1
„Clap for the Wolfman to piosenka, którą niektórzy mogą pamiętać z lat siedemdziesiątych. Była swego rodzaju muzycznym hołdem dla słynnego, brodatego prezentera radiowego znanego jako Wolfman Jack. Tymczasem mieszkańcy wiejskich okolic Elkhorn mają dziś do czynienia z zupełnie innym człowiekiem-wilkiem, stworzeniem, które ich zdaniem przypomina prawdziwego wilkołaka i z pewnością nie zajmuje się puszczaniem płyt.

Plotki krążyły po miasteczku od mniej więcej dwóch lat, zanim po raz pierwszy o nich usłyszałam. Opowiadano o wilkopodobnym stworzeniu widywanym w pobliżu Bray Road, które miało biegać na dwóch nogach, porywać kurczaki, pożerać zwierzęta potrącone przez samochody i śmiertelnie przerażać miejscowych. Niektórzy z nich, czasem dosłownie, ratowali się ucieczką.”


- fragment z artykułu Tracking down ‘The Beast of Bray Road’, aut. Linda Godfrey.
Bestia z Bray Road, zwana również „wilkołakiem z Wisconsin”, jest bohaterką jednej z najbardziej znanych amerykańskich legend miejskich o istocie przypominającej wilkołaka. Centrum tej opowieści stanowi Bray Road, wiejska droga położona w pobliżu miasteczka Elkhorn, w hrabstwie Walworth. Stan Wisconsin w żaden sposób nie kojarzy się z gotycką scenerią, jakiej można byłoby oczekiwać po opowieściach o wilkołakach. Rozległe pola kukurydzy, farmy i oddalone od siebie o wiele kilometrów gospodarstwa tworzą typowy krajobraz amerykańskiej prowincji. Te zwyczajne okoliczności czynią legendę tak niepokojącą. Potwór nie wyłania się ze starego zamku, czy cmentarza a z miejsc, które za dnia wyglądają całkiem zwyczajnie.
Kompendium strachu: „Bestia z kukurydzianych pól”, Beast of Bray Road, vol. 82
W przeciwieństwie do wilkołaków znanych z dawnych europejskich podań Bestia z Bray Road nie jest związana z klątwą, pełnią księżyca ani przemianą człowieka w wilka. To istota, której legenda narodziła się z lokalnych plotek, relacji kierowców, urzędowych notatek, artykułu prasowego oraz późniejszej pracy dziennikarki Lindy S. Godfrey. Sama Godfrey pisała, że pierwsze osoby, które publicznie opowiedziały o swoich spotkaniach ze stworzeniem, widziały je na Bray Road lub w jej pobliżu. Z tego powodu nazwała je „The Beast of Bray Road”.
Najbardziej klasyczne opisy przedstawiają stworzenie przypominające wilka, lecz nie do końca zwierzęce. Świadkowie wspominali o istocie pokrytej brązową lub szarą sierścią, mającej długi pysk, spiczaste uszy, świecące oczy i potężne pazury. Relacje dotyczące sposobu jej poruszania się były niejednoznaczne. Według niektórych świadków biegała na czterech łapach, według innych chodziła na dwóch nogach. W pierwszym artykule Godfrey z 1991 roku świadek występująca pod imieniem „Barbara” opisywała postać klęczącą przy drodze i pożerającą padlinę. Jej łokcie miały być uniesione, a pazury skierowane na zewnątrz. Kobieta wspominała również o brunatnoszarej sierści, kłach, spiczastych uszach oraz rozmiarach zbliżonych do przeciętnego człowieka.
Kompendium strachu: „Bestia z kukurydzianych pól”, Beast of Bray Road, vol. 82
Autorką drugiej ważnej relacji przytoczonej w pierwotnym artykule była uczennica liceum, której nadano pseudonim „Pat”. Dziewczyna twierdziła, że w mglisty wieczór Halloween potrąciła samochodem nieznane stworzenie. Gdy wysiadła, aby sprawdzić, co się stało, zobaczyła dużą, owłosioną istotę biegnącą w jej kierunku. Według jej relacji stworzenie poruszało się w sposób przypominający bieg na dwóch nogach, ciężko uderzało o ziemię, a następnie chwyciło samochód i pazurami zarysowało tył pojazdu. Dziewczyna nie chciała nazywać go wilkołakiem, określiła je jednak jako „freak of nature” (pol. wybryk natury).
