25
(Rozpisałem się bardziej niż chciałem, jak nie masz ochoty czytać, to pomiń z czystym sumieniem...)
I tytuł jest może trochę nad wyrost, bo ja w Boga nie wierzę, ale może zacznijmy od początku:
Za co szanuję J.R.R. Tolkien'a?
Za wiarę.
Za wyobraźnię; Za inteligencję; Za wiedzę; Za przetarcie szlaków; Za wizję; Za ponadczasowość; Za konsekwencję; Za logikę; Za przekaz; Za przedstawienie oddania, przyjaźni i bohaterstwa.
I tytuł jest może trochę nad wyrost, bo ja w Boga nie wierzę, ale może zacznijmy od początku:
Za co szanuję J.R.R. Tolkien'a?
Za wiarę.
Za wyobraźnię; Za inteligencję; Za wiedzę; Za przetarcie szlaków; Za wizję; Za ponadczasowość; Za konsekwencję; Za logikę; Za przekaz; Za przedstawienie oddania, przyjaźni i bohaterstwa.
Za co szanuję T. Pratchett'a?
Za Naukę.
Za podważanie wiedzy; Za błądzenie myślami; Za absurdalny humor; Za zmuszanie do myślenia; Za filozofię; Za nieprzewidywalność.
Za Naukę.
Za podważanie wiedzy; Za błądzenie myślami; Za absurdalny humor; Za zmuszanie do myślenia; Za filozofię; Za nieprzewidywalność.
Za co NIE szanuję Sapkowskiego?
Za wywyższanie się.
Za nieszanowanie czytelnika; Za narzucanie swoich poglądów; Za przerośnięte ego; Za trywialność i pompatyczność.
Za wywyższanie się.
Za nieszanowanie czytelnika; Za narzucanie swoich poglądów; Za przerośnięte ego; Za trywialność i pompatyczność.
W skrócie, bo i ja nie chcę się rozpisywać, ani wy nie chcecie tego czytać:
Tolkien to twórca wybitny, ponadczasowy i niedościgniony. Wzór do naśladowania i majstersztyk swego dzieła. Twórca, który stworzył opowieść, w której można się do dna zagłębić, zapominając o świecie doczesnym, żyjąc jedynie przygodami naszych bohaterów.
Pratchett to godny - wręcz nadzwyczaj - naśladowca nurtu fantastyki, który odwraca do góry nogami to, co wiemy i rozumiemy. I zmusza nas do gdybania i reanalizy naszych wcześniejszych wyobrażeń o świecie, który sobie wyobraziliśmy, poniekąd przeplatając wątki świata realnego z wykreowanym, co skłania czytelnika do myślenia, jak może zachować się każda z postaci, które są nam przedstawione. Bo tych postaci jest od cholery i każda z nich ma swoją motywację.
No i Sapkowski... Ja nie mówię, że "nie" - Bo Wiedźmin jest serią wspaniałą, wręcz wybitną - Ale tylko w swoim ogóle.
W analizie dogłębnej, "Hexer" jest nadzwyczaj powtarzalny, nijaki i miałki... Wcześniej wspomniałem o Pratchett'cie. Pratchett był feministą, a nawet ośmielę się rzec - lewakiem. Był za wyborem "seksualności", był "antyrasistą", itd... Był otwarty na prawie wszystko, i w swoich książkach też starał się wszystko zawrzeć, opisać i usprawiedliwić. I książki Pratchett'a nie były dla dzieci - Pomimo fantastycznej otoczki, posiadały dość sporą dawkę erotyki, inteligentnie owiniętą w dialogi i relację postaci...
A Sapkowski?
Czytając jego książki po raz wtóry, mam wrażenie, że jest to tani erotyk dla niewyżytych nerdów, którzy z kobietą ostatni raz mieli do czynienia, podczas ich własnego porodu; Owinięty w osłonę fantastyki.
Następnie - Tolkien i Pratchett tworzyli własne historie, własne postaci, własne motywy i morały. Sapkowski z wymyśleniem czegoś oryginalnego miał problem, więc łapał się tego co znał i to przerabiał na swoją modłę:
- Trochę poświęcenia (Mała syrenka);
- Ziarno prawdy (Piękna i Bestia);
- Mniejsze zło (Śpiąca Królewna/Śnieżka);
- Kwestia ceny (Kopciuszek~fragment)
- Ostatnie życzenie (Księga tysiąca i jednej nocy).
I na prawdę, za dużo jestem w stanie podziwiać Sapkowskiego, za wiele go podziwiam, ale za wciskanie do gardła czytelnikom, jego jednej i jedynej wizji świata i jego światopoglądu nie mam do niego nawet grosza szacunku.
Przykład? Proszę bardzo, w skrócie:
Terry Pratchett - "Potworny regiment" -
Opowieść o emancypacji kobiet, o dążeniu do równości, do walki, o tym, że kobieta może być takim samym żołnierzem jak mężczyzna. Opowieść o oddaniu, przyjaźni i zaufaniu.
