28
Siedzi sobie człowiek, przegląda neta, a tu nagle wyskakuje info, że ktoś zrobił AI, które ogarnia DNA. Tak, to samo DNA, czyli ten cały kod życia, co decyduje czy masz niebieskie oczy, zakola po dziadku i czy za 20 lat coś cię nie wyłączy od środka.
Niedawno na jutubku pojawił się bardzo ciekawy film na ten temat, który pozwolę sobie delikatnie streścić poniżej.
Niedawno na jutubku pojawił się bardzo ciekawy film na ten temat, który pozwolę sobie delikatnie streścić poniżej.
I teraz najlepsze. Oni wzięli model jak ChatGPT, tylko zamiast tekstów z internetu nakarmili go… 9 bilionami liter DNA. I to nie tylko ludzkiego, tylko wszystkiego co żyje. Bakterie, rośliny, grzyby, zwierzęta. Jeden wielki biologiczny bigos.
Bo DNA to taki biologiczny język.
Składa się tylko z czterech znaków: A, T, C, G.
Z tych czterech literek powstaje wszystko:
kolor oczu
wzrost
choroby
to czy organizm działa czy się sypie
I teraz ktoś wpadł na pomysł:
"a co jeśli AI nauczy się tego języka tak jak uczy się tekstu?"
Efekt? AI (Model EVO 2) nauczyło się “czytać” DNA jak książkę. Bakterie, rośliny, zwierzęta, ludzie. Jeden wielki biologiczny śmietnik, ale uporządkowany. Bez żadnych podpowiedzi. Samo ogarnęło, które fragmenty są ważne, które rozwalają organizm, a które są neutralne. Wrzucasz mu mutację i ono mówi: spoko albo rak za rogiem. Bez studiowania medycyny, bez lekarza, bez niczego.
I to jeszcze pół biedy. Bo to coś potrafi też pisać DNA od zera. Dajesz mu początek, a ono dopisuje resztę jak fanfik na forum, tylko zamiast smoków wychodzi działające mitochondrium. Takie legitne, co produkuje energię i się zgadza z rzeczywistością.
Potem poszli dalej. Bakteria? Proszę bardzo, wygenerowana. Drożdże? Też. Wszystko działa, białka się składają jak trzeba, komórkowa fabryka chodzi. Czyli w praktyce: zaczynamy się bawić w projektowanie życia.
No i teraz wjeżdża klasyczne “hehe fajnie, co może pójść nie tak”. Bo z jednej strony masz wykrywanie raka z DNA, leki szyte na miarę, rośliny które rosną gdzie chcą i rozwiązują problem żarcia. A z drugiej… projektowanie ludzi, ulepszanie dzieci, albo jakieś chore eksperymenty jak ktoś sobie to przerobi.
Twórcy niby ogarnęli temat i wywalili z treningu wirusy, żeby nikt nie wygenerował pandemii na weekend. Ale umówmy się, skoro to jest open source, to ktoś prędzej czy później powie “potrzymaj mi piwo”.
No i klasyczne pytanie: co dalej
Z jednej strony:
- wykrywanie chorób z DNA
- leki dopasowane do człowieka
- lepsze rośliny i więcej jedzenia
Z drugiej:
- projektowanie ludzi
- „ulepszanie” dzieci
- zabawa w nowe gatunki
I tak to wygląda. Jeszcze wczoraj AI pisało wypracowania, dziś ogarnia kod życia. A jutro może się okazać, że ktoś sobie projektuje organizmy jak skiny w grze.
Technologia już jest.
To nie jest sci-fi.
Pytanie nie brzmi czy się tego użyje.
Tylko kto pierwszy i gdzie postawi granicę.
I być może nagle budzisz się w świecie, gdzie DNA też jest „edytowalne jak dokument”.
Bo DNA to taki biologiczny język.
Składa się tylko z czterech znaków: A, T, C, G.
Z tych czterech literek powstaje wszystko:
kolor oczu
wzrost
choroby
to czy organizm działa czy się sypie
I teraz ktoś wpadł na pomysł:
"a co jeśli AI nauczy się tego języka tak jak uczy się tekstu?"
Efekt? AI (Model EVO 2) nauczyło się “czytać” DNA jak książkę. Bakterie, rośliny, zwierzęta, ludzie. Jeden wielki biologiczny śmietnik, ale uporządkowany. Bez żadnych podpowiedzi. Samo ogarnęło, które fragmenty są ważne, które rozwalają organizm, a które są neutralne. Wrzucasz mu mutację i ono mówi: spoko albo rak za rogiem. Bez studiowania medycyny, bez lekarza, bez niczego.
I to jeszcze pół biedy. Bo to coś potrafi też pisać DNA od zera. Dajesz mu początek, a ono dopisuje resztę jak fanfik na forum, tylko zamiast smoków wychodzi działające mitochondrium. Takie legitne, co produkuje energię i się zgadza z rzeczywistością.
Potem poszli dalej. Bakteria? Proszę bardzo, wygenerowana. Drożdże? Też. Wszystko działa, białka się składają jak trzeba, komórkowa fabryka chodzi. Czyli w praktyce: zaczynamy się bawić w projektowanie życia.
No i teraz wjeżdża klasyczne “hehe fajnie, co może pójść nie tak”. Bo z jednej strony masz wykrywanie raka z DNA, leki szyte na miarę, rośliny które rosną gdzie chcą i rozwiązują problem żarcia. A z drugiej… projektowanie ludzi, ulepszanie dzieci, albo jakieś chore eksperymenty jak ktoś sobie to przerobi.
Twórcy niby ogarnęli temat i wywalili z treningu wirusy, żeby nikt nie wygenerował pandemii na weekend. Ale umówmy się, skoro to jest open source, to ktoś prędzej czy później powie “potrzymaj mi piwo”.
No i klasyczne pytanie: co dalej
Z jednej strony:
- wykrywanie chorób z DNA
- leki dopasowane do człowieka
- lepsze rośliny i więcej jedzenia
Z drugiej:
- projektowanie ludzi
- „ulepszanie” dzieci
- zabawa w nowe gatunki
I tak to wygląda. Jeszcze wczoraj AI pisało wypracowania, dziś ogarnia kod życia. A jutro może się okazać, że ktoś sobie projektuje organizmy jak skiny w grze.
Technologia już jest.
To nie jest sci-fi.
Pytanie nie brzmi czy się tego użyje.
Tylko kto pierwszy i gdzie postawi granicę.
I być może nagle budzisz się w świecie, gdzie DNA też jest „edytowalne jak dokument”.