7
Uzbekistan #4 - Szybki Tadżykistan
Siema, dzidki!

Poprzednia część zakończyła się odjazdem z Buchary koleją dużych prędkości. 270 kilometrów do Samarkandy skład pokonał w dwie godziny (jeden przystanek po drodze).
Uzbekistan #4 - Szybki Tadżykistan
Dojechałem około 18:00. Wysiadłem wiedząc, że do hotelu mam jakieś 8 kilometrów. Ale tym razem nie zamierzałem sprawdzać ile w tym mieście wynosi "opłata za bycie białym" doliczana do rachunku za taksówkę.
Od pierwszego dnia podróży miałem zainstalowaną aplikację Yandex Maps. Niektórzy to wiedzą, ale na wszelki wypadek wyjaśnię, że w dużym uproszczeniu Yandex to taki rosyjski Google.

Na Kaukazie i w Azji Środkowej mapy Yandex sprawdzają się lepiej niż te od Google, bo na tych drugich nie każde miejsce jest oznaczone, nie wszędzie są podane godziny otwarcia i jeśli ktoś miejscowy wystawia opinię jakiemuś miejscu, to na Yandex-ie, a nie na Google.
Yandex w tych krajach bardzo dobrze informuje o komunikacji miejskiej. Na mapie klikasz przystanek i wyświetla ci się lista linii autobusowych, które się na nim zatrzymują w kolejności od tego, który podjedzie najwcześniej. Klikasz kafelek z tą linią i na mapie widzisz jej trasę.
To się przydaje tym bardziej, że na przystankach nie ma żadnych rozkładów jazdy ani nawet numerów linii. Tak jakby miejscowym nie były potrzebne.

W każdym razie, z użyciem Yandex Maps sprawdziłem jak dojechać do hotelu z jedną przesiadką. Nie musisz mieć żadnej aplikacji - przy wejściach jest terminal do płatności kartą. W Samarkandzie przejazd, niezależnie od odległości i czasu, kosztuje 1700 somów (55 groszy).
Nie widziałem żeby starsze panie płaciły kartą (może mają za darmo - nie wiem). Dzieciaki wysiadając wręczają kierowcy gotówkę.
Uzbekistan #4 - Szybki Tadżykistan
(zdjęcie zrobione dwa dni później. Zwykle w autobusach jest więcej ludzi). Dla miłośników komunikacji miejskiej wrzucam video. Pozostali mogą pominąć.
Następnego dnia, przed ósmą wyszedłem z hotelu. Przyjąłem za cel dostać się do Tadżykistanu (Samarkanda leży ledwie 40 kilometrów od granicy) i przed zmrokiem wrócić do hotelu. Było jasne, że wiele nie zobaczę. Chodziło mi właściwie tylko o to, aby móc dopisać kolejny kraj do listy odwiedzonych.

Autobusem dojechałem w okolice ronda przy wylotówce w stronę granicy. Aby jechać dalej, trzeba było złapać marszrutkę. A marszrutka wygląda mniej więcej tak:
Uzbekistan #4 - Szybki Tadżykistan
(na zdjęciu losowy Chevrolet Damas, ale takie same jeżdżą jako marszrutki).

Ten wehikuł jest krótszy i węższy od Mitsubishi Colta, ale zmieści się do niego kierowca i siedmioro pasażerów (dwa rzędy po trzy siedzenia plus jedno miejsce obok kierowcy).

Większość marszrutek ma za przednią szybą tablicę z nazwą miejscowości, do której jedzie. Nie mają rozkładów, nawet Yandex Maps ich nie uwzględnia. Trzeba zwyczajnie stanąć w miejscu, przy którym jest szansa, że marszrutka się zatrzyma i czekać. Tym miejscem nie musi być przystanek autobusowy. W Nukus widziałem ludzi czekających na marszrutkę przy krawędzi ruchliwej ulicy i rzeczywiście coś się zatrzymywało.

Jeśli marszrutka nie ma tablicy z nazwą miejscowości, trzeba zwyczajnie zapytać kierowcę dokąd jedzie.
Miejscowi na pewno wiedzą ile kosztują przejazdy na trasach, które ich interesują. Mnie się trafiło tak, że wsiadłem do Damasa, gdy jeszcze nie było w środku innych pasażerów. Za kurs pod samo przejście graniczne kierowca zaśpiewał 50.000 somów (około 16 złotych).
Cena wydała się uczciwa, jak na 40 kilometrów. Auto zatrzymywało się na przystankach w mijanych miescowościach, a tam ktoś wsiadał albo ktoś wysiadał. Ludzie w różnym wieku - starsza pani ze starszym panem, około 30-letnia pani z dwójką dzieci, dziewczyna która mogła jeszcze nie mieć 20 lat, panowie po 40-stce albo chłopak wyglądajacy na jakieś 12-13 lat. Pełen przekrój społeczeństwa.

Pomimo skromnych wymiarów auta, nie było mi ciasno, nawet gdy wszystkie miejsca były zajęte.
Uzbekistan #4 - Szybki Tadżykistan
Przed przejściem granicznym wszystko wyglądało prawie tak samo jak na przejściu pod Taszkentem - budki i stragany z kartami SIM, wymianą walut albo drobną gastronomią. Samo przejście graniczne też podobne do tego pod Taszkentem, tylko że mniejsze. Większość ludzi tam to migranci zarobkowi.
Od lat Tadżycy i Kirgizi (a w mniejszym stopniu Uzbecy i Kazachowie) wyjeżdżają do Rosji, gdzie pracują głównie na budowach albo jako kierowcy. Często podróżują samochodami i da się spotkać stare osobówki, zwykle Łady, na rosyjskich blachach, gdzie siedzi dwóch - trzech migrantów, a reszta auta jest wypchana po brzegi torbami, nierzadko wiozą coś na dachu.

Rosja nie jest już dla nich tak dogodnym miejscem do zarabiania pieniędzy jak przed rokiem 2022, ale nadal są tacy, którym opłaca się wyjeżdżać.

Po tadżyckiej stronie wymieniłem trochę waluty i dałem się znaleźć pierwszemu z brzegu taksówkarzowi. Dogadałem się, że podwiezie mnie na bazar w Pandżakencie (pierwsze, trochę większe miasto) i tam na mnie poczeka.
(widok z taksówki)
Wszystko da się zrobić z ZiŁ-a 130, nawet wóz strażacki (ten z pierwszego zdjęcia).

W środku bazar podobny do tych, które widziałem wcześniej w Kazachstanie i Uzbekistanie. Również pod tym względem, że nie mieli tam pocztówek.
Uzbekistan #4 - Szybki Tadżykistan
(melony sprzedawane prosto z paki Sprintera. Wielkiego da się kupić za równowartość około 10 - 15 zł. Mniejszych nie polecam, bo zwykle im większy, tym słodszy, a małe są bardziej nijakie w smaku. Ta sama reguła i te same ceny dotyczą arbuzów)
Uzbekistan #4 - Szybki Tadżykistan
(okolice bazaru)

Potem podjechałem z taksówkarzem do muzeum dawnego Pandżakentu.
Uzbekistan #4 - Szybki Tadżykistan
Uzbekistan #4 - Szybki Tadżykistan
Na początku VIII wieku Pandżakent leżał na wschodnich rubieżach Sogdiany - królestwa rządzonego przez dynastię pochodzącą z Persji. Królestwo podbili Arabowie, ale już po kilku latach w tej okolicy wybuchł bunt przeciwko nowym władