168
Myślisz, że Twój budzik to najgorszy dźwięk na świecie? Że gdyby nie ten piekielny wynalazek i szaleńcze tempo współczesnego świata, to spałbyś jak król, regenerując szare komórki w pełnym słońcu? Otóż mam dla Ciebie złą wiadomość: kiedyś wcale nie było lepiej. 

Zanim zaczniesz wyklinać kapitalizm za swoje podkrążone oczy, dowiedz się, jak wyglądała rzeczywistość ludzi, którzy nie mieli prądu, Netflixa, ani nawet pojęcia, czym jest "work-life balance". 

Spoiler: chodzili niedospani bardziej niż Ty po maratonie w gierki. 
Tysiąc lat niewyspania, czyli dlaczego Twoi przodkowie mieli dużo gorzej niż Ty o 6 rano
Mit ośmiu godzin snu

Wbijano nam do łbów, że człowiek potrzebuje 8 godzin snu, a wszystko, co krótsze, to prosta droga do piachu. Tymczasem badania nad plemionami, które mają wywalone na technologię (jak Hadza w Tanzanii czy Tsimane w Boliwii), pokazują, że sypiają oni średnio nieco ponad 6 godzin na dobę. 

Co ciekawe, mimo braku prądu, wcale nie kładą się spać z kurami - siedzą jeszcze średnio 3,5 godziny po tym, jak się ściemni. W historycznym Krakowie było podobnie – normą było max 6 godzin snu według dzisiejszej rachuby. Jeśli ktoś wylegiwał się dłużej, z automatu dostawał łatkę lenia i grzesznika.  Krótko mówiąc: jak nie zapierdalałeś od świtu, to byłeś darmozjadem. 
Tysiąc lat niewyspania, czyli dlaczego Twoi przodkowie mieli dużo gorzej niż Ty o 6 rano
Budzik w wersji hardcore: Mnisi i dzwony

Jak wstawać do roboty, gdy w chałupie panuje egipska ciemność, a słońce wyjdzie dopiero za dwie godziny? W miastach rolę budzika pełniły dzwony kościelne i strażnicy nocni, którzy walili do drzwi, przekazując sygnał do pobudki dalej. 

W klasztorach sprawa była jeszcze poważniejsza. Tam wyznaczano jednego nieszczęśnika, który miał spać „z jednym okiem otwartym”, żeby obudzić resztę na modlitwy. Jeśli zapił albo po prostu twardo zasnął, cała wspólnota ładowała sobie na konto grzech. Nic dziwnego, że już w XIII wieku zakonnicy kombinowali z zegarami wodnymi, które robiły raban po przelaniu wody, byle tylko nikt nie zaspał. 
Budzik na sterydach, czyli kogut w sieni
Jeśli myślisz, że kogut na płocie to sielski widoczek, to Jan Słomka (galicyjski gospodarz) szybko wybiłby Ci to z głowy. Na polskiej wsi kogut był obowiązkowym wyposażeniem każdego domu. 

Żeby mieć pewność, że ryk ptaka przebije się przez totalne wycieńczenie po 16-godzinnej harówce, gospodarze zamykali koguta w sieni, czyli zaraz za ścianą izby, gdzie spała rodzina. Nie dało się tego kurwa przegapić. Kogut nie darł ryja raz. On napieprzał z „nadzwyczajną regularnością” trzy razy w nocy: 

* Pierwszy raz: koło północy. 
* Drugi raz: około 2 nad ranem. 
* Trzeci raz: około 4 rano – i to był sygnał ostateczny. 

Trzeba było zwlec dupę z wyra.
Tysiąc lat niewyspania, czyli dlaczego Twoi przodkowie mieli dużo gorzej niż Ty o 6 rano
Zegarek jako "pańska fanaberia"

Dopiero w XV wieku pojawiły się pierwsze mechaniczne budziki, ale były to zabawki dla najbogatszych. Margrabia Mantui w 1479 roku niemal płakał w listach do kardynała, że zepsuł mu się zegar i teraz trudniej mu wstawać punktualnie.

Na polskiej wsi jeszcze w 1870 roku posiadanie zegara uchodziło za niedozwolony zamach na tradycję i „pańską” zachciankę. Jan Słomka musiał kupić swój pierwszy zegar w absolutnej tajemnicy przed sąsiadami, żeby nie wyjść na burżuja, któremu nie chce się już wychodzić na mróz i gapić w gwiazdy, żeby sprawdzić, która godzina.

Więc następnym razem, gdy Twoim jedynym problemem będzie zbyt głośny sygnał w telefonie, pomyśl o chłopie, któremu kogut wrzeszczał nad uchem trzy razy w nocy w zamkniętej sieni. 

I pamiętaj – jedynym sposobem, żeby od jutra nie musieć wstawać równo z trzecim pianiem, jest zaplusowanie tego tekstu. 

Działa, sprawdzone info. 
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.13105201721191