1
„Jest krwiopijcą z północnych gór. Nie ma dla niej przeszkody; tam, gdzie przejdzie podmuch powietrza, przejdzie i ona. ” 

- Rogelio Jove y Bravo, Mitos y supersticiones de Asturias, Oviedo, 1903, fragment z hasła „La Guaxa”.
Güaxa (wym. gła-sza), w tradycji asturyjskiej zwykle zapisywana jako Guaxa (wymawiana tak samo, różnica dotyczy zapisu) i bliska kantabryjskiej Guajonie, należy do rodziny wampirycznych postaci północnohiszpańskiego folkloru. Nie jest to wampir w późniejszym, literackim znaczeniu, lecz istota znacznie starsza. Zaliczana jest do grupy nocnych wiedźm i zmór, które przychodzą tam, gdzie człowiek powinien czuć się najbezpieczniej, czyli do własnego domu. Jej ojczyzną są górzyste, wilgotne krainy Kantabrii i Asturii: pełne jaskiń, lasów, dolin i odizolowanych wiosek.
Kompendium strachu: „Wiedźma-wampir z jednym zębem ”, Güaxa , vol. 73
W kantabryjskim wariancie, istota ta ma wyraźny i bardzo charakterystyczny wygląd. Przedstawiano ją jako starą, wychudzoną kobietę o odrażającej twarzy, pomarszczonej skórze, brodawkach, haczykowatym nosie i oczach pełnych złośliwości. Zwykle nosiła ciemny płaszcz lub okrycie, którym zasłaniała głowę i ciało. Jej dłonie i stopy opisywano niekiedy jako czarne, szponiaste albo ptasie, co jeszcze bardziej oddalało ją od człowieka i zbliżało do istoty demonicznej. Najważniejszą cechą był jednak pojedynczy ząb. Nie miała pełnej paszczy drapieżnika ani kłów jak klasyczny wampir, lecz jeden długi, czarny, ostro zakończony ząb, którym przebijała ciało śpiącej ofiary. Ząb ten służył jej do wysysania krwi, zwłaszcza z dzieci.
Kompendium strachu: „Wiedźma-wampir z jednym zębem ”, Güaxa , vol. 73
Asturyjska Guaxa ma podobny charakter, choć jej postać jest bardziej mglista i niejednoznaczna. W późniejszych opisach również przedstawiano ją jako starą, brzydką, wysuszoną kobietę o jednym zębie, oczach świecących jak iskry i wyjątkowo złośliwej naturze. Niektórzy badacze folkloru zwracali jednak uwagę, że jej status jest mniej pewny niż status kantabryjskiej Guajony. Słowo guaxa mogło w Asturii oznaczać także sowę lub puchacza. Zaś sama istota mogła zostać wyodrębniona dopiero później, na granicy przekazu ludowego, nieporozumienia językowego i literackiego opracowania.
Kompendium strachu: „Wiedźma-wampir z jednym zębem ”, Güaxa , vol. 73
Guaxę i Guajonę zaliczano więc do tych postaci, które łączą grozę demona z próbą wyjaśnienia choroby, osłabienia i śmierci. Ich legenda pokazuje, jak dawni mieszkańcy Kantabrii i Asturii oswajali to, co niezrozumiałe, nadając lękowi konkretną, przerażającą postać. Nie jest to więc tylko opowieść o wampirycznej wiedźmie, lecz także świadectwo ludowej wyobraźni, która potrafiła zamienić niewidzialne cierpienie w obraz nocnej istoty wysysającej życie.
Kompendium strachu: „Wiedźma-wampir z jednym zębem ”, Güaxa , vol. 73
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0
„Bazyliszek miał zaledwie pół stopy długości [1], a mimo to przypisywano mu moc niszczenia życia samym spojrzeniem lub oddechem. W tym właśnie połączeniu małości i śmiercionośnej siły tkwi jego szczególna pozycja w dawnych opisach natury i bestiariuszach.”

