Niezbyt długa historia z mojego życia zawodowego, z pouczającym finałem.
Pracowałem w firmie z branży elektrycznej.
1. Znacznie przekraczałem zakres swoich obowiązków, żeby niezliczoną ilość razy ratować inwestycje firmy (analizowanie zakresu pracy, robienie listy zakupów, organizowanie materiałów do wykonywania instalacji, czytanie projektów i kontakt z kierownikiem budowy na co dzień, aby koordynować pracę, bycie kierowcą itp.).
2. Użerałem się z młodymi pracownikami i starając się być dla nich uprzejmym i miłym organizowałem pracę, robiłem po nich poprawki, kryłem ich błędy przed szefem, choć jeden z nich potajemnie próbował mnie niszczyć, zostawał dłużej po pracy żeby kłamać że powinna mój temat i nastawiał przeciwko mnie pozostałych pracowników.
3. Szef nie wypłacał mi i moim dwóm kolegom należnych dodatków za wcześnie umówione nadprogramowe zadania, w tym np. prawnie wymaganych wypłat diet na delegacjach.
4. Najbardziej doświadczeni i wykształceni pracownicy, którzy ciągnęli firmę do przodu, nie dostali żadnych podwyżek przez ponad dwa lata, podczas gdy bardzo młodzi ludzie, prosto po szkole, którzy podejmowali pierwszą pracę i nie umieli NIC dostali na dzień dobry wynagrodzenie równe mojemu.
5. Próby sugerowania szefowi, że coś jest nie tak i że coś jest niesprawiedliwe kończyły się unikaniem tematu, aż w końcu wulgaryzmami i obrażaniem mnie. Szef mówił że wprowadzam go stres swoimi uwagami xDDD iks de.
Trwało to byś długo ale w końcu mojej cierpliwość się skończyła.
PUENTA
Odszedłem z firmy, a w związku z moim odejściem wkurzyło się dwóch starszych pracowników o oni też stamtąd odeszli. W firmie zostało tylko pięciu ludzi w wieku od 19 do 23 lat, którzy absolutnie nie mają żadnej wiedzy i doświadczenia. Wszystko trzeba im tłumaczyć i bezustannie poprawiać ich błędy. Teraz firma ma duże kłopoty i szef zaczął sprzedawać samochody, żeby mieć na wypłaty...
Hurtownie lokalne odmawiają mu limitów, bo były szef nie płaci faktur. Wiem na bieżąco co tam się dzisiaj dzieje i wiem, że firma wpadła w duże kłopoty finansowe i ma trudnosci z realizacją inwestycji.
Szef musiał zacząć pracować fizycznie i jeździć po budowach z młodzieżą, żeby wszystko ogarniać i tłumaczyć, bo nie umieli nawet głupich lamp zamontować na suficie.
FINAŁ
Tymczasem ja, około 150 m od biura mojego szefa złożyłem identyczną działalność. Zatrudniam na razie jednego pracownika (kolegę z poprzedniej pracy), a w najnlizszych planach jest dwóch kolejnych pracowników, bo właśnie podpisałem kontrakt z największym deweloperem w okolicy - zakres prac wystarczy na ciągłość zleceń na kilka najbliższych lat. W międzyczasie nawiązałem kontakty partnerskie z dwiema dużymi firmami z branży i umówiłem się na wspólne podejmowanie inwestycji większych. Więc stawiam na znaczny rozwój w najbliższym czasie.
Mam mocny start, a z informacji, które do mnie docierają wiem, że były szef ma teraz "tabletki trudne do przełknięcia" pod nazwą "jeśli nie doceniasz oddanego pracownika z kompetencjami, to licz się z porażką". Prędzej czy później taka głupia oszczędność wychodzi bokiem. Jest to dla mnie cenna lekcja jako dla szafa. Zawsze doceniasz swoich pracowników słowem i pieniędzmi, jeśli wykonują swoje obowiązki rzetelnie.
PS. Gdyby szef choć troszeczkę wynagradzał starania do świetnych pracowników, nie musiałby o nic się martwić my ciągnęlibyśmy mu nadal te firmę do przodu i spokojnie pracowalibyśmy sobie na etacie. Wykorzystując naszą wiedzę i doświadczenie mógł naprawdę mocno rozwijać firmę. Przyjął głupią strategię i teraz ponosi tego konsekwencje.
Ale cieszę się że wyszło jak wyszło. Wolę pr
acować na swoim.