Wiedza
8 m
27
W samym sercu Wielkiego Rowu Afrykańskiego, zaledwie kilka kilometrów od granicy z Kenią, spoczywa akwen, który zdaje się rzucać wyzwanie wszelkim prawom natury. Jezioro Natron, zawdzięczające swą nazwę minerałom z uporem osadzającym się na jego brzegach, to ekosystem tak skrajny, że przetrwanie w nim choćby kilku minut graniczy z cudem dla większości znanych nam form życia. To odizolowane miejsce, od dziesięcioleci budzące równie głęboki podziw naukowców, co pierwotną grozę podróżników. Powierzchnia jeziora tętni własnym, nieprzewidywalnym rytmem – jego tafla zmienia się dramatycznie w zależności od sezonu, przy czym jezioro mierzy maksymalnie około 57 kilometrów długości i 22 kilometry szerokości. Co zaskakujące, ta rozległa płaszczyzna kryje pod sobą zaledwie płytką warstwę wody – jej maksymalna głębokość nie przekracza 3 metrów, a zazwyczaj oscyluje w granicach zaledwie 50 centymetrów.
Jezioro uwięzione jest w Rowie Gregory'ego, stanowiącym wschodnią gałąź potężnego Wielkiego Rowu Afrykańskiego, na wysokości około 600 metrów nad poziomem morza. Otacza je sucha, wypalona słońcem sawanna, gdzie rzadkie opady, nieprzekraczające 800 milimetrów rocznie, pojawiają się niemal wyłącznie między grudniem a majem. Gdy nadchodzi pora sucha, a temperatura powietrza nieubłaganie przekracza 40°C, woda paruje w zastraszającym tempie, obnażając bezlitosny charakter tego miejsca. Jezioro zasilane jest głównie przez rzekę Ewaso Ng'iro, płynącą z głębi Kenii, oraz przez liczne gorące źródła bogate w minerały. Prawdziwym kreatorem tej śmiercionośnej, a zarazem hipnotyzującej przestrzeni jest wulkan Ol Doinyo Lengai, wznoszący się majestatycznie około 16 kilometrów na południe od jeziora. Dla zamieszkujących te ziemie Masajów jest to święta „Góra Boga", w której kraterze rezyduje najwyższy stwórca, Ngai. Z geologicznego punktu widzenia jest to absolutny ewenement w skali globu – jedyny na świecie czynny wulkan erupcji karbonatytowej. W przeciwieństwie do klasycznych wulkanów, które wyrzucają z siebie krzemiany, Ol Doinyo Lengai pluje lawą bogatą w niezwykle rzadkie węglany sodu i potasu. Ta niezwykła lawa wypływa w stosunkowo niskiej temperaturze, wynoszącej od około 510 do 590°C, przez co w świetle dnia przypomina raczej płynny, czarny muł lub olej, a swój złowieszczy, czerwony blask ujawnia dopiero pod osłoną nocy. Jest też nieprawdopodobnie płynna, potrafiąc mknąć zboczami z prędkością przewyższającą biegnącego człowieka. Zastygając, szybko ulega wietrzeniu, a deszcze nieuchronnie spłukują niestabilne minerały w dół, prosto do kotliny jeziora. Dodatkowo liczne gorące źródła niestrudzenie wtłaczają z głębi ziemi bogate w minerały wody, zamieniając płytki akwen w gigantyczny, naturalny reaktor chemiczny.
