Co do konfliktu syjonizmu, który, nie oszukujmy się, jest realnym decydentem polityki sfery zachodu, po cichym wyparciu Chrześcijaństwa oraz który ma realny posłuch w klasie politycznej Europy i USA… A islamem, który przeobraża się w radykalną monolityczną siłę, mimo iż jeszcze jest podzielony na Sunnitów i Szyitów. To zagrożenie generowane przez Izrael, a wraz z nim w ich mniemaniu cały Zachód, włącznie z Europą sprawi, iż te dwa odłamy z czasem, czy to poprzez wchłonięcie słabszego, czy poprzez dogadanie się, w końcu się skonsolidują by zwrócić się przeciwko syjonizmowi, który dla nich jest synonimem satanizmu dla Chrześcijan.
Ostatnie lata aktywności Izraela w regionie sprawiły, iż żadna władza w świecie islamskim nie ostoi się, jeżeli nie będzie sprawiać wrażenia opozycjonizmu wobec Izraela, a ta władza, która będzie w tym opieszała musi liczyć się przewrotem na rzecz jej radykalniejszej wersji. Nawet w Iranie, powstanie które się odbywa nie zmieniło by niechęci Irańczyków wobec Izraelczyków jakoś znacznie. Traktowanie Palestyńczyków daje jasny wyznacznik ludności całego regionu, jakie nastawienie ma do nich Izrael. A Izraelczycy są przekonani, że sensem życia muzułmanów jest wybicie Izraelczyków, co za ich własną sprawą coraz bardziej staje się faktem. Dodatkowo muzułmanie w Europie postrzegają Europę jako część dominum Izraela, podbity kontynent, który trzeba teraz podbić dla siebie i dla islamu.