Spoglądam w zimny, blady blask,
Odbity ślepo w krysztale,
Wierzyć chcę że to tylko fałsz,
Że jednak wciąż mi się zdaje.
Że czymś więcej być się stara,
Niż pustym tworem ironii,
Tam gdzie podwójna spirala,
Zamieszkała tak jak w chłodni.
Że bezkształtna, pusta forma,
Która dzięki wzorom dycha -
I jednego z nich pożąda* -
Ma prawo powiedzieć "pycha".
Patrząc w gwiazdy, co się duszą,
To co wchodzi wtem do ust mi,
Chciałbym wreszcie nazwać "duszą",
Nie "dwa-jeden gramów pustki". * *
* Chodzi o fenyloetyloaminę, czyli hormon nie tyle miłości, co zakochania się. Ale miłości też, jeżeli się pielęgnuje związek.
** Chodzi o eksperyment z 'ważeniem duszy'