- cytat na podstawie Aberdeen Bestiary

[1] 15,24 cm długości.
Bazyliszek funkcjonuje w europejskiej tradycji jako istota o niejednoznacznym rodowodzie i zmiennym wyglądzie. W najstarszych przekazach był przede wszystkim małym, śmiertelnie niebezpiecznym wężem. Dopiero w średniowiecznych bestiariuszach, zaczął przybierać postać hybrydy gada i ptaka, zbliżonej do kokatrysa [2]. Sama nazwa wywodzi się z greckiego basiliskos, czyli mały król lub królewiątko, co dobrze oddaje jego status w dawnych opisach. Nie był po prostu jadowitym gadem, lecz czymś w rodzaju monarchy wszystkich węży, istotą, której sama obecność zatruwała świat.

[2] Mityczne stworzenie, często mylone z bazyliszkiem lub kuroliszkiem, przedstawiane jako hybryda koguta i węża/smoka.
Kompendium strachu: „Król węży”, Bazyliszek, vol. 72
Najstarsze znane opisy bazyliszka pojawiają się w starożytnej literaturze przyrodniczej, która łączyła obserwację świata ze sferą tego, co niezwykłe i budzące lęk. Jedno z najważniejszych świadectw zostawił Pliniusz Starszy w Historii naturalnej, ukończonej w 77 roku n.e. Według Britanniki dzieło to przez długi czas pozostawało dla Zachodu podstawowym źródłem wiedzy o naturze. Pomimo że obok faktów zawierało również opinie, pogłoski i elementy fantastyczne. W tym właśnie tekście bazyliszek występuje jako niewielki, ale wyjątkowo groźny wąż z Cyrenajki. Naznaczony jest jasną plamą na głowie niczym diadem, którego spojrzenie, obecność i oddech miały zabijać zwierzęta i wypalać roślinność.
Kompendium strachu: „Król węży”, Bazyliszek, vol. 72
W średniowieczu bazyliszek przeszedł istotną przemianę. Bestiaria zachowały jego zabójczy wzrok, oddech i syczący głos, ale jednocześnie zaczęły przedstawiać go jako stwora bardziej złożonego, nieraz ptasio-gadziego. Britannica podsumowuje tę przemianę jasno, w legendach hellenistycznych i rzymskich był małym wężem, lecz do początku XII wieku zyskał mu nowe cechy. Dodano opowieść, że powstaje z jaja zniesionego przez koguta i wysiadywanego przez węża lub ropuchę. Śmiertelnymi wrogami pozostali zaś łasica i pianie koguta.
Kompendium strachu: „Król węży”, Bazyliszek, vol. 72
Średniowieczne bestiaria nie tylko powtarzały grozę, lecz także ją uszczegóławiały. Aberdeen Bestiary opisuje bazyliszka jako stworzenie krótkie, na pół stopy długości, w białe pręgi, kryjące się w suchych miejscach i przynoszące obłęd ludziom, których ukąsi. Ten sam tekst dodaje też, że zabija sykiem, zanim jeszcze ugryzie albo spali. W takim ujęciu bazyliszek przestaje być tylko egzotycznym wężem z Afryki i staje się doskonałym potworem. Mały rozmiar nie osłabił jego grozy, lecz ją spotęgował, bowiem śmierć może kryć się w czymś pozornie drobnym.
Kompendium strachu: „Król węży”, Bazyliszek, vol. 72
W folklorze i literaturze ustnej późniejszej Europy bazyliszek zaczął żyć własnym życiem. Nie jako cud natury z antycznego kompendium, lecz jako lokalna bestia zamieszkująca ruiny, piwnice i miasta. Najsłynniejszym polskim przykładem jest warszawski Bazyliszek z ulicy Krzywe Koło. W oficjalnych warszawskich wersjach legendy potwór mieszka w podziemiach starej kamienicy, ma łuskowate ciało, pazury, czasem błoniaste skrzydła i ogon. Jego spojrzenie zabija lub zamienia w kamień. Nocą pustoszy okolicę, zabija zwierzęta, wywołuje zniszczenia i pada dopiero wtedy, gdy śmiałek schodzi do lochu z lustrem i zmusza go do spojrzenia na własne odbicie.
Kompendium strachu: „Król węży”, Bazyliszek, vol. 72
Bazyliszek jest jednym z najczystszych europejskich archetypów śmiertelnej bestii. Narodził się jako mały, lecz absolutnie zabójczy wąż z antycznego opisu. Został przeobrażony przez średniowieczne bestiaria w hybrydę o jeszcze większej sile. Na koniec zszedł do podań i legend miejskich jako potwór ukryty w ruinie, lochu lub podziemiu.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
3
„W tradycyjnej wersji legendy, zachowanej wśród mieszkańców archipelagu, Dakuwaqa nie jest zwykłym morskim stworzeniem, lecz jedną z dawnych istot, która przybrała postać rekina i zaczęła walczyć o dominację nad wyspami. ”

