Humor
5 m
101
67
Siema mordy, witajcie w kolejnej dzidce!
Dzisiaj nie jebiemy w dyktatorów, tylko w babcię. Taką miłą, włoską babcię z małego miasteczka, co wyglądała jak typowa sąsiadka, która piecze ciasteczka i robi mydło. Tyle że zamiast oliwy z oliwek… używała ludzkiego tłuszczu.
Poznajcie Leonardę Cianciulli – Saponificatrice di Correggio, czyli Wyrabiaczkę mydła z Correggio. Najsłodszą seryjną morderczynię w historii Włoch.
Dzisiaj nie jebiemy w dyktatorów, tylko w babcię. Taką miłą, włoską babcię z małego miasteczka, co wyglądała jak typowa sąsiadka, która piecze ciasteczka i robi mydło. Tyle że zamiast oliwy z oliwek… używała ludzkiego tłuszczu.
Poznajcie Leonardę Cianciulli – Saponificatrice di Correggio, czyli Wyrabiaczkę mydła z Correggio. Najsłodszą seryjną morderczynię w historii Włoch.
Urodziła się w 1894 roku. Życie jej nie oszczędzało – 17 ciąż, z czego większość skończyła się poronieniem albo śmiercią dziecka. Przeżyło tylko czwórka, a jej ulubieniec – Giuseppe – był dla niej całym światem. Leonarda wierzyła, że jest przeklęta. Chodziła do wróżek, cyganek, wróżbiarzy – wszędzie pytała o przyszłość.
I jedna z nich powiedziała jej proroczo:
„W prawej ręce widzę więzienie, w lewej – szpital dla psycholi.”
No i kurwa… trafiła idealnie.
Kiedy wybuchła II wojna światowa i jej ukochany synek Giuseppe poszedł do armii, Leonarda dostała totalnego pierdolca. Postanowiła, że musi złożyć ludzkie ofiary, żeby Bogu albo diabłu zapłacić za bezpieczeństwo syna. Bo normalna matka wysłałaby paczkę z ciastkami, a ona… no właśnie
Pierwsza ofiara – 1940 rok.
Francesca Soavi – znajoma, samotna kobieta. Leonarda mówi: „Chodź, pomogę Ci znaleźć dobrą pracę w innym mieście”. Zaprasza do domu, częstuje winem z prochami, walnięcie siekierą w łeb – i po sprawie.
Ciało pocięła na kawałki jak befsztyk, wrzuciła do gara, dodała 7 kilo ługu (sody kaustycznej) i mieszała aż zrobiła się gęsta, ciemna breja. Resztki wylała do szamba.
A krew? Zebrała do miski, poczekała aż skrzepnie, wysuszyła w piekarniku, zmieliła na proszek i… upiekła ciastka. Z mąką, cukrem, czekoladą, mlekiem i jajkami. I te ciastka rozdawała sąsiadkom. „Proszę, moje specjalne kruche ciasteczka!”
Giuseppe też jadł. Synuś jadł ciastka z cioci Franceski.
Druga ofiara – Virginia Cacioppo.
Była śpiewaczka, elegancka babka. Leonarda znowu ta sama bajka: „Mam dla Ciebie super robotę”. Siekiera, gar, ług. Tylko tym razem mówiła później w zeznaniach: „Jej mięso było tłuste i białe… zrobiłam z niego najładniejsze, kremowe mydło.”
Do tego mydła dorzuciła jeszcze perfumy Virginii, mówiąc: „Bo Virginia lubiła ładnie pachnieć...
Sąsiadki później mówiły, że mydło Leonardy było wyjątkowo miękkie i pięknie pachniało. No kurwa, no
Trzecia – Amalia Carletti.
To samo menu: wino + siekiera + garnek + ciastka.
Leonarda była już w swoim żywiole. Miała w domu cały mały zakład produkcyjny ludzkiego mydła i ciastek.
W końcu ktoś się zaniepokoił. Siostra jednej z ofiar zgłosiła zaginięcie. Policja przyszła do Leonardy, a ona… spokojnie wszystko opowiedziała. Bez stresu, z detalami. Pokazywała garnek, siekierę, opowiadała jak mieszała. W sądzie poprawiała prokuratora, jak coś źle powiedział. Zero skruchy. Siedziała jak gwiazda i opowiadała o swoich przepisach.
Dostała 30 lat więzienia + 3 lata w psychiatryku. Dokładnie tak, jak mówiła wróżka.
Umarła w 1970 w zakładzie karnym w Pozzuoli na wylew. Napisała nawet grubąksiążkę wspomnień – ponad 700 stron „Confessioni di un’anima amareggiata” (Spowiedzi zgorzkniałej duszy).
Do dziś we włoskich muzeach kryminalistyki można zobaczyć narzędzia i… receptury.
Najlepsze jebnięcie na koniec:
Wyobraźcie sobie sytuację: przychodzisz do babci Leonardy na kawę. Siadasz, ona stawia talerzyk z ciasteczkami i mówi „Jedz, kochanie, jedz, specjalnie dla Was upiekłam”. A Ty gryziesz i mówisz: „Ooo, babciu, jakie pyszne, co dodałaś do tych?”
