Nie, "uroczy pan" na zdjęciu to bynajmniej nie Tolkien. To Boris Johnson, były premier UK. Co tu robi jego zdjęcie? Otóż to właśnie on opowiedział tę dziwną historię. 2.09.2013 roku w programie wyemitowanym w BBC z okazji czterdziestej rocznicy śmierci Tolkiena pojawił się fragment z wypowiedzią Johnsona, w którym ten wspominał: "Miałem siedem czy osiem lat, jechałem z mamą pociągiem z Londynu do Manchesteru do jej siostry. Kiedy weszliśmy do przedziału, w środku siedziało dwóch mężczyzn - młody i stary. Od razu rozpoznałem, że ten starszy to właśnie Tolkien. Rok wcześniej przeczytałem "Hobbita" i od tamtej pory byłem wielkim fanem tego pisarza. Chciałem się przywitać, ale był czymś zajęty, więc mu nie przeszkadzałem. Trzymał w ustach nieodpaloną fajkę i cały czas notował coś w notesie. Co chwilę jednak wyrywał zanotowane kartki i miął je w rękach. Po kilku kolejnych zniszczonych stronach notesu Tolkien wstał, przeklął na głos i wyszedł nerwowym krokiem z przedziału. Kiedy wychodził jedna z tych pomiętych karteczek wypadła mu z kieszeni. Młody mężczyzna podniósł ją z podłogi, rozłożył i zamarł z przerażoną miną. Zmiął ją z powrotem, rzucił na ziemię i również wybiegł z przedziału. Moja mama zastygła z otwartymi ustami, a ja czym prędzej rzuciłem się na podłogę po tę kartkę. Zżarła mnie ciekawość. Napisane było na niej: JEBAĆ BYDGOSZCZ".