Rozrywka
2 m
3
Ojcze, przyjmij nasze ropiejące rany.
Niech nasza gorączka stanie się ciepłem Twego objęcia,
niech nasz ból odejdzie wraz z lękiem,
a nasze gnijące ciała niechaj zakwitną w Twoim Ogrodzie.
Niech nasza gorączka stanie się ciepłem Twego objęcia,
niech nasz ból odejdzie wraz z lękiem,
a nasze gnijące ciała niechaj zakwitną w Twoim Ogrodzie.
Pierwszy etap: Ulga
Zaczyna się od nieustannego zmęczenia, od ciała, które nie chce już walczyć. Leki skończyły się miesiąc temu, filtry powietrza przestały działać, a modlitwy do Imperatora wracają jedynie echem z pustych kaplic. Obietnica wybawienia nie przychodzi jednak wraz z kapłanem ani potężnym wojownikiem. Przynosi ją stary, obdarty człowiek, którego ciało pokrywają liczne, ropiejące rany. Siada przy twoim łóżku, delikatnie chwyta cię za dłoń, pochyla się nad łożem boleści i szepcze: „Nie musisz już cierpieć samotnie.” Droga ku niekończącemu się cyklowi rozkładu i odrodzenia zaczyna się właśnie tam, gdzie zawodzi nadzieja.
Zaczyna się od nieustannego zmęczenia, od ciała, które nie chce już walczyć. Leki skończyły się miesiąc temu, filtry powietrza przestały działać, a modlitwy do Imperatora wracają jedynie echem z pustych kaplic. Obietnica wybawienia nie przychodzi jednak wraz z kapłanem ani potężnym wojownikiem. Przynosi ją stary, obdarty człowiek, którego ciało pokrywają liczne, ropiejące rany. Siada przy twoim łóżku, delikatnie chwyta cię za dłoń, pochyla się nad łożem boleści i szepcze: „Nie musisz już cierpieć samotnie.” Droga ku niekończącemu się cyklowi rozkładu i odrodzenia zaczyna się właśnie tam, gdzie zawodzi nadzieja.
W miastach-kopcach są to najniższe poziomy, kanały ściekowe, lazarety, fabryki i kolonie górnicze. Na statkach, pokłady z zepsutą wentylacją i systemami podtrzymywania życia, których nikt od dawna nie naprawia. Na wojnie, oddziały Gwardii Imperialnej pozostawione na froncie bez amunicji, lekarstw i nadziei na ewakuację. Wszędzie tam, gdzie człowiek nie prosi już o ratunek, lecz jedynie o szybki koniec, może pojawić się pierwszy dar. Nie jest nim powrót do zdrowia, lecz akceptacja choroby. Gorączka przestaje parzyć, rany przestają boleć, a odór gnijącego ciała nie budzi już odrazy. Organizm nie zdrowieje; to człowiek przestaje postrzegać własny rozpad jako coś obcego i przerażającego. Na tym polega fałszywe miłosierdzie Nurgla. Nie usuwa cierpienia, lecz odbiera zdolność rozpoznawania go jako cierpienia.
Drugi etap: Wspólnota
Kulty Pana Zarazy nie zawsze przypominają kolonie trędowatych fanatyków. Często są niewielkie, tajne i zaskakująco pragmatyczne. Pozbawione wielkich wpływów oraz siły potrzebnej do otwartego buntu działają w ukryciu, dokonując sabotażu, zatruwając zapasy żywności, zanieczyszczając wodę i rozsiewając choroby. Ojczulek nie potrzebuje od razu wielkiej rebelii. Czasami wystarczy zepsuty magazyn, zakażony filtr, pielgrzym z uporczywym kaszlem albo medyk, który „przypadkiem” pomylił ampułki. Zaraza nie musi zdobywać miasta szturmem, jeśli może wejść do niego niezauważona.
