3
„Wiosną 1942 r., dowodzona przez Friedricha Paulusa 6. Armia była jednym z najsilniejszych związków operacyjnych na froncie wschodnim. W ramach letniej ofensywy 1942 r. poprowadzono ją na Stalingrad. Od końca sierpnia walki w mieście zamieniły się w wyniszczającą bitwę na dystans bagnetu. Takie miejsca jak fabryki Krasnyj Oktiabr i Barrikady, wzgórze Mammajew Kurgan, czy Dom Pawłowa stały się symbolami niezwykle krwawych starć. 19 listopada Armia Czerwona uderzyła na skrzydła armii niemieckiej i jej sojuszników, ostatecznie zamykając 6. Armię w kotle. Nieudany most powietrzny i spóźniona próba odsieczy przesądziły o losie okrążonych. 2 lutego 1943 r. upadły ostatnie ogniska oporu. Skala zniszczeń oraz liczba ofiar sprawiły, że Stalingrad stał się nie tylko miejscem pamięci, lecz także ogniskiem lokalnych opowieści o obecnościach."

- krótki rys hisotryczny bitwy pod Stalingradem
To właśnie w tym pejzażu wybrzmiewa jedna z częściej przytaczanych historii, krążąca po mieście od lat 90 XX wieku. Opowiada się o nocnym strażniku na Mammajewym Kurganie, który podczas jesiennej nocy obchodził teren między kurhanem a schodami wiodącymi ku Wołdze. W pewnym momencie usłyszał miarowe stukanie, jakby czyjeś kroki w twardych butach i krótki, urwany rozkaz po niemiecku. Z mgły wyłoniła się sylwetka żołnierza w podniszczonym feldgrau, z bandażem pod kołnierzem. Zjawa miała tylko zwrócić głowę w stronę zbocza i półgłosem, nieporadnie po rosyjsku, poprosić o wodę. Strażnik  jak głosi  miejska opowieść odruchowo uniósł latarkę w stronę postaci. Światło trafiło w pustkę. Kroki ucichły, słowa jakby wsiąkły w wiatr, a w trawie kołysała się jedynie stara manierka bez korka. 
Kompendium strachu: „Ostatni rozkaz, ostatnia prośba, czy echo umarłych?”, Duchy Stalingradu, vol. 25
Rano, poruszony zajściem, miał podobno zadzwonić do lokalnych poiskowików [1], którzy w sezonie przeczesywali wzgórze. Według tej samej opowieści, tuż poniżej wskazanego miejsca natrafiono potem na niewielkie skupisko łusek i fragment zniszczonego hełmu. Ktoś dopowiedział, że odkopano też drobne kości dłoni, inni twierdzą, że znaleziono tylko sprzączkę od pasa. Ta historia dla jednych to autosugestia i akustyka wiatru na otwartej przestrzeni, dla innych echo tysięcy przerwanych żyć.
Kompendium strachu: „Ostatni rozkaz, ostatnia prośba, czy echo umarłych?”, Duchy Stalingradu, vol. 25
W kwartale dawnych zakładów i na stromych zjazdach ku rzece krążą upiorne anegdoty, które powracają zwłaszcza jesienią, gdy znad wody podnosi się mgła. Kierowcy ciężarówek opowiadają, że w snopie świateł nagle przebiega im przez jezdnię szereg sylwetek jakby pochylonych ludzi w długich płaszczach. Po czym obraz rozsypuje się w kłębach pary, a czujnik ruchu na skrzyżowaniu nie rejestruje nikogo. Inni wspominają o nagłym wrażeniu, że ktoś „przykleja się” do tylnej burty samochodu na zjeździe, jakby wciąż próbowano zbiec ku rzece pod ogniem.
Kompendium strachu: „Ostatni rozkaz, ostatnia prośba, czy echo umarłych?”, Duchy Stalingradu, vol. 25
Nocne „krzyki po niemiecku” mają ponoć swoją stałą dramaturgię. Najpierw pojedyncze, urywane słowa odmierzane rytmem kroków, potem chór krótkich komend, które po chwili rozciągają się w długi, metaliczny pogłos. Miejscowi tłumaczą to akustyką: echo odbija się od ścian hal i betonowych nasypów, miesza z hukiem wagonów i przeciągłym gwizdem barek. Przy inwersji temperatury dźwięk niesie się nienaturalnie daleko. Jednak dla tych, którzy to słyszeli, wyjaśnienie fizyczne rzadko wystarcza. Zwłaszcza kiedy w tej samej chwili z ciemności wybija się stukot jakby podkutych butów na metalowej kładce. Zaś z wysokiego brzegu odpowiada mu suchy trzask, jak z zaciętego zamka karabinu.
Kompendium strachu: „Ostatni rozkaz, ostatnia prośba, czy echo umarłych?”, Duchy Stalingradu, vol. 25
Srażnicy obiektów mówią jeszcze o jednej rzeczy: o „cichych godzinach” między trzecią a czwartą nad ranem. Gdy na nabrzeżu nie jedzie już żaden pociąg, a mimo to w stalowym szkielecie jednej z hal zaczyna „pracować” wiatr. Wtedy w pustym wnętrzu słychać coś, co przypomina krótkie liczenie raz po rosyjsku, raz po niemiecku i szuranie skrzynek po betonie. Jedni przysięgają, że to tylko luźne blachy i przeciąg z rzeki. Inni wolą wtedy nie patrzeć w stronę ramp przeładunkowych, gdzie zardzewiałe haki kołyszą się bez wiatru i znikąd nie wiadomo, skąd bierze się w powietrzu zapach zimnej, wilgotnej cegły.
Kompendium strachu: „Ostatni rozkaz, ostatnia prośba, czy echo umarłych?”, Duchy Stalingradu, vol. 25
Ogólnie przedstawione opowieści są mieszanką ciężkiej, wojennej historii, specyficznej topografii i fizyki dźwięku jak i psychologii nocnego miasta oraz samopodtrzymującej się legendy. Jednak czy na pewno wszystko można tak wytłumaczyć?

