28
W sumie po tygodniu wyszło mi coś takiego. Nie malowałem codziennie i nie spieszyłem się za bardzo, a suma summarum jakieś 6h? Być może za dużo kolorów, ale przy okazji testowałem sobie jak to wygląda.Sporo jeszcze nauki przed mną ale to moja pierwsza figurka ever. Niezbyt wiedziałem co chce osiągnąć ale ogólnie jestem zadowolony. A teraz wypierdlaam zabrać się za kolejne. Kolejne dwie testowe to będzie reszta squadu (a finał boss to tech priest - adeptus mechanicus)
Ku chwale Imperatora!
Ku chwale Imperatora!
Ku chwale Imperatora!
Ku chwale Imperatora!
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
1
Ciekawostki Warhammera 40.000, część 14: Maszyny z koszmarów- Ordo Sinister
• O godzinie 04:17 standardowego czasu planetarnego linia obrony przestała odpowiadać. Nie odnotowano eksplozji, przełamania umocnień ani spodziewanych salw dział stacjonarnych. Załogi obsadzające ufortyfikowane pozycje po prostu przerwały ogień.

• O godzinie 04:20 standardowego czasu planetarnego zarejestrowano masowe przypadki paniki, utraty świadomości oraz niewydolności systemów noosferycznych. Z całej długości frontu zaczęły napływać meldunki o zjawiskach, których nie można było sklasyfikować.

• O godzinie 04:22 standardowego czasu planetarnego, po bezskutecznych próbach wywołania oficera dyżurnego umocnionego punktu BRT-09T, operatorzy odebrali pojedynczy, zniekształcony przekaz głosowy. Zapis zawierał jedynie fragmenty słów, krzyk oraz powtarzane wielokrotnie zdanie: „To patrzy na nas”. 

Następnie transmisja urwała się bez ostrzeżenia.
Ciekawostki Warhammera 40.000, część 14: Maszyny z koszmarów- Ordo Sinister
I. Lewa ręka Imperatora

Nazwa Ordo Sinister może być myląca, ponieważ organizacja ta nie należała do żadnego z Ordos Inkwizycji. Powstała znacznie wcześniej i w epoce Wielkiej Krucjaty funkcjonowała jako ściśle tajny element Dworu Imperialnego. Jej pełna nazwa brzmiała Titanicus Terranic Ordo Sinister, a w przekazach pojawiały się również określenia Lewa Ręka Imperatora (Left Hand of the Emperor) oraz Tytani Koszmaru (Nightmare Titans). Zwykłe Legiony Tytanów wyrastały z tradycji światów-kuźni i pozostawały nierozerwalnie związane z Mechanicum. Ordo Sinister miało jednak zupełnie inny charakter. Jego struktura, arsenał oraz zasady użycia podporządkowano bezpośrednio woli Imperatora, a sam zakon nie odpowiadał przed żadną zwyczajną władzą Imperium. Co więcej, powierzonych mu technologii nie wolno było dowolnie modyfikować ani rozwijać. Imperator stworzył więc instytucję wyposażoną w broń, której nie pozwalał swobodnie badać nawet jej własnym użytkownikom. Ordo Sinister było oficjalną organizacją imperialną zbudowaną wokół technologii tak niebezpiecznej i zakazanej, że jej posiadanie przez niemal każdego innego człowieka mogłoby zakończyć się oskarżeniem o technoherezję albo natychmiastową egzekucją.
Ciekawostki Warhammera 40.000, część 14: Maszyny z koszmarów- Ordo Sinister
Najważniejszym wydarzeniem w genezie Ordo Sinister była tak zwana Ofiara (Oblation) z 967.M30. Imperator wystosował wobec Mechanicum Nakaz Przymusu (Writ of Compulsion), żądając przekazania Terrze dwudziestu pięciu Tytanów klasy Warlord. Dla kapłanów Marsa nie była to zwykła prośba o dostarczenie sprzętu wojskowego. Tytan był jednocześnie bronią, świętym reliktem i ucieleśnieniem potęgi Boga-Maszyny, dlatego oddanie dwudziestu pięciu takich machin oznaczało wydanie części najświętszego arsenału Mechanicum organizacji pozostającej poza jego zwyczajną kontrolą. Żądanie wywołało sprzeciw, jednak po osobistym spotkaniu Fabrykatora-Generalnego z Imperatorem zostało ostatecznie zaakceptowane. Osiem Warlordów pochodziło z rezerw samego Marsa, pozostałe zaś przekazano między innymi ze światów-kuźni Metalica, Phaeton, Arachnus, Caradryn Magna i Voss. Późniejsza struktura Ordo Sinister opierała się na czterech niezależnych kryptach-fortecach (fortress-crypts) znajdujących się na Terrze: Occidentalis, Orientalis, Polaris i Borealis. Każda stanowiła odrębne centrum operacyjne, utrzymujące własną Komnatę oraz niewielką liczbę najpilniej strzeżonych machin wojennych Imperium.
Ciekawostki Warhammera 40.000, część 14: Maszyny z koszmarów- Ordo Sinister
II. Nietykalny wewnątrz burzy

