Dobra książka nie jest zła.

20
Panowie Dzidowcy i Panie Dzidówki(że tak zażartuję...), Pewnie wszyscy z was kojarzą Wędrowycza - Naszego polskiego superbohatera - Co batmana położy laczkiem, z Thanosa to by zrobił śliwowicę, a problemy multiwersum zagryza bekonem z jednorożca...
Fani pewnie wiedzą, że jakiś czas temu wyszła kolejna książka z serii, pt. "Wojsławicka masakra kosą łańcuchową". Niektórzy pewnie już czytali, a inni nie.
Ja przed przystąpieniem do najnowszej części postanowiłem ogarnąć całą serię jeszcze raz, od nowa(Trochę na darmo, bo do dziś nie wiem jak umarł Józef Paczenko), ale tym razem trochę bardziej skupiłem się na rysunkach Andrzeja Łaski. I znalazłem kilka fajnych smaczków:
W książce "Konan Destylator", w opowiadaniu "Gruba kreska", na stronie 173 możemy dostrzec dość ciekawy obraz:
Dobra książka nie jest zła.
Widzimy na nim wampira atakującego Wędrowycza, Semena i Rafała Frańczaka. Wampir ma twarz bardzo znajomą, choć nie pomnę skąd ją znam... Może ktoś jest bardziej obeznany...



Innym ciekawym rysunkiem jest grafika z czwartej książki pt. "Zagadka Kuby Rozpruwacza". Przechodzimy do strony 85, do opowiadania "Jakub Wędrowycz i siedmiu krasnoludków" i naszym oczom ukazuje się jedna z najpiękniejszych grafik w wykonaniu A. Łaski:
Dobra książka nie jest zła.
Nad tym rysunkiem spędziłem długie, samotne wieczory...
Za każdym razem gdy go widziałem, moja prawa ręka aż drżała... Kładłem ją wtedy na myszce od komputera, a lewa ręka wędrowała prosto na klawiaturę... I wtedy szukałem w Google grafika twarzy podobnych do tej z rysunku wy pieprzeni zboczeńcy!
I znalazłem!
I wiem, na jakiej aktorce z lat komunistycznych jest ona wzorowana, ale wam nie powiem, bo jesteście perwersami i tylko jedno wam w głowie!!!
(Jak ktoś zgadnie, to mu odpowiem na priv...)

Ale, Venons-en aux faits - Czyli jak to mawiali Szoszoni z Ludu Domu Trawy:
"Skończmy pieprzyć o głupotach i przejdźmy do sedna, bo ile można gadać o rzeczach tylko pozornie związanych z podstawowym tematem, jednocześnie cały czas odbiegając od istoty rzeczy i nie zbliżając się do głównego zamysłu".
(Szoszoni mieli skomplikowany język...)



Grafiką, od której zacząłem się interesować tym, "czy Łaski za każdym razem, gdy rysuje jakąś postać, wzoruje się na kimś realnym?"; I jednocześnie tą, która jako pierwsza zmusiła mnie niejako do przejrzenia wszystkich książek od nowa, była ta z opowiadania "Życie wewnętrzne", strona 219, z książki "Faceci w gumofilcach":
Dobra książka nie jest zła.
Na pierwszy rzut oka mamy to, co jest napisane w tekście: Wędrowycz i Semen przelatują na drzwiach, jak na latającym dywanie, nad przechodniami, którzy zwracają na nich uwagę. Semen czuje się zażenowany tym, że wszyscy na nich patrzą i prosi Jakuba, żeby wyłączył telekinezę...
W tym rysunku nie ma nic zdrożnego; Nic obraźliwego; Nic wulgarnego...

Ale ja TO widzę.
I wy pewnie też to widzicie.
Jak nie, to dam wam chwilę.













Jeszcze chwilkę...















Spójrz jeszcze raz...























Tak? Widzisz? Jesteś ze mną? No to lecimy:
Dobra książka nie jest zła.
I te trzy postacie pod drzwiami... Wiem, że znam; Wiem, że wiem..; Ale ni chu-chu nie wiem z kim te twarze skojarzyć, a to nie daje mi spokoju...
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼

Polska myśl techniczna kiedyś się liczyła

6
Pewnie wielu z was zna historię Romana Kluski, właściciela Optimusa,  giganta komputerowego lat 90. A wiedzieliście, że dekadę wcześniej światową rozpoznawalność zyskał jego brat, Andrzej?
W 1986 roku Andrzej Kluska, brygadzista pracujący w Zakładach Naprawczych Taboru Kolejowego w Bydgoszczy (dzisiejsza PESA) stworzył prototyp urządzenia nazwanego Kolejowym Sprzętem Obserwacji, które pozwalało na komunikację między wagonami będącymi w ruchu oraz dyspozytornią, jednocześnie dając dyspozytorni wgląd i kontrolę nad parametrami oraz stanem technicznym wagonów w trakcie ich pracy. W dodatku system potrafił obsłużyć więcej pociągów, niż dysponowało ówcześnie PKP oraz zasięgiem obsługiwało obszar większy niż terytorium Polski. A wszystko w czasach na długo przed pojawieniem się internetu w Polsce. Nie będę się wdawał w technikalia. Niech wam wystarczy to, że wagon wykorzystywał eter radiowy, który w Polsce dysponował najmocniejszym sygnałem w całej Europie.
Polska myśl techniczna kiedyś się liczyła
Testy urządzenia wypadły rewelacyjnie. Władze PZPR od razu chciały wprowadzić go do powszechnego użycia, jednak na drodze stała jedna, dość istotna dla partii przeszkoda - jego wynalazca był członkiem Solidarności. Generał Jaruzelski osobiście wydał polecenie, że dopóki Kluska nie przystąpi do PZPR, urządzenie ma zostać objęte ścisłą tajemnicą i nie ma prawa wypłynąć o nim żadna informacja.
Tymczasem Kluska, świadomy decyzji Jaruzelskiego, wysłał depeszę do znajomego, Jacka MirosłWskiego, będącego pracownikiem biura Rządu Polskiego na uchodźstwie. W depeszy zawarł wszelkie dane techniczne oraz informacje potrzebne, by takie urządzenie stworzyć. W treści depeszy nakazał przekazać to do brytyjskiego państwowego przedsiębiorstwa kolejowego, by wystąpili o patent na to urządzenie podpisane jego nazwiskiem. Niestety, Mirosławski po dwóch tygodniach odpisał mu: "Andrzej, co ty pierdolisz, znowu waliłeś dyktę na upale? Pabloogrdoowe znowu pisze jakieś zmyślone historie. Co za głąb jebany, nudzi się debilowi". Komunistyczny rząd w Polsce wyłapał tę wiadomość w wyrywkowej kontroli urzędu cenzury i skazał Andrzeja Kluskę za zdradę stanu na 25 lat więzienia. W ten sposób umarł Polski system, który mógł zrewolucjonizować klej na długo przed współczesnymi urządzeniami.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.50976586341858