81
Czwartkowe południe 14 listopada 2013 roku w Jankowie Przygodzkim nie zapowiadało tragedii, która miała na zawsze zmienić oblicze tej wielkopolskiej miejscowości. O godzinie 13:30 rutynowe prace ziemne przerwał olbrzymi huk, po którym w niebo wzbił się trzydziestometrowy słup ognia, widoczny z odległości wielu kilometrów. Ziemia zadrżała, a temperatura w ułamku sekundy wzrosła do wartości, przy których topiła się stal. To nie był zwykły wypadek przy pracy, lecz katastrofa przemysłowa, do której doprowadził nieszczęśliwy splot wieloletnich zaniedbań, błędów technologicznych i ludzkiej ignorancji. Zginęło dwóch doświadczonych pracowników, kilkanaście osób odniosło poważne obrażenia, a urokliwe osiedle domów jednorodzinnych w kilka chwil zamieniło się w strefę wojny. Był to dzień, w którym bezlitosne prawa fizyki upomniały się o rachunek za dekady budowlanych kompromisów.
Wybuch w Jankowie Przygodzkim (2013): ogień, który obnażył błędy przeszłości
Zrozumienie mechanizmu tej tragedii wymaga cofnięcia się do 1977 roku, kiedy to przez środek rozrastającej się wsi poprowadzono stalową magistralę wysokiego ciśnienia o średnicy 500 milimetrów, łączącą Gustorzyn z Odolanowem. Ówczesne normy planowania przestrzennego traktowały bezpieczeństwo obywateli ze sporą swobodą, w efekcie czego rurę ułożono w odległości zaledwie kilku metrów od domostw — niektóre posesje znajdowały się w odległości zaledwie dziewięciu metrów — podczas gdy współczesne przepisy wymagałyby zachowania co najmniej pięćdziesięciometrowej strefy ochronnej. Gazociąg ten skrywał jednak znacznie mroczniejszą tajemnicę. Jak wykazały późniejsze ekspertyzy, kluczowy spaw czołowy wykonano poprawnie zaledwie na 3 procentach obwodu rury. Pozostała część spoiny była technologiczną fikcją, zrealizowaną w sposób urągający jakimkolwiek normom jakości. Paradoksalnie przez trzydzieści sześć lat robocze ciśnienie rzędu 5,4 megapaskala nie zdołało rozerwać tej ułomnej konstrukcji. Metal trzymał się wyłącznie własną wytrzymałością, stając się podziemną pułapką, która czekała na najmniejszą zmianę naprężeń.

Krytyczny impuls nadszedł jesienią 2013 roku, gdy tuż obok starej nitki rozpoczęto układanie nowej magistrali o średnicy 700 milimetrów. Prace toczyły się w ekstremalnie ciasnej zabudowie, gdzie odległość między oboma rurociągami wynosiła niespełna cztery metry. Tego feralnego dnia kierownik budowy opuścił plac robót w godzinach przedpołudniowych, pozostawiając operatorów ciężkiego sprzętu bez nadzoru na najbardziej newralgicznym odcinku. Wbrew projektom, które wyraźnie ograniczały głębokość wykopu, prace zeszły znacznie głębiej — urobek sięgnął około czterech metrów, podczas gdy normy dopuszczały dwa metry z odpowiednim nachyleniem kąta skarpy. Wydobywana ziemia nie była wywożona z terenu osiedla, lecz usypywano z niej bezpośrednio przy krawędzi wykopu potężną hałdę — dokładnie nad zakopaną rurą z lat siedemdziesiątych. Gdy ciągłe pogłębianie i poszerzanie wykopu doprowadziło do odsłonięcia starego rurociągu, a ciężar nagromadzonego urobku dwukrotnie przekroczył dopuszczalną normę, doszło do ostatecznego naruszenia stateczności gruntu.
Wybuch w Jankowie Przygodzkim (2013): ogień, który obnażył błędy przeszłości
Ziemia osunęła się z głuchym dudnieniem, pociągając za sobą stary rurociąg. Ogromna siła zsuwającej się skarpy gwałtownie wygięła stalową infrastrukturę, a wszystkie naprężenia skupiły się punktowo w miejscu zdefektowanego spawu, który pękł niczym naciągnięta nić. Z powstałej wyrwy pod gigantycznym ciśnieniem uwolnił się gaz ziemny. Zapłon, zainicjowany najprawdopodobniej przypadkową iskrą z pracującego nieopodal sprzętu budowlanego, nastąpił ułamek sekundy po rozerwaniu metalu. Nie była to jednak klasyczna eksplozja obszarowa, lecz przerażające zjawisko znane jako pożar strumieniowy. Sprężony gaz wypadał z rury jak z dyszy potężnego silnika rakietowego, płonąc ukierunkowanym słupem z bezlitosną siłą. Dwaj mężczyźni znajdujący się w epicentrum — 35-letni operator koparki oraz 39-letni operator dźwigu bocznego — zginęli na miejscu, nie mając najmniejszych szans na ratunek w temperaturach sięgających ponad tysiąc stopni Celsjusza. Żar wypalił gliniastą ziemię na ceglasty kolor, a w promieniu setek metrów topiły się karoserie samochodów i dachy domów.