Kulty Pana Zarazy nie zawsze przypominają kolonie trędowatych fanatyków. Często są niewielkie, tajne i zaskakująco pragmatyczne. Pozbawione wielkich wpływów oraz siły potrzebnej do otwartego buntu działają w ukryciu, dokonując sabotażu, zatruwając zapasy żywności, zanieczyszczając wodę i rozsiewając choroby. Ojczulek nie potrzebuje od razu wielkiej rebelii. Czasami wystarczy zepsuty magazyn, zakażony filtr, pielgrzym z uporczywym kaszlem albo medyk, który „przypadkiem” pomylił ampułki. Zaraza nie musi zdobywać miasta szturmem, jeśli może wejść do niego niezauważona.
Sama inicjacja bywa równie niepozorna. Nowicjusz otrzymuje napar, który ma uspokoić ból, dotyka relikwii pokrytej wilgotnym nalotem albo uczestniczy w modlitwie przy zwłokach człowieka, którego wbrew procedurom nie spalono. Może nosić bandaże należące wcześniej do kogoś, kto przeżył chorobę uznawaną za nieuleczalną, albo zjeść chleb porośnięty pleśnią, którą kapłan nazywa błogosławieństwem. Pierwsza prawdziwa próba kultysty nie polega jednak na zadaniu komuś bólu. Polega na zaakceptowaniu faktu, że granica między własnym ciałem, ciałem wspólnoty a samą chorobą zaczyna się zacierać. To, co wcześniej było obrzydliwe i obce, stopniowo staje się znajome, a w końcu święte.
Trzeci etap: Ogród
Kapłan mówi ci, abyś się nie opierał. Śmierć nie jest przecież końcem, lecz przemianą. Ropa staje się nasieniem, larwa obietnicą, a ciało przestaje należeć wyłącznie do ciebie i zaczyna być przedstawiane jako rozkwitający ogród. Nie otrzymujesz jednak wieczności w szlachetnym znaczeniu tego słowa. Zostajesz jedynie włączony w proces. Ciało może odtąd przetrwać rany, głód, gorączkę i ból, ale tylko dlatego, że z każdym kolejnym dniem coraz mniej przypomina coś, co naprawdę należy do ciebie.
Kapłan mówi ci, abyś się nie opierał. Śmierć nie jest przecież końcem, lecz przemianą. Ropa staje się nasieniem, larwa obietnicą, a ciało przestaje należeć wyłącznie do ciebie i zaczyna być przedstawiane jako rozkwitający ogród. Nie otrzymujesz jednak wieczności w szlachetnym znaczeniu tego słowa. Zostajesz jedynie włączony w proces. Ciało może odtąd przetrwać rany, głód, gorączkę i ból, ale tylko dlatego, że z każdym kolejnym dniem coraz mniej przypomina coś, co naprawdę należy do ciebie.
Choroba przestaje być pasożytem, ponieważ znika samo rozróżnienie pomiędzy gospodarzem a tym, co go pożera. Grzyb, robak, guz i człowiek zaczynają dzielić jedno ciało, jeden ekosystem i jedno królestwo. Właśnie wtedy obietnica Nurgla odsłania swoją prawdziwą naturę. Jego wyznawcy stają się istotami, których ciała i umysły zostały wypaczone przez „błogosławieństwa” Ojczulka w odrażające parodie życia. Nie jest to nieśmiertelność, lecz przedłużenie agonii tak długo, aż sama agonia przestaje być postrzegana jako cierpienie i zaczyna przypominać formę służby.
Czwarty etap: Obietnica
Najbardziej przerażająca inicjacja nie kończy się jednak śmiercią, lecz narodzinami czegoś po drugiej stronie. Zgnilizna Nurgla nie jest zwykłą chorobą. To plaga dotykająca zarówno ciała, jak i duszy, wyniszczająca jedno i wypaczająca drugie. Zainfekowany powoli zmienia się w gnijący szczątek człowieka, podczas gdy jego dusza coraz głębiej pogrąża się w domenie Pana Zarazy. W ostatecznej formie może zostać przemieniona w Nosiciela Zarazy, istotę będącą już nie człowiekiem, lecz częścią wiecznego porządku Nurgla.
