko, oswobodzili się, po czym próbowali znaleźć pomoc. Usłyszał ich rybak imieniem Ronald Fong, który szybko wyruszył, aby znaleźć budkę telefoniczną. Na miejscu zjawili się strażnicy leśni William White i Dennis Land, którzy udzielili im pierwszej pomocy. Niestety, ambulans przyjechał na miejsce dopiero po półtorej godzinie. Pomimo przetransportowania do szpitala, jedynie Bryan przeżył – Cecelia zmarła 2 dni później w szpitalu ze względu na odniesione rany.
Tymczasem morderca udał się na pobliski parking, gdzie znajdowało się auto Bryana – Volksvagen Kharmann Ghia. O dziwo nie ukradł go, zamiast tego, na drzwiach nabazgrał czarnym mazakiem „Vallejo, 12-20-68, 7-4-69, sept 27-69-6:30. Przy użyciu noża”.
Tymczasem morderca udał się na pobliski parking, gdzie znajdowało się auto Bryana – Volksvagen Kharmann Ghia. O dziwo nie ukradł go, zamiast tego, na drzwiach nabazgrał czarnym mazakiem „Vallejo, 12-20-68, 7-4-69, sept 27-69-6:30. Przy użyciu noża”.
Morderca następnie użył innego samochodu, aby dostać się do budki telefonicznej oddalonej o ~43,5 kilometra (27 mil) znajdującej się na skrzyżowaniu ulicy Main i Clintona. O 19:40, zadzwonił na policję.
„Chciałbym zgłosić morderstwo... Nie, podwójne morderstwo. Znajdują się 2 mile na północ od kwatery głównej strażników leśnych. Przyjechali tam białym Volksvagenem Kharmann Ghia… To ja ich zabiłem.”
Oczywiście, policja przybyła na miejsce, skąd wykonano telefon, ale nikogo tam nie było.
Jak już wspominałem, Cecelia zmarła, ale Bryan przeżył, przez co mógł zeznawać, no i właśnie tak oto powstał ten legendarny wręcz rysunek.
„Chciałbym zgłosić morderstwo... Nie, podwójne morderstwo. Znajdują się 2 mile na północ od kwatery głównej strażników leśnych. Przyjechali tam białym Volksvagenem Kharmann Ghia… To ja ich zabiłem.”
Oczywiście, policja przybyła na miejsce, skąd wykonano telefon, ale nikogo tam nie było.
Jak już wspominałem, Cecelia zmarła, ale Bryan przeżył, przez co mógł zeznawać, no i właśnie tak oto powstał ten legendarny wręcz rysunek.
Co jak co, pomimo bycia chorym skurwysynem, który powinien iść do utylizacji, to facet wiedział jak zrobić sobie branding. Lecenie sobie w chuja z policją poprzez telefony, listy do gazet z przechwałkami, zaszyfrowane wiadomości, a na koniec ubieranie się jak złoczyńca z komiksów? Brakuje tu chyba tylko stworzenia podziemnego kultu.
Oprócz zeznań Bryana, policji udało się znaleźć kilku świadków – trzy dziewczyny twierdziły, iż widziały podejrzanego faceta, który gapił się na nie – ciemne włosy, około 170 cm, dosyć nieźle zbudowany. Po 30 minutach podszedł do swojego pojazdu – niebieskiego Chevroleta Impalę. Około 18:50, pewien mężczyzna wraz z synem widzieli podobnego człowieka, z tym że miał na sobie ubrania z czarno-czerwoną koszulą. Biorąc pod uwagę, że widzieli go po ataku na Bryana i Cecelię, czerwień mogła być krwią. Policji natomiast udało się pozyskać odciski całej dłoni z auta Bryana oraz budki telefonicznej, ślady opon, oraz ślady butów. Co ciekawe, buty były marki Windwalker, czyli standardowe buty używane w siłach powietrznych i marynarki stanów zjednoczonych, co nieśmiało sugeruje wojskowe powiązania. Policja tak więc zdecydowała się pójść śladem tych budów do lokalnej bazy sił powietrznych… Gdzie dowiedzieli się, że niedawno odsprzedali jakieś 100 par, bo już się nie nadawały do służby. Co prawda policja uzyskała listę kupców, ale nikt nie został z niej wytypowany jako potencjalny podejrzany… A przynajmniej nie ujawniono takich podejrzeń.