Woda w jeziorze to prawdziwie morderczy koktajl. Jej wskaźnik pH waha się od 9,5 do 10,5, a w skrajnych przypadkach sięga nawet 12 – dla porównania zwykła woda pitna jest neutralna o pH około 7, zaś jeziorna ciecz swą żrącą mocą zbliża się do amoniaku. Nasączona jest monstrualnymi stężeniami węglanu sodu, czyli natronu, oraz soli, co czyni ją wielokrotnie bardziej słoną od wód oceanicznych. Słońce nagrzewa tę płytką kałużę do temperatur rzędu 40°C, a w niektórych miejscach woda wręcz parzy, osiągając nawet 60°C. Taka mieszanka staje się śmiertelną pułapką, zwłaszcza dla przelatujących ptaków i nietoperzy. Przyczyna ich masowej zguby leży w potężnej iluzji optycznej. W bezwietrzne dni idealnie gładka tafla jeziora zmienia się w lustro, w którym z niezwykłą precyzją odbija się afrykańskie niebo. Rozpędzone w locie zwierzęta nie są w stanie dostrzec granicy między horyzontem a wodą, przez co z ogromnym impetem uderzają o taflę, doznając szoku lub tracąc przytomność. Te, które przetrwają samo zderzenie, niemal natychmiast giną w żrącym, gorącym roztworze, który błyskawicznie wypala im skórę i oczy. Do tragedii mogą dokładać się również inne czynniki: wyczerpanie po długim locie migracyjnym, dezorientacja systemów echolokacji u nietoperzy, czy wreszcie toksyczne opary unoszące się nad gorącymi źródłami. Kiedy zwierzę umiera w tych wodach, rozpoczyna się fascynujący proces znany jako kalcyfikacja. Wysokie stężenie natronu sprawia, że minerały z wody penetrują tkanki, zastępując materię organiczną twardymi, nieorganicznymi związkami. To dokładnie ten sam mechanizm, który przed tysiącleciami wykorzystywali starożytni Egipcjanie podczas trwającego 70 dni procesu mumifikacji ciał faraonów – natron wyciągał z tkanek wilgoć, hamował rozwój bakterii i konserwował ciało. W suchym i gorącym afrykańskim klimacie zwierzęta wysychają i mineralizują się, zmieniając w makabryczne rzeźby o każdym zachowanym detalu.
Świat dowiedział się o Natronie w dużej mierze dzięki brytyjskiemu fotografowi Nickowi Brandtowi. Jego artystyczna dusza od dawna była mocno zakorzeniona w dzikiej naturze Afryki Wschodniej – to on wyreżyserował teledysk do utworu „Earth Song" Michaela Jacksona, kręcony w Tanzanii w 1995 roku. W latach 2010 i 2012, podczas pracy nad ostatnią częścią swojej fotograficznej trylogii, Brandt natrafił na makabryczne znalezisko. Skamieniałe truchła ptaków i nietoperzy wyrzucone na suchy brzeg robiły tak porażające wrażenie, że artysta nie mógł przejść obok nich obojętnie. Przez kolejne dni on, jego przewodnik oraz lokalni Masajowie przeczesywali linię brzegową, niczym uczestnicy mrocznego polowania na skarby.
Tu jednak kryje się jeden z największych sekretów tych fotografii: zdjęcia, które błyskawicznie obiegły świat i zszokowały opinię publiczną, nie ukazywały zwierząt w pozach, w jakich zginęły. Odrzucając internetowe mity krzyczące, że jezioro rzekomo „w mgnieniu oka zamienia ptaki w kamień w trakcie lotu", trzeba wiedzieć, że wyrzucone przez fale szczątki leżały zupełnie płasko na spękanej ziemi. Brandt podjął niezwykle śmiałą decyzję artystyczną. Z ogromnym pietyzmem reanimował te stworzenia na potrzeby kadru – opierał je o martwe gałęzie, umieszczał na kamieniach, próbując przywrócić im godność i ulotne piękno życia. Sam mówił o tym wprost: brał te ptaki z brzegu i układał je w „żywych" pozach, dając im drugie, wieczne istnienie. Co istotne, jak podkreślał sam fotograf, skamieniałe ciała były twarde jak skała i absolutnie niemożliwe do zginania – nie był w stanie przestawić skrzydła ani odwrócić głowy, więc układał je dokładnie w takim kształcie, w jakim je znalazł.
Tu jednak kryje się jeden z największych sekretów tych fotografii: zdjęcia, które błyskawicznie obiegły świat i zszokowały opinię publiczną, nie ukazywały zwierząt w pozach, w jakich zginęły. Odrzucając internetowe mity krzyczące, że jezioro rzekomo „w mgnieniu oka zamienia ptaki w kamień w trakcie lotu", trzeba wiedzieć, że wyrzucone przez fale szczątki leżały zupełnie płasko na spękanej ziemi. Brandt podjął niezwykle śmiałą decyzję artystyczną. Z ogromnym pietyzmem reanimował te stworzenia na potrzeby kadru – opierał je o martwe gałęzie, umieszczał na kamieniach, próbując przywrócić im godność i ulotne piękno życia. Sam mówił o tym wprost: brał te ptaki z brzegu i układał je w „żywych" pozach, dając im drugie, wieczne istnienie. Co istotne, jak podkreślał sam fotograf, skamieniałe ciała były twarde jak skała i absolutnie niemożliwe do zginania – nie był w stanie przestawić skrzydła ani odwrócić głowy, więc układał je dokładnie w takim kształcie, w jakim je znalazł.