Kompendium strachu: „Bestia z kukurydzianych pól”, Beast of Bray Road, vol. 82
W pierwotnym materiale opublikowanym w „The Week” w dniu 29 grudnia 1991 roku legenda nie występowała jeszcze w postaci w pełni ukształtowanego mitu. Godfrey pisała, że pogłoski krążyły po mieście od około dwóch lat. W okolicach Bray Road opowiadano o wilkopodobnym stworzeniu, które biegało na dwóch nogach, kradło kurczaki, pożerało zwierzęta potrącone przez samochody i straszyło mieszkańców. W tym samym tekście pojawia się również istotny szczegół. Miejscowy humane officer (pol. inspektor ochrony zwierząt) Jon Fredrickson, miał przechowywać w swoich aktach teczkę zatytułowaną „Werewolf”. Zawierała ona notatki dotyczące sześciu lub siedmiu obserwacji, w tym doniesienia o odnalezionych śladach, stworzeniu ze spiczastymi uszami oraz włochatej istocie ścigającej jelenia na dwóch nogach.
Kompendium strachu: „Bestia z kukurydzianych pól”, Beast of Bray Road, vol. 82
Początki legendy o Bestii bywają przesuwane aż do 1936 roku i wiązane z historią Marka Shacklemana, nocnego stróża w St. Coletta School niedaleko Jefferson. Według opublikowanego później opracowania „Milwaukee Magazine” Shackleman miał zobaczyć nocą potężną, wilczą postać kopiącą w starym kopcu. Stworzenie miało następnie stanąć na dwóch nogach, odsłonić kły i wydać dźwięk przypominający coś pomiędzy ludzką mową a warczeniem. Wątek ten ma charakter legendarny i został powiązany z Bestią dopiero z perspektywy czasu. Dobrze jednak pokazuje, w jaki sposób współczesna historia z Elkhorn połączyła się ze znacznie starszym motywem.
Kompendium strachu: „Bestia z kukurydzianych pól”, Beast of Bray Road, vol. 82
Pochodzenie stworzenia pozostaje niewyjaśnione. W rzetelnym ujęciu popularnonaukowym należy jednak wyraźnie rozdzielić dwie warstwy tej historii: legendę oraz możliwe, naturalne wyjaśnienia relacjonowanych zdarzeń. Już w pierwszym artykule Fredrickson sugerował, że tajemnicza bestia mogła być kojotem albo wilkiem. Zauważał również, że wilk lub kojot podczas skoku może sprawiać wrażenie, jakby przez chwilę stał albo poruszał się na dwóch nogach. Wisconsin Department of Natural Resources podaje, że zgłaszane przez mieszkańców obserwacje wilków, także poza obszarami uznawanymi za stale przez nie zamieszkane pomagają biologom identyfikować nowe rejony ich występowania. Monitoring dużych drapieżników opiera się między innymi na analizie tropów, bezpośrednich obserwacjach oraz zgłoszeniach dotyczących konfliktów między zwierzętami a ludźmi.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
2
„Sprawdzanie straszliwego przesądu w miasteczku Exeter. Ciała zmarłych krewnych wyjęto z grobów. Wszyscy zmarli na suchoty, a wierzono, że w ciałach można będzie znaleźć żywą tkankę i krew. Czy zmarli żywili się ciałami żyjących?”

- Artykuł pod tytułem „Exhumed the Bodies” w The Providence Journal, 19 marca 1892 r.; relacja z ekshumacji Mercy Leny Brown i jej krewnych w Exeter.
Mercy Lena Brown, znana dziś najczęściej jako Mercy Brown, była dziewiętnastoletnią dziewczyną z Exeter w stanie Rhode Island. Jej śmierć w 1892 roku stała się jednym z najsłynniejszych przypadków amerykańskiej paniki wampirycznej. W rodzinie i lokalnej społeczności nie funkcjonowała jednak przede wszystkim jako Mercy. Rhode Island Historical Society podkreśla, że bliscy nazywali ją Leną. To ważny szczegół, ponieważ Mercy Brown jest już imieniem legendy, podczas gdy „Lena Brown” była realną córką farmera, ofiarą gruźlicy i pośmiertnego rytuału, który miał ocalić jej brata.
Kompendium strachu: „Ostatnia wampirzyca Nowej Anglii”, Mercy Lena Brown , vol. 77
W XIX wieku gruźlica była jedną z najgroźniejszych chorób Nowej Anglii. Smithsonian opisuje ją jako schorzenie wyniszczające ciało przez gorączkę, krwawy kaszel i widoczne chudnięcie. Michael Bell zwracał uwagę, że jej objawy wyglądały tak, jakby coś wysysało z chorego życie i krew. W rodzinie Brownów choroba uderzała kolejno. Najpierw zmarła matka Leny, Mary Eliza Brown, 8 grudnia 1883 roku. Potem, w 1884 roku, odeszła starsza siostra, Mary Olive. Po kilku latach zachorował brat Edwin, a następnie sama Lena, która zmarła 17 stycznia 1892 roku. Lokalne przekazy podkreślały, że Edwin po powrocie z kuracji klimatycznej w Colorado Springs ponownie słabł, a społeczność zaczęła szukać przyczyny nie w bakterii, lecz w martwych kobietach z rodziny Brownów.