A babcia uśmiecha się słodko: „Tłuszczu dodałam, synku… dużo dobrego tłuszczu.”
To jest właśnie Leonarda Cianciulli – włoska matka roku 1940. Zamiast chronić syna modlitwą, wolała przerobić trzy sąsiadki na mydło i ciastka.
Najgorsze? Sąsiadki naprawdę chwaliły te ciastka.
No i to by było na tyle w tej dzidce.
Jeśli chcecie więcej takich babć-psycholatek, seryjnych morderców albo zapomnianych skurwysynów – walcie w komentarze. Następnym razem rozjebiemy kogoś jeszcze bardziej popierdolonego.
Daj plusa, bo jak nie, to Leonarda zaprosi Cię na herbatkę i ciasteczka.
Trzymajcie się i do następnej dzidki!
I jedna z nich powiedziała jej proroczo:
„W prawej ręce widzę więzienie, w lewej – szpital dla psycholi.”
No i kurwa… trafiła idealnie.
Kiedy wybuchła II wojna światowa i jej ukochany synek Giuseppe poszedł do armii, Leonarda dostała totalnego pierdolca. Postanowiła, że musi złożyć ludzkie ofiary, żeby Bogu albo diabłu zapłacić za bezpieczeństwo syna. Bo normalna matka wysłałaby paczkę z ciastkami, a ona… no właśnie
Pierwsza ofiara – 1940 rok.
Francesca Soavi – znajoma, samotna kobieta. Leonarda mówi: „Chodź, pomogę Ci znaleźć dobrą pracę w innym mieście”. Zaprasza do domu, częstuje winem z prochami, walnięcie siekierą w łeb – i po sprawie.
Ciało pocięła na kawałki jak befsztyk, wrzuciła do gara, dodała 7 kilo ługu (sody kaustycznej) i mieszała aż zrobiła się gęsta, ciemna breja. Resztki wylała do szamba.
A krew? Zebrała do miski, poczekała aż skrzepnie, wysuszyła w piekarniku, zmieliła na proszek i… upiekła ciastka. Z mąką, cukrem, czekoladą, mlekiem i jajkami. I te ciastka rozdawała sąsiadkom. „Proszę, moje specjalne kruche ciasteczka!”
Giuseppe też jadł. Synuś jadł ciastka z cioci Franceski.
Druga ofiara – Virginia Cacioppo.
Była śpiewaczka, elegancka babka. Leonarda znowu ta sama bajka: „Mam dla Ciebie super robotę”. Siekiera, gar, ług. Tylko tym razem mówiła później w zeznaniach: „Jej mięso było tłuste i białe… zrobiłam z niego najładniejsze, kremowe mydło.”
Do tego mydła dorzuciła jeszcze perfumy Virginii, mówiąc: „Bo Virginia lubiła ładnie pachnieć...
Sąsiadki później mówiły, że mydło Leonardy było wyjątkowo miękkie i pięknie pachniało. No kurwa, no
Trzecia – Amalia Carletti.
To samo menu: wino + siekiera + garnek + ciastka.
Leonarda była już w swoim żywiole. Miała w domu cały mały zakład produkcyjny ludzkiego mydła i ciastek.
W końcu ktoś się zaniepokoił. Siostra jednej z ofiar zgłosiła zaginięcie. Policja przyszła do Leonardy, a ona… spokojnie wszystko opowiedziała. Bez stresu, z detalami. Pokazywała garnek, siekierę, opowiadała jak mieszała. W sądzie poprawiała prokuratora, jak coś źle powiedział. Zero skruchy. Siedziała jak gwiazda i opowiadała o swoich przepisach.
Dostała 30 lat więzienia + 3 lata w psychiatryku. Dokładnie tak, jak mówiła wróżka.
Umarła w 1970 w zakładzie karnym w Pozzuoli na wylew. Napisała nawet grubąksiążkę wspomnień – ponad 700 stron „Confessioni di un’anima amareggiata” (Spowiedzi zgorzkniałej duszy).
Do dziś we włoskich muzeach kryminalistyki można zobaczyć narzędzia i… receptury.
Najlepsze jebnięcie na koniec:
Wyobraźcie sobie sytuację: przychodzisz do babci Leonardy na kawę. Siadasz, ona stawia talerzyk z ciasteczkami i mówi „Jedz, kochanie, jedz, specjalnie dla Was upiekłam”. A Ty gryziesz i mówisz: „Ooo, babciu, jakie pyszne, co dodałaś do tych?”
A babcia uśmiecha się słodko: „Tłuszczu dodałam, synku… dużo dobrego tłuszczu.”
To jest właśnie Leonarda Cianciulli – włoska matka roku 1940. Zamiast chronić syna modlitwą, wolała przerobić trzy sąsiadki na mydło i ciastka.
Najgorsze? Sąsiadki naprawdę chwaliły te ciastka.
No i to by było na tyle w tej dzidce.
Jeśli chcecie więcej takich babć-psycholatek, seryjnych morderców albo zapomnianych skurwysynów – walcie w komentarze. Następnym razem rozjebiemy kogoś jeszcze bardziej popierdolonego.
Daj plusa, bo jak nie, to Leonarda zaprosi Cię na herbatkę i ciasteczka.
Trzymajcie się i do następnej dzidki!