Oprócz zeznań Bryana, policji udało się znaleźć kilku świadków – trzy dziewczyny twierdziły, iż widziały podejrzanego faceta, który gapił się na nie – ciemne włosy, około 170 cm, dosyć nieźle zbudowany. Po 30 minutach podszedł do swojego pojazdu – niebieskiego Chevroleta Impalę. Około 18:50, pewien mężczyzna wraz z synem widzieli podobnego człowieka, z tym że miał na sobie ubrania z czarno-czerwoną koszulą. Biorąc pod uwagę, że widzieli go po ataku na Bryana i Cecelię, czerwień mogła być krwią. Policji natomiast udało się pozyskać odciski całej dłoni z auta Bryana oraz budki telefonicznej, ślady opon, oraz ślady butów. Co ciekawe, buty były marki Windwalker, czyli standardowe buty używane w siłach powietrznych i marynarki stanów zjednoczonych, co nieśmiało sugeruje wojskowe powiązania. Policja tak więc zdecydowała się pójść śladem tych budów do lokalnej bazy sił powietrznych… Gdzie dowiedzieli się, że niedawno odsprzedali jakieś 100 par, bo już się nie nadawały do służby. Co prawda policja uzyskała listę kupców, ale nikt nie został z niej wytypowany jako potencjalny podejrzany… A przynajmniej nie ujawniono takich podejrzeń.
11 października 1969 roku, Paul Lee Stine jeździł swoją taksówką w poszukiwaniu pasażerów po ulicach San Francisco. Wtedy to ktoś zamachał niedaleko skrzyżowania Masona i Geary. Pasażer chciał, aby Paul zawiózł go na ulicę Waszyngtona/Maple. Około 17:55, na skrzyżowaniu Waszyngtona i Cherry, trzech nastolatków zauważyło, jak taksówka zatrzymuje się przed ich domem. Po kilku minutach przyjrzeli się uważniej, no i zauważyli, jak pasażer opuszcza taksówkę – następnie kierowca osunął się na bok, obok niego jest nóż, a w środku jest mnóstwo krwi. Jeden z nastolatków oczywiście zadzwonił na policję, podczas gdy morderca zabrał coś z taksówki. Dwóch funkcjonariuszy, Frank Peda i Armond Pelisetti, przyjechało na miejsce po dwóch minutach od zgłoszenia. Kiedy Frank przyjrzał się ofierze, Armond próbował dowiedzieć się czegoś od jednego z nastolatków. Nie do końca wiem, jak to dokładnie wyglądało, ale ten nastolatek próbował mu powiedzieć, że morderca jest na końcu ulicy, dalej w zasięgu wzroku. Niestety, Armond z początku nie zrozumiał, o co mu chodzi. Nie wiem, czy to nastolatek nie mógł jakoś poprawnie gadać przez strach, czy to Armond był przygłupi, ale kiedy funkcjonariusz w końcu zajarzył o co mu chodziło, było za późno – morderca po prostu sobie powoli odszedł.
Dwie przecznice dalej, funkcjonariusze Donald Fouke i Eric Zelms zauważyli pewnego mężczyznę, który przechadzał się chodnikiem. Ten mężczyzna pasował do opisu, jaki podali nastolatkowie… Był tylko jeden mały szkopuł. Pomimo faktu, że nastolatkowie powiedzieli jasno i wyraźnie, że morderca był biały, to dyspozytor z jakiegoś powodu przekazał wszystkim funkcjonariuszom informacje, że szukają czarnego faceta. Tak więc, zamiast aresztować go albo przyszpilić na jakiś czas, to Ci funkcjonariusze zignorowali go, bo najzwyczajniej dyspozytor podał im błędne informacje.
Na miejscu zbrodni zjawili się śledczy. Okazało się, że Paul został zastrzelony – pojedynczy strzał w głowę. Morderca zabrał mu kluczyki oraz portfel. Powodem, dla którego nóż znajdował się w ogóle na miejscu zbrodni był fakt, że morderca odciął zakrwawioną część ubrań Paula. Początkowo policja obstawiała, że to był rabunek. Mylili się. Dwa dni później, do San Francisco Chronicle przyszedł list z kawałkiem zakrwawionego ubrania Paula w środku. Nadawcą był Zodiac.
