Jako że idą święta i słabo będzie u mnie z czasem przy trójce dzieci zrobić kolejną część, korzystając z okazji jak oglądają bajkę, leci część druga. Pozwoliłem sobie ją nawet zatytuować :P
Po pierwszysch dwóch dniach wstępnej adaptacji i wyruszeniu na pełne morze, mój żołądek prosił mnie abym zwrócił wszystko co w sobie mam. Nie chciałem być mięczak, więc dzielnie pracowałem przeponą, głębokie wdechy i wydechy, za wszelką cenę próbowałem nie wywalić pawia na samym początku. Statkiem wg załogi bujało trochę, mną natomiast rzucało, uczyłem się chodzić po pokładzie. Tak drodzy dzidowcy, kto nigdy nie był na statku bez systemu balastowania przechyłów jak mają statki pasażerskie, nie mylić z systemem balastów do utrzymania środka ciężkości, który statki kontenerowe posiadają, żeby się nie wywaliły, bo jak się domyślacie, idealnie załadować kontonerowca się nie da i trzeba to oszukać odpowiednio napełniając balasty dziób - rufa, prawa i lewa burta. Nauka chodzenia po statku wygląda następująco, że patrzysz w bulaj (okno) drzwi od korytarza za którym widzisz morze i w zależności w którą stronę statek się przechyla to ty adekwatnie przechylasz się w drugą, proste prawda? No niekoniecznie, przynajmniej nie na początku. Twój błędnik wariuje, trzymasz się obiema rękoma ścian korytarza, otwierasz drzwi od klatki schodowej i musisz się cholera puścić ściany żeby złapać poręczy od schodów. Ktoś idzie z góry, chuj nie będę ciota idę twardo, jedna ręka w kieszeni druga lekko muska poręcz. Schodził z góry na śniadanie jeden z oficerów:
- Dzień dobry - powiedziałem na luzie.
- Dzień dobry - odpowiedział pierwszy oficer pseudonim Fasola (później wam ich wszystkich opiszę).
Po czym pierdolnąłem o szot, czyli ścianę i już więcej nie kozaczyłem.
- Musisz obiema rękoma trzymać poręcze - powiedział do mnie Fasola - nie bez powodu są po obu stronach klatki. Używaj samych rąk, nogi są tylko podporą. - i zgrabnie zjechał na deck F gdzie była mesa, czyli stołówka.
Na stołówce zagadał do mnie stary marynarz, miał na imię Robert i od razu kazał do siebie mówić na ty, miał ponad 60 lat i dorabiał na emeryturze. Pierwsze co to powiedział do mnie:
- Jedz tylko tosty i pij miętę zanim się przyzwyczaisz. Jak zjesz śniadanie to wyrzygasz. Mówię ci młody.
Zjadłem śniadanie, poszedłem pod pokład do warsztatu ojca, wziąłem klucze do jego kajuty bo miał telewizor, miałem przykaz pierwsze dni za bardzo się nie kręcić po statku. Ojciec musiał się wdrożyć w stan łajby po poprzedniku więc nie miał czasu mnie z wszystkimi zapoznawać. Także poszedłem na film, statek zrobił zwrot, zaczęło bujać jeszcze bardziej, a ja zacząłem rzygać trzymając z całych sił kibel żeby trafiać.
Na szczęscie trwało to niecałe 2 dni i dopłyneliśmy do Antwerpii. Jak zwykle manewry pooglądałem z balkonu deku C na rufie. Jeden moment byłem pewien że cuma pierdolnie bo holowniki za mocno dobiły statek do keji i odbił się od opon (mała dygresja, w portach kontenerowych najczęsciej keję, jej bok, zabezpiecza się wielkimi starymi oponami, takimi od tych dużych traktorów). Cumy były już zaczepione do polerów (słupków) i jest to bardzo niebezpieczny moment, co było słychać, w momencie osiągania krytycznych naprężeń one zaczynają po prostu tak jakby strzelać, ale jeszcze nie pękają i to jest sygnał, że zaraz jebnie. Tamtego dnia musiało być grubo bo pamiętam jak na krótkofalówkach leciały kurwy po angielsku.
