Przez lata otyłość była przedstawiana głównie jako wynik braku silnej woli: ktoś po prostu za dużo je i za mało się rusza. Tymczasem biologia jest znacznie bardziej skomplikowana. Na skłonność do przybierania na wadze wpływają również geny.
Dobrym przykładem jest FTO (jeden z genów), którego określone warianty są związane ze zwiększonym ryzykiem otyłości. Nie oznacza to oczywiście, że posiadacz takiego wariantu jest skazany na nadwagę. Wpływ pojedynczego genu jest stosunkowo niewielki, ale może zmieniać m. in. odczuwanie głodu, sytości i skłonność do spożywania większej ilości kalorii.
To ważne, ponieważ dwie osoby mogą żyć w podobnym środowisku, mieć dostęp do tego samego jedzenia i podobną aktywność fizyczną, a mimo to jednej znacznie łatwiej będzie kontrolować apetyt niż drugiej.
Nie oznacza to, że geny usprawiedliwiają każdą otyłość ani że dieta i aktywność fizyczna nie mają znaczenia. Oznacza natomiast, że samo stwierdzenie wystarczy mniej jeść pomija istotną część biologii człowieka.
Otyłość jest więc nie tylko kwestią charakteru czy silnej woli. To również cecha, na którą wpływają geny, hormony, środowisko i sposób regulacji apetytu. A FTO jest jednym z przykładów pokazujących, że nasze zachowanie przy stole nie zawsze zaczyna się wyłącznie w naszej głowie.
FTO jest jednym z genów, których warianty związane ze zwiększonym ryzykiem otyłości są szczególnie częste w populacjach europejskich. Wraz z migracją i kolonizacją europejską warianty te rozprzestrzeniły się również w innych częściach świata. Dlatego Azjata lub Afrykańczyk może odczuwać mniejsze łaknienie, ale już mulat być upasiony jak świnia.