W późniejszym liście z 8 listopada Zodiac twierdził, że po kilku minutach został zatrzymany przez dwóch funkcjonariuszy, a Ci zapytali się go, czy nie widział czegoś podejrzanego. Ten dał im fałszywy trop mówiąc, że widział jak ktoś wymachiwał bronią i kierował się na wschód. To by oznaczało, że tymi funkcjonariuszami byli Donald Bouke i Eric Zelmz. Donald zaprzeczał jakoby taka rozmowa miała miejsce, twierdząc, że nikogo nie zatrzymywali po drodze. Wdowa po Ericu natomiast twierdzi, że jej mąż wspominał, iż takie zajście miało miejsce. Tak więc kto ma rację? Nie wiem. Co nie zmienia faktu, że policja i tak miała niezły przypał. Jednakże po tym zajściu utrwalił się już portret pamięciowy prawdziwej twarzy Zodiaca.
Dwie przecznice dalej, funkcjonariusze Donald Fouke i Eric Zelms zauważyli pewnego mężczyznę, który przechadzał się chodnikiem. Ten mężczyzna pasował do opisu, jaki podali nastolatkowie… Był tylko jeden mały szkopuł. Pomimo faktu, że nastolatkowie powiedzieli jasno i wyraźnie, że morderca był biały, to dyspozytor z jakiegoś powodu przekazał wszystkim funkcjonariuszom informacje, że szukają czarnego faceta. Tak więc, zamiast aresztować go albo przyszpilić na jakiś czas, to Ci funkcjonariusze zignorowali go, bo najzwyczajniej dyspozytor podał im błędne informacje.
Na miejscu zbrodni zjawili się śledczy. Okazało się, że Paul został zastrzelony – pojedynczy strzał w głowę. Morderca zabrał mu kluczyki oraz portfel. Powodem, dla którego nóż znajdował się w ogóle na miejscu zbrodni był fakt, że morderca odciął zakrwawioną część ubrań Paula. Początkowo policja obstawiała, że to był rabunek. Mylili się. Dwa dni później, do San Francisco Chronicle przyszedł list z kawałkiem zakrwawionego ubrania Paula w środku. Nadawcą był Zodiac.
W późniejszym liście z 8 listopada Zodiac twierdził, że po kilku minutach został zatrzymany przez dwóch funkcjonariuszy, a Ci zapytali się go, czy nie widział czegoś podejrzanego. Ten dał im fałszywy trop mówiąc, że widział jak ktoś wymachiwał bronią i kierował się na wschód. To by oznaczało, że tymi funkcjonariuszami byli Donald Bouke i Eric Zelmz. Donald zaprzeczał jakoby taka rozmowa miała miejsce, twierdząc, że nikogo nie zatrzymywali po drodze. Wdowa po Ericu natomiast twierdzi, że jej mąż wspominał, iż takie zajście miało miejsce. Tak więc kto ma rację? Nie wiem. Co nie zmienia faktu, że policja i tak miała niezły przypał. Jednakże po tym zajściu utrwalił się już portret pamięciowy prawdziwej twarzy Zodiaca.
22 Marca, 1970. 23:15. Kathleen Johns (która była wtedy w ciąży) i jej 10-miesięczna córka jechały w kierunku Petulamy, kiedy zauważyła, że jadący za nią pojazd puszczał światła, jakby chciał się porozumieć. Zatrzymała się na poboczu, a nieznajomy mężczyzna podszedł i poinformował ją, że jej tylna opona chwieje się, jakby miała odpaść. Zaoferował pomoc przy przykręceniu koła. Rzekomo to zrobił, po czym odjechał. Kiedy sama próbowała odjechać… Koło już do reszty odpadło. Wyszła i zauważyła, że jest ono przymocowane tylko jedną nakrętką. Niedługo po tym nieznajomy powrócił i zaoferował podwiezienie jej do mechanika lub stacji benzynowej… No i pomimo tego wielkiego znaku mówiącego „coś jest kurwa nie tak”, Kathleen zgodziła się na to. Wsiadła wraz ze swoją córką do auta, po czym odjechali. Jechali tak przez jakąś godzinę, minęli już kilka stacji benzynowych oraz mechaników. Zapytała się go, czy faktycznie ma zamiar pomóc, ale ten unikał odpowiedzi. Kiedy w końcu zajarzyła, że jej brak instynktu samozachowawczego będzie kosztował nie tylko jej życie, ale także życie jej córki i nienarodzonego dziecka, ta zdecydowała się wyskoczyć wraz z jej córką z pojazdu, kiedy tylko ten zwolnił. Ukryła się przed kierowcą w pobliskim polu. Poszukał jej chwilę, a następnie zamknął za nią drzwi i sam spierdolił. Przy pomocy właściciela pobliskiej farmy, Kathleen pojechała na komendę policji. Wtedy to zauważyła list gończy za mordercą taksówkarza, po czym powiedziała funkcjonariuszom, że to ten mężczyzna próbował ją porwać. Policjanci przybyli na miejsce, gdzie znajdował się jej samochód, chcąc pobrać z niego wszelakie ślady… No i już z oddali byli w stanie zauważyć wielką kulę ognia. Zodiac wrócił, aby podpalić jej auto. W liście z 24 lipca 1970 roku Zodiac wspomniał, że to on faktycznie próbował ją porwać i zabić.