Kompendium strachu: „Ostatnia wampirzyca Nowej Anglii”, Mercy Lena Brown , vol. 77
Do przełomowego rytuału doszło 17 marca 1892 roku. Sąsiedzi i członkowie społeczności przekonali George’a Browna, ojca Leny, aby pozwolił zbadać ciała zmarłych kobiet z rodziny. W ekshumacji uczestniczył lekarz oraz korespondent Providence Journal, doktor George Brown. Według relacji, nie był obecny przy samym otwarciu grobów. Ciała Mary Elizy i Mary Olive były już niemal szkieletami, ale ciało Leny, zmarłej zimą zaledwie kilka tygodni wcześniej, okazało się znacznie lepiej zachowane. Dla lekarza nie było w tym nic nadnaturalnego. Zgon nastąpił w styczniu, ziemia była zimna, a ciało nie zdążyło rozłożyć się tak jak szczątki kobiet zmarłych wiele lat wcześniej. Dla ludzi z Exeter istotne było jednak coś innego. W sercu i wątrobie Leny znaleziono krew lub skrzepy. W logice folkloru mogło oznaczać to, że zmarła nadal „żyje” w grobie i wysysa siły Edwina. Jak podaje Smithsonian, serce i wątrobę usunięto, spalono na pobliskiej skale, a popiół podano Edwinowi jako rodzaj makabrycznego lekarstwa.
Kompendium strachu: „Ostatnia wampirzyca Nowej Anglii”, Mercy Lena Brown , vol. 77
Rytuał nie zadziałał. Edwin Brown zmarł 2 maja 1892 roku, niespełna dwa miesiące po spaleniu organów siostry. Rhode Island Historical Society odnotowuje, że historia Brownów nie zakończyła się nawet na nim. Gruźlica dalej zabierała kolejne dzieci George’a Browna, aż przeżyła tylko jedna córka, Hattie May Brown. Warto też oddzielić legendę od faktów. Popularne opowieści lubią przedstawiać Exeter jako wspólnotę ludzi ślepo wierzących w potwory. Jednak historycy i folkloryści coraz częściej widzą w tym rytuale nie tylko zabobon, lecz również akt desperacji. Tim Cranston, piszący dla Online Review of Rhode Island History, podkreśla, że George Brown nie był prostym fanatykiem, ale ojcem, który stracił żonę i dzieci. Potem patrzył, jak umiera syn. W takiej sytuacji pozwolił na czyn, który nie miał podstaw naukowych, ale wyrastał z miłości, presji sąsiadów i bezradności wobec choroby.
Kompendium strachu: „Ostatnia wampirzyca Nowej Anglii”, Mercy Lena Brown , vol. 77
Wątek Mercy Brown bywa łączony także z literaturą grozy. Rhode Island Historical Society wspomina, że jej historia została unieśmiertelniona w opowiadaniu H.P. Lovecrafta- The Shunned House, a Smithsonian podaje, że w papierach Brama Stokera znalazł się wycinek z New York World z 1896 roku dotyczący nowoangielskich wampirów. Wpływ tej sprawy na Draculę pozostaje jednak dyskusyjny. Część badaczy uważa, że było za mało czasu, by prasowe relacje realnie ukształtowały rękopis powieści.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
2
„Miejscowe opowieści i krótkie filmy utrzymują, że w pobliżu mostu mieszka Pope Lick Monster, stwór będący pół człowiekiem, pół kozą, i wiele osób twierdzi, że go widziało.”

- cytat ze strony The Park Lands (Train Trestle).
Pope Lick Monster, zwany również Goat Manem, należy do kręgu ponurych miejskich legend stanu Kentucky. To istota pół-ludzka, pół-kozia lub pół-owcza, związana z kolejową estakadą nad Pope Lick Creek  we wschodniej części Louisville. Nie jest pradawnym demonem z indiańskich legend ani klasycznym duchem. Bliżej mu do nowoczesnego folkloru: zakładów, nocnych wypraw, torów kolejowych i lokalnego strachu. Oficjalna strona parku The Parklands opisuje tę okolicę jako miejsce, w którym od dawna krążą opowieści o półczłowieku-półkoźle mieszkającym przy estakadzie. Sama konstrukcja wciąż należy do aktywnej, prywatnej linii kolejowej.