Seria tych wstrząsających portretów początkowo nosiła miano „Zwapnione" (Calcified), lecz artysta, dążąc do precyzji przekazu, zmienił tytuł na „Skamieniałe" (Petrified). Opublikowano je w przełomowej książce „Across the Ravaged Land" wydanej w 2013 roku przez Abrams Books. Wśród nich znalazł się absolutnie ikoniczny kadr orła rybołowa. Ptak ten został uwieczniony z majestatycznie rozpostartymi skrzydłami, w pozie przypominającej suszenie piór – i co najbardziej niesamowite, w tym jednym konkretnym przypadku to właśnie w takiej pozycji został przez artystę pierwotnie odnaleziony.
Mimo tej otoczki śmierci, Jezioro Natron to przede wszystkim niezwykła, tętniąca życiem kołyska. Ten piekielny ekosystem jest najważniejszym lęgowiskiem flamingów małych na naszej planecie. Zdumiewające statystyki mówią, że aż 75% światowej populacji tego gatunku wykluło się właśnie w tym piekle na ziemi. Rokrocznie, gdy pozwala na to poziom wód, do 2,5 miliona ptaków przylatuje tu, by stworzyć najwspanialszy różowy spektakl przyrody.
Ptaki te to istne arcydzieła adaptacji. Ich długie nogi pokryte są grubą, woskowatą łuską, która niczym najlepszy skafander chemiczny chroni je przed żrącą wodą. Posiadają też wybitnie wyspecjalizowany dziób – perfekcyjny system filtracyjny zdolny wyłapywać cząsteczki o wielkości zaledwie od 40 do 100 mikrometrów. Wkładając go do wody do góry nogami, ich język niczym potężny tłok przepompowuje zasadową ciecz, odcedzając jedyne pożywienie zdolne przetrwać w tych warunkach: mikroskopijne sinice i cyjanobakterie. To właśnie one, bogate w ochronne karotenoidy, barwią upierzenie ptaków na wspaniały różowy kolor. Zresztą te same ekstremofilne mikroorganizmy, posiadające własne mechanizmy ochrony przed zabójczym promieniowaniem UV, odpowiadają za spektakularną, widoczną nawet z kosmosu, krwistoczerwoną barwę wód jeziora. Flamingi mistrzowsko wykorzystują pułapki jeziora na swoją korzyść. Kiedy podczas pory suchej woda opada, na środku akwenu wynurzają się kruche wyspy uformowane z osadów solnych i natronu. To tam ptaki budują z błota kopce na gniazda. Śmiercionośna woda tworzy dookoła nich fosę nie do pokonania – żaden szakal, hiena czy drapieżny kot nie odważy się wejść do wrzącego, chemicznego bulionu, by zagrozić pisklętom.
Mimo tej otoczki śmierci, Jezioro Natron to przede wszystkim niezwykła, tętniąca życiem kołyska. Ten piekielny ekosystem jest najważniejszym lęgowiskiem flamingów małych na naszej planecie. Zdumiewające statystyki mówią, że aż 75% światowej populacji tego gatunku wykluło się właśnie w tym piekle na ziemi. Rokrocznie, gdy pozwala na to poziom wód, do 2,5 miliona ptaków przylatuje tu, by stworzyć najwspanialszy różowy spektakl przyrody.
Ptaki te to istne arcydzieła adaptacji. Ich długie nogi pokryte są grubą, woskowatą łuską, która niczym najlepszy skafander chemiczny chroni je przed żrącą wodą. Posiadają też wybitnie wyspecjalizowany dziób – perfekcyjny system filtracyjny zdolny wyłapywać cząsteczki o wielkości zaledwie od 40 do 100 mikrometrów. Wkładając go do wody do góry nogami, ich język niczym potężny tłok przepompowuje zasadową ciecz, odcedzając jedyne pożywienie zdolne przetrwać w tych warunkach: mikroskopijne sinice i cyjanobakterie. To właśnie one, bogate w ochronne karotenoidy, barwią upierzenie ptaków na wspaniały różowy kolor. Zresztą te same ekstremofilne mikroorganizmy, posiadające własne mechanizmy ochrony przed zabójczym promieniowaniem UV, odpowiadają za spektakularną, widoczną nawet z kosmosu, krwistoczerwoną barwę wód jeziora. Flamingi mistrzowsko wykorzystują pułapki jeziora na swoją korzyść. Kiedy podczas pory suchej woda opada, na środku akwenu wynurzają się kruche wyspy uformowane z osadów solnych i natronu. To tam ptaki budują z błota kopce na gniazda. Śmiercionośna woda tworzy dookoła nich fosę nie do pokonania – żaden szakal, hiena czy drapieżny kot nie odważy się wejść do wrzącego, chemicznego bulionu, by zagrozić pisklętom.