W 1970 roku dziennikarz z San Francisco Chronicel, Paul Avery, otrzymał anonimowy list, który pomógł mu połączyć morderstwo Cheri Jo Bates ze zbrodniami Zodiaca, po czym napisał na ten temat artykuł. Niedługo po tym, do San Francisco Chronicle została dostarczona pocztówka specjalnie zaadresowana do Paula, w której to Zodiac groził Paulowi śmiercią. Dziennikarze z gazet w całym San Francisco nieźle się zesrali do tego stopnia, że zaczęli nosić naszywki z napisem „Nie jestem Paulem Averym”. Natomiast sam Paul? Paul był jebanym Chadem. Wyrobił sobie pozwolenie na broń. Nie wiem, czy by mu to dupę ocaliło, ale miał zamiar walczyć, to jest fakt. Koniec końców, Zodiac nigdy nie próbował go ukatrupić.
W późniejszych listach Zodiac przyznał się do zabójstwa Cheri Jo Bates, aczkolwiek po dziś dzień wielu ludzi nie jest przekonanych. Istnieje teoria, jakoby Zodiac najzwyczajniej przypisał sobie to morderstwo, chcąc „urozmaicić swoje portfolio”, że się tak wypowiem. Pomimo tych wątpliwości, akta sprawy morderstwa Cheri znalazły się w specjalnym raporcie na temat zbrodni popełnionych przez Zodiaca.
Sam Zodiac twierdził w liście z 29 stycznia 1974 roku, że odpowiada za 37 morderstw, a w późniejszym liście z 6 maja z 1986, twierdził, iż ofiar było ponad 100, aczkolwiek jest to podważane. Przyjmuje się, że Paul Lee Stine był ostatnią śmiertelną ofiarą Zodiaca. Przez wiele lat gazety otrzymywały listy od Zodiaca, aczkolwiek autentyczność wielu z nich jest wątpliwa – za ostatni potwierdzony list od Zodiaca uznaje się ten z 1974 roku, który wysłał po trzyletniej przerwie.
Po tym wszystkim, słowo o Zodiacu ucichło. Był tam jakiś list, ale już bez szczegółów, bez podobnych literówek, bez podobnego charakteru pisma ani stylu. Co się dokładnie stało, tego nie wie nikt.
W późniejszych listach Zodiac przyznał się do zabójstwa Cheri Jo Bates, aczkolwiek po dziś dzień wielu ludzi nie jest przekonanych. Istnieje teoria, jakoby Zodiac najzwyczajniej przypisał sobie to morderstwo, chcąc „urozmaicić swoje portfolio”, że się tak wypowiem. Pomimo tych wątpliwości, akta sprawy morderstwa Cheri znalazły się w specjalnym raporcie na temat zbrodni popełnionych przez Zodiaca.
Sam Zodiac twierdził w liście z 29 stycznia 1974 roku, że odpowiada za 37 morderstw, a w późniejszym liście z 6 maja z 1986, twierdził, iż ofiar było ponad 100, aczkolwiek jest to podważane. Przyjmuje się, że Paul Lee Stine był ostatnią śmiertelną ofiarą Zodiaca. Przez wiele lat gazety otrzymywały listy od Zodiaca, aczkolwiek autentyczność wielu z nich jest wątpliwa – za ostatni potwierdzony list od Zodiaca uznaje się ten z 1974 roku, który wysłał po trzyletniej przerwie.
