27
Moim zdaniem państwo w ogóle nie powinno zajmować się instytucją małżeństwa. Skoro prawa dzieci są chronione niezależnie od tego, czy ich rodzice pozostają w związku małżeńskim, to po co państwowa ceremonia i urzędowe odgrywanie roli strażnika relacji dwojga dorosłych ludzi?

Jeżeli dwie osoby chcą świętować swój związek, mogą zrobić to w kościele albo zorganizować własną ceremonię z mistrzem ceremonii. Zwykły kontrakt między dwiema osobami, najlepiej w formie aktu notarialnego. Taki kontrakt mógłby precyzyjnie określać prawa, obowiązki i oczekiwania obu stron: kwestie majątkowe, podział obowiązków, zobowiązania finansowe czy warunki rozwiązania umowy. To strony decydowałyby, na co się umawiają, zamiast później prowadzić wieloletnie spory o alimenty na byłego małżonka czy interpretację ogólnych przepisów.

Ludzie mają różne potrzeby, wartości i oczekiwania wobec związku. Zamiast narzucać wszystkim jeden urzędowy model małżeństwa, państwo mogłoby dopuścić elastyczne kontrakty partnerskie, w których wszystko byłoby jasno zapisane od początku. Mniej domysłów, mniej konfliktów i więcej odpowiedzialności za własne decyzje.

Co taki kontrakt mógłby zawierać? Wszystko, na co dobrowolnie zgodzą się obie strony. Od poważnych kwestii, takich jak planowana liczba dzieci, zasady podziału obowiązków domowych czy ustalenia dotyczące opieki nad dziećmi w razie rozwiązania kontraktu, po bardziej osobiste oczekiwania. Przykładowo: mąż zobowiązuje się umożliwić żonie ukończenie studiów albo zapewnić wspólne zagraniczne wakacje raz w roku, a żona zobowiązuje się zagwarantować mężowi jeden dzień w tygodniu całkowitego spokoju, przy czym strony mogą dokładnie zdefiniować, co przez ten "święty spokój" rozumieją. Zero domysłów, interpretacji, a bo on mnie zaniedbywał, a bo ona nie dawała mi żyć...
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.071347951889038