Niedziela 7 rano przystanek. Kac,trochę nie ogarniam życia. Starszy pan pyta się o której godzinie przyjedzie jego autobus, bo wie pan mam problem ze wzrokiem. Sprawdzam, za 10 minut. Dziękuję Panu bardzo. Rozmowa o pogodzie i innych pierdołach. I nagle on mi mówi, że był w oddziale Maćka. Nie zrozumiałem bo kac, wiesz jak to jest, walczysz o to żeby oddychać i trzymać pion a nie rozmawiać o polityce czy gospodarce. No, ale jak wspomniał o Monte Cassino to zrozumiałem, że nie Maciek tylko Maczek. Byłem na jebanym przystanku skacowany sam na sam z gościem, który walczył pod Monte Cassino. I on mi podziękował za to, że powiedziałem mu o której odjeżdża autobus. Pewnie już go nie spotkam i na stronie z małpą też go pewnie nie ma. Chciałbym żeby wiedział, że jestem zaszczycony, że mogłem mu powiedzieć za ile minut ten jebany autobus przyjedzie. Bo gdyby nie on i jego koledzy to tego przystanku mogłoby nie być.