Podczas gdy mieszkańcy Jankowa Przygodzkiego w panice uciekali przed ścianą ognia, systemy wczesnego reagowania obnażyły swoją infrastrukturalną przepaść. W kaliskim centrum dyspozytorskim ekrany zasygnalizowały nagły spadek ciśnienia na linii Gustorzyn–Odolanów, co początkowo zinterpretowano jako rutynową anomalię w systemie przesyłowym. Nie mając pojęcia o tragedii rozgrywającej się wśród zabudowań, dyspozytor podjął standardową decyzję o skierowaniu w ten odcinek dodatkowego strumienia gazu, aby utrzymać odpowiednie parametry dla odbiorców końcowych. Ratownicy, straż pożarna i pogotowie gazowe działali w początkowych minutach w absolutnej próżni komunikacyjnej. Prawda o rzeczywistej skali awarii dotarła do operatorów sieci z najmniej oczekiwanego źródła — z radia RMF FM, które jako pierwsze zaczęło nadawać komunikaty o płonącej wielkopolskiej wsi. Dopiero powiązanie tych doniesień z odczytami z czujników pozwoliło na podjęcie decyzji o odcięciu zasuw oddalonych o kilka kilometrów od pożaru. Przez długi czas ogień zasilany był pełną mocą pompowanego surowca.
Wybuch w Jankowie Przygodzkim (2013): ogień, który obnażył błędy przeszłości
Na miejscu katastrofy dwustu strażaków z pięćdziesięciu dwóch jednostek musiało zmierzyć się z żywiołem wymykającym się wszelkim procedurom. Ze względu na promieniowanie cieplne, które dosłownie topiło powłoki lakiernicze wozów bojowych, jednostki musiały zatrzymać się w odległości około trzystu metrów od epicentrum. Zamiast podejmować skazaną na porażkę próbę gaszenia samego strumienia — co doprowadziłoby do niekontrolowanego wypływu gazu i groźby gigantycznej eksplozji przestrzennej — ratownicy skupili się na ewakuacji stu sześćdziesięciu osób ze stu czterdziestu siedmiu domów objętych strefą zagrożenia i nieustannym chłodzeniu ocalałych budynków prądami wody. Walka z pożarem zmieniła się w wielogodzinną próbę sił. Gdy stało się jasne, że uwięziony w wielokilometrowej rurze gaz będzie wypalał się w nieskończoność, sięgnięto po pionierskie w skali kraju rozwiązanie techniczne. Kilkanaście godzin po wybuchu, pracując w warunkach granicznego ryzyka, specjaliści wprowadzili do wnętrza odciętego rurociągu specjalne balony wypełniane powietrzem, które wyparły resztki przepływającego gazu. Słup ognia zgasł ostatecznie po osiemnastu godzinach, zostawiając po sobie zgliszcza wycenione na ponad piętnaście milionów złotych — spalonych zostało dziesięć domów jednorodzinnych i dwa budynki gospodarcze.

