Był sobie człowiek i jego sąsiad ,i jego sąsiad i sąsiad sąsiada. Każdy pracował, każdy handlował tym co wytworzył, tym co posiadał, każdy z nich jeździł do innych wiosek , każdy prowadził swe interesy, wszyscy w około się bogacili, nikt nie pożądał nie swojej kiesy. Pewnego dnia jednakże zawitał tu pan z miasta, wysłany przez tak zwany „rząd"! |Twój kurwa władca, twój kurwa master!| Kazał se płacić za ochronę i za opiekę urzędniczą, usługi rządu gówno warte, pobierał również rentę menniczą.
Jebać lewackich pokurwieńców! Biała pięść uderza, nie bierze jeńców! Jebać czerwonych skurwysynów, najpierw niech krwawią , a potem giną!
Jebać lewackich pokurwieńców! Biała pięść uderza, nie bierze jeńców! Jebać brunatnych skurwysynów, najpierw niech krwawią , a potem gniją!
GINĄ I GNIJĄ!
Żyliśmy sobie w zgodzie, w pokoju i radziliśmy całkiem spoko, spory rozstrzygał Mietek spod szóstki, rzadko ulice spływały posoką. Każdy miał gnata, a więc złodzieje bali się działać w naszej wiosce , każdy z nas własność prywatną cenił, mocny mieliśmy moralny kościec. Teraz podatki płacić kazano, powstała tak zwana „wspólna kiesa" , a to co wspólne jest niczyje, wywołaliśmy złego biesa. Urzędnik kradnie bo ma z czego, nikt go w zasadzie nie rozlicza. Korupcja kwitnie i przekupstwo, pasożytnictwo to już obyczaj.
Jebać lewackich pokurwieńców! Biała pięść uderza, nie bierze jeńców! Jebać czerwonych skurwysynów, najpierw niech krwawią , a potem giną!
Jebać lewackich pokurwieńców! Biała pięść uderza, nie bierze jeńców! Jebać brunatnych skurwysynów, najpierw niech krwawią , a potem gniją!
Jebać lewackich pokurwieńców! Jebać lewackich pojebów! Jebać czerwone pasożyty, w pysk murzyński chuj niemyty!
Wolny rynek! Rozumiesz synek? Kapitalizm! Coś ci nie pasi, mam cię zabić? To właśnie porządek bezpaństwowy, chcesz moich pieniędzy, strzelę ci w głowę! Albo handlujesz, albo biedujesz, nic za darmo kocmołuchu nie zwojujesz!
Jebać lewackich pokurwieńców! Biała pięść uderza, nie bierze jeńców! Jebać czerwonych skurwysynów, najpierw niech krwawią , a potem giną!
Jebać lewackich pokurwieńców! Biała pięść uderza, nie bierze jeńców! Jebać brunatnych skurwysynów, najpierw niech krwawią , a potem gniją!
Jebać lewackich pokurwieńców! Jebać lewackich pojebów! Jebać czerwone pasożyty, w pysk murzyński chuj niemyty! W pysk!
Kawałek, który bez owijania w bawełnę opisuje polską rzeczywistość lat 90 z perspektywy młodego człowieka, który walczył o przeżycie każdego dnia.
Tede masakruje Nowatora.
"Ja jestem grubas, ty jesteś cienias.
Czeka na ciebie kutas do zrobienia."
Zanim polską scenę rapową opanowały nadmiernie wytatuowane brudnopisy ze swoimi infantylnymi, grafomańskimi tekstami dla nastolatek, to istniało coś takiego jak diss. Gdy jeden raper miał jakiś problem do drugiego, to mu cisnął. Tamten na ogół odpowiadał i rozpoczynała się wojna. Taka walka dwóch (lub więcej) raperów nazywała się beef. Tutaj wrzucam jeden z kawałków z beefu Peja vs Tede. Właściwie są to trzy kawałki, jeden po drugim. Zarówno Tede jak i Peja byli jednymi z tych, którzy nadali tempo rozwojowi polskiego rapu, więc ten beef nazwałbym starciem tytanów.