3
„W tradycyjnej wersji legendy, zachowanej wśród mieszkańców archipelagu, Dakuwaqa nie jest zwykłym morskim stworzeniem, lecz jedną z dawnych istot, która przybrała postać rekina i zaczęła walczyć o dominację nad wyspami. ”

- na podstawie materiałów z The Fijian Myth of the Greedy God
Dakuwaqa (wym. da-ku-wa-nga) to postać z tradycji Fidżi, zwykle opisywana jako bóg-rekin należąca do szerokiego kręgu dawnych wierzeń morskich archipelagu. W przekazach nie jest jedynie symbolem zagrożenia, pełni także funkcję opiekuna ludzi morza, zwłaszcza rybaków i żeglarzy. Smithsonian Ocean przedstawia go wręcz jako fidżyjskiego, półludzkiego, półrekiniego boga-wojownika, uważanego za życzliwego protektora rybaków. Z kolei lokalna prasa fidżyjska podkreśla, że w starszej tradycji był on zarazem pomocny podczas katastrof morskich i groźny dla tych, którzy nie okazywali mu szacunku.
Kompendium strachu: „Strażnik oceanu”, Dakuwaqa, vol. 71
Jeśli chodzi o wygląd, tradycja nie przypisuje Dakuwaqi jednego, ustalonego wizerunku. Niekiedy pojawia się on po prostu jako rekin, co odpowiada jego morskiej funkcji i związkowi z niebezpieczeństwami oceanu. W innych przekazach ma charakter hybrydalny. Opisuje się go jako istotę półludzką, półrekinią, a lokalne tradycje fidżyjskie podkreślają jego zmiennokształtność. W ujęciu popularnonaukowym można więc powiedzieć, że Dakuwaqa nie miał jednej oficjalnej anatomii, lecz był wyobrażany zgodnie z logiką tradycji ustnej. Raz jako wielki rekin, innym razem jako istota zdolna przybrać ludzką lub odmienną postać, zależnie od kontekstu danej opowieści.
Kompendium strachu: „Strażnik oceanu”, Dakuwaqa, vol. 71
Najbardziej znana legenda wiąże Dakuwaqę z próbą podporządkowania sobie kolejnych wysp i ich morskich strażników. Artykuły przedstawiają go jako boga, który popadł w pychę i zapragnął zapanować nad całym archipelagiem. W tej wersji pokonuje kolejnych przeciwników, aż dociera w okolice Kadavu [1], gdzie napotyka potężnego strażnika przejścia w rafie. W wielu wariantach jego przeciwnikiem jest wielka ośmiornica, często identyfikowana jako Rokobakaniceva. Starcie kończy się porażką Dakuwaqi. Przeciwnik powstrzymuje go w wąskim przesmyku i zmusza do złożenia obietnicy, że nigdy nie zaatakuje Kadavu. W późniejszej tradycji to właśnie z tej porażki wywodzi się jego funkcja opiekuna określonych wód i związanych z nimi społeczności.

[1] Czwarta co do wielkości, wulkaniczna wyspa Fidżi, słynąca z dzikiej przyrody.
Kompendium strachu: „Strażnik oceanu”, Dakuwaqa, vol. 71
W literaturze Dakuwaqa pojawia się przede wszystkim jako bohater zbiorów legend i opracowań poświęconych tradycjom Fidżi. Już w książce sir Reginalda St.-Johnstona The Lau Islands (Fiji) and Their Fairy Tales and Folklore z 1918 roku znajduje się rozdział zatytułowany The Shark God and the Father. Co pokazuje, że motywy związane z bogiem-rekinem były utrwalane drukiem co najmniej od początku XX wieku. Nowsze opracowania i popularyzatorskie ujęcia, takie jak The Fijian myth of the greedy god , czy teksty lokalnej prasy fidżyjskiej, nie tyle kreują tę postać na nowo a przekazują starszy materiał tradycji ustnej w formie bardziej przystępnej dla współczesnego odbiorcy.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
14
Druga wojna światowa -front Pacyfik
Amerykanie mieli problem. Zaskakujący atak na Pearl Harbour i szybka ofensywa Japonii oznaczała, że po drugiej stronie Pacyfiku wyrósł im rywal, który obsadził większość strategicznych punktów. Jeżeli miałaby się toczyć z Cesarstwem walka, to trzeba było każdą wyspę z osobna zdobywać desantem, przy znacznych stratach. W poszukiwaniu rozwiązania z szalonym pomysłem do U.S. Army zgłosił się niejaki William A. Prestre. Mieszkający w Santa Fe Szwajcar przedstawił wizję innowacyjnej strategii walki.