Po tym wszystkim, słowo o Zodiacu ucichło. Był tam jakiś list, ale już bez szczegółów, bez podobnych literówek, bez podobnego charakteru pisma ani stylu. Co się dokładnie stało, tego nie wie nikt.
Fakty się skończyły, więc teraz możemy odsapnąć i przejrzeć to co wiemy.
Zacznijmy od tego, że samo imię Zodiac oraz symbol celownika nie jest czymś, na co wpadł morderca. Otóż jest to tak naprawdę logo oraz nazwa firmy produkującej zegarki. Dlaczego morderca zdecydował się powiązać z tą marką? Nie wiem, choć przypomina to o tym, że niedaleko ciała Cheri Jo Bates policja znalazła zegarek, który być może należał do mordercy.
Zastanawiają mnie tak różnorodne opisy, jakie świadkowie przedstawiali na temat Zodiaca. Różne kolory włosów, posiadanie lub brak okularów, inny wzrost, inna waga, inna budowa ciała. Ja wiem, że zeznania świadków potrafią być mocno podkoloryzowane, a czasami to trudno na oko powiedzieć, jaki ktoś ma wzrost, ale jednak dziwne mi się to wydaje. Odpowiedź na to pytanie może być prosta – sam Zodiac twierdził w jednym z listów, że używał przebrań. Nie wiem, czy to by zmieniło jego wzrost albo budowę ciała, ale chuj, można to podbić pod emocje ofiar przyćmiewające rzeczywistość.
Inną rzeczą są samochody – niemalże za każdym razem, Zodiac prowadził inny typ samochodu. Ja wiem, że większość zbrodni była dokonana po zmroku, tudzież trudno byłoby powiedzieć, czy auto jest szare lub czarne, ale przeskakiwanie z niebieskiego, do białego, do brązowego, i chuj wie jeszcze jakiego? Dziwne w chuj. Znaczy, dobra, gdyby typ jechał cały czas tym samym autem, to raczej by go zgarnęli, to jest fakt, tylko skąd on brał tyle samochodów zastępczych? Pożyczył od znajomych? Podpierdolił komuś? Sprzedawał i kupował? Tyle pytań, tak mało odpowiedzi.
Zacznijmy od tego, że samo imię Zodiac oraz symbol celownika nie jest czymś, na co wpadł morderca. Otóż jest to tak naprawdę logo oraz nazwa firmy produkującej zegarki. Dlaczego morderca zdecydował się powiązać z tą marką? Nie wiem, choć przypomina to o tym, że niedaleko ciała Cheri Jo Bates policja znalazła zegarek, który być może należał do mordercy.
Zastanawiają mnie tak różnorodne opisy, jakie świadkowie przedstawiali na temat Zodiaca. Różne kolory włosów, posiadanie lub brak okularów, inny wzrost, inna waga, inna budowa ciała. Ja wiem, że zeznania świadków potrafią być mocno podkoloryzowane, a czasami to trudno na oko powiedzieć, jaki ktoś ma wzrost, ale jednak dziwne mi się to wydaje. Odpowiedź na to pytanie może być prosta – sam Zodiac twierdził w jednym z listów, że używał przebrań. Nie wiem, czy to by zmieniło jego wzrost albo budowę ciała, ale chuj, można to podbić pod emocje ofiar przyćmiewające rzeczywistość.
Inną rzeczą są samochody – niemalże za każdym razem, Zodiac prowadził inny typ samochodu. Ja wiem, że większość zbrodni była dokonana po zmroku, tudzież trudno byłoby powiedzieć, czy auto jest szare lub czarne, ale przeskakiwanie z niebieskiego, do białego, do brązowego, i chuj wie jeszcze jakiego? Dziwne w chuj. Znaczy, dobra, gdyby typ jechał cały czas tym samym autem, to raczej by go zgarnęli, to jest fakt, tylko skąd on brał tyle samochodów zastępczych? Pożyczył od znajomych? Podpierdolił komuś? Sprzedawał i kupował? Tyle pytań, tak mało odpowiedzi.
