4
Irene Montero, europosłanka lewicowego Podemos:
"Chcę prosić osoby imigranckie i należące do mniejszości etnicznych: nie zostawiajcie nas samych z tyloma faszystami. Oczywiście, że chcemy, żeby głosowali. Zdobyliśmy dla nich papiery, daliśmy im legalizację, a teraz idziemy po obywatelstwo lub zmianę prawa, żeby mogli głosować. Oby teoria wielkiej podmiany populacji (ludobójstwa białych) się ziściła! Obyśmy mogli pozbyć się faszystów i rasistów z tego kraju dzięki imigrantom!"
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
1
„Zbrodnie Juana Díaza de Garayo (Vitoria, 1870–1879) trafiły do kronik kryminalnych. Potem przeszły do romansów i pliegos de cordel, które spopularyzowały legendę ‘El Sacamantecas’. Tak zrodził się potwór równocześnie z gazety i jarmarcznej pieśni.”

- z hiszpańskich opracowań o folklorze i prasie (XIX–XX w.)
Sacamantecas oznacza dosłownie wybieracza tłuszczu (sacar- wyjmować + manteca- tłuszcz). Jest jedną z najbardziej znanych hiszpańskich figur grozy powstałej na styku folkloru i legendy miejskiej. W opowieściach i w prasie kryminalnej to postać, która porywa ludzi, by „wyjąć z nich tłuszcz”. Rzekomo w celu uzyskania materiału do maści leczniczych, kosmetyków czy nawet do smarowania maszyn. 

W starszych wariantach ludowych Sacamantecas jest bezkształtną figurą z zewnątrz. Czasem mężczyzną w długim płaszczu, czasem z workiem, czasem występuje w duecie z czarownicą lub znachorem. Nie ma jednego kanonicznego wyglądu, jego tożsamość jest pusta i pojemna. Można w nią włożyć obcego przechodnia, wędrownego handlarza, nocnego robotnika. Istotą jest funkcja: kradnie ciało, a raczej jego „kapitał” w postaci tłuszczu, krwi, skóry, włosów. Jednym zdaniem wszystko, co w wyobraźni dawnych społeczności mogło stać się składnikiem medykamentów i magicznych preparatów.
Kompendium strachu: „Złodziej i pożeracz ciał”, Sacamantecas, vol. 37
O sile mitu zdecydowała nowoczesność. W drugiej połowie XIX i na początku XX wieku hiszpańska prasa uwielbiała nadawać zbrodniom makabryczne przydomki. Głośne sprawy o morderstwach i porwaniach dostawały etykietę sacamantecas nawet wtedy, gdy sprawcy wcale nie „wycinali tłuszczu”. Nazwa oznaczała po prostu potwora z kręgu krwi i ciała. Zdarzały się jednak przypadki, które podsycały wyobraźnię. Plotki o zbrodniach „na maść”, procesy znachorów i czarownic, a wreszcie skandaliczne doniesienia o rytualnych mordach na dzieciach w północnej i południowej Hiszpanii.
Kompendium strachu: „Złodziej i pożeracz ciał”, Sacamantecas, vol. 37
W warstwie językowej i obyczajowej sacamantecas odsłania dwie ważne prawdy. Po pierwsze, to moralitet o ciele. O jego wartości użytkowej, o lęku, że ktoś zamieni człowieka w surowiec, że nowoczesność zredukuje ciało do części zamiennych i tłuszczu do smaru. Po drugie, to opowieść o granicach wspólnoty. Winny jest zawsze ktoś z zewnątrz: wędrowiec, odmieniec, ubogi, przedstawiciel znienawidzonej grupy. Mit pozwalał napiąć druty ostrzegawcze znane w każdej kulturze: nie oddalaj się, nie ufaj obcym, nie wracaj późno.
Kompendium strachu: „Złodziej i pożeracz ciał”, Sacamantecas, vol. 37
Każdy region ma własne warianty tej opowieści. W Kastylii i La Manchy Sacamantecas splata się z postacią Hombre del Saco, porywacza z workiem i z dziewiętnastowiecznymi lękami przed miejskim marginesem. W Kraju Basków i Asturii prasa ochoczo nakładała etykietę sacamantecas na brutalnych przestępców, łącząc ich z dawnymi strachami o „wyjmowaniu tłuszczu”. W Andaluzji i Murcji krążyły z kolei opowieści o rzekomych zbrodniach na „tłuszcz leczniczy” i „krew na lekarstwo”, splatając ludową medycynę ze zbrodnią. 
Kompendium strachu: „Złodziej i pożeracz ciał”, Sacamantecas, vol. 37
Do dziś formuła „que viene el sacamantecas” żyje w języku potocznym i w pamiętnikarstwie. Wspomnienia ludzi z lat 40. czy 50. często zawierają wariant tej samej sceny. Ostrzegawcze szepty matek, historie o dziecku z sąsiedniej wsi, które poszło z nieznajomym i już nie wróciło, opowieści o maściach z tłuszczu, które rzekomo leczyły suchoty. Wersje współczesne przeniosły stracha do miasta. Sacamantecas jeździ białą furgonetką, ma igły, usypia sprayem. Treść się zmienia, funkcja pozostaje taka sama.
Kompendium strachu: „Złodziej i pożeracz ciał”, Sacamantecas, vol. 37
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
1
„Każdy zmarły niesie światło, którego nie widać. Wyraźnie zaś czuć woń palonej woszczyny.” 