Po zacumowaniu spuszczany jest trap, czyli takie schody statkowe i marynarzom wyznacza się wahty do pilnowania kto wchodzi a kto wychodzi ze statku. Wszystko skończyło się późnym wieczorem, więc padłem jak sznyta mogąc się w końcu wyspać, silnik nie pracował, agregat przy nim to było jak delikatne bzyczenie komara.
Następnego dnia kapitan dał mojemu ojcu przepustkę w środku dnia na kilka godzin (i tak musiał to odrobić później w przelocie) oraz kilku innym osobom z załogi i pojechalismy na miasto, żebym mógł powiedzieć o Antwerpii coś wiecej niż tylko to że widziałem port.
Po pierwszysch dwóch dniach wstępnej adaptacji i wyruszeniu na pełne morze, mój żołądek prosił mnie abym zwrócił wszystko co w sobie mam. Nie chciałem być mięczak, więc dzielnie pracowałem przeponą, głębokie wdechy i wydechy, za wszelką cenę próbowałem nie wywalić pawia na samym początku. Statkiem wg załogi bujało trochę, mną natomiast rzucało, uczyłem się chodzić po pokładzie. Tak drodzy dzidowcy, kto nigdy nie był na statku bez systemu balastowania przechyłów jak mają statki pasażerskie, nie mylić z systemem balastów do utrzymania środka ciężkości, który statki kontenerowe posiadają, żeby się nie wywaliły, bo jak się domyślacie, idealnie załadować kontonerowca się nie da i trzeba to oszukać odpowiednio napełniając balasty dziób - rufa, prawa i lewa burta. Nauka chodzenia po statku wygląda następująco, że patrzysz w bulaj (okno) drzwi od korytarza za którym widzisz morze i w zależności w którą stronę statek się przechyla to ty adekwatnie przechylasz się w drugą, proste prawda? No niekoniecznie, przynajmniej nie na początku. Twój błędnik wariuje, trzymasz się obiema rękoma ścian korytarza, otwierasz drzwi od klatki schodowej i musisz się cholera puścić ściany żeby złapać poręczy od schodów. Ktoś idzie z góry, chuj nie będę ciota idę twardo, jedna ręka w kieszeni druga lekko muska poręcz. Schodził z góry na śniadanie jeden z oficerów:
- Dzień dobry - powiedziałem na luzie.
- Dzień dobry - odpowiedział pierwszy oficer pseudonim Fasola (później wam ich wszystkich opiszę).
Po czym pierdolnąłem o szot, czyli ścianę i już więcej nie kozaczyłem.
- Musisz obiema rękoma trzymać poręcze - powiedział do mnie Fasola - nie bez powodu są po obu stronach klatki. Używaj samych rąk, nogi są tylko podporą. - i zgrabnie zjechał na deck F gdzie była mesa, czyli stołówka.
Na stołówce zagadał do mnie stary marynarz, miał na imię Robert i od razu kazał do siebie mówić na ty, miał ponad 60 lat i dorabiał na emeryturze. Pierwsze co to powiedział do mnie:
- Jedz tylko tosty i pij miętę zanim się przyzwyczaisz. Jak zjesz śniadanie to wyrzygasz. Mówię ci młody.
Zjadłem śniadanie, poszedłem pod pokład do warsztatu ojca, wziąłem klucze do jego kajuty bo miał telewizor, miałem przykaz pierwsze dni za bardzo się nie kręcić po statku. Ojciec musiał się wdrożyć w stan łajby po poprzedniku więc nie miał czasu mnie z wszystkimi zapoznawać. Także poszedłem na film, statek zrobił zwrot, zaczęło bujać jeszcze bardziej, a ja zacząłem rzygać trzymając z całych sił kibel żeby trafiać.