Kompendium strachu: „Potwór, który prowadzi pod pociąg”, Pope Lick Monster, vol. 75
Wygląd potwora zmienia się w zależności od przekazu. Najczęściej przedstawia się go jako istotę o zdeformowanym ludzkim tułowiu, koźlich lub owczych nogach, kopytach, sierści, rogach, bladej twarzy, szeroko rozstawionych oczach, haczykowatym nosie i długich, tłustych włosach opadających na czoło. W jednych wersjach jest demonicznym kozłoczłowiekiem, w innych człowiekiem-owcą, a w jeszcze innych przybiera postać bezgłowego mieszańca. Projekt folklorystyczny poświęcony Pope Lick Monsterowi, opublikowany na stronie Ohio State University, zwraca uwagę, że właśnie ta zmienność, koza, owca, hybryda, czasem postać bez głowy, jest jedną z cech żywej tradycji regionu.
Kompendium strachu: „Potwór, który prowadzi pod pociąg”, Pope Lick Monster, vol. 75
Równie ważne jak sam potwór jest jego terytorium. Pope Lick Monster nawiedza wysoką kolejową estakadę, która sama w sobie działa jak narzędzie grozy. The Parklands podaje, że konstrukcja ma około 90 stóp wysokości i 772 stopy długości, a na jej szczycie nie ma bezpiecznego miejsca, w którym można byłoby schronić się przed nadjeżdżającym pociągiem. W klasycznej wersji opowieści najgroźniejszą bronią potwora jest zwabianie ofiar. Mówi się, że hipnotyzuje ludzi, naśladuje znane im głosy albo wydaje dźwięk o syreniej, nienaturalnie przyciągającej jakości. W efekcie człowiek wchodzi na tory i pozostaje tam aż do nadejścia pociągu. W innych wersjach istota spada z konstrukcji na przejeżdżające samochody, wyskakuje spod estakady albo morduje ofiary zardzewiałą, zakrwawioną siekierą.
Kompendium strachu: „Potwór, który prowadzi pod pociąg”, Pope Lick Monster, vol. 75
Najpopularniejsze warianty pochodzenia potwora są typowe dla amerykańskich legend miejskich. Nie tworzą jednej kanonicznej mitologii, lecz kilka sprzecznych opowieści, które wzajemnie się wzmacniają. Według jednej wersji Pope Lick Monster był zdeformowanym człowiekiem lub cyrkowym dziwolągiem, który uciekł po katastrofie pociągu cyrkowego. Według innej był farmerem splamionym zoofilią, ofiarą klątwy albo człowiekiem, który w zamian za mroczną moc składał w ofierze kozy. The Parklands odnotowuje również mniej demoniczne warianty legendy. W nich potwór miał być chemikiem poparzonym w eksplozji, odludkiem albo dziwnym pustelnikiem żyjącym w starej chacie.
Kompendium strachu: „Potwór, który prowadzi pod pociąg”, Pope Lick Monster, vol. 75
Pope Lick Monster jest znakomitym przykładem zjawiska określanego jako legend-tripping. Chodzi o wyprawy do miejsc związanych z legendą, podejmowane po to, by sprawdzić, czy historia jest prawdziwa, przestraszyć znajomych albo udowodnić własną odwagę. W tym przypadku folklor nie kończy się na opowieści przy ognisku. Wymusza działanie, prowadzi ludzi do konkretnego miejsca i każe im wejść w scenariusz legendy. Projekt Ohio State University podkreśla, że z czasem samo chodzenie na estakadę stało się ważniejsze niż spójna treść mitu o potworze.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0
„W piątek 27 lutego 1970 roku nagłówek na pierwszej stronie Hampstead and Highgate Express pytał: czy po Highgate chodzi wampir? Od tej chwili nie było już odwrotu.”

-Seán Manchester, The Highgate Vampire, British Occult Society, 1985
Highgate Cemetery jest jednym z najbardziej znanych cmentarzy Londynu i należy do tzw. Magnificent Seven, czyli siedmiu wielkich nekropolii założonych na obrzeżach miasta w XIX wieku. Część zachodnia została otwarta i poświęcona w 1839 roku, natomiast część wschodnia powstała po drugiej stronie Swain’s Lane jako jego rozszerzenie i została otwarta w 1860 roku. Od początku było to nie tylko miejsce pochówku, lecz także przestrzeń spacerów, podziwiania widoków i architektury sepulkralnej. Do najbardziej charakterystycznych części cmentarza należą Egyptian Avenue i Circle of Lebanon. W latach powojennych nekropolia zaczęła jednak podupadać. Popadła w coraz większe zaniedbanie, zarosła i była niszczona przez wandali. Stopniowo nabierała wyglądu miejsca, w którym miejska wyobraźnia chętnie lokuje zjawiska nadprzyrodzone.
