64
Dzidki dzisiaj ocaliłem życie starszej Pani. Leżała w krzakach i nikt do niej nie podszedł, podejrzewam, że myśleli, że jest najebana. Zapytałem czy jest potrzebna jej pomoc- nie czułem alkoholu, Pani przyznała się, że ma rozrusznik i coś tam jeszcze. Nie chciała wzywać karetki. W czasie gdy prowadziłem ją do mieszkania przyznała się, że świąteczne zakupy ją przerosły. Mieszkała na czwartym piętrze, na klatce przejęli ją sąsiedzi. 


Kurwa jaka u Nas jest znieczulica, mijali ją ludzie 
Nawet gdy pomagałem żaden skurwysyn nie chciał pomóc, chłopy w kwiecie wieku
Jedynie parę starszych kobiet się zainteresowało 
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
56
Dlaczego? Zmarło 8 letnie dziecko,katowane przez rodziców,nikomu Bogu ducha winny Mikolaj dlaczego? To nasza wina! Nasza jako ludzi,jako społeczeństwa! Dlaczego nikt nie reaguje? Bnikt nie ma ludzkich reakcji? Nie! Każdy z nas je ma,ale pole działania jest małe... zgłoszenie na policję? Do mopsu? W dupie to mają, Wola rozstrzygać sprawy typu czy samotny ojciec dobrze wychowuje swoje dziecko,czy jednak zapier... na 3 zmiany poświęca mu zbyt mało czasu.... wpierdol choremu psycholowi? Ooo tak to by było wyjście,ale złamiesz mu nos i to on stanie się ofiara.... najgłośniej pruje się lewica,a co oni proponują? Wsadzić opiekunów do więzienia i dać im kurwa maskotki? Po co ich utrzymujemy? Zakopać skurwieli żywcem... bo zwykła śmierć to dla nich nagroda.... wszysvy sie teraz uzalaja i ci z prawej i ci z lewej,ale nikt nie potrafi przedstawic rozsadnego pomyslu na takie gowno... bo to przeciez nie ludzie...przepraszam za spam, ale jako ojciec po prostu nie mogę dźwignąć tej sytuacji...
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
35
To z jaką bezdusznością personelu medycznego został potraktowany mój szwagier śp Krzysztof na izbie przyjęć szpitala na Zegadłowicza w Sosnowcu niech będzie przestrogą dla innych, może ten post uratuje czyjeś życie.
PROSZĘ O UDOSTĘPNIENIE.

Krzysztof został odwieziony na izbę przyjęć przez mojego męża w poniedziałek rano. Z opuchniętą i siną nogą od kolana w dół wszedł na izbę o własnych siłach około 10.30. Został tam skierowany w trybie pilnym przez lekarza rodzinnego. Na skierowaniu było napisane że problemem puchnięcia są naczynia. Wszystko wskazywało na zator, stan zagrażający życiu. Mimo to dostał kolor zielony z oczekiwaniem powyżej 4 godzin. Z nogi cały czas sączył się płyn z krwią. To co widać na zdjęciu powstało w ciągu zaledwie 15 minut. Takich śladów płynu pozostawił po sobie mnóstwo na całej izbie, w windzie, toalecie... Nikogo to nie zainteresowało.
Profesjonalną pomoc dostał dopiero ok 19.20 czyli po około 9 godzinach czekania kiedy już konał. Proszę sobie wyobrazić ile przez ten czas stracił krwi.
Ale po kolei.
Pierwsze zainteresowanie lekarzy to godzina około 12 kiedy mąż zawiózł szwagra na badanie drożności żył. Potem zjazd na izbę i czekanie. Długie czekanie. W tym czasie Krzysztof tracił głos, bełkotał, kiedy podniósł się z wózka, natychmiast tracił równowagę, był roztrzęsiony. Rano rozmawiał i zachowywał się normalnie. Kiedy mąż mówił o tych objawach napotkanym na izbie lekarzom został zignorowany. Nawet nie zmierzono poziomu glukozy zwykłym glukometrem. Krzysztof był zdrowy. Pomagał innym, przez lata honorowo oddawał krew, był zawsze przy tym badany.
Mąż prosił mijających Krzysztofa lekarzy aby zrobili mu podstawowe badania krwi. Bez rezultatu.
Bardzo cierpiącemu szwagrowi pobrano krew do badania dopiero po 4 godzinach.
W tym czasie na izbie nie było dużo osób oczekujących. Po godzinie 13 raptem 3- 4 osoby. Lekarze przechodzili często. Pomimo próśb żaden z nich nie zajął się profesjonalnie męczącym się szwagrem. Tylko zdawkowe pytania, boli? jak się pan czuje? Jedyną osobą która zajmowała się Krzysztofem była pani sprzątająca która co 15 minut wymieniała ręczniki spod nogi. Jak powiedziała następnego dnia jedna z pielęgniarek, jak pracuje już ponad 20 lat, takiej nogi jeszcze nie widziała.
O powadze sytuacji niech świadczy fakt że inni, obcy ludzie reagowali na to co się dzieje. Mówili że jest z nim coraz gorzej.
W tym czasie stan szwagra się strasznie pogarszał. Tracił krew. Noga była w stanie katastrofalnym. Była godzina 16.
O godzinie 17.20 czyli po siedmiu godzinach na izbie, na leżance został podpięty pod ciśnieniomierz.
66/46 to stan zapaści. Obecna już wtedy mama Krzyśka prosiła pielęgniarki o pomoc. Krzysztof powoli tracił życie.
O 19.20 do szwagra została skierowana pani psychiatra bądź psycholog (sic!) stwierdziła że potrzebna jest natychmiastowa pomoc lekarska. W tym czasie Krzysiu zwymiotował i stracił przytomność. Był kilkakrotnie reanimowany. Po 21 została wezwana karetka by przewieźć go do Chorzowa. Nie zdążył tam pojechać. Zmarł na izbie przyjęć około 22.00
To co spotkało mojego szwagra na izbie przyjęć tego szpitala to dramat. Na pomoc czekał od 10.30. W tym czasie mijany był przez lekarzy. Część z nich kątem oka zerkała na nogę Krzyśka. Widzieli jej stan, plamy na podłodze. Nie było reakcji, nie otrzymał pomocy takiej jak powinien. Czekał na nią 9 godzin. Zmarł na izbie przyjęć w męczarniach.
Bez względu na przyczynę śmierci, szwagier nie powinien w taki sposób umierać, w miejscu zaufania jakim jest szpital, bez pomocy i nadzoru. Jak nas poinformowano okolicznościami śmierci zajmuje się prok. Sosnowiec Południe.
Jednego jesteśmy pewni, Krzysztof zmarł przez niechlujstwo i straszne zaniedbania personelu tego szpitala. Nie znamy w tej chwili bezpośredniej przyczyny śmierci, mimo wszystko, jaka by nie była, nie otrzymał na czas pomocy. Czekał na nią bardzo długo. Za długo.
Niech puentą tego opisu będą słowa jednego z ordynatorów szpitala z którym rozmawialiśmy następnego dnia
" Znam sytuację. O jedno co mogę mieć pretensje do moich kolegów to że nie zareagowali tak jak trzeba. Mnie profesorowie uczyli czegoś innego. Oni to zaniedbali"

Krzysztof miał 39 lat.

Jeszcze raz proszę o udostępnienie.
Służba zdrowia
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.079092979431152