Pora teraz na podejrzanych. Pierwszy na ogień idzie Lawrance Kane. Po raz pierwszy był podejrzanym, kiedy Kathleen Johns wytypowała go podczas okazania podejrzanych. Co więcej, siostra Darlene Ferrin rozpoznała Lawrance-a, twierdząc, że śledził on Darlene w dniu jej śmierci. Funkcjonariusz Fouke również powiedział, że rozpoznaje go jako mężczyznę, którego widział na ulicy. W 1969 roku miał 45 lat, czyli przedział wiekowy się zgadzał, a jego pismo było podobne do pisma Zodiaca. Sprzedał swój samochód niedługo po morderstwie Darlene, a na dodatek żył niedaleko miejsca, gdzie Paul Stine odebrał taksówką swojego mordercę. Co więcej, pracował on w tym samym motelu, w którym pracowała Donna Lass, która zaginęła w 1971 roku (w jednym z listów Zodiac przyznał się do uprowadzenia a później zamordowania jej. Czy faktycznie to zrobił, to chuj wie). No, mocne… Ale ewidentnie nie na tyle mocne, aby policja zrobiła cokolwiek, bo uznano to wszystko za „dowody poszlakowe”.
Jack Terrance stał się podejrzanym po swojej śmierci, kiedy w 2007 roku jego pasierb, Dennis Kaufman, znalazł na strychu zakrwawiony nóż, rolkę filmu z niepokojącymi zdjęciami, oraz kaptur podobny do tego, który Zodiac nosił podczas ataku na Cecelię i Bryana. Co więcej, przedstawił pismo Jacka, które zostało przeanalizowane przez specjalistkę imieniem Nanette Barto, która twierdziła, że jest zgodne (aczkolwiek jej „specjalizacja” od tamtej pory została podważona). W 1969 roku miał 41 lat, a na dodatek służył zarówno w Marynarce, jak i Siłach Powietrznych. Jednak badanie DNA w 2010 wyszło niejednoznaczne… Czyli nie można było go wykluczyć, ale nie można potwierdzić, że to był on. Wielu ekspertów myśli, że Dennis Kaufman po prostu chciał zarobić na sławie, zwalając winę za morderstwa Zodiaca na swojego zmarłego już ojczyma.
W 2017 roku włoski dziennikarz imieniem Francesco Amicone wysunął hipotezę, jakoby mężczyzna imieniem Giuseppe Bevilacqua był nie tylko Zodiakiem, ale również włoskim seryjnym mordercą o kryptonimie „Potwór z Florencji”. Beviliacqua i Amicone mieli ze sobą wiele rozmów telefonicznych, w których to insynuował, jakoby on odpowiadał za zbrodnie. Amicone przekonał go, aby oddał się w ręce władz, ale ten zmienił zdanie. Jednak Amicone nie nagrał tych rozmów, więc nie mógł niczego udowodnić. Co natomiast jest interesujące to fakt, że ten cały Potwór z Florencji zabił dwie osoby w 1968 roku, a później zrobił sobie przerwę aż do 1974 roku, kiedy to rozpoczął na nowo. Giuseppe Bevilacqua był sierżantem w armii Stanów Zjednoczonych. Stacjonował on we Florencji w 1968 roku, ale został on przeniesiony pod koniec roku z powrotem do Stanów Zjednoczonych, a dokładniej mówiąc do Kalifornii. Opuścił on wojsko w 1974 roku (dokładniej mówiąc po tym, jak Zodiac wysłał ostatni potwierdzony list), a następnie powrócił do Włoszech. No i wtedy to też Potwór z Florencji również zaczął zabijać na nowo.
Giuseppe Bevilacqua zmarł 23 grudnia 2022 roku. Francesco Amicone twierdzi, że DNA Giuseppe zostało przesłane do zespołu odpowiedzialnego za sprawę Zodiaca, aczkolwiek od tamtej pory nie ma na ten temat nowych wieści. Co natomiast się wydarzyło w międzyczasie to skazanie Francesco Amicone na 5,000 Euro grzywny za zniesławienie, które musiał wypłacić córce Giuseppe.
Giuseppe Bevilacqua zmarł 23 grudnia 2022 roku. Francesco Amicone twierdzi, że DNA Giuseppe zostało przesłane do zespołu odpowiedzialnego za sprawę Zodiaca, aczkolwiek od tamtej pory nie ma na ten temat nowych wieści. Co natomiast się wydarzyło w międzyczasie to skazanie Francesco Amicone na 5,000 Euro grzywny za zniesławienie, które musiał wypłacić córce Giuseppe.