[1] wolontariusze z rosyjskich i białoruskich oddziałów poszukiwawczych, którzy przeszukują dawne pola bitew, żeby odnajdywać szczątki poległych żołnierzy, identyfikować ich (np. po nieśmiertelnikach) i organizować godne pochówki. Zbierają też fragmenty uzbrojenia, dokumentują miejsca walk i przekazują znaleziska do muzeów.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
58
ktoś z was doświadczył czegoś dziwnego?

Raz wieczorem poszedłem nakarmić psa i przy mnie pojawiło się jakieś ciepło. Pies zaczął szczekać na to coś i po chwili zaczął piszczeć, skomleć i uciekł do budy. Jak wracałem do domu to to ciepło za mną szło. Po 10 minutach poszedłem do samochodu bo zapomniałem czegoś i znowu to ciepło się pojawiło koło mnie i tak staliśmy kilka minut.

Chuj wie co to było. Najpierw pies to wyczuł i ja nic nie widziałem tylko czułem takie mocne ciepło jak od ogniska
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
4
„Głos, który przemawiał przez ową dziewczynę, wypowiedział me imię. Nie pojmuję, z jakiej przyczyny, lecz czynił to z boleścią, jakby znał je dawniej. Było w nim coś z żalu, coś z niespełnionej obietnicy sprzed czasu, którego nie śmiem dziś pomnieć.”