Kompendium strachu: „Narodziny miejskiej legendy”, Wampir z Highgate Cemetery, vol. 63
Krajobraz nekropolii okazał się kluczowy dla legendy o wampirze z Highgate. Nie chodziło przy tym o pojedynczą zjawę, lecz o całą serię opowieści, które na przełomie lat 60. i 70. zaczęły narastać wokół cmentarza niczym kolejna warstwa mroku. Najwcześniejszy szerzej znany impuls wyszedł od Davida Farranta, który opisał w lokalnej prasie swoje spotkanie z „szarą postacią”, widzianą pod koniec 1969 roku w pobliżu cmentarza. Później pojawiły się kolejne relacje. Mówiono o wysokiej sylwetce, dziwnych zjawach przy bramach, głosach i dzwonach. Z punktu widzenia miejskiej wyobraźni był to idealny moment narodzin legendy. Zaniedbane miejsce, seria niejasnych świadectw i lokalna gazeta, która zaczęła je zbierać i wzmacniać
Kompendium strachu: „Narodziny miejskiej legendy”, Wampir z Highgate Cemetery, vol. 63
Punktem przełomowym okazał się rok 1970. Wtedy w sprawę zaangażowali się dwaj ludzie, którzy zrobili dla tej legendy więcej niż jakikolwiek „wampir”: David Farrant i Sean Manchester. Farrant utrzymywał, że widział coś nadprzyrodzonego, choć niekoniecznie klasycznego wampira. Manchester poszedł znacznie dalej i publicznie ogłosił, że Highgate nawiedza prawdziwy wampir, a nawet „król wampirów”, związany z czarną magią i sprowadzony do Anglii z Europy Wschodniej. Ta różnica okazała się kluczowa, bo to od niej zaczęła się wieloletnia rywalizacja dwóch samozwańczych tropicieli zjawisk nadprzyrodzonych. Spór między nimi nie osłabił legendy, lecz ją napędził. Każdy nowy wywiad, każda deklaracja i każda wzajemna złośliwość wzmacniały wrażenie, że w Highgate rzeczywiście dzieje się coś wyjątkowego.
Kompendium strachu: „Narodziny miejskiej legendy”, Wampir z Highgate Cemetery, vol. 63
W tym samym czasie do legendy dołączyły wątki satanistyczne i nekromantyczne. Część relacji mówiła o zbezczeszczonych grobach, martwych lisach, czarnej magii i rytuałach odprawianych między nagrobkami. Manchester rozwijał teorię, według której obecność wampira była skutkiem działań współczesnych satanistów albo przywołania starszego zła związanego z samym miejscem. Było to bardzo charakterystyczne dla przełomu lat 60. i 70., kiedy kultura popularna, prasa i nowa fala zainteresowania okultyzmem zaczęły mieszać dawne formy grozy z nowoczesną paniką moralną. Wampir z Highgate stał się produktem konkretnego momentu kulturowego, w którym cmentarz, telewizja, lokalna prasa i język mówiący o „satanistach” wspólnie stworzyły nowy rodzaj miejskiego mitu.
Kompendium strachu: „Narodziny miejskiej legendy”, Wampir z Highgate Cemetery, vol. 63
Wampir z Highgate nie jest klasycznym folklorystycznym wampirem, lecz potworem epoki mediów. Narodził się z realnego miejsca, z zaniedbanego cmentarza o wyjątkowo sugestywnej architekturze, a także z kilku niejasnych świadectw oraz z rywalizacji ludzi, którzy chcieli nadać tym świadectwom własny sens. W legendzie był wysoką, ciemną lub szarą postacią krążącą po nekropolii. W popkulturze stał się czymś większym. Symbolem Londynu, który nawet w XX wieku potrafił wytworzyć własny mit grozy. W tym kontekście Highgate pozostaje miejscem szczególnie nośnym dla wszelkiego rodzaju legend. Nie dlatego, że rzeczywiście udowodniono obecność upiora, lecz dlatego, że cmentarz, prasa i wyobraźnia wspólnie stworzyły historię.
Kompendium strachu: „Narodziny miejskiej legendy”, Wampir z Highgate Cemetery, vol. 63
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
9
„W tej opowieści najstraszniejsze jest to, że nie trzeba zobaczyć potwora, żeby w niego uwierzyć. Wystarczy pętla wśród drzew, noc, która nie kończy się rano, i głos w głowie, który mówi, że masz być posłuszny. A kiedy w końcu ucichnie, nie umiesz już rozpoznać, czy to ulga, czy wyrok.”

- o psychologicznym wymiarze legendy Wiedźmy z Blair.
Legenda Wiedźmy z Blair nie wiąże się wyłącznie z postacią czarownicy. To raczej mroczna opowieść o chorobie, która toczy konkretne miejsce. Jest splotem leśnych ścieżek, znaków i dawnych oskarżeń, wracających jak echo wśród drzew. W pewnym momencie człowiek przestaje rozumieć, czy idzie naprzód, czy wciąż krąży po tej samej pętli. Jej obecność bywa opisywana jako coś, co nie musi się w pełni ukazać, bo potrafi działać z ukrycia. Czyha w półmroku między pniami: pojawia się sylwetka kobiety w długim, ciemnym kapturze, nieodgadniona, jakby pozbawiona twarzy. Potem zostaje już tylko to, co robi z ludźmi. Głos w głowie, obłęd, nagła potrzeba posłuszeństwa i poczucie, że las słucha.