-cytat z Xesúsa Rodríguez Lópeza, znaleziony w Supersticiones de Galicia y preocupaciones vulgares.
Santa Compaña to jedna z najsłynniejszych legend północno-zachodniej Hiszpanii. Nocna procesja dusz wędrująca wiejskimi ścieżkami Galicji, znana również w Asturii jako Güestia, a także w Leónie i Zamorze. W wielu przekazach to zły omen, orszak zatrzymuje się przed domem, w którym wkrótce ktoś umrze. Klasyczne opisy mówią o dwóch szeregach widm okrytych całunami, idących boso, z niewidzialnymi świecami, które zdradza zapach topionej woszczyny [1] i chłodny podmuch. Na czele kroczy postać większa od innych określana mianem Estadea [2] oraz żywy człowiek niosący krzyż i kociołek z wodą święconą. Człowiek ów jest skazany, by co noc prowadzić pochód i nad ranem wracać do łóżka bez pamięci o poprzedniej nocy. Z czasem staje się coraz bledszy i słabszy. Uwolnić się może tylko zrzucając brzemię na kogoś, komu wręczy krzyż, zanim ten zdąży nakreślić na ziemi krąg Salomona. Motyw bywa łączony przez folklorystów z europejską figurą Dzikiego Gonu i funeralnymi huestami Celtów (sluagh, toili). [3]
Kompendium strachu: „Orszak, który nie rzuca cienia”, Santa Compaña, vol. 14
Choć współczesne streszczenia różnią się detalami (białe lub czarne kaptury, dzwoneczek, niesiona trumna), rdzeń opowieści jest zaskakująco stabilny w źródłach od XIX w. Od notatek podróżnika George’a Borrowa i definicji folkorysty Xesúsa Rodríguez Lópeza: „Zebranie dusz czyśćcowych o północy wychodzą procesją; żywy idzie przed nimi z krzyżem i wodą święconą; świec nie widać, ale czuć zapach cery; dyrygent nie może się oglądać”, aż po ujęcia słownikowe i zbiory wierzeń terenowych. Od klasycznych prac Manuela Murguíi i Vicente Risco, przez monografię Elisarda Becoñi Iglesiasa (La Santa Compaña, el Urco y los muertos), po studia Carmela Lisóna Tolosany opisują zarówno sam motyw procesji, jak i jego warianty, zasięg oraz techniki aprotropajiczne (krąg z pieczęcią Salomona, padnięcie twarzą do ziemi, gesty rękami). Prace te sytuują Compañę w szerokim kontekście obrzędowości zaduszkowej i porównują z procesjami dusz w Irlandii, Walii czy Szkocji.
Kompendium strachu: „Orszak, który nie rzuca cienia”, Santa Compaña, vol. 14
Żywotność tradycji nie ogranicza się jedynie do podań. W Galicji motyw bywa rekonstruowany performatywnie przy okazji świąt (Samaín/Noc Zaduszek), a lokalne władze i instytucje kultury odwołują się do niego w programach popularyzujących dziedzictwo regionu. Przykładowo, w Pontevedrze organizowano „procesión das ánimas” (Santa Compaña) w noc 31 października jako część cyklu „A noite dos calacús”. [4]
Przypisy:

[1] Woń palących się świec z prawdziwego wosku (cieplejsza, miodowa) w odróżnieniu od bezwonnej parafiny.

[2] Duch prowadzący nocną procesję zmarłych, opisywana jako wysoka, chuda postać na czele orszaku. Określenie te bywa też używane na określenie pojedynczej zjawy kobiecej.

[3] Określenie procesji istot związanych ze śmiercią w folklorach celtyckich regionów. Slúagh na marbh (zastęp/hostia zmarłych) w szkockim i irlandzkim folklorze to „gospodarze nieodpuszczonych zmarłych”, lecące na wietrze roje dusz, które mogą porywać ludzi lub wykradać dusze konającym. Toili to walijski omen śmierci w postaci „widmowego pogrzebu”, słyszana lub widziana fantomowa procesja żałobna, która zwiastuje prawdziwy pogrzeb danej osoby wkrótce potem.

[4] Procesión das ánimas w galicyjskmi: dosł. „procesja dusz” tradycyjne nocne nabożeństwo/pochód wątku Santa Compaña. A noite dos calacús- „Noc dyniowych lampionów”, galicyjski: święto z lampionami z dyni, lokalny odpowiednik Halloween/Samaín.
Kompendium strachu: „Orszak, który nie rzuca cienia”, Santa Compaña, vol. 14
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.085192918777466