- na podstawie materiałów z The Fijian Myth of the Greedy God
Dakuwaqa (wym. da-ku-wa-nga) to postać z tradycji Fidżi, zwykle opisywana jako bóg-rekin należąca do szerokiego kręgu dawnych wierzeń morskich archipelagu. W przekazach nie jest jedynie symbolem zagrożenia, pełni także funkcję opiekuna ludzi morza, zwłaszcza rybaków i żeglarzy. Smithsonian Ocean przedstawia go wręcz jako fidżyjskiego, półludzkiego, półrekiniego boga-wojownika, uważanego za życzliwego protektora rybaków. Z kolei lokalna prasa fidżyjska podkreśla, że w starszej tradycji był on zarazem pomocny podczas katastrof morskich i groźny dla tych, którzy nie okazywali mu szacunku.
Kompendium strachu: „Strażnik oceanu”, Dakuwaqa, vol. 71
Jeśli chodzi o wygląd, tradycja nie przypisuje Dakuwaqi jednego, ustalonego wizerunku. Niekiedy pojawia się on po prostu jako rekin, co odpowiada jego morskiej funkcji i związkowi z niebezpieczeństwami oceanu. W innych przekazach ma charakter hybrydalny. Opisuje się go jako istotę półludzką, półrekinią, a lokalne tradycje fidżyjskie podkreślają jego zmiennokształtność. W ujęciu popularnonaukowym można więc powiedzieć, że Dakuwaqa nie miał jednej oficjalnej anatomii, lecz był wyobrażany zgodnie z logiką tradycji ustnej. Raz jako wielki rekin, innym razem jako istota zdolna przybrać ludzką lub odmienną postać, zależnie od kontekstu danej opowieści.
Kompendium strachu: „Strażnik oceanu”, Dakuwaqa, vol. 71
Najbardziej znana legenda wiąże Dakuwaqę z próbą podporządkowania sobie kolejnych wysp i ich morskich strażników. Artykuły przedstawiają go jako boga, który popadł w pychę i zapragnął zapanować nad całym archipelagiem. W tej wersji pokonuje kolejnych przeciwników, aż dociera w okolice Kadavu [1], gdzie napotyka potężnego strażnika przejścia w rafie. W wielu wariantach jego przeciwnikiem jest wielka ośmiornica, często identyfikowana jako Rokobakaniceva. Starcie kończy się porażką Dakuwaqi. Przeciwnik powstrzymuje go w wąskim przesmyku i zmusza do złożenia obietnicy, że nigdy nie zaatakuje Kadavu. W późniejszej tradycji to właśnie z tej porażki wywodzi się jego funkcja opiekuna określonych wód i związanych z nimi społeczności.

[1] Czwarta co do wielkości, wulkaniczna wyspa Fidżi, słynąca z dzikiej przyrody.
Kompendium strachu: „Strażnik oceanu”, Dakuwaqa, vol. 71
W literaturze Dakuwaqa pojawia się przede wszystkim jako bohater zbiorów legend i opracowań poświęconych tradycjom Fidżi. Już w książce sir Reginalda St.-Johnstona The Lau Islands (Fiji) and Their Fairy Tales and Folklore z 1918 roku znajduje się rozdział zatytułowany The Shark God and the Father. Co pokazuje, że motywy związane z bogiem-rekinem były utrwalane drukiem co najmniej od początku XX wieku. Nowsze opracowania i popularyzatorskie ujęcia, takie jak The Fijian myth of the greedy god , czy teksty lokalnej prasy fidżyjskiej, nie tyle kreują tę postać na nowo a przekazują starszy materiał tradycji ustnej w formie bardziej przystępnej dla współczesnego odbiorcy.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
5
„Nie był demonem, którego czczono z ufnością, lecz takim, którego lękano się na tyle, by uczynić z niego obronę. Właśnie dlatego jego twarz trafiała na amulety. Miała odstraszać zło siłą jeszcze bardziej przerażającą.”