Na szczęscie trwało to niecałe 2 dni i dopłyneliśmy do Antwerpii. Jak zwykle manewry pooglądałem z balkonu deku C na rufie. Jeden moment byłem pewien że cuma pierdolnie bo holowniki za mocno dobiły statek do keji i odbił się od opon (mała dygresja, w portach kontenerowych najczęsciej keję, jej bok, zabezpiecza się wielkimi starymi oponami, takimi od tych dużych traktorów). Cumy były już zaczepione do polerów (słupków) i jest to bardzo niebezpieczny moment, co było słychać, w momencie osiągania krytycznych naprężeń one zaczynają po prostu tak jakby strzelać, ale jeszcze nie pękają i to jest sygnał, że zaraz jebnie. Tamtego dnia musiało być grubo bo pamiętam jak na krótkofalówkach leciały kurwy po angielsku.
Po zacumowaniu spuszczany jest trap, czyli takie schody statkowe i marynarzom wyznacza się wahty do pilnowania kto wchodzi a kto wychodzi ze statku. Wszystko skończyło się późnym wieczorem, więc padłem jak sznyta mogąc się w końcu wyspać, silnik nie pracował, agregat przy nim to było jak delikatne bzyczenie komara.
Następnego dnia kapitan dał mojemu ojcu przepustkę w środku dnia na kilka godzin (i tak musiał to odrobić później w przelocie) oraz kilku innym osobom z załogi i pojechalismy na miasto, żebym mógł powiedzieć o Antwerpii coś wiecej niż tylko to że widziałem port.
Tego dnia pogoda była dokładnie jak na załączonym zdjęciu, nic specjalnego. Ale nie w tym był problem. Po wyjściu z samochodu pierwsze co mnie uderzyło po oczach to śmieci, wszędzie było pełno śmieci. Od 2004 roku nie byłem w Belgii i nie wiem jak obecnie teraz tam wygląda, ale wtedy wszędzie było pełno walających się papierków, kubeczków, no normalnie syf. Piękne kaminice, zajebiste samochody jak na tamte czasu w porównaniu do PL , która była w UE dopiero 3 miesiąc, i syf. Po oswojeniu się z widokiem bałaganu dotarło do mnie, że wszędzie są sami kurwa murzyni. Przecież my do Afryki mieliśmy dopiero płynąć, gdzie są biali ludzie się zastanawiałem. Pytam ojca, gdzie są Belgowie?
- W pracy Piotr, biali ludzie są w pracy... - odpowiedział mój ojciec z westchnieniem.
Wtedy zrozumiałem, że nie taka nasza Polska straszna. To był dopiero pierwszy tydzień podróży, a ja już tęskniłem za domem, z jednej strony zwiedzasz świat, a z drugiej wolałbyś grać z kumplami w piłkę. Połaziliśmy po sklepach, na szybko zaliczyliśmy McDonald bo kucharz na statku był tragiczny (o żarciu zrobię osobną dzidę w ramach opisu załogi). Przeszliśmy się po rynku, zebraliśmy ekipę do kupy i spowrotem na statek. Pamiętam, że w tamtym okresie mojego życia słuchałem głównie gangsta rapu i murzyni byli dla mnie atrakcją, mieli te kocie ruchy itd. Tyle że jak zobaczyłem ilu kolorowych jest na mieście w porównaniu do białych to byłem lekko skonsternowany.
- W pracy Piotr, biali ludzie są w pracy... - odpowiedział mój ojciec z westchnieniem.
Wtedy zrozumiałem, że nie taka nasza Polska straszna. To był dopiero pierwszy tydzień podróży, a ja już tęskniłem za domem, z jednej strony zwiedzasz świat, a z drugiej wolałbyś grać z kumplami w piłkę. Połaziliśmy po sklepach, na szybko zaliczyliśmy McDonald bo kucharz na statku był tragiczny (o żarciu zrobię osobną dzidę w ramach opisu załogi). Przeszliśmy się po rynku, zebraliśmy ekipę do kupy i spowrotem na statek. Pamiętam, że w tamtym okresie mojego życia słuchałem głównie gangsta rapu i murzyni byli dla mnie atrakcją, mieli te kocie ruchy itd. Tyle że jak zobaczyłem ilu kolorowych jest na mieście w porównaniu do białych to byłem lekko skonsternowany.