J.R.R. Tolkien - Éowina -
Córka królewskiego rodu, która chce walczyć za swój lud. Szlachetna, oddana, wierna, opiekuńcza, frywolna, niepokorna. W najważniejszej bitwie pokonuje najgorszego z wrogów, który był praktycznie nieśmiertelny.
Tolkien to twórca wybitny, ponadczasowy i niedościgniony. Wzór do naśladowania i majstersztyk swego dzieła. Twórca, który stworzył opowieść, w której można się do dna zagłębić, zapominając o świecie doczesnym, żyjąc jedynie przygodami naszych bohaterów.
Pratchett to godny - wręcz nadzwyczaj - naśladowca nurtu fantastyki, który odwraca do góry nogami to, co wiemy i rozumiemy. I zmusza nas do gdybania i reanalizy naszych wcześniejszych wyobrażeń o świecie, który sobie wyobraziliśmy, poniekąd przeplatając wątki świata realnego z wykreowanym, co skłania czytelnika do myślenia, jak może zachować się każda z postaci, które są nam przedstawione. Bo tych postaci jest od cholery i każda z nich ma swoją motywację.
No i Sapkowski... Ja nie mówię, że "nie" - Bo Wiedźmin jest serią wspaniałą, wręcz wybitną - Ale tylko w swoim ogóle.
W analizie dogłębnej, "Hexer" jest nadzwyczaj powtarzalny, nijaki i miałki... Wcześniej wspomniałem o Pratchett'cie. Pratchett był feministą, a nawet ośmielę się rzec - lewakiem. Był za wyborem "seksualności", był "antyrasistą", itd... Był otwarty na prawie wszystko, i w swoich książkach też starał się wszystko zawrzeć, opisać i usprawiedliwić. I książki Pratchett'a nie były dla dzieci - Pomimo fantastycznej otoczki, posiadały dość sporą dawkę erotyki, inteligentnie owiniętą w dialogi i relację postaci...
A Sapkowski?
Czytając jego książki po raz wtóry, mam wrażenie, że jest to tani erotyk dla niewyżytych nerdów, którzy z kobietą ostatni raz mieli do czynienia, podczas ich własnego porodu; Owinięty w osłonę fantastyki.
Następnie - Tolkien i Pratchett tworzyli własne historie, własne postaci, własne motywy i morały. Sapkowski z wymyśleniem czegoś oryginalnego miał problem, więc łapał się tego co znał i to przerabiał na swoją modłę:
- Trochę poświęcenia (Mała syrenka);
- Ziarno prawdy (Piękna i Bestia);
- Mniejsze zło (Śpiąca Królewna/Śnieżka);
- Kwestia ceny (Kopciuszek~fragment)
- Ostatnie życzenie (Księga tysiąca i jednej nocy).
I na prawdę, za dużo jestem w stanie podziwiać Sapkowskiego, za wiele go podziwiam, ale za wciskanie do gardła czytelnikom, jego jednej i jedynej wizji świata i jego światopoglądu nie mam do niego nawet grosza szacunku.
Przykład? Proszę bardzo, w skrócie:
Terry Pratchett - "Potworny regiment" -
Opowieść o emancypacji kobiet, o dążeniu do równości, do walki, o tym, że kobieta może być takim samym żołnierzem jak mężczyzna. Opowieść o oddaniu, przyjaźni i zaufaniu.
J.R.R. Tolkien - Éowina -
Córka królewskiego rodu, która chce walczyć za swój lud. Szlachetna, oddana, wierna, opiekuńcza, frywolna, niepokorna. W najważniejszej bitwie pokonuje najgorszego z wrogów, który był praktycznie nieśmiertelny.
Sapkowski...
Ciri...
Księżniczka. Rozwydrzona gówniara, która zna tylko siłę i karę("Ostrze przeznaczenia"). Jednocześnie - Niczego jej nie ujmując - Jest współczująca i opiekuńcza("Coś więcej"). Wystraszona dziewczynka, z konkretnymi zaburzeniami osobowości(Jak ktoś się nie zgadza, to zapraszam wypierdalać poczytać książki). Potem zostaje ofiarą gwałtu i żyje w syndromie sztokholmskim, jednocześnie rabując, mordując i wykorzystując każdego, kogo może. Potem przechodzi traumę, bo - UWAGA - jej gwałcicielka i oprawczyni ginie...
Sapkowski w swoich książkach zawarł bardzo prosty przekaz:
Znajdź dziewczynę z dobrego domu, ocal ją przed gwałtem, zgwałć ją i masz miłość do końca życia... Pod warunkiem, że pozwolisz jej na wszystko...
Ale nie do tego zmierzam.
Konsekwencja - To jest to, o czym pamiętali i Tolkien i Pratchett.
Każdy z nich potrafił rozwijać postać, tak, że można było nie tylko wierzyć w ich przemianę, ale też się z nimi utożsamiać.
Tymczasem Sapkowski:
No... Są jakieś tam postaci... No, mają motywację...
Jaskier jako szpieg? Pojebało cię? On się tego brzydzi, to mu uwłacza, przecież to poeta!!!(Wróć za dwie książki...)