- za opisem z Amulet with a Lamashtu demon, The Metropolitan Museum of Art (NY, USA). 
Pazuzu nie był postrzegany po prostu jako uosobieniem czystego zła. W mezopotamskich wierzeniach miał charakter ambiwalentny. Z jednej strony łączono go z nieszczęściem, chorobą i groźnymi wiatrami, z drugiej wykorzystywano jego wizerunek jako ochronę przed innymi, jeszcze bardziej niebezpiecznymi bytami. To właśnie ta podwójna rola sprawia, że wyróżnia się na tle wielu innych demonów Asyrii i Babilonii.
Kompendium strachu: „Król złych duchów wiatru”, Pazuzu, vol. 70
Źródła archeologiczne i muzealne pokazują, że Pazuzu był znany przede wszystkim w I tysiącleciu p.n.e. Jego przedstawienia pojawiają się na amuletach, plakietkach i niewielkich figurkach ochronnych, co wskazuje, że nie funkcjonował wyłącznie jako postać mitologiczna, ale także jako element praktyk magiczno-apotropeicznych, czyli służących odpędzaniu zła. Najstarsze zachowane wizerunki datuje się na schyłek VIII wieku p.n.e., dlatego można uznać go za stosunkowo późną, ale wyjątkowo wyrazistą postać mezopotamskiej demonologii.
Kompendium strachu: „Król złych duchów wiatru”, Pazuzu, vol. 70
Pochodzenia Pazuzu nie należy również ujmować jako osobnej historii, typowej dla późniejszych legend, lecz raczej jako element szerszego mezopotamskiego porządku demonologicznego. Inskrypcje zachowane na figurkach określają go jako syna Hanbu lub Hanpy oraz „króla złych duchów wiatru”, co od razu sytuowało go wysoko w hierarchii istot nadprzyrodzonych. Badacze wiążą go przede wszystkim z niszczącymi, chorobotwórczymi wichrami schodzącymi z gór, a więc z siłami natury postrzeganymi jako realne zagrożenie dla człowieka.
Kompendium strachu: „Król złych duchów wiatru”, Pazuzu, vol. 70
Opis Pazuzu należy do wyrazistych i zarazem najbardziej niepokojących w całej mezopotamskiej demonologii. W opracowaniach naukowych przedstawiany jest jako istota hybrydalna. Posiada psowatą lub wilczą twarz z szeroko otwartymi oczami, łuskowate ciało, ptasie szpony, dwie pary skrzydeł, skorpioni ogon, a w niektórych przedstawieniach także wyeksponowany członek zakończony głową węża. Taki zestaw cech nie był przypadkowy, lecz miał podkreślać jego nadnaturalny, groźny charakter i odróżniać go od wszystkich znanych zwierząt oraz ludzi.
Kompendium strachu: „Król złych duchów wiatru”, Pazuzu, vol. 70
Szczególnie ważną funkcję Pazuzu pełnił w ochronie przed Lamasztu, którą obwiniano o choroby kobiet ciężarnych, położnic i małych dzieci. Jak pokazują zbiory Metropolitan Museum oraz opracowania Instytutu Orientalnego Uniwersytetu Chicagowskiego, jego wizerunki noszono jako amulety lub umieszczano w przestrzeni domowej właśnie po to, by odstraszały tę groźną istotę. W mezopotamskiej magii nie chodziło więc o prosty podział na siły dobre i złe, lecz o praktyczne wykorzystanie jednej niebezpiecznej mocy przeciw innej.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
1
„Wysokie żyto nie było w dawnej wyobraźni tylko łanem, lecz kryjówką istoty, która patrzyła spomiędzy źdźbeł. Tam, gdzie dojrzewało zboże, mogła też dojrzewać groza.”

