25
Odbyłem pierwszą w tym roku zasiadkę karpiową. Wybrałem się na nią ze znajomym – jednym z tych, z którymi rozmawia się i widzi raz w roku. Łowiliśmy na jeziorze polodowcowym o powierzchni 57 ha, zarządzanym przez PZW. W najgłębszym miejscu woda sięga tam aż 24,5 metra, a ukształtowanie dna przypomina „lej po bombie”. Oznacza to, że brzegi są równe i płytkie, potem następuje stok na kilka metrów głębokości, a dalej rozciąga się już płaskie dno z równym spadkiem aż do samego głęboczka – bez jakichkolwiek górek czy dołków. To zbiornik oligotroficzny, który powoli ulega eutrofizacji. Jezioro otaczają lasy państwowe z zakazem wjazdu i biwakowania – dlatego właśnie wjechałem tam samochodem i rozbiłem obóz.
Życie jest piękne- to nic że tylko raz na rok
Przed zasiadką miejsce nie było nęcone. Wędkowanie odbywało się od niedzieli 24 maja do niedzieli 31 maja, a telefon wyłączyłem już w sobotę wieczorem, 23 maja. Lewy zestaw położyłem tuż za stromym stokiem na głębokości 7 metrów, natomiast prawy na 4 metrach, na niewielkiej półce na stoku. Plan był taki, aby każdego karpia holować z pontonu. W jeziorze jest pełno racicznicy (to taka małża), przez co próba holowania ryb z brzegu mogłaby doprowadzić do przecięcia żyłki i uniemożliwić skuteczny lądowanie ryby.
Okazało się, że w południowo-wschodniej części jeziora karpie akurat odbywały tarło, a ja siedziałem w południowo-zachodniej zatoce. Przez to pierwsze dwie doby nie przyniosły żadnego brania. Pozostało mi tylko czekać i mieć nadzieję, że trafiłem na koniec tarła, a nie na jego początek...
Życie jest piękne- to nic że tylko raz na rok
Łowiłem przyponem typu D-Rig o długości około 15 cm z haczykiem typu Wide Gape i waftersem 24 mm na wkrętce. Zamiast klasycznego ciężarka ołowianego zastosowałem kamień na opasce z dętki rowerowej – no bo wiadomo, kamień z torowiska jest za darmo, a ołowiane ciężarki są drogie.Zestawy wywoziłem łódką zanętową na odległość około 200 metrów od brzegu. Nęciłem łącznie ilością około 2 kg towaru na zestaw – głównie orzechem tygrysim i kulkami proteinowymi. Pelletu celowo nie sypaliśmy, ponieważ z doświadczenia wiem, że przyciąga on problematyczne leszcze oraz sumiki karłowate.
Życie jest piękne- to nic że tylko raz na rok
W oczekiwaniu na koniec tarła karpi oraz pierwsze brania grillowaliśmy na grillu z biedry. Normalnie w takich sytuacjach pilibyśmy jeszcze bimber, ale znajomy jakiś czas temu stwierdził, że już nie pije. Przez to była to moja pierwsza w życiu zasiadka całkowicie bez alkoholu – sprawiło to, że klimat tej wyprawy był jakiś taki inny niż zwykle.A oto nasz dzielny i niestrudzony czarnuch
Życie jest piękne- to nic że tylko raz na rok
Tu jedna z propozycji podania grilla
Życie jest piękne- to nic że tylko raz na rok
W między czasie
Tu spanie
Życie jest piękne- to nic że tylko raz na rok
A tu namiot socjalny, tzw Paśnik
Życie jest piękne- to nic że tylko raz na rok
Tu ogólny pogląd obozu
Życie jest piękne- to nic że tylko raz na rok
Pierwsze branie następuje w nocy z wtorku na środę. Po około 20 minutach intensywnego holu z pontonu otwieram sezon przepiękną rybą o wadze 22 kg- prawa wędka
Życie jest piękne- to nic że tylko raz na rok
Wszystko wskazywało na to, że karpie skończyły już tarło i zaczęły intensywnie żreć. Brań była masa – średnio po pięć na dobę, zarówno w nocy, jak i w ciągu dnia. Taki stan utrzymywał się aż do piątkowego wieczoru 29 maja, kiedy to nad wodę zaczęli zjeżdżać się inni karpiarze.
Do tej pory byliśmy sami na jeziorze. Przez konkurencję innych wędkujących – łącznie z nami nad wodą były teraz cztery ekipy – ryby trochę nam odpuściły. W sumie to nawet dobrze, bo tak duża liczba brań mocno dawała nam już w kość.
Od środy do piątku miałem w podbieraku już 8 ryb, a znajomy uzyskał podobny wynik. Mniejszych sztuk w ogóle nie ważyliśmy ani nie fotografowaliśmy – od razu wypuszczaliśmy je z podbieraka przy pontonie.
A oto kolejne ryby: 14 kg, 16,5 kg oraz 17,5 kg. Nie pamiętam już dokładnie, która na który kij- oba miejsca dawały podobną ilość brań...
Życie jest piękne- to nic że tylko raz na rok
Życie jest piękne- to nic że tylko raz na rok
Życie jest piękne- to nic że tylko raz na rok
W piątek 29 maja, tuż przed zachodem słońca, nastąpiło srogie branie na lewym kiju. Ryba ciągnęła dwóch chłopów na pontonie przez kilkadziesiąt metrów w stronę południowo-wschodniej zatoki! Z głębokości 4 metrów przeciągnęła nas pod sam brzeg, na zaledwie metrową wodę, i ani myślała dać za wygraną. Po około 30 minutach ciężkiego holu ryba w końcu wylądowała w podbieraku. Waga wskazała równe 24 kg – to największa ryba tej wyprawy
Życie jest piękne- to nic że tylko raz na rok
Chłopaki na innych stanowiskach zrobili swoją robotę – ich grube nęcenie odciągnęło trochę ryb z naszego rejonu, przez co praktycznie cała sobota minęła nam w spokoju.Dopiero noc z soboty na niedzielę przyniosła mi ostatnią rybę tej zasiadki. Branie na prawym kiju było potworne! Karp wyciągał żyłkę z kołowrotka tak, że aż szpula się dymiła. Niemniej jednak po dopłynięciu do ryby pontonem, karp szybko odpuścił i sprawnie trafił do podbieraka. Waga pokazała równe 21 kg
Życie jest piękne- to nic że tylko raz na rok
Wszystkie ryby po złowieniu oczywiście były wypuszczane z powrotem do wody. To wędkarze nad wodą tworzą łowiska, a nie działacze PZW w swoich biurach – dlatego dbajcie o swoje wody i ryby!

Tymczasem w poniedziałek czas wypierdalać z powrotem do chujowej roboty za gówniane pieniądze, z ludźmi, którzy mnie nienawidzą i których ja nienawidzę. I pamiętajcie, moi drodzy użytkownicy strony z małpą w logo: nawet jeśli całe wasze życie jest tak samo chujowe jak moje, to i tak warto żyć dla tej jednej w waszym życiu pasji, jaką macie – no i też trochę po to, żeby wkurwiać te zjebane łajzy w robocie, co by za dobrze w życiu nie mieli. Dziękuję za Waszą chwilę uwagi, pozdrawiam i wypierdalam!
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.09541916847229