Rzecz o tym, że Hulk Hogan był po prostu sobą, nawet w swoich ostatnich momentach.
Powyższy kadr pochodzi z gali Backlash z 2002 roku, gdzie Triple H (pierwszy plan) wchodził do ringu jako posiadacz pasa WWF Undisputed Champion. Hulk Hogan skradł tego wieczora nie tylko wyżej wspomniany tytuł, ale również ów moment z wejścia HHH'a.
Okazanie szacunku dla swojego rywala poprzez zejście z ringu, kiedy trwa jego "wejściówka", jest niepisaną zasadą w świecie wrestlingu, która łamana jest wyłącznie w szczególnych przypadkach.
Hulkster jednak przez dużą część swojej kariery udowadniał, że to on powinien być w centrum uwagi. Tak też dzieje się na kadrze powyżej.
Dlaczego o tym wspominam? Świat jeszcze nie otrząsnął się po śmierci Ozziego Osbourne'a czy skandalu Coldplay Kiss Cam, a mówimy tu o okresie tygodnia, może dwóch. Hulk Hogan jednak "nie pozwolił sobie na to", by światło jupiterów było skierowane na kogoś innego, więc mimo tragedii i niejednego skandalu wokół jego osoby, widzę w tym swojego rodzaju chichot losu.