Fajne to bo podłączasz silnik bezpośrednio do sieci i działa. No ale ma jedną wadę - częstotliwość jest stała (u nas 50Hz), więc silnik się kręci ze stałą prędkością. A w pralce to by chciał żeby fajno było raz wolniej, raz szybciej, a może nawet i kierunek obrotów zmienić.
"To zróbmy taki skomplikowany silnik co to ma pierdyliard różnych podłączeń, różne uzwojenia, ilość biegunów i będzie cacy." No fakt można, ale to skomplikowanie się produkuje, no i tylko kilka zadanych prędkości, a nie pełna regulacja. Poniżej przykład silnika z radzieckiej pralki, co to się kręcił lewo/prawo z prędkością 2800 lub 300 obrotów na minutę.
No do wentylatora na biurku takie coś wystarczy, ale my chcemy egelancko, płynnie sterować, np. żeby winda nie ruszała z szarpnięciem, tylko delikatnie się rozpędzała. Chcemy płynnie zmieniać częstotliwość prądu zasilającego silnik.
"No ale skoro da się taką elektronikę produkować za grosze, to może by ją tak podrasować żeby większe napięcia i prądy dźwigała i jakoś teges zmieniać częstotliwość co idzie do silnika?". Gratulacje wymyliłeś falownik. A technicznie mówiąc: przemiennik częstotliwości.
"No to jak się te całe herce zamienia?".
Żeby móc zmienić częstotliwość prądu to musimy najpierw sobie ten prąd przygotować, a konkretnie wyprostować, czyli zrobić z napięcia zmiennego napięcie stałe. 4 diody, kondensator (dla stabilizacji) i gotowe.
"A dlaczego nie prawdziwy sinus tylko jakieś impulsowanie?"
Odpowiedź jest prosta: $$$. Haj-si-wo. Znacznie taniej i łatwiej jest zrobić układ na kilku tranzystorach mocy niż tworzyć zaawansowany i drogi układ cyfrowo-analogowy (już pomijając takie kwestie jak sprawność takiego sprzętu). A skoro działa i nie widać różnicy to po co sobie życie utrudniać?
"To co można jeszcze takim impulsowaniem wyczarować?"
Ano całkiem sporo, bo można nie tylko silnik spowolnić poniżej częstotliwości z sieci, ale też przyśpieszyć ponad. Można sterować wektorowo, można hamować silnik prądem stałym, można zatrzymać silnik w miejscu z pełnym momentem obrotowym... co tylko fantazja podpowie. Ale to obszerny temat na inny artykuł.
Czy falowniki to same zalety? Oczywiście nie.
Niestety sam fakt impulsowania falownika powoduje jedną z jego największych wad - zakłócenia elektromagnetyczne. Falowniki "sieją". Kable trzeba dawać ekranowane, czasem stosować filtry na wyjściu, optymalizować parametry. A zakłócenia potrafią też pojawiać się nie tylko na wyjścia ale też przenikać do sieci zasilającej.
Innym niekorzystym zjawiskiem są "piki" napięcia przy załączaniu i wyłączaniu impulsów. Potrafią osiągać napięcie wyższe nawet o kilkadziesiąt % niż bazowe napięcie stałe.
Jeśli nie stosuje się filtra na wyjściu i silnik nie ma odpowiedniej izolacji uzwojeń to w końcu robi "pffffffffff" i.... dziękuję przebicie, silnik "spalony".
Niemniej zalety stosowania falowników przewyższają wady co sprawia że są stosowane niemalże wszędzie - pralki, lodówki, windy, samochody elektryczne, dźwigi, wentylatory, taśmociągi...