Śledztwo, które miało precyzyjnie wskazać mechanizmy winy, zamieniło się w żmudną, trwającą pół dekady analizę metalurgiczną, geologiczną i inżynieryjną, obejmującą szesnaście tomów akt. Gdy sprawa trafiła wreszcie na salę rozpraw w grudniu 2022 roku, cała rozbudowana machina odpowiedzialności skurczyła się do wymiaru jednego człowieka. Wyrokiem sądu okręgowego w Kaliszu, który zapadł jedenaście lat po katastrofie — we wrześniu 2024 roku — kierownik budowy Mikołaj K. został uznany za winnego nieumyślnego spowodowania katastrofy budowlanej. Kara dwóch lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na cztery lata, dziesięcioletni zakaz zajmowania stanowisk kierowniczych w budownictwie oraz obowiązek zapłaty trzystu siedemdziesięciu tysięcy złotych zadośćuczynień zamknęły prawny rozdział tej tragedii. Sąd uznał, że to jego samowolna decyzja o pogłębieniu wykopu bez zgody inwestora i projektanta oraz brak odpowiedniego zabezpieczenia starej infrastruktury pociągnęły za spust. Żaden z decydentów zarządzających siecią przesyłową nie odpowiedział karnie za trzydzieści sześć lat eksploatowania wadliwej rury biegnącej przez środek osiedla, ani za systemową ślepotę służb dyspozytorskich. Wyrok nie jest prawomocny. Dziś nad zasypanym wykopem w Jankowie Przygodzkim stoją nowe domy, a ukryta w ziemi nowa stalowa arteria pracuje pod czujnym okiem zaawansowanych czujników. Dla dwóch rodzin, których bliscy wyparowali w pierwszych sekundach strumieniowego ognia, ta doskonałość procedur pojawiła się jednak o dekadę za późno.
Wybuch w Jankowie Przygodzkim (2013): ogień, który obnażył błędy przeszłości
Źródła:
https://nettg.pl/akcje-po-wybuchu-gazu-w-jankowie-przygodzkim
https://polskieradio24.pl/artykul/996603,wielki-pozar-w-jankowie-przygodzkim-znamy-przyczyny-wybuchu-gazu
https://tvn24.pl/poznan/jankow-przygodzki-akt-oskarzenia-w-sprawie-wybuchu-gazu-ra850758-ls2380841
https://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-zginely-2-osoby-splonelo-12-budynkow-proces-ws-wybuchu-gazu-,nId,5694657
https://tvn24.pl/poznan/wybuch-gazu-w-jankowie-przygodzkim-sad-skazal-kierownika-prac-st8106961
https://www.krotoszynska.pl/wiadomosci/11-lat-od-wybuchu-gazociagu-w-jankowie-przygodzkim-niedawno-zapadl-wyrok-w-tej-sprawie-zdjecia/V24WzsPdID3F27kZ7ZE8
https://www.ppoz.pl/czytelnia/ratownictwo-i-ochrona-ludnosci/Jak-ugasic-Armagedon/idn:1942
https://www.ppoz.pl/czytelnia/ratownictwo-i-ochrona-ludnosci/Historia-zatoczyla-kolo/idn:1781
https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/artykuly/749669,wybuch-gazu-w-wielkopolsce-akcja-w-jankowie-przygodzkim-byla-przeprowadzona-sprawnie.html
https://krotoszynska.pl/wiadomosci/11-lat-od-wybuchu-gazociagu-w-jankowie-przygodzkim-niedawno-zapadl-wyrok-w-tej-sprawie-zdjecia/V24WzsPdID3F27kZ7ZE8
https://www.krotoszynska.pl/wiadomosci/9-lat-od-wybuchu-gazociagu-w-jankowie-przygodzkim-zdjecia/M2rus2DwKXb5VF3BeWfU
https://gazwoda.pl/wp-content/uploads/Openaccess/2022/1015199172022111.pdf
https://www.gaz-system.pl/pl/dla-mediow/komunikaty-prasowe/archiwum/informacja-w-sprawie-awarii-gazociagu-w-rejonie-jankowa-przygodzkiego.html
Moje poprzednie dzidy tekstowe zebrane w tabelce:

https://docs.google.com/spreadsheets/d/1_xflbnZnBjrdtMrPkx_njuPTsdNkrUwk5bL0pWhTfc4/edit?gid=0#gid=0




A jak chcesz mi się do flaszki dołożyć, to możesz tutaj, ale się nie dopominam, pod paroma postami była sugestia więc uległem :D

https://buycoffee.to/strefa-milczenia


I założyłem też fejsbuczynę o tej samej nazwie co kawka, pojawiają się tam też powoli teksty, który nie ma tutaj
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
146
Wesołych Świąt koledzy. Od tego zacznę... 