Co by było, gdyby to nie tysiące żołnierzy zeskakiwało z ramp dziobowych barek desantowych, aby zdobywać plaże okupowanych wysp? A co, jeśli zamiast tego wypuścić hordę wściekłych psów atakujących zdezorientowanego wroga?
Pentagonowi spodobał się pomysł Prestre'a. W ramach tajnego projektu na małej wyspie barierowej u wybrzeży Zatoki Meksykańskiej utworzono wojskowe centrum szkolenia psów i do tego jakgdyby cała historia nie była wystarczająco kuriozalna, wspomniana wyspa nazywała się Wyspą Kotów (Cat Island).
Psy na wojnie nie były niczym nowym: już w trakcie poprzedniego konfliktu brały czynny udział w walkach. Pilnowały śpiących żołnierzy, tropiły miny lub przenosiły wiadomości.
Psy Prestre'a miały jednak robić coś zupełnie innego, a mianowicie planowano nauczyć je rozpoznawania Japończyków po zapachu, a następnie zabijania ich. Pozostawał jednak jeden problem. W jaki sposób wyszkolić te zwierzęta pod kątem rozpoznawania wroga?Nie można było do tego wykorzystać japońskich jeńców wojennych, ponieważ ich nie było. Japończycy woleli raczej odebrać sobie życie niż iść w niewolę. Pomysł wykorzystania Japończyków mieszkających w USA został porzucony ze względów etycznych, a raczej z obawy o opinię publiczną. Ostatecznie oddelegowano w tym celu 25 żołnierzy amerykańskich pochodzenia japońskiego. Zapakowani w grubych kombinezonach ochronnych i wyposażeni w rękawice hokejowe odgrywali rolę przynęty.W jednym z raportów wojskowych dotyczącym “Szkolenia psów i udziału tych żołnierzy” napisano:
»Chociaż ich praca przy projekcie była bardzo upokarzająca, a niektórzy z nich doznali nawet poważnych ran szarpanych, kontynuowali treningi bez narzekania«.
Szwajcar wymyślił nawet pewną taktykę użycia jego psiej armii. Charty miały prowadzić atak na okupowane wyspy Pacyfiku ze względu na swoją szybkość. Następnie wilczury powinny ruszyć w drugiej kolejności, aby zwiększyć zamieszanie wśród wroga. Dogi niemieckie miały wcielić się w rolę głównych zabójców, natomiast do oczyszczania należało używać ogarów i innych psów tropiących.W teorii brzmiało to całkiem interesująco, jednak natrafiono na opór w trakcie szkolenia i to nie żołnierze powodowali problemy, ale psy. Absolutnie nie chciały uczyć się tego, czego miały się nauczyć. Do tego Prestre, swoimi pomysłami i błędnymi założeniami ostatecznie pogrzebał projekt. Poza swoim irracjonalnym przekonaniem, że Japończycy będą się odróżniać od innych ludzi zapachem, użył waltorni, aby dać sygnał do ataku. Jednak poza zamieszaniem nie zdziałał nic. Przestraszył jedynie zwierzęta tak bardzo, że nie dało się ich już kontrolować. Natomiast niektóre z nich były zbyt potulne, by można było ich użyć do tego typu zadań.Projekt za miliony dolarów został przerwany. Idea armii psów została zweryfikowana przez rzeczywistość, a Prestre wrócił do Santa Fe dosyć rozczarowany.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
3
2 wojna światowa-pacyfik
Kończący drugą wojnę światową akt bezwarunkowej kapitulacji Japonia podpisała 2 września 1945 r., dla ponad 100.000 armii sierot trwała ona jednak dalej. Nazywano je „furō-ji”, włóczęgi. W Tokio gromadziły się wokół największych stacji metra, takich jak Tokyo, ale zwłaszcza Ueno, której podziemne przejście przetrwało tragiczne amerykańskie naloty i stało się dla nich sypialnią. W okresie zimowym schronienie w nim znajdowało nawet 5000 osób, w tym wiele dzieci.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
10
2 wojna światowa- front pacyfik
Powyższa, wykonana 26 maja 1945 r. przedstawia uśmiechnięte twarze młodych pilotów kamikaze z 72. Eskadry Shinbu. Szczeniaka w rękach trzyma 17-letni kapral Yukio Araki. Przed misją i zgodnie z ówczesnym zwyczajem Araki obciął sobie kosmyk włosów i przyciął paznokcie, które zostały wysłane po jego śmierci rodzicom w celu pochowku. Dzień po wykonaniu zdjęcia
Araki zginął w samobójczym ataku w pobliżu Okinawy. Jego samolot był prawdopodobnie jednym z dwóch, które uderzyły w niszczyciel USS Braine, zabijając 66 amerykańskich marynarzy.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.076011896133423