- z motywów podania „Die Roggen-Muhme”, Jacob i Wilhelm Grimm, Deutsche Sagen. 
Roggenmuhme (wym. RO-gen-mu-me, pol. Żytnia Baba) należy do europejskich figur grozy ludowej, które są zarazem bardzo proste i głęboko niepokojące. W najstarszym, dobrze poświadczonym przekazie, zapisanym przez braci Grimm w „Deutsche Sagen”, jest to istota, o której chłopi z Brandenburgii mówią, że „tkwi w polu zboża”, dlatego dzieci boją się wchodzić między kłosy. Już ten zasadniczy rys odsłania jej naturę: Roggenmuhme nie jest pojedynczą istotą obdarzoną własną biografią, lecz demonem zboża, postacią graniczną między duchem pola, straszakiem dla dzieci a istotą związaną z płodnością oraz niebezpieczeństwami żniw.
Kompendium strachu: „Między kłosami”, Roggenmuhme, vol. 69
Jej genezy należy szukać nie w jednej baśni, lecz w szerszym systemie wierzeń agrarnych. Wilhelm Mannhardt, klasyczny badacz europejskich „demonów zboża”, umieszcza Roggenmuhme wśród personifikacji siły ukrytej w łanie i w ostatniej garści zboża. W jego ujęciu jest ona jedną z odmian Kornmutter, „matki zboża”, czyli ducha roślinności zamieszkującego pole i cofającego się wraz ze żniwami ku ostatniej garści [1]. Późniejsze omówienia folkloru żniwnego, nawiązujące do ustaleń Mannhardta, podkreślają, że „zabicie” takiego demona przy ostatniej garści mogło uchodzić za groźny frevel [2]. Sama ostatnia garść albo kukła z niej wykonana nosiła nazwy takie jak Kornmutter, Roggenmutter czy Wielka Matka”. Roggenmuhme wyrasta więc z bardzo dawnego wyobrażenia, że w zbożu mieszka realna, sprawcza siła, którą trzeba przebłagać, oszczędzić albo symbolicznie odprowadzić. 

[1] Ostatni pozostawiony do ścięcia fragment zboża, któremu w europejskich obrzędach żniwnych przypisywano szczególne znaczenie.
[2] Ciężkie wykroczenie, świętokradczy występek, profanację lub naruszenie tego, co objęte zakazem i szczególną czcią.
Kompendium strachu: „Między kłosami”, Roggenmuhme, vol. 69
W folklorze nie istnieje jedna obowiązująca sylwetka Roggenmuhme. Mannhardt pokazuje raczej, że należy ona do szerokiej rodziny kobiecych demonów łanu, utożsamianych z Kornmutter. Odnotowuje przy tym, że bywa wyobrażana jako całkowicie czarna albo śnieżnobiała, podobnie jak inne kobiece postacie nadprzyrodzone obecne w tradycji niemieckiej. Najuczciwiej opisać ją więc nie jako jedną „wiedźmę żyta”, lecz jako zmienną, kobiecą obecność pola. Starą, ukrytą, związaną z falowaniem zboża, nagłą ciszą upalnego dnia i lękiem, że w gęstym łanie kryje się coś więcej niż tylko wiatr.
Kompendium strachu: „Między kłosami”, Roggenmuhme, vol. 69
Najważniejsza legenda związana z Roggenmuhme została zachowana właśnie u Grimmów, którzy odsyłają do wcześniejszych przekazów, między innymi do Prätoriusa. Opowieść mówi o kobiecie sześć tygodni po porodzie, zmuszonej do wiązania snopów w czasie żniw. Zabrała niemowlę na pole i położyła je na ziemi, aby pracować szybciej. Wówczas pewien „ziemny kobiecy byt”, czyli Roggen-Mutter, podszedł ze swoim dzieckiem i zamienił je z dzieckiem kobiety. Podrzucone niemowlę nie przestawało krzyczeć, aż istota wróciła, zabrała własne i oddała prawdziwe dziecko. Właściciel ziemski, który obserwował wszystko z przerażeniem, poprzysiągł, że już nigdy nie będzie zmuszał położnicy do pracy. To jedna z najbardziej przejmujących wersji mitu o podmieńcu.
Kompendium strachu: „Między kłosami”, Roggenmuhme, vol. 69
W szerszym kontekście wierzeń żniwnych Roggenmuhme nie jest jedynie istotą szkodzącą. Jak wiele demonów zboża, pozostaje zarazem groźna i konieczna. Mannhardt pokazuje, że duch łanu trwa tak długo, jak długo gdzieś pozostaje nieskoszone lub niewymłócone zboże, a jego obecność w ostatniej garści tłumaczy liczne obrzędy związane z ostatnim snopem. Roggenmuhme jest czymś więcej niż straszydłem, stanowi personifikację samej siły wzrostu, ujmowanej jednak tak, jak pojmowały ją społeczności agrarne. W sensie mocy ambiwalentnej, zarazem płodnej i śmiertelnej.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.10972595214844