3
Pozdrawiam grzybicieli
W ciepłe jesienne dni, po każdym deszczu wstaję o 4, zakładam
kalosze i jadę do lasu.
Grzybiarze, których mijam, najpierw patrzą z nienawiścią, jak na konkurenta. Potem ich nienawiść przeradza się w ciekawość,
kiedy nie dostrzegają przy mnie koszyka. Na sam koniec na ich twarzach maluje się czyste przerażenie i to wtedy wiem, że naprawdę zrozumieli co się właśnie dzieje.
Wbiegam w knieję, zaglądam pod każde drzewko i co znajdę jakiegoś borowika czy innego prawdziwka, wdeptuję go prosto w leśne runo.
Niczym pierdolony Mario, słynny hydraulik, gardzę fungusami i z całą mocą podeszwy wgniatam je w podłoże.
Czasem czekam, aż na horyzoncie pojawi się jakiś zbieracz, żeby na jego oczach dokonywać masakry. Pewnie teraz w czytającym to grzybicielu rodziny rośnie opór, gniew nawet wkurwienie, wyobraża sobie czego to by nie zrobił jakby mnie wtedy w lesie spotkał i odpowiedź jest tylko jedna.
CHUJA BYŚ ZROBIŁ!
Nigdy kurwa nawet nie pisną śmiecie, w takim są szoku. Potulnie patrzą, jak miażdżę sens ich podłych żyć.
Dosłownie i w przenośni.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.070344924926758