- Fragment z rzekomego listu rabina Jozuego ben Dina, byłego kantonisty [1] i uczestnika wojny krymskiej, zapisanego w Wilnie, Roku Pańskiego 1894.
Dybuk (z hebr. dosłownie „przylgnięcie”) [2] to w żydowskich wierzeniach ludowych zły duch, który wnika w człowieka, opanowuje jego duszę, powoduje zaburzenia psychiczne, przemawia ustami swojej ofiary, lecz nie stapia się z nią całkowicie, zachowując własną tożsamość.
Podania o opętaniu przez złe duchy były powszechnie znane już w okresie Drugiej Świątyni. Często występują w literaturze talmudycznej i midraszowej, a także pojawiają się w Ewangeliach jako odbicie wierzeń z czasów narodzin chrześcijaństwa (por. Mt 8,28–32; 12,43–45). Z tego rodzaju relacji oraz z doktryny, która rozwinęła się w XIII wieku i mówiła o tymczasowym zamieszkaniu ducha w ciele człowieka (ibbur, dosłownie „ciąża”), a która w ludowej wyobraźni połączyła się z nauką o wędrówce dusz (gilgul) i z przekonaniem, że dusze niepogrzebanych zmarłych mogą przemieniać się w demony, wykształciło się wierzenie w dybuka.
Kompendium strachu: „Pozwól mi być blisko”: Dybuk, vol. 1
Choć sam termin „dybuk” pojawił się w literaturze żydowskiej dopiero w XVII wieku, relacje w języku hebrajskim i jidysz dotyczące wypędzania duchów znane są już od roku 1560. Dybuk był postrzegany jako dusza obciążona grzechami, która utraciła zdolność reinkarnacji. Będąc „nagą duszą”, poszukiwał schronienia w ciałach żywych. Według tradycji duch ten wnikał w ciało osoby, która popełniła ukryty grzech. Pisma niektórych kabalistów, zwłaszcza uczniów Icchaka Lurii, zawierają szczegółowe instrukcje dotyczące egzorcyzmów mających na celu wypędzenie dybuka.
Kompendium strachu: „Pozwól mi być blisko”: Dybuk, vol. 1
Uważano, że ba’al-szemowie [3] oraz inni cadycy posiadają zdolność wypędzania dybuka z opętanych, umożliwiając duchowi odejście albo poprzez naprawę (tikun), co otwierało drogę do kolejnej inkarnacji (gilgul), albo przez strącenie go do piekła. Egzorcyzmy dybuka odprawiano jeszcze na początku XX wieku. W 1903 roku w Bagdadzie wypędzano duchy fałszywego mesjasza Sabataja Cwi oraz jego proroka Natana z Gazy. Ostatni udokumentowany przypadek egzorcyzmu miał miejsce w Jerozolimie w 1904 roku.
Kompendium strachu: „Pozwól mi być blisko”: Dybuk, vol. 1
Przypisy:
[1] Kantoniści (ros. кантонисты) to chłopcy w wieku od 12 do 18 lat, którzy trafiali do szkół wojskowych (tzw. kantonów). Rozszerzenie obowiązek służby wojskowej na Żydów oznaczało, że wspólnoty (kahały) miały obowiązek dostarczać określoną liczbę chłopców do armii carskiej.
[2] Hebr. דִּיבּוּק, (dibbuk) oznacza dosłownie „przylgnięcie” lub „przyczepienie się”. Termin ten wywodzi się od czasownika דָּבַק (dāvaq), który w języku biblijnym odnosi się do aktu duchowego lub fizycznego przylgnięcia.
[3] Charyzmatyczni żydowscy mistycy i uzdrowiciele, działający głównie w Europie Wschodniej od XVII do XVII.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
48
Wieczorna tawerna
Witaj podróżniku, tego chłodnego wieczoru. 
Usiądź i napij się czegoś ciepłego, mamy duży wybór napitków a i coś do przegryzienia się znajdzie w karcie.

Zapraszam do wspólnej dysputy z innymi podróżnikami. 
Z mojej strony chciałbym abyście opowiedzieli najdziwniejsze paranormalne/niewytłumaczalne historie które Was spotkały, takie których nie tłumaczy nauka.
Zapraszam do opowiedzenia swoich historii i wysłuchania innych strudzonych podróżujących przed powrotem na szklak
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.078702926635742