125
Opowieść o kulce śniegu co do pociągu wsiadała w biegu.
W tym roku plan na sylwestra był żeby przenocować w górach w namiocie. Żadne wysokie, ot Beskid znany i lubiany. Tym bardziej że Żydy ze schroniska życzyli sobie 1200za nocleg sylwestrowy. Od osoby.

Na trasę do Szyndzielni wszedłem na ostatnich promieniach słońca. Dosłownie pół godziny później już mrok był.
Opowieść o kulce śniegu co do pociągu wsiadała w biegu.
Na Szyndzielni byłem koło 19. Do północy jeszcze sporo czasu. Odpoczalem godzinę i se zjadłem.
Potem ruszyłem na Klimczok gdzie miałem rozbić namiot.
I tutaj nastąpiło kurna zdziwienie. Liczyłem na to że będzie pusto. W końcu noc, zima, a wyciąg jeździ do 17.30.
Okazało się jednak że są tłumy. Może nie tłumy. Ale grupki od pięciu do czterdziestu !!! osób idących w te samą stronę.
Na Klimczok przy schronisku to był tłum na jakieś 300 osób i ognisko. Naprawdę mega zaskoczenie.
No nic zabrałem dupę w troki i odbiłem na Trzy Kopce. 
Na tej trasie było luźniej ale i tak się ludzie snuli w te i wewte. 
Plan żeby rozbić się przy drodze padł. To jest jakiś park i nocować raczej nie wolno, a w dobie powszechnego donoszenia wolałem uniknąć bycia gwiazda FB i spotkania z leśniczym.
Więc następna godzinę zeszła na tym żeby znaleźć ustronne miejsce. Koniec końców udało się znaleźć dobre , między drzewami gdzis w okolicy rozstajow Klimczok -Kopce.

Dobrze że pogoda była niemal idealna. Lekki śnieg, lekkie wiatr i  -6 stopni.

Z rozbiciem namiotu był kolejny problem. Grunt jest tam bardzo kamienisty.  Miałem dwa śledzie piaskowe (duże) i te po prostu zamontowałem na płasko w ubitym śniegu . Te dwa są najważniejsze bo powoduje że namiot stoi .
Pozostałe , krótkie śledzie odbijałem kamieniem i zmasakrowakem je nieco.
Potem jeszcze trzeba było coś wypić . Kuchenkę odpaliłem bezpośrednio na śniegu. Dzięki temu:
- ledwo grzała 
- kartusz przymarzł do ziemi.
J stem debilem bo :
- wziąłem kartusz z letnią mieszanka
- nie dałem podstawki pod kartusz.

W sumie trzeba było pić  z garnka cały czas stojącego na płomieniu a i tak  było letnie.
Finalnie położyłem się chwilę przed północą. 
Towarzystwo przy ognisku nadal było mocno słyszalne. Kurna w górach to podobno ma się być cicho.

Spałem do rana bez problemów czy marznięcia. Śpiwór ma komfort -8 i nawet całkiem nieźle się sprawdza. Myślę że -10, może nawet -12 nie byłoby problemem. Ale teoretyczny limit -16 wydaje mi się naciągany.

Pobudka jak się już rozwidniło , ale dzień nieprzyjemny.  Wialo i malo słońca.
Na śniadanie kawa i kanapki. A po kawie dwójka.
I tu chciałbym z całego serca podziękować za radę, żeby chusteczki nawilżane schować do śpiwora. 
No i za pomysł z ogrzewaczami wrzuconymi do butów ;)
Rano cały tropik od środka był pokryty lekkim szronem , dlatego namiot został spakowany do reklamówki przed schowaniem do plecaka .
Całe zwijanie i pakowanie zajęło ponad godzinę. 
Potem już tylko droga w dół .
O 12 dotarłem na parking przy rondzie i to był koniec górskiej wyprawy  

Dziś cały dzień duszę namiot w piwnicy. Kupa roboty z takimi wyjazdami.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.072387933731079