Dzień dobry dzidowcy! Z racji że wyszedłem z piwnicy i w mojej okolicy sporo też się działo przez ubiegłe dziesięciolecia, postanowiłem machnąć parę zdjęć oraz krótki opis dla was (coś od siebie z życia, coś z innych źródeł). Jeśli spotkacie podczas spaceru dziwnie okaleczone czy wyrzeźbione drzewa to wiedzcie że nie są to twory naturalne ani efekt jakiegoś wypadku tylko celowego działania, a mianowicie miało na takim drzewie miejsce: ŻYWICOWANIE, które polega na nacinaniu kory sosny (lub świerka) i zbieraniu lepkiego, naturalnego soku – żywicy, która jest cenna do celów leczniczych i przemysłowych, jak np. produkcja terpentyny czy kalafonii, a nawet farb. Te sosny widoczne na zdjęciach oczywiście są z mojego regionu tj. Śląsk. Sam już nie pamiętam takich czasów zbierania tej żywicy ale Z relacji dziadków wiem o co w tym chodziło i przekazuje wieść dalej :) obecnie nie prowadzi się już czegoś takiego a drzewa te zostały po prostu jako pomnik historii i czasów minionych. Zazwyczaj są one w skupiskach po kilkanaście/kilkadziesiąt drzew. Po nacięciu takiego drzewa poci się ono a ściekająca żywica była zbierana do specjalnych pojemników które raz na jakiś czas się opróżniało oraz poprawiało się nacięcie żeby drzewo dalej ''krwawiło''. Trzeba było też w tym mieć umiar bo zbyt głębokie nacięcia powodowały obumieranie drzewa i w konsekwencji jego śmierć. Ogólnie istniały dwie metody tak zwana Polska i Francuska różniące się tym że nasza Polska była bardziej finezyjna i polegała właśnie na robieniu takiej swoistej rzeźby w drewnie, natomiast Francuska polegała na zdzieraniu po prostu całego płata drzewa do jego wnętrza za pomocą topora (małej siekiery), zbiór praktycznie był taki sam.