Ze wzgledu, że nie jestem już młody (47 lat), a mój ojciec dobija do 76 lat świąteczny temat zahaczył o politykę. 

Mój ojciec był dość istotnym działaczem Solidarności. Zapalony młody (wtedy) działacz, który "miał gadane". Umiał ludzi zachęcić do działania. Konsekwencją były częste wizyty UB u nas w domu... Panowie wchodzili rozwalali Ci w domu to co im się nie podoba, czasem ojciec dostawał czasem zabierali sobie "pamiątkę" z domu. 

Ojciec, aby zrekompensować mi "wspaniałe dzieciństwo" wydawał/kombinował produkty sprzedawane na zachodzie od nas. I tak dostwałem kolejki NRD Piko np. BR01, BR103, tory wyścigowe czy matchboxy... Czemu o tym mówię?

W niedzielę ojciec dostał ode mnie cześć zabawek, które odkupiłem od kolekcjonerów (oczywiście nie te same). Każdy z nas wiedział, mniej więcej kiedy ojciec je kupił i na jaką okazję dostałem. Zrobiliśmy wtedy litra... Matka, siostra, żona: "Wy znowu o tym samym". Dwa stare chłopy o szklistych oczach wspominały co "zamówili" dla Polski, a co dostali. 

Zadałem ojcu pytanie: "Czy walczyłby, gdyby wiedział jak to się skończy?"

Odpowiedź: "Nie" - Do tego wrócę... 
Bunt studentów AGH.

Wszyscy dostali "wilczy bilet". Wywalono, zniszczono młodych ludzi...

Tam nie było jak dziś kontrolera, który tym zarządza - tam każdy student musiał wyrazić zgodę czy zapali światło czy zgasi. 

Czy ktoś był za to rozliczony? Sami sobie odpowiedźcie. 
Świąteczne przemyślenia
Janek Wiśniewski:

Zastrzelony przez LWP.
Świąteczne przemyślenia
Jarosław Hyk:

Potrącony przez ZOMOzę.
Świąteczne przemyślenia
Typowa ścieżka zdrowia:  (oczywiście jest to rekonstrukcja)
To już nie:
Świąteczne przemyślenia
A co na to "prawdziwi bohaterowie narodu":
Świąteczne przemyślenia
Świąteczne przemyślenia
Na każdym zdjęciu jest Generał Kiszczak, Jaruzelski był nieobecny, bo Jaruzel nie pił alkoholu. 

Internowanie Wałesy, dokument sporządzony pod służby PRL:
Świąteczne przemyślenia
Pomijąjąc liczbę alkoholu wypitego w rok internowania. Panowie byli podsłuchiwani cały czas.

Ktoś może powiedzieć, że no to było spreparowane, aby ośmieszyć Wałesę... No tak, tylko wtedy picie nie było tym co dzisiaj. To nie był argument... Wtedy się tak piło. I wracam do "inernowany". 

Swoje prywatne zdanie tylko powierzchownie omówię - władze PRL wiedziały, że misiek ZSRR właśnie jest w stanie zawału i raczej z tego nie wyjdzie. Tworzyły sobie wentyl bezpieczeństwa, aby czasem nie skończyć jak Nicolae Ceaușescu. I im się to udało w 200% bo podejrzewam nie spodziewali się jak się dorobią w latach 90... 

I teraz wrócę do odpowiedzi mojego Ojca. Powiedział "Nie", ale nie wyobraża sobie innej drogi. Może "śliscy ludzie" zaprzepaszczą Twoją pracę, ale Ty pomimo, że jesteś przegrany w tej sytuacji, zbliżając się do śmierci możesz powiedzieć "Robiłem co uważałem za słuszne dla Polski, przegrałem, nie mam sobie nic do zarzucenia" I nawet nie macie pojęcia jak to na ostatniej drodze ma znaczenie dla swojego samopoczucia. 

Łatwo jest być chamem i "śledziem" dużo trudniej prawym człowiekiem. Nie będzie Bentleji, milionów na koncie, ale będzie szacunek wartościowych ludzi. A trumna nie ma kieszeni. 
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.096144914627075