Ostatnim podejrzanym wartym uwagi jest Arthur Leigh Allen, który został skazany za molestowanie dzieci w 1974 roku. Tak się składa, iż jest to jedyny podejrzany, który był publicznie wymieniony przez policję. Arthur stał się podejrzanym po tym, jak jego znajomy, Don Cheney, poinformował policję o rozmowach, jakie miał z nim, w których rzekomo przyznawał się do mordowania par na randkach po zmroku. Arthur posiadał też zegarek marki Zodiac. Rzekomo Arthur był obecny w Riverside w trakcie morderstwa Cheri Jo Bates, ale, co więcej, nie był obecny w robocie przez dwa dni po jej morderstwie (przy czym tu już nie ma domniemania). Arthur posiadał też pistolet kalibru .22. Posiadał też biało-niebieskiego Forda, a czasami używał brązowego Chevroleta należącego do swojego przyjaciela. Służył w marynarce, w 1969 roku miał 36 lat. Co więcej, Michael Renault Mageau rozpoznał go jako osobę, która go postrzeliła. No dobra, sporo przeciwko niemu. Jednak został on wykluczony. Bryan Hartnell twierdził, iż jego głos nie pasował do głosu Zodiaca. Świadkowie morderstwa Paula Stine-a twierdzą, że to nie on był mordercą. Jego pismo nie pasowała do Zodiaca oraz pomimo wielu nakazów przeszukania, policja nie znalazła żadnych bardziej rzetelnych dowodów, które mogłyby go powiązać ze sprawą. No i na sam koniec – DNA oraz odciski palców nie były zgodne z tymi należącymi do Zodiaca. Arthur zmarł w 1992 roku.
Jest jeszcze pierdyliard innych podejrznych, mniej lub bardziej ciekawych, ale szczerze, nie mam chęci opisywania wszystkich co do joty.
Jest jeszcze pierdyliard innych podejrznych, mniej lub bardziej ciekawych, ale szczerze, nie mam chęci opisywania wszystkich co do joty.
Stephen King napisał w artykule z 2008 roku zatytułowanym „Dlaczego Hollywood nie potrafi robić horrorów”, że nierozwiązana tajemnica jest czymś, co zostaje z ludźmi najdłużej, że jest czymś, o czym będą pamiętać. Pomijając fakt, że odnosił się on do czego innego, to łatwo też podpiąć to stwierdzenie pod Zodiaca – Pomimo wielu podejrzanych, mniej lub bardziej prawdopodobnych, Zodiac nigdy nie został złapany, a rzeczywista liczba jego ofiar pozostała nieznana. Ludzie zadają wiele pytań – kim on był? Co się z nim stało? Ilu ludzi faktycznie zabił? Po ponad 50 latach dalej nie ma odpowiedzi na te pytania.
Pomijając prawdziwych seryjnych morderców, którzy się na nim wzorowali, to postać Zodiaca była inspiracją dla wielu zwyroli w popkulturze – Scorpio z Brudnego Harry-ego, Morderca Gemini z Egzorcysty 3, John Doe z filmu Seven, czy chociażby Człowiek-Zagadka z Batmana (2022). W 2007 roku wyszedł też pełnometrażowy film zatytułowany „Zodiac”, nakręcony przez Davida Finchera, gdzie pod Paula Averego, tego dziennikarza, któremu Zodiac groził, wciela się sam Robert Downey Junior.
O jednej rzeczy nie wspomniałem, ponieważ uznałem, że teraz będzie lepiej – Zodiac łącznie wysłał 4 szyfry. Ten pierwszy rozszyfrowano dosyć łatwo, ale przy następnych już się lepiej postarał, przez co ludzie głowią się o nie aż po dziś. Jednak tak się akurat stało, że ponad pół wieku po wysłaniu tych szyfrów, w 2020 odszyfrowano kolejny. Oto co było w nim zawarte:
„Mam nadzieję, że nieźle się bawicie, próbując mnie złapać. I nie, nie pojawiłem się w telewizji. Nie boję się komory gazowej, ponieważ wyśle mnie do raju szybciej. Mam teraz wystarczająco niewolników, aby pracowali dla mnie. Wszyscy inni nie będą mieli nic, kiedy dotrą do raju, więc boją się śmierci. Nie boję się, ponieważ wiem, że po śmierci, moje nowe życie w raju będzie łatwe.”