Kompendium strachu: „Ślady w patykach”, Wiedźma z Blair- współczesna legenda, vol. 55
W legendzie, od której wszystko ma się zaczynać, kluczowe jest imię Elly Kedward, kobiety oskarżonej o uprawianie czarów. Mówiono, że wabiła dzieci do swojej chaty, gdzie upuszczała im krew. Została skazana na wygnanie podczas srogiej zimy. Przywiązano ją do drzewa i pozostawiono na śmierć z wychłodzenia. A potem następuje moment, który zawsze cementuje prawdziwą klątwę. Wkrótce znikają oskarżyciele i część dzieci z osady, jakby las odebrał zapłatę za ludzką niegodziwość.
Kompendium strachu: „Ślady w patykach”, Wiedźma z Blair- współczesna legenda, vol. 55
Opowieść była dalej karmiona drukiem. Istniał rzekomy stary tom pod tytułem The Blair Witch Cult, wydany na początku XIX wieku i uznawany przez wielu za literacką fantazję. Opisywał przeklęte miasteczko i jego wyklętą czarownicę, jakby ktoś próbował zamknąć szeptane historie w okładce i w ten sposób uczynić je trwalszymi od ludzkiej pamięci. Sama wzmianka o książce działa tu jak pieczęć autentyczności: skoro zapisano, to „musiało być coś na rzeczy”.
Kompendium strachu: „Ślady w patykach”, Wiedźma z Blair- współczesna legenda, vol. 55
Jednym z najbardziej ponurych epizodów jest sprawa Tappy East Creek. Świadkowie mieli zeznawać, że widzieli bladą, kobiecą dłoń, która wynurzyła się z wody i wciągnęła pod powierzchnię dziesięcioletnią Eileen Treacle. Potem przez tygodnie w strumieniu pojawiały się tłuste, splecione wiązki patyków, czyniąc wodę niezdatną do picia, jakby rzeka została zatruta. To szczególny rodzaj grozy. Nie ma tu bestii z kłami i pazurami, jest tylko gest oraz dowód, że natura potrafi stać się narzędziem.
Kompendium strachu: „Ślady w patykach”, Wiedźma z Blair- współczesna legenda, vol. 55
Jeśli ktoś szuka fizycznych konsekwencji klątwy, wątek Coffin Rock bywa przywoływany jako przykład najbardziej bezpośredniej przemocy. To miejsce rzekomego morderstwa rytualnego z 1886 roku. Pięciu mężczyzn, którzy szukali zaginionej Robin Weaver, odnaleziono związanych ze sobą za ręce i nogi, wypatroszonych, w stanie daleko posuniętego rozkładu, z dziwnymi nacięciami wyżłobionymi w twarzach i dłoniach. W tej legendzie Coffin Rock jest jak ołtarz w lesie, a ciało człowieka staje się makabryczną wiadomością, której nikt nie chce umieć odczytać.
Kompendium strachu: „Ślady w patykach”, Wiedźma z Blair- współczesna legenda, vol. 55
W XX wieku klątwa na chwilę przybiera ludzką twarz, ale tylko na moment, bo historia Rustina Parra opowiadana jest tak, jakby był narzędziem, nie sprawcą. Samotnik ma najpierw widywać w lesie postać kobiety w kapturze, potem słyszeć w głowie głos starej kobiety mówiącej dziwnymi językami, aż w końcu rozkazy zaczynają dotyczyć porwań i zabijania dzieci. Morduje siedmioro dzieci. Jednego chłopca oszczędza, każąc mu stać w kącie, jakby sam rytuał wymagał świadka odwróconego twarzą do ściany. Po wszystkim idzie do miasteczka i powtarza: „I’m finally finished”. Jak człowiek, którego wypuszczono z uwięzi, ale który nie pamięta już, kim był, zanim ją nałożono.
Kompendium strachu: „Ślady w patykach”, Wiedźma z Blair- współczesna legenda, vol. 55
To, co czyni Wiedźmę z Blair szczególnie interesującą , to fakt, że jej legenda została skonstruowana tak, by imitować prawdziwy folklor. Wielowarstwowe „źródła”, dokumenty i relacje, pozorne materiały archiwalne oraz mockumenty emitowane w telewizji. Do tego kampania, która udawała realną sprawę zaginięcia. W praktyce powstała nowoczesna opowieść o duchu, rozchodząca się jak przekaz ustny.Pytanie pozostaje tylko jedno: czyż nie w każdej opowieści kiełkuje ziarenko prawdy?