Najbardziej przerażająca inicjacja nie kończy się jednak śmiercią, lecz narodzinami czegoś po drugiej stronie. Zgnilizna Nurgla nie jest zwykłą chorobą. To plaga dotykająca zarówno ciała, jak i duszy, wyniszczająca jedno i wypaczająca drugie. Zainfekowany powoli zmienia się w gnijący szczątek człowieka, podczas gdy jego dusza coraz głębiej pogrąża się w domenie Pana Zarazy. W ostatecznej formie może zostać przemieniona w Nosiciela Zarazy, istotę będącą już nie człowiekiem, lecz częścią wiecznego porządku Nurgla.
Kultysta może wierzyć, że dzięki chorobie przetrwa śmierć i w pewnym sensie ma rację. Problem polega na tym, że to, co przetrwa, nie będzie już nim. Nosiciel Zarazy nie jest po prostu demonem powstałym z mocy swego boga niczym iskra wyrzucona z ognia, lecz końcowym produktem przemiany, śladem po śmiertelnej duszy, która uległa Zgniliźnie i została na zawsze włączona w domenę Nurgla. Cena takiej „wieczności” jest absolutna. Prosisz o życie bez końca, a otrzymujesz wieczną księgowość rozkładu. Stajesz się liczydłem plag, imieniem zapisanym w Ogrodzie i kolejnym głosem w chórze, który przez całą wieczność próbuje policzyć choroby swojego pana.
Piąty etap: Bez końca
Nurgle nie kłamie w prosty sposób. Daje to, co obiecuje, lecz zmienia znaczenie samych słów. Daje odporność, ale odbiera człowieczeństwo. Daje spokój, lecz jest to spokój zgnilizny. Daje wspólnotę, ale jest to wspólnota roju, zarazy i gnijącego Ogrodu. Daje nawet życie po śmierci, tyle że nie jako człowiek, którym byłeś wcześniej, lecz jako Nosiciel Zarazy, poxwalker, wektor zakażenia albo ciało, które wciąż idzie naprzód, choć osoba, która kiedyś w nim mieszkała, dawno przestała istnieć. Obietnica zostaje więc spełniona, ale zawsze w najbardziej potwornym z możliwych znaczeń.
Nurgle nie kłamie w prosty sposób. Daje to, co obiecuje, lecz zmienia znaczenie samych słów. Daje odporność, ale odbiera człowieczeństwo. Daje spokój, lecz jest to spokój zgnilizny. Daje wspólnotę, ale jest to wspólnota roju, zarazy i gnijącego Ogrodu. Daje nawet życie po śmierci, tyle że nie jako człowiek, którym byłeś wcześniej, lecz jako Nosiciel Zarazy, poxwalker, wektor zakażenia albo ciało, które wciąż idzie naprzód, choć osoba, która kiedyś w nim mieszkała, dawno przestała istnieć. Obietnica zostaje więc spełniona, ale zawsze w najbardziej potwornym z możliwych znaczeń.
Dlatego właśnie kulty Nurgla są tak przerażające. Ich członkowie często wcale nie wyglądają na oszukanych; przeciwnie, wyglądają na wdzięcznych. Na końcu swojej drogi kultysta Nurgla nie krzyczy już z bólu. Uśmiecha się bezzębnymi ustami, podczas gdy jego ciało pęka, a z otwartych ran wypływa coś, co porusza się własną wolą. Mówi, że już się nie boi, że odnalazł rodzinę i że śmierć nie jest końcem. Najgorsze zaś jest to, że po raz pierwszy od bardzo dawna naprawdę w to wierzy.