Humor
3 m
4
Dyskusje ogólne
5 m
16
Rozrywka
1 r
5
„Na krawędzi gasnących gwiazd maszerujemy jak zbrojna modlitwa, niosąc w piersiach popiół uległych światów i iskry wiary, która nie prosi o przebaczenie. Każdy krok jest wyrokiem, każdy oddech krwawą dziesięciną, którą spłacamy bez końca. Nasze imiona wykuwa się na pancerzach jak imiona herosów ryte na grobowych pieczęciach. Gdy zaryczą działa, a kadzidło spłynie po chłodnym metalu, zrozumiesz jedno: czas nadziei, rozwoju i pokoju dawno już przeminął. Bowiem w ponurej ciemności odległej przyszłości istnieje tylko wojna.”
Uniwersum Warhammer 40,000 jest przykładem świata, który wyrósł z gęstej sieci literackich i artystycznych inspiracji. Twórcy spod szyldu Games Workshop świadomie przetopili tę sieć w jedną, skrajnie ponurą, a zarazem autoironiczną wizję przyszłości. Skupmy się jednak na konkretnych dziełach kultury (i nie tylko), które położyły podwaliny pod tą niezwykle brutalną i ponurą wizję przyszłości.
Diuna Franka Herberta zaszczepiła w Warhammerze 40,000 feudalny porządek galaktycznego imperium i kult półboskiego władcy, wraz z rodami oraz zakonami o quasi-rycerskim etosie. Ugruntowała też ideę nawigacji przez śmiercionośny wymiar, dostępnej wyłącznie tym, których znamionują niezwykłe predyspozycje. Ten „diunowy” duch przenika polityczny fatalizm i sakralizację władzy. Państwo staje się religią, a religia narzędziem państwa.
Tolkienowskie echo Władcy Pierścieni i Silmarillionu pobrzmiewa w patetycznym rejestrze opowieści, kulcie starożytnych reliktów oraz w rodowodzie orków. W Warhammerze 40,000 Orkowie zachowują brutalny rys prapierwowzoru, lecz zostają przetworzeni w techno-plemienny gatunek łączący groteskę z zabójczą skutecznością. Tolkienowski rozmach mitotwórczy, opowiadanie dziejów niczym kroniki upadków i powrotów staje się w W40k sposobem budowania historii prymarchów, legionów i krucjat.
Z Raju utraconego Johna Miltona wyrasta największy dramat tej kosmologii. Herezja Horusa to kosmiczna wariacja buntu Lucyfera, w której charyzmatyczny syn rzuca wyzwanie boskiemu Ojcu, a wojna rozlewa się na bezkres galaktyki. Demony Chaosu przypominają miltonowskie upadłe moce. Uosabiają skrajności namiętności i idei, karmią się pychą, rozkładem, intrygą i rozpustą, a zarazem zwodzą obietnicą potęgi oraz wyzwolenia.
Lovecraftowska mitologia Cthulhu dokłada do tego kosmiczną grozę i niepoznawalność. Osnowa (Immaterium) roi się od bytów, których dotknięcie łamie umysł, a kontakt z niewyrażalnym kończy się obłędem, kultami i skażeniem. Ten lovecraftowski wektor wpływów widać jeszcze wyraźniej w przypadku C’tan. Gwiezdnych bogów, których pierwotna forma była eteryczna, o niepojętej skali, a ich istnienie pasożytowało na energii gwiazd.
Równie silne są wpływy Michaela Moorcocka i jego idei Prawa oraz Chaosu z cyklu o Wiecznym Wojowniku. Dualizm kosmicznych zasad przenika zarówno język, jak i mechanikę świata. Imperium usiłuje często nieudolnie reprezentować Ład, podczas gdy Chaos jest zasadą rozkładu i zmiany. Między nimi miotają się bohaterowie, zakony Kosmicznych Marines i całe cywilizacje.
Na płaszczyźnie wojskowej Warhammer 40,000 wiele zawdzięcza Kawalerii kosmosu Roberta A. Heinleina: pancerzom wspomaganym, etosowi żołnierza i militaryzmowi jako porządkowi świata. Adeptus Astartes to zmitologizowana, quasi-religijna odpowiedź na hejnleinowski ideał mobilnej piechot, gdzie dyscyplina i indoktrynacja urastają do rangi sakramentu.
Z kolei brytyjski komiks 2000 AD, zwłaszcza Judge Dredd Pata Millsa i Johna Wagnera, dostarcza czarnego humoru, satyry na autorytaryzm, wizji megamiast i wszechwładnej biurokracji. To swoisty fundament karykaturalnie totalitarnego Imperium, w którym groteska i powaga maszerują ramię w ramię. Filmowe i literackie echa Obcego (Ridley Scott i H.R. Giger) kształtują Tyranidów. Bezlitosną, biomechaniczną grozę drapieżnej biologii. Cybernoir Blade Runnera (Philip K. Dick i Scott) rezonuje w dekadenckich, neonowo-gotyckich miastach ulach, gdzie człowiek jest tylko trybem w bezlitosnej zardzewiałej machinie.
Warstwa wizualna W40k to osobna, ale równie ciekawa opowieść. Organiczno-maszynowe formy Adeptus Mechanicus, gdzie ciało i metal stapiają się w jedną, hipnotyczną całość. Średniowieczny gotyk, barok i podobna do chrześcijańskiej ikonografia dostarczają języka ołtarzy, relikwii, rytuałów i martyrologii, przepisanych na język technologii.
Pewną rolę odgrywa John Blanche, którego malarskie „blanchitsu” uformowało „barok przemysłowy” Imperium. Smukłe, spiczaste sylwetki, świece, pergaminy, pieczęcie, pancerze jak i relikwiarze, czy statki-katedry pędzące przez nicość. Jes Goodwin i inni projektanci nadają frakcjom spójną semiotykę form. Aeldari jako art nouveau w kosmosie, Orkowie jako pospawany złom, Imperium jako katedra zamieniona w fabrykę. Do tego dochodzi monumentalizm Cesarstwa Rzymskiego, propaganda XX wieku i groteskowa biurokracja rodem z Metropolis Fritza Langa. Jest to mieszanka, która tłumaczy, dlaczego w 40k technologia jest liturgią, a państwo religią czynu.
Historia i religia przenikają się tu bez ustanku. Inkwizycja łączy pamięć o historycznych prześladowaniach z futurystycznym terrorem doktryny. Aquila, dwugłowy orzeł, spina rzymski etos legionowy z imperialną propagandą. Katedry i procesje stapiają się z dokami orbitalnymi i lufami orbitalnych dział. Dodatkowe literackie aluzje w stylu Poula Andersona z Three Hearts and Three Lions, który spopularyzował oś Prawo-Chaos. Czy Joe Haldeman i jego The Forever War z melancholią wojny bez końca, dopełniają spektrum. Podkreślają, że w W40k heroizm jest jednocześnie tragedią i obowiązkiem.
Wszystkie te nici: feudalizm kosmosu, mitotwórczość, dramat buntu, groza niepojętego, dualizm zasad, etos żołnierza oraz ikonografia splatają się w jednym uniwersum. Przetrwanie wymaga wiary tak żarliwej jak żelazo, a każdy postęp płaci się krwią, obłędem albo herezją. W takiej wizji przyszłości nie ma widoków na rozwój ludzkości, istnieje jedynie niekończąca się wojna o jej przetrwanie.