Najważniejszym znanym wariantem Psi-Tytana był Warlord-Sinister (Terranic Pattern Warlord-Sinister Psi-Titan). Z zewnątrz zachowywał monumentalną sylwetkę klasycznego Warlorda, lecz jego wnętrze przebudowano wokół urządzenia znanego jako Ciricrux Anima, matrycy służącej do ujarzmiania, wzmacniania i kierowania energią psychiczną. W zwykłym Tytanie princeps łączył własny umysł z duchem maszyny za pośrednictwem systemu interfejsów, podczas gdy moderati wspomagali go w kontroli uzbrojenia, ruchu i pozostałych funkcji kolosa. W Psi-Tytanie część tego układu zastąpiono rozwiązaniem znacznie bardziej makabrycznym. Wewnątrz maszyny umieszczano związanych psykerów o ogromnym potencjale psychicznym. Nie byli pasażerami ani członkami załogi. Chirurgicznie integrowano ich z aparaturą, a następnie podporządkowywano systemom Tytana. Ciricrux Anima wysysała z nich moc i siłę życiową, ogniskowała je, a następnie przekształcała żywe umysły w elementy systemu bojowego. W tym sensie Psi-Tytan był zbudowany z psykerów równie dosłownie, jak z reaktorów, przewodów, serwomechanizmów i pancerza. Źródła pozostawiają przy tym szczególnie ponury szczegół dotyczący pochodzenia tych ludzi. Dla niektórych związanie z maszyną stanowiło karę za popełnione zbrodnie, dla innych miało być swoistym wybawieniem od wcześniejszych cierpień. Administracja Ordo Sinister utrzymywała nawet odpowiednią „równowagę” pomiędzy wykorzystywanymi psykerami, aby zapewnić optymalne działanie całego systemu.
Ciekawostki Warhammera 40.000, część 14: Maszyny z koszmarów- Ordo Sinister
Najbardziej niezwykłym elementem całej konstrukcji było jednak stanowisko dowódcy. Psi-Tytanem kierował Preceptor-Intendant, pełniący funkcję odpowiadającą princepsowi, lecz człowiek ten nie był psykerem. Był jego przeciwieństwem, Nietykalnym (Blank, Untouchable), określanym także mianem pariasa. Tacy ludzie posiadają negatywną obecność psychiczną. Dla psykerów i istot Osnowy ich bliskość może być odpychająca, bolesna, a niekiedy wręcz destrukcyjna. Nawet zwykli ludzie często odczuwają wobec nich instynktowny niepokój i niechęć, nie rozumiejąc ich źródła. W przypadku Psi-Tytana tę właściwość wykorzystano w sposób równie genialny, co groteskowy. W samym centrum maszyny przepełnionej mocą zniewolonych psykerów zasiadał człowiek stanowiący psychiczną pustkę. Preceptor-Intendant działał jako centrum kontroli nad burzą wytwarzaną przez Ciricrux Anima, a jego własna natura umożliwiała mu funkcjonowanie pośród sił, które dla zwykłego człowieka byłyby nie do zniesienia. Powstawał niemal paradoksalny układ. Pustka panowała nad nadmiarem psychicznej mocy. Psykerzy nie byli pytani o zgodę, a ich umysły i ciała służyły jedynie jako źródło energii. Gdyby podobne urządzenie skonstruował niezależny Magos, jego dzieło zapewne uznano by za jedną z najcięższych form technoherezji. Tutaj jednak zakazane stawało się dozwolone, ponieważ zezwolenia udzielił sam Imperator.
Ciekawostki Warhammera 40.000, część 14: Maszyny z koszmarów- Ordo Sinister
III. Systemy uzbrojenia grozy