Oczywiście, była tam nadzwyczajna ilość literówek. No i pech chciał, że w zasadzie nic to nikomu nie mówi, poza tym, że nie przyznaje się do występu w telewizji (rzekomo, w programie „A.M. San Francisco” był jakiś koleś o imieniu Sam, który podawał się za Zodiaca). Jednak zawsze jest jakiś postęp, szkoda tylko, że zajęło to 51 jebanych lat. Pozostałe 2 szyfry dalej pozostają nierozwiązane.
Na sam koniec wspomnę tylko, że przez pewien czas, ludzie uważali, że… Zodiac i Unabomber to ta sama osoba. Wynikało to z faktu, że początkowe ataki Unabombera były w Kalifornii. Jednak po pewnym czasie, kiedy Zodiac już zaprzestał wysyłania listów, ale Ted Kaczyński dalej wysyłał swoje bomby, to przekonanie jakoś poszło się jebać. Cała teoria legła w gruzach, kiedy DNA i odciski palców Tedzia zostały porównane z tymi należącymi do Zodiaka, po czym wyszło, że nie było zgodności. No i tym nawiązaniem do mojej pierwszej dzidy pisanej zakończę tego jebanego behemota.
Pomijając prawdziwych seryjnych morderców, którzy się na nim wzorowali, to postać Zodiaca była inspiracją dla wielu zwyroli w popkulturze – Scorpio z Brudnego Harry-ego, Morderca Gemini z Egzorcysty 3, John Doe z filmu Seven, czy chociażby Człowiek-Zagadka z Batmana (2022). W 2007 roku wyszedł też pełnometrażowy film zatytułowany „Zodiac”, nakręcony przez Davida Finchera, gdzie pod Paula Averego, tego dziennikarza, któremu Zodiac groził, wciela się sam Robert Downey Junior.
O jednej rzeczy nie wspomniałem, ponieważ uznałem, że teraz będzie lepiej – Zodiac łącznie wysłał 4 szyfry. Ten pierwszy rozszyfrowano dosyć łatwo, ale przy następnych już się lepiej postarał, przez co ludzie głowią się o nie aż po dziś. Jednak tak się akurat stało, że ponad pół wieku po wysłaniu tych szyfrów, w 2020 odszyfrowano kolejny. Oto co było w nim zawarte:
„Mam nadzieję, że nieźle się bawicie, próbując mnie złapać. I nie, nie pojawiłem się w telewizji. Nie boję się komory gazowej, ponieważ wyśle mnie do raju szybciej. Mam teraz wystarczająco niewolników, aby pracowali dla mnie. Wszyscy inni nie będą mieli nic, kiedy dotrą do raju, więc boją się śmierci. Nie boję się, ponieważ wiem, że po śmierci, moje nowe życie w raju będzie łatwe.”
Oczywiście, była tam nadzwyczajna ilość literówek. No i pech chciał, że w zasadzie nic to nikomu nie mówi, poza tym, że nie przyznaje się do występu w telewizji (rzekomo, w programie „A.M. San Francisco” był jakiś koleś o imieniu Sam, który podawał się za Zodiaca). Jednak zawsze jest jakiś postęp, szkoda tylko, że zajęło to 51 jebanych lat. Pozostałe 2 szyfry dalej pozostają nierozwiązane.
Na sam koniec wspomnę tylko, że przez pewien czas, ludzie uważali, że… Zodiac i Unabomber to ta sama osoba. Wynikało to z faktu, że początkowe ataki Unabombera były w Kalifornii. Jednak po pewnym czasie, kiedy Zodiac już zaprzestał wysyłania listów, ale Ted Kaczyński dalej wysyłał swoje bomby, to przekonanie jakoś poszło się jebać. Cała teoria legła w gruzach, kiedy DNA i odciski palców Tedzia zostały porównane z tymi należącymi do Zodiaka, po czym wyszło, że nie było zgodności. No i tym nawiązaniem do mojej pierwszej dzidy pisanej zakończę tego jebanego behemota.