Następnego dnia rano obudził mnie alarm, zaspałem na manewry i na śniadanie. Poszedłem szybko coś zjeść bo wiedziałem że jeśli nie strawię tego do czasu wypłynięcia na otwarte morze, to czeka mnie zwrotka. Były to już 3 manewry więc bardziej zależało mi na tym żeby spokojnie zjeść, mesa była pusta, lodówka pełna. Kolejny port to Vigo (Hiszpania) za około 4 dni.
P.S. czytam wszystkie wasze komentarze, bo takiego zainteresowania się nie spodziewałem, także pokrótce wyjaśnię pewne kwestie które zostaną szczegółowo wyjaśnione w kolejnych dzidach:
- rejs odbył się w 2004 roku, mój rocznik to 1989
- ojciec miał możliwość zabrać mnie na rejs zawsze, ale to był pierwszy raz kiedy wypadał w wakacje, wiązały się z tym również koszta, trasa statku pozwalała na okrętowanie załogi busem z Polski, na lot samolotem stać nas nie było
- większość czasu na statku była masakrą dla 15 latka - aczkolwiek tamten czas zrobił ze mnie mężczyznę (tak myślę)
- dzidy będę dzielił bo cały czas wracają do mnie wspomnienia i w ten sposób materiał będzie lepszy jakościowo - 22 lata minęły
- statek Grey Fox w 2018 poszedł na żyletki do Indii
- co odwaliłem - zniszczenie mienia art 288 KK
- historii bym nie ruszył gdyby nie @[NeuroChames]
Stay tuned, w święta postaram się wrzucić kolejny kontent, nawyżej nie porucham. Tymczasem Wypierdalam!
- rejs odbył się w 2004 roku, mój rocznik to 1989
- ojciec miał możliwość zabrać mnie na rejs zawsze, ale to był pierwszy raz kiedy wypadał w wakacje, wiązały się z tym również koszta, trasa statku pozwalała na okrętowanie załogi busem z Polski, na lot samolotem stać nas nie było
- większość czasu na statku była masakrą dla 15 latka - aczkolwiek tamten czas zrobił ze mnie mężczyznę (tak myślę)
- dzidy będę dzielił bo cały czas wracają do mnie wspomnienia i w ten sposób materiał będzie lepszy jakościowo - 22 lata minęły
- statek Grey Fox w 2018 poszedł na żyletki do Indii
- co odwaliłem - zniszczenie mienia art 288 KK
- historii bym nie ruszył gdyby nie @[NeuroChames]
Stay tuned, w święta postaram się wrzucić kolejny kontent, nawyżej nie porucham. Tymczasem Wypierdalam!
7
🪖"Do lutego 2022 roku w kierunku Doniecka ciężko ranny został żołnierz 79. Batalionu Powietrznodesantowego, artylerzysta Nikołaj, który pracował jako elektryk, w wyniku czego stracił prawą rękę. Podczas leczenia w USA Nikołajowi wszczepiono bioniczną protezę „Esper Hand” wyprodukowaną na Ukrainie. Jest to tzw. „inteligentna” proteza, która „uczy się” w trakcie użytkowania i z czasem poprawia system kontroli i reakcji użytkownika. Teraz Nikolai montuje drony FPV w swojej kuchni.
„Właśnie kształtuje się nowa kultura technologiczna kraju” – pisze Minister Transformacji Cyfrowej Michaił Fiodorow, publikując ten film."
https://time.com/collection/best-inventions-2022/6228818/esper-hand/
https://t.me/zedigital/4363
„Właśnie kształtuje się nowa kultura technologiczna kraju” – pisze Minister Transformacji Cyfrowej Michaił Fiodorow, publikując ten film."
https://time.com/collection/best-inventions-2022/6228818/esper-hand/
https://t.me/zedigital/4363
🐷"Bojkiwskie (Telmanowo), 67 km od Doniecka, budowa zapasowej drogi kolejowej na okupowany Krym przez Mordor"
Polityka
3 l
34
Humor
3 l
14