Yennefer? Ta okrutna czarodziejka bez współczucia? No co ty gadasz... Przecież walczyła o Sodden i ratowała krasnoludów przed pogromem!!!
Geralt? Tak... Prawo niespodzianki. Albo nie, przeznaczenie nie istnieje. Albo wiesz co? Jednak to prawo niespodzianki. Dobra, jednak zmieniam zdanie, prawo niespodzianki to bzdura...
OK... Zróbmy tak: Geralt był dzieckiem niespodzianką, ale nikt tego nie wiedział, i teraz Ciri jest dzieckiem niespodzianką... Logiczne...
Wiedźmini...
W opowieści "Wiedźmin" grododzierżca Velerad mówi o wiedźminach:
- "Jeszcze dwadzieścia lat temu, kto by pomyślał, że takie profesje będą. Wiedźmini... Wędrowni zabójcy potworów. Pogromcy smoków i utopców..."
Tymczasem, książkę później, dowiadujemy się, że wiedźmini istnieją od ponad 200 lat...
W opowiadaniu "Trochę poświęcenia" dowiadujemy się natomiast, że wiedźmini istnieli od prawie początków, przedzierając ludziom ich miejsce w świecie.
Sapkowski jednocześnie stworzył piękny, płodny świat, a następnie go zabił - Własną pychą i obłudą.
Ciri...
Księżniczka. Rozwydrzona gówniara, która zna tylko siłę i karę("Ostrze przeznaczenia"). Jednocześnie - Niczego jej nie ujmując - Jest współczująca i opiekuńcza("Coś więcej"). Wystraszona dziewczynka, z konkretnymi zaburzeniami osobowości(Jak ktoś się nie zgadza, to zapraszam wypierdalać poczytać książki). Potem zostaje ofiarą gwałtu i żyje w syndromie sztokholmskim, jednocześnie rabując, mordując i wykorzystując każdego, kogo może. Potem przechodzi traumę, bo - UWAGA - jej gwałcicielka i oprawczyni ginie...
Sapkowski w swoich książkach zawarł bardzo prosty przekaz:
Znajdź dziewczynę z dobrego domu, ocal ją przed gwałtem, zgwałć ją i masz miłość do końca życia... Pod warunkiem, że pozwolisz jej na wszystko...
Ale nie do tego zmierzam.
Konsekwencja - To jest to, o czym pamiętali i Tolkien i Pratchett.
Każdy z nich potrafił rozwijać postać, tak, że można było nie tylko wierzyć w ich przemianę, ale też się z nimi utożsamiać.
Tymczasem Sapkowski:
No... Są jakieś tam postaci... No, mają motywację...
Jaskier jako szpieg? Pojebało cię? On się tego brzydzi, to mu uwłacza, przecież to poeta!!!(Wróć za dwie książki...)
Yennefer? Ta okrutna czarodziejka bez współczucia? No co ty gadasz... Przecież walczyła o Sodden i ratowała krasnoludów przed pogromem!!!
Geralt? Tak... Prawo niespodzianki. Albo nie, przeznaczenie nie istnieje. Albo wiesz co? Jednak to prawo niespodzianki. Dobra, jednak zmieniam zdanie, prawo niespodzianki to bzdura...
OK... Zróbmy tak: Geralt był dzieckiem niespodzianką, ale nikt tego nie wiedział, i teraz Ciri jest dzieckiem niespodzianką... Logiczne...
Wiedźmini...
W opowieści "Wiedźmin" grododzierżca Velerad mówi o wiedźminach:
- "Jeszcze dwadzieścia lat temu, kto by pomyślał, że takie profesje będą. Wiedźmini... Wędrowni zabójcy potworów. Pogromcy smoków i utopców..."
Tymczasem, książkę później, dowiadujemy się, że wiedźmini istnieją od ponad 200 lat...
W opowiadaniu "Trochę poświęcenia" dowiadujemy się natomiast, że wiedźmini istnieli od prawie początków, przedzierając ludziom ich miejsce w świecie.
Sapkowski jednocześnie stworzył piękny, płodny świat, a następnie go zabił - Własną pychą i obłudą.
I ja bardzo chciałbym się rozpisać o tym, jak bardzo Sapkowski zawodził mnie za każdym kolejnym razem, gdy czytałem książki, ale nie wydaje mi się to pożądane i konieczne. Zresztą i tak napisałem wiecej niż chciałem i za bardzo to wszystko rozwlekłem...
A właśnie! Byłbym zapomniał, a to przecież najważniejsze! Dzisiaj widziałem na YT skrót z wywiadu z Sapkowskim. I on w tym wywiadzie powiedział coś w stylu: "Ja jestem aktualnie najwybitnieszym żyjącym pisarzem po Pratchett'cie" - No KURWA NIE... Nie jesteś...
A właśnie! Byłbym zapomniał, a to przecież najważniejsze! Dzisiaj widziałem na YT skrót z wywiadu z Sapkowskim. I on w tym wywiadzie powiedział coś w stylu: "Ja jestem aktualnie najwybitnieszym żyjącym pisarzem po Pratchett'cie" - No KURWA NIE... Nie jesteś...