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
1
„Zbrodnie Juana Díaza de Garayo (Vitoria, 1870–1879) trafiły do kronik kryminalnych. Potem przeszły do romansów i pliegos de cordel, które spopularyzowały legendę ‘El Sacamantecas’. Tak zrodził się potwór równocześnie z gazety i jarmarcznej pieśni.”

- z hiszpańskich opracowań o folklorze i prasie (XIX–XX w.)
Sacamantecas oznacza dosłownie wybieracza tłuszczu (sacar- wyjmować + manteca- tłuszcz). Jest jedną z najbardziej znanych hiszpańskich figur grozy powstałej na styku folkloru i legendy miejskiej. W opowieściach i w prasie kryminalnej to postać, która porywa ludzi, by „wyjąć z nich tłuszcz”. Rzekomo w celu uzyskania materiału do maści leczniczych, kosmetyków czy nawet do smarowania maszyn. 

W starszych wariantach ludowych Sacamantecas jest bezkształtną figurą z zewnątrz. Czasem mężczyzną w długim płaszczu, czasem z workiem, czasem występuje w duecie z czarownicą lub znachorem. Nie ma jednego kanonicznego wyglądu, jego tożsamość jest pusta i pojemna. Można w nią włożyć obcego przechodnia, wędrownego handlarza, nocnego robotnika. Istotą jest funkcja: kradnie ciało, a raczej jego „kapitał” w postaci tłuszczu, krwi, skóry, włosów. Jednym zdaniem wszystko, co w wyobraźni dawnych społeczności mogło stać się składnikiem medykamentów i magicznych preparatów.
Kompendium strachu: „Złodziej i pożeracz ciał”, Sacamantecas, vol. 37
O sile mitu zdecydowała nowoczesność. W drugiej połowie XIX i na początku XX wieku hiszpańska prasa uwielbiała nadawać zbrodniom makabryczne przydomki. Głośne sprawy o morderstwach i porwaniach dostawały etykietę sacamantecas nawet wtedy, gdy sprawcy wcale nie „wycinali tłuszczu”. Nazwa oznaczała po prostu potwora z kręgu krwi i ciała. Zdarzały się jednak przypadki, które podsycały wyobraźnię. Plotki o zbrodniach „na maść”, procesy znachorów i czarownic, a wreszcie skandaliczne doniesienia o rytualnych mordach na dzieciach w północnej i południowej Hiszpanii.
Kompendium strachu: „Złodziej i pożeracz ciał”, Sacamantecas, vol. 37
W warstwie językowej i obyczajowej sacamantecas odsłania dwie ważne prawdy. Po pierwsze, to moralitet o ciele. O jego wartości użytkowej, o lęku, że ktoś zamieni człowieka w surowiec, że nowoczesność zredukuje ciało do części zamiennych i tłuszczu do smaru. Po drugie, to opowieść o granicach wspólnoty. Winny jest zawsze ktoś z zewnątrz: wędrowiec, odmieniec, ubogi, przedstawiciel znienawidzonej grupy. Mit pozwalał napiąć druty ostrzegawcze znane w każdej kulturze: nie oddalaj się, nie ufaj obcym, nie wracaj późno.
Kompendium strachu: „Złodziej i pożeracz ciał”, Sacamantecas, vol. 37
Każdy region ma własne warianty tej opowieści. W Kastylii i La Manchy Sacamantecas splata się z postacią Hombre del Saco, porywacza z workiem i z dziewiętnastowiecznymi lękami przed miejskim marginesem. W Kraju Basków i Asturii prasa ochoczo nakładała etykietę sacamantecas na brutalnych przestępców, łącząc ich z dawnymi strachami o „wyjmowaniu tłuszczu”. W Andaluzji i Murcji krążyły z kolei opowieści o rzekomych zbrodniach na „tłuszcz leczniczy” i „krew na lekarstwo”, splatając ludową medycynę ze zbrodnią. 
Kompendium strachu: „Złodziej i pożeracz ciał”, Sacamantecas, vol. 37
Do dziś formuła „que viene el sacamantecas” żyje w języku potocznym i w pamiętnikarstwie. Wspomnienia ludzi z lat 40. czy 50. często zawierają wariant tej samej sceny. Ostrzegawcze szepty matek, historie o dziecku z sąsiedniej wsi, które poszło z nieznajomym i już nie wróciło, opowieści o maściach z tłuszczu, które rzekomo leczyły suchoty. Wersje współczesne przeniosły stracha do miasta. Sacamantecas jeździ białą furgonetką, ma igły, usypia sprayem. Treść się zmienia, funkcja pozostaje taka sama.