Ten mistyczny, surowy krajobraz bywa jednak równie kruchy co solna skorupa pokrywająca jego brzegi. W 2006 roku pojawił się niezwykle groźny projekt budowy potężnej fabryki sodowej, którą planowała firma Tata Chemicals. Miała ona wypompowywać z jeziora i przetwarzać ogromne ilości węglanu sodu rocznie dla przemysłu. Na szczęście ostra międzynarodowa kampania oraz twarde analizy wykazujące ekonomiczną nieopłacalność budowy tak ogromnej infrastruktury na całkowitym pustkowiu powstrzymały te plany. Choć jezioro figuruje na prestiżowej liście obszarów chronionych konwencji Ramsar, dziś jego największym przeciwnikiem są globalne zmiany klimatyczne, które mogą zaburzyć delikatny cykl opadów i całkowicie wysuszyć to jedyne w swoim rodzaju schronienie dla ptaków. Dla turystów przeprawa do Natronu to podróż przypominająca ekspedycję na inną planetę – bezlitosne słońce, całkowity brak asfaltowych dróg, duszący zapach siarki i krusząca się pod butami sól sprawiają, że to wyprawa wyłącznie dla ostrożnych i zdeterminowanych podróżników, najlepiej pod opieką lokalnych Masajów. Dla świata nauki to z kolei gigantyczne, otwarte laboratorium. Astrobiolodzy badają zamieszkujące jezioro ekstremofile, widząc w nich odbicie form życia, jakie mogą kryć się w alkalicznych oceanach księżyców Jowisza i Saturna, a biochemicy poszukują tu enzymów zdolnych zrewolucjonizować zielony przemysł chemiczny.
Źródła:
https://earthobservatory.nasa.gov/images/5465/lake-natron-tanzania
https://blog.photoeye.com/2014/07/nick-brandt-behind-photo-petrified-fish.html
http://nickbrandtphotography.blogspot.com/2014/06/4-calcified-fish-eagle-lake-natron-2012_15.html
https://therobertabondarfoundation.org/initiatives/space-for-birds/species/lesser-flamingo/lake-of-salt-and-soda-birthplace-of-the-lesser-flamingo/
https://ukarimu-tz.blogspot.com/2013/11/lake-natron-world-most-important.html
https://www.fba.org.uk/articles/a-fascination-with-lesser-flamingos
https://www.business-humanrights.org/en/latest-news/tanzania-govt-revives-controversial-lake-natron-soda-ash-project-despite-significant-opposition-from-environmental-activists-who-raised-concerns-about-the-potential-environmental-impacts/
https://www.thecitizen.co.tz/tanzania/news/national/government-rules-out-soda-ash-mining-at-lake-natron-5161034
https://www.mdpi.com/2076-2615/10/8/1251/pdf
https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC11782381/
https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC5610251/
https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC7755198/
https://www.biodiversitylibrary.org/content/part/EANHS/XXII_N0.5_97__159_1955_Brown.pdf
https://www.jambointernationaltour.com/lake-natrons/
https://earthobservatory.nasa.gov/images/5465/lake-natron-tanzania
https://blog.photoeye.com/2014/07/nick-brandt-behind-photo-petrified-fish.html
http://nickbrandtphotography.blogspot.com/2014/06/4-calcified-fish-eagle-lake-natron-2012_15.html
https://therobertabondarfoundation.org/initiatives/space-for-birds/species/lesser-flamingo/lake-of-salt-and-soda-birthplace-of-the-lesser-flamingo/
https://ukarimu-tz.blogspot.com/2013/11/lake-natron-world-most-important.html
https://www.fba.org.uk/articles/a-fascination-with-lesser-flamingos
https://www.business-humanrights.org/en/latest-news/tanzania-govt-revives-controversial-lake-natron-soda-ash-project-despite-significant-opposition-from-environmental-activists-who-raised-concerns-about-the-potential-environmental-impacts/
https://www.thecitizen.co.tz/tanzania/news/national/government-rules-out-soda-ash-mining-at-lake-natron-5161034
https://www.mdpi.com/2076-2615/10/8/1251/pdf
https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC11782381/
https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC5610251/
https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC7755198/
https://www.biodiversitylibrary.org/content/part/EANHS/XXII_N0.5_97__159_1955_Brown.pdf
https://www.jambointernationaltour.com/lake-natrons/