Odbyłem wczoraj ciekawą rozmowę z mamą, która naprowadziła mnie do zaskakującego wniosku. Puściłem mamie filmik z Kosiniakiem, gdy mówi o tym, że za Wołyń nie odpowiada naród ukraiński. Mama na to, że wyrwane z kontekstu. Puściłem całą jego wypowiedź od [początku, gdzie mówi, że to nie ukry, a UPA mordowało. Mama : "No właśnie". Na co ja, że przecież były rozkazy, by WSZYSCY Ukraińcy wzięli w tym udział i nieposłusznych miano przymusić. Mama stwierdziła, że powinienem obejrzeć film "Wołyń", bo tam jest pokazane, że każdy Ukrainiec, którzy sprzeciwił się eksterminacji Polaków był zabijany.
I nagle mnie olśniło. Jeśli każdy dobry Ukrainiec został zabity, to czy czasem nie jest tak, że dzisiejsi Ukraińcy to potomkowie właśnie tych zbrodniarzy, którzy się przyłączyli? W końcu reszta została zabita. Czyli tak jakby bestialstwo mają we krwi. To trochę jak u nas Hitler i Stalin likwidowali inteligencję polską i teraz wybieramy dwie partie na zmianę od 20 lat...
Mylę się? Jeśli jest jakaś dziura w mojej logice, to proszę wskazać.