Kompendium strachu: „Złodziej i pożeracz ciał”, Sacamantecas, vol. 37
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
4
„The reports, mainly from children, have varied… They seem to be reaching near-mythic proportions, tumbling out from different parts of the city like clowns falling out of a Volkswagen.”

- fragment artykułu z Chicago Tribune, wydanie z października 1991 roku
Wczesną jesienią 1991 roku po szkołach Chicago i przedmieściach, zaczęła krążyć pogłoska o klaunie w białej furgonetce. Miał kusić dzieci cukierkami i pieniędzmi, by wciągnąć je do środka. W wielu relacjach powtarzało się, że klaun nazywał się Homey, jest to nawiązanie do popularnej wtedy postaci Homey D. Clown (Damon Wayans) z programu In Living Color. Doniesienia były chaotyczne i niespójne (różne kolory vana, różne dzielnice), ale było ich tyle, że policja zaczęła traktować je poważnie, o czym pisał Chicago Tribune. Mimo to nie zatrzymano żadnego sprawcy i nie potwierdzono uprowadzeń. Legendę w skrócie oddaje komentarz prasowy z tamtych dni: „zgłoszenia, głównie od dzieci, wydają się przybierać niemal mityczne rozmiary, tocząc się po mieście jak klauni wysypujący się z volkswagena”.
Kompendium strachu: „Widzieli klauna- miejska legenda ”, Homey the Clown, vol. 30
Folkloryści odczytują Homey’ego jako lokalny wariant wcześniejszego zjawiska phantom clowns (paniki widmowych klaunów). Była to fala pogłosek o klaunach pod szkołami i placami zabaw, znanej już od 1981 r. z Bostonu i okolic. W 1991 r. motyw przylgnął do Chicago i dostał nową etykietkę z telewizji (nazwa Homey), dzięki czemu brzmiał „prawdziwiej” dla dzieci i rodziców. Badacze (m.in. Benjamin Radford) i publicyści śledzący to zjawisko podkreślają, że takie plotki rozchodzą się szkolnym łańcuchem, wzmacniane przez ostrzeżenia dorosłych i media, ale rzadko mają pokrycie w policyjnych dossier. Jan Harold Brunvand już na początku lat 90. przewidywał, że Homey przeskoczy do innych społeczności co szybko miało się ziścić.
Kompendium strachu: „Widzieli klauna- miejska legenda ”, Homey the Clown, vol. 30
W pamięci mieszkańców aglomeracji utkwiły szkolne listy do rodziców, patrole pod placówkami, historie o białej (albo niebieskiej lub czerwonej) furgonetce. Czasem z dopiskiem, że miała napis „Ha-ha” na boku oraz opowieści dzieci, które „uciekły Homey’emu”, a nawet „uderzyły klauna w nos”. Z perspektywy lat widać, że to materiał idealny dla miejskiej legendy. Postać rozpoznawalna z telewizji, lęki o bezpieczeństwo dzieci, świeże jeszcze skojarzenia z Gacy’m [1]. Do tego brak jednoznacznych dowodów, mieszanina, z której łatwo rodzi się lokalna panika moralna. Media i kompendia miejskich legend do dziś klasyfikują Homey the Clown jako najbardziej znaną legendę Illinois z lat 90 XX wieku. 
Kompendium strachu: „Widzieli klauna- miejska legenda ”, Homey the Clown, vol. 30
Wnioski folklorystyczne wskazują, że Homey to podręcznikowy przykład, jak szkielet opowieści (klaun w furgonetce polujący na dzieci) dopasowuje się do epoki i miejsca. Chicago 1991 roku dostało łatkę z In Living Color, policyjne notki i szkolne ostrzeżenia dodały mu wagi. Brak sprawcy utrwalił go jako legendę, nie sprawę kryminalną. W kolejnych dekadach motyw odżywał przy nowszych panikach klaunów (najbatdziej znana z 2016 roku), ale rdzeń opowieści pozostał ten sam.
Kompendium strachu: „Widzieli klauna- miejska legenda ”, Homey the Clown, vol. 30
[1] John Wayne Gacy (1942–1994)- amerykański seryjny morderca, polsko-duńskiego pochodzenia, zwany „Klaunem Zabójcą”. Występował charytatywnie jako Pogo/Patches the Clown, co silnie wpłynęło na popkulturowy lęk przed „złym klaunem”. Udowodniono mu zabójstwo co najmniej 33 chłopców i młodych mężczyzn w latach 1972-1978 w okolicach Chicago. Aresztowany 21 grudnia 1978, skazany na śmierć w 1980, stracony 10 maja 1994 przez zastrzyk trucizny. Uwaga: nie ma dowodów, by dokonywał zbrodni w przebraniu klauna, to raczej zbitka medialna z jego działalnością jako Pogo.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.088592052459717