Ciricrux Anima nie służyła jedynie do zasilania pojedynczego działa. Pozwalała Warlordowi-Sinister manifestować zjawiska psychiczne na skalę niedostępną pojedynczemu człowiekowi. Psi-Tytan mógł wzbudzać fale nadnaturalnego przerażenia, łamać morale całych formacji, oddziaływać psychokinetycznie na pole bitwy oraz wykorzystywać biomantyczne efekty wysysające życie z otoczenia. Jeszcze bardziej niezwykłe były zdolności związane z zaburzeniami czasu. Niektóre systemy pozwalały niejako odwracać część odniesionych przez maszynę uszkodzeń, jak gdyby jej wcześniejszy stan został ponownie narzucony teraźniejszości. Nie była to jednak subtelna sztuka Librariana czy wyszkolonego astropaty. Psi-Tytan nie operował Osnową z finezją. Jeżeli pojedynczego psykera można porównać do chirurga manipulującego rzeczywistością za pomocą precyzyjnego skalpela, Warlord-Sinister przypominał przemysłową prasę hydrauliczną przyłożoną do praw fizyki. Podczas podporządkowania Skagan-VI jeden z Tytanów Komnaty Polaris miał doprowadzić buntowników do całkowitego załamania bez oddania choćby jednego strzału z konwencjonalnego uzbrojenia. Nie trzeba było burzyć miast ani unicestwiać całych armii. Wystarczyło odebrać przeciwnikowi wolę dalszego oporu.
Ciekawostki Warhammera 40.000, część 14: Maszyny z koszmarów- Ordo Sinister
Najbardziej charakterystycznym uzbrojeniem Warlorda-Sinister było Sinistramanus Tenebrae, którego nazwę można oddać jako Lewą Rękę Ciemności. Było to montowane na lewej kończynie Tytana działo psychiczne, określane również jako Psi-Działo (Psi-Cannon). Samo nazywanie go działem jest jednak pewnym uproszczeniem. Urządzenie przypominało raczej ukierunkowany generator katastrofy osnowowej niż klasyczną broń energetyczną. Moc związanych psykerów ogniskowano w taki sposób, aby doprowadzić do gwałtownego naruszenia granicy pomiędzy Materium a Immaterium. Trafiony cel nie musiał więc zostać przebity w tradycyjnym znaczeniu tego słowa. Pancerz oraz tarcze próżniowe chroniły przed energią działającą zgodnie z prawami rzeczywistości, podczas gdy Sinistramanus Tenebrae na krótką chwilę otwierał wyłom prowadzący ku Osnowie. Efekt porównywano do katastrofalnej utraty Pola Gellara przez okręt znajdujący się w Immaterium. Nawet najgrubszy pancerz i najpotężniejsze osłony mogły nagle stać się jedynie ścianami metalowej trumny, gdy energia Osnowy rozdzierała materię, ciało i duszę. Dla wrogiego Tytana oznaczało to szczególnie groteskową śmierć. Machina zdolna przetrwać ostrzał broni służącej do burzenia fortec mogła zostać powalona nie dlatego, że przeciwnik przebił jej pancerz, lecz dlatego, że jego broń ominęła samą logikę istnienia tego pancerza. Każdy strza miał jednak swoją cenę. Użycie Psi-Działa mogło wyczerpać, okaleczyć lub całkowicie pochłonąć psykerów związanych z Ciricrux Anima. Innymi słowy, amunicją byli ludzie.
Ciekawostki Warhammera 40.000, część 14: Maszyny z koszmarów- Ordo Sinister
IV. Potwory przeciw potworom

Wielka Krucjata przedstawiała samą siebie jako projekt odzyskania galaktyki przez racjonalną i zjednoczoną ludzkość. Lecz Imperator wiedział o Osnowie, jej mieszkańcach i koszmarach Długiej Nocy znacznie więcej niż niemal wszyscy, których prowadził ku gwiazdom. Wiedział również, że istnieją przeciwnicy, których nie da się pokonać wyłącznie bolterem, bombą atomową czy działem plazmowym. Ordo Sinister można więc postrzegać jako jeden z najbardziej wymownych dowodów na istnienie ukrytej warstwy Wielkiej Krucjaty. Na powierzchni maszerowały Legiony Astartes i niezliczone armie Imperium; w ich cieniu działały natomiast siły przeznaczone do walki z rzeczami, o których zwykli żołnierze nigdy nie mieli się dowiedzieć. Psi-Tytan był odpowiedzią na problem, który oficjalnie niemal nie powinien istnieć. Broń pozwalająca manipulować psychiką, życiem, przestrzenią, a nawet lokalnym biegiem czasu była zbyt niebezpieczna, by przekazać ją Marsowi bez ograniczeń. Dlatego Ordo Sinister otrzymało prawo do korzystania z tych narzędzi, lecz nie swobodę ich rozwijania. Było jednocześnie arsenałem, laboratorium i więzieniem dla własnej technologii, instytucją stworzoną po to, aby Imperium mogło używać potworów przeciwko potworom, nie pozwalając jednocześnie, by ktokolwiek poza Imperatorem naprawdę przejął nad nimi kontrolę. Czasami najbardziej niebezpiecznej technologii nie niszczy się. Zamyka się ją pod Pałacem Imperialnym, nadaje numer ewidencyjny i czeka na dzień, w którym okaże się potrzebna.
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
1
[TRANSMISJA: NOOSFERA M20-033.ALFA]
[WĘZEŁ: ARCHIVUM TERRAE, SEKTOR ZASTRZEŻONY]
[PROTOKÓŁ DOSTĘPU: SIGMA-REDACTED]
[UWAGA: CLASAE EXTREMIS TRAITORIS]
[ADMONITIO: CAVE MEMETICUM. VERITAS CORRUMPITUR]

Inicjalizacja rekonstrukcji danych... 00110110 01001001 
Sprawdzanie spójności zapisu...
Weryfikacja sygnatur... SIGILLUM AUTHENTICUM
Kalibracja noosferyczna... OMNISSIAH BENEDICAT
Przywracanie warstw narracyjnych...

[STATUS: DO ODCZYTU]
[NOTA: LECTIO PERMITTITUR. FIDES NON PRAESTATUR]
[IN NOMINE OMNISSIAH]
[GLORIA MACHINAE, SILENTIUM DEORUM]
Ciekawostki Warhammera 40.000, część 1: Pierwszy Mistrz Wojny
Tysiąclecia przed narodzinami Legionów Adeptus Astartes, zanim imię Horusa stało się synonimem zdrady, na starożytnej Terrze trwała epoka, którą późniejsze tysiąclecia przykryły kurzem legend i celową amnezją. W tamtych czasach człowiek, który w dalekiej przyszłości miał przybrać miano Imperatora Ludzkości, stawiał pierwsze kroki na ścieżce chwały rodzaju ludzkiego. Był cieniem poruszającym pionki, władcą bez korony, strategiem bez sztandaru. Właśnie wtedy, w jednej z prastarych i legendarnych opowieści, pojawiła się postać pewnego człowieka. Choć, patrząc z perspektywy czasu, nie był to „jakiś człowiek”. Urodził się z niezwykłym darem, aż nadszedł moment, w którym jako pierwszy człowiek w historii otrzymał tytuł Mistrza Wojny.
Ciekawostki Warhammera 40.000, część 1: Pierwszy Mistrz Wojny
W mitycznych wręcz tekstach jego narodziny datowane są na czas rozkwitu półlegendarnego miasta-państwa Niniwy. Podobno wraz z herosami brał udział w pogoni za tajemniczym artefaktem znanym jako Złote Runo. Walczył z syrenami, morskimi potworami i skrzydlatymi demonami o twarzach kobiet i szponach drapieżnych ptaków. Innym razem, wraz z armiami wojowników zakutych w brąz, spalił miasto o murach wysokich jak góry. Walczył przeciw tyranowi ze starożytnej Frankonii, który swymi ambicjami podpalił cały kontynent. Strzelał do rycerzy w czarnych hełmach i uniformach, maszerujących pod znakiem czarnego słońca. Mówi się nawet, że wrócił do swego kraju przyodziany w białą gwiazdę i orła na ramieniu. Lecz nie poznał już ojczystej ziemi, którą opuścił wieki wcześniej.
Ciekawostki Warhammera 40.000, część 1: Pierwszy Mistrz Wojny
Jednak legenda narodziła się znacznie wcześniej, w rejonie określanym w opowieściach jako Fenicja. To archaiczna nazwa, bardziej symboliczna niż kartograficzna, jakby sama historia chciała zapomnieć, że takie miejsce w ogóle istniało. Człowiek ten nosił imię Ollanius, a jego losy miały w niewytłumaczalny dla śmiertelników sposób spleść się z czymś znacznie większym i donioślejszym, niż sam mógł przypuszczać. W zakazanych księgach, tych, których przeznaczeniem jest zaginąć wraz z popiołami ostatnich świątyń, zachowały się wzmianki o pewnym kulcie. Szaleńcy, wyznawcy Ośmiorakiej Ścieżki, postanowili wznieść wieżę, która swymi plugawymi iglicami dotknie samego sklepienia. Taki akt splugawienia nie mógł ujść uwadze istoty, która dopiero miała stać się bogiem w oczach ludzkości.
Ciekawostki Warhammera 40.000, część 1: Pierwszy Mistrz Wojny
To właśnie na tej ziemi Ollanius natknął się na boga pod postacią człowieka. Bluźniercza wieża, mająca połączyć śmiertelne sługi z bogami zepsucia, stała się cierniem w oku ich obydwu. Nadmiar złego, pokryta była starożytnym językiem zwanym Enuncią (przyp. Enuncia/Enumeracja). Nie był to zwykły język. To była „mowa, która działa”. Słowa, które nie opisują świata, lecz potrafią go zmienić. Zniekształcić i spaczyć na obraz i podobieństwo plugawych bóstw. Im dłużej wieża by trwała, tym szerzej rozlewałoby się zepsucie. Imperator, widząc, z czym musi się mierzyć, stworzył armię, a na jej czele postawił człowieka podobnego w naturze do siebie. W ten sposób Ollanius przyjął tytuł, którego znaczenie w odległej przyszłości miało budzić grozę i lęk. Imperator nadał mu miano Mistrza Wojny.
Ciekawostki Warhammera 40.000, część 1: Pierwszy Mistrz Wojny
W tym momencie zaczyna się prawdziwy dramat tej opowieści. To nie tylko historia o bitwie i wielkich czynach. Ollanius, człowiek-żołnierz, człowiek, który widział konsekwencje, chce zniszczyć wieżę. Dla niego to nie jest wiedza, tylko skażenie, którego nie powinno się trzymać w magazynie nawet na wszelki wypadek. Imperator ma inne podejście. W jego logice nic nie jest zbyt niebezpieczne, jeśli może stać się narzędziem w większej grze. Jeśli świat jest szachownicą, nawet trucizna może być figurą, byle pozostawała pod kontrolą.
Ciekawostki Warhammera 40.000, część 1: Pierwszy Mistrz Wojny
W tym punkcie legenda staje się niewygodna, bo Ollanius nie odchodzi w ciszy. Dochodzi do symbolicznego gestu, który brzmi jak bluźnierstwo. Oll rani Imperatora sztyletem. Nie dlatego, że chce go zabić, lecz dlatego, że próbuje go zatrzymać, przerwać decyzję, która w jego oczach prowadzi w przepaść. A potem dzieje się rzecz jeszcze bardziej niezwykła. Oll sięga po to, czego miał nienawidzić i czego chciał się pozbyć po Enuncię. Używa jej, by zniszczyć wieżę i uciec. W jednej chwili staje się kimś więcej niż dezerterem. Staje się człowiekiem, który odrzucił Imperatora nie z pychy, lecz z przekonania, że Imperator myli się w sprawach fundamentalnych.
Ciekawostki Warhammera 40.000, część 1: Pierwszy Mistrz Wojny
To jest sedno zapomnianej historii. Starcie dwóch wizji. Imperator jako uosobienie kontroli, planu i przyszłości liczonej w tysiącleciach. Ollanius jako uosobienie granicy, której nie powinno się przekraczać, nawet jeśli cel wydaje się szczytny. To pierwsza wielka różnica zdań o tym, jak obchodzić się ze Zgubnymi Mocami i ich narzędziami. Zniszczyć wszystko, co skażone, czy zachować, by kiedyś użyć przeciw większemu złu? Z czasem, gdy historia staje się Imperium, a Imperium staje się religią, taki epizod nie ma prawa przetrwać w znanej wersji dziejów. I rzeczywiście, im dalej w przyszłość, tym bardziej Ollanius rozmywa się w micie. Z jednej strony jest Ollanius Persson, Perpetual, który przewija się przez wydarzenia Herezji Horusa i jej finał.
Bibliografia:
- John French, „Mortis” (The Horus Heresy: Siege of Terra)
- Dan Abnett, „The End and the Death” (Volume II)
- Dan Abnett, „The End and the Death” (Volume III)
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.093626976013184