Humor
4 m
16
W tym roku plan na sylwestra był żeby przenocować w górach w namiocie. Żadne wysokie, ot Beskid znany i lubiany. Tym bardziej że Żydy ze schroniska życzyli sobie 1200za nocleg sylwestrowy. Od osoby.
Na trasę do Szyndzielni wszedłem na ostatnich promieniach słońca. Dosłownie pół godziny później już mrok był.
Na trasę do Szyndzielni wszedłem na ostatnich promieniach słońca. Dosłownie pół godziny później już mrok był.
Na Szyndzielni byłem koło 19. Do północy jeszcze sporo czasu. Odpoczalem godzinę i se zjadłem.
Potem ruszyłem na Klimczok gdzie miałem rozbić namiot.
I tutaj nastąpiło kurna zdziwienie. Liczyłem na to że będzie pusto. W końcu noc, zima, a wyciąg jeździ do 17.30.
Okazało się jednak że są tłumy. Może nie tłumy. Ale grupki od pięciu do czterdziestu !!! osób idących w te samą stronę.
Na Klimczok przy schronisku to był tłum na jakieś 300 osób i ognisko. Naprawdę mega zaskoczenie.
No nic zabrałem dupę w troki i odbiłem na Trzy Kopce.
Na tej trasie było luźniej ale i tak się ludzie snuli w te i wewte.
Plan żeby rozbić się przy drodze padł. To jest jakiś park i nocować raczej nie wolno, a w dobie powszechnego donoszenia wolałem uniknąć bycia gwiazda FB i spotkania z leśniczym.
Więc następna godzinę zeszła na tym żeby znaleźć ustronne miejsce. Koniec końców udało się znaleźć dobre , między drzewami gdzis w okolicy rozstajow Klimczok -Kopce.
Dobrze że pogoda była niemal idealna. Lekki śnieg, lekkie wiatr i -6 stopni.
Z rozbiciem namiotu był kolejny problem. Grunt jest tam bardzo kamienisty. Miałem dwa śledzie piaskowe (duże) i te po prostu zamontowałem na płasko w ubitym śniegu . Te dwa są najważniejsze bo powoduje że namiot stoi .
Pozostałe , krótkie śledzie odbijałem kamieniem i zmasakrowakem je nieco.
Potem jeszcze trzeba było coś wypić . Kuchenkę odpaliłem bezpośrednio na śniegu. Dzięki temu:
- ledwo grzała
- kartusz przymarzł do ziemi.
J stem debilem bo :
- wziąłem kartusz z letnią mieszanka
- nie dałem podstawki pod kartusz.
W sumie trzeba było pić z garnka cały czas stojącego na płomieniu a i tak było letnie.
Finalnie położyłem się chwilę przed północą.
Towarzystwo przy ognisku nadal było mocno słyszalne. Kurna w górach to podobno ma się być cicho.
Spałem do rana bez problemów czy marznięcia. Śpiwór ma komfort -8 i nawet całkiem nieźle się sprawdza. Myślę że -10, może nawet -12 nie byłoby problemem. Ale teoretyczny limit -16 wydaje mi się naciągany.
Pobudka jak się już rozwidniło , ale dzień nieprzyjemny. Wialo i malo słońca.
Na śniadanie kawa i kanapki. A po kawie dwójka.
I tu chciałbym z całego serca podziękować za radę, żeby chusteczki nawilżane schować do śpiwora.
No i za pomysł z ogrzewaczami wrzuconymi do butów ;)
Rano cały tropik od środka był pokryty lekkim szronem , dlatego namiot został spakowany do reklamówki przed schowaniem do plecaka .
Całe zwijanie i pakowanie zajęło ponad godzinę.
Potem już tylko droga w dół .
O 12 dotarłem na parking przy rondzie i to był koniec górskiej wyprawy
Dziś cały dzień duszę namiot w piwnicy. Kupa roboty z takimi wyjazdami.
Potem ruszyłem na Klimczok gdzie miałem rozbić namiot.
I tutaj nastąpiło kurna zdziwienie. Liczyłem na to że będzie pusto. W końcu noc, zima, a wyciąg jeździ do 17.30.
Okazało się jednak że są tłumy. Może nie tłumy. Ale grupki od pięciu do czterdziestu !!! osób idących w te samą stronę.
Na Klimczok przy schronisku to był tłum na jakieś 300 osób i ognisko. Naprawdę mega zaskoczenie.
No nic zabrałem dupę w troki i odbiłem na Trzy Kopce.
Na tej trasie było luźniej ale i tak się ludzie snuli w te i wewte.
Plan żeby rozbić się przy drodze padł. To jest jakiś park i nocować raczej nie wolno, a w dobie powszechnego donoszenia wolałem uniknąć bycia gwiazda FB i spotkania z leśniczym.
Więc następna godzinę zeszła na tym żeby znaleźć ustronne miejsce. Koniec końców udało się znaleźć dobre , między drzewami gdzis w okolicy rozstajow Klimczok -Kopce.
Dobrze że pogoda była niemal idealna. Lekki śnieg, lekkie wiatr i -6 stopni.
Z rozbiciem namiotu był kolejny problem. Grunt jest tam bardzo kamienisty. Miałem dwa śledzie piaskowe (duże) i te po prostu zamontowałem na płasko w ubitym śniegu . Te dwa są najważniejsze bo powoduje że namiot stoi .
Pozostałe , krótkie śledzie odbijałem kamieniem i zmasakrowakem je nieco.
Potem jeszcze trzeba było coś wypić . Kuchenkę odpaliłem bezpośrednio na śniegu. Dzięki temu:
- ledwo grzała
- kartusz przymarzł do ziemi.
J stem debilem bo :
- wziąłem kartusz z letnią mieszanka
- nie dałem podstawki pod kartusz.
W sumie trzeba było pić z garnka cały czas stojącego na płomieniu a i tak było letnie.
Finalnie położyłem się chwilę przed północą.
Towarzystwo przy ognisku nadal było mocno słyszalne. Kurna w górach to podobno ma się być cicho.
Spałem do rana bez problemów czy marznięcia. Śpiwór ma komfort -8 i nawet całkiem nieźle się sprawdza. Myślę że -10, może nawet -12 nie byłoby problemem. Ale teoretyczny limit -16 wydaje mi się naciągany.
Pobudka jak się już rozwidniło , ale dzień nieprzyjemny. Wialo i malo słońca.
Na śniadanie kawa i kanapki. A po kawie dwójka.
I tu chciałbym z całego serca podziękować za radę, żeby chusteczki nawilżane schować do śpiwora.
No i za pomysł z ogrzewaczami wrzuconymi do butów ;)
Rano cały tropik od środka był pokryty lekkim szronem , dlatego namiot został spakowany do reklamówki przed schowaniem do plecaka .
Całe zwijanie i pakowanie zajęło ponad godzinę.
Potem już tylko droga w dół .
O 12 dotarłem na parking przy rondzie i to był koniec górskiej wyprawy
Dziś cały dzień duszę namiot w piwnicy. Kupa roboty z takimi wyjazdami.