10
W skrócie:
Dzisiaj skończyłem czytać "Drużynę Pierścienia".
Nie licząc audiobooków (Albo chuj... Licząc audiobooki, które przesłuchałem, będzie to jakiś dwusetny raz, gdy skończyłem całą trylogię od początku do końca. ALE!) przeczytałem Władcę Pierścieni około 20, może 30 razy, i uważam, że mam "co nieco" do powiedzenia. Dzisiaj, na dłuższą chwilę, zatrzymałem się na wierszu Bilba, który wygłosił w Rivendell - Wierszu o Eärendilu (Oczywiście przekład Skibniewskiej). I poniesiony ułańską fantazją, oraz promilami zawatymi we krwi, postanowiłem napisać wiersz w imieniu nieznanego żołnierza Rohanu, walczącego u boku Théodena, dokładnie w stylu Bilba.
Dzisiaj skończyłem czytać "Drużynę Pierścienia".
Nie licząc audiobooków (Albo chuj... Licząc audiobooki, które przesłuchałem, będzie to jakiś dwusetny raz, gdy skończyłem całą trylogię od początku do końca. ALE!) przeczytałem Władcę Pierścieni około 20, może 30 razy, i uważam, że mam "co nieco" do powiedzenia. Dzisiaj, na dłuższą chwilę, zatrzymałem się na wierszu Bilba, który wygłosił w Rivendell - Wierszu o Eärendilu (Oczywiście przekład Skibniewskiej). I poniesiony ułańską fantazją, oraz promilami zawatymi we krwi, postanowiłem napisać wiersz w imieniu nieznanego żołnierza Rohanu, walczącego u boku Théodena, dokładnie w stylu Bilba.
Każdy z nas dzierżył włócznię i miecz,
I koń pod nim pędził jak burza,
Gdy Król się przebudził i powstał z ciemności,
Bez trwogi, bez pychy, bez próżna.
Nie mówił nam wiele - Lecz spojrzał przed siebie,
Jakby znał już kres tej podróży,
A głos jego czysty rozbrzmiał jak strumień,
Co niesie się echem przez skały i wzgórza.
Gdy ogień zapłonął na górskich szczytach,
I Gondor zawołał w potrzebie,
Król zerwał się z tronu jak liść na wichrze,
By ruszyć przez Rohan, przez ziemię.
Lud Rohanu wstał, prosty, lecz dumny,
Wśród koni i szumu chorągwi,
Szliśmy za Królem, nie znając wahania,
Przez Wichrowych Wzgórz jej drogi.
Choć droga nas wiodła przez cień i głuszę,
Choć świt nie obiecał nagrody,
Kopyta biły jak serca z żelaza,
I blisko nam było do śmierci i chłodu,
Z Edoras ruszywszy przez Pustkowia,
Gdy burza zbierała się w niebie,
Król jechał pierwszy, jak płomień na wietrze,
A głos jego grzmiał wciąż w ciszy,
Nie cofnął się w mroku, nie zwątpił w nas,
Choć cień był głęboki i czarny,
Wiedział, że chwała nie kończy się w cieniu,
Lecz rodzi się tam, gdzie serce nie zgasło.
Przez Helmowy Jar, przez pola i lasy,
Król prowadził, nie pytając o strach,
W Tej bitwie, na Polach Pelennoru,
Gdzie ciemności ogarnął światła blask.
Nie bał się śmierci, lecz nie znał jej twarzy,
Wiedział, że każdy może zgasnąć,
Lecz upadł Théoden, by wstać w nowych pieśniach,
Jak skała, co nie kłania się falom.
I wśród traw gór Edoras spoczywa,
Gdzie wiatr rozważa jego czyny,
Jego duch wolny jak wiatr nad morzami,
A ziemia echami powtarza jego imię,
Teraz wszyscy, co u Jego boku walczyli,
Na Edoras wspominają Króla,
Pamięć o Nim żyje wciąż w pieśniach,
I echo Théodena się niesie po górach.
I koń pod nim pędził jak burza,
Gdy Król się przebudził i powstał z ciemności,
Bez trwogi, bez pychy, bez próżna.
Nie mówił nam wiele - Lecz spojrzał przed siebie,
Jakby znał już kres tej podróży,
A głos jego czysty rozbrzmiał jak strumień,
Co niesie się echem przez skały i wzgórza.
Gdy ogień zapłonął na górskich szczytach,
I Gondor zawołał w potrzebie,
Król zerwał się z tronu jak liść na wichrze,
By ruszyć przez Rohan, przez ziemię.
Lud Rohanu wstał, prosty, lecz dumny,
Wśród koni i szumu chorągwi,
Szliśmy za Królem, nie znając wahania,
Przez Wichrowych Wzgórz jej drogi.
Choć droga nas wiodła przez cień i głuszę,
Choć świt nie obiecał nagrody,
Kopyta biły jak serca z żelaza,
I blisko nam było do śmierci i chłodu,
Z Edoras ruszywszy przez Pustkowia,
Gdy burza zbierała się w niebie,
Król jechał pierwszy, jak płomień na wietrze,
A głos jego grzmiał wciąż w ciszy,
Nie cofnął się w mroku, nie zwątpił w nas,
Choć cień był głęboki i czarny,
Wiedział, że chwała nie kończy się w cieniu,
Lecz rodzi się tam, gdzie serce nie zgasło.
Przez Helmowy Jar, przez pola i lasy,
Król prowadził, nie pytając o strach,
W Tej bitwie, na Polach Pelennoru,
Gdzie ciemności ogarnął światła blask.
Nie bał się śmierci, lecz nie znał jej twarzy,
Wiedział, że każdy może zgasnąć,
Lecz upadł Théoden, by wstać w nowych pieśniach,
Jak skała, co nie kłania się falom.
I wśród traw gór Edoras spoczywa,
Gdzie wiatr rozważa jego czyny,
Jego duch wolny jak wiatr nad morzami,
A ziemia echami powtarza jego imię,
Teraz wszyscy, co u Jego boku walczyli,
Na Edoras wspominają Króla,
Pamięć o Nim żyje wciąż w pieśniach,
I echo Théodena się niesie po górach.
I ja wiem... Że to nawet nie stało obok formy i warsztatu Szanownego Pana Tolkien'a, ani chociażby przekładu Pani Skibniewskiej, ale się starałem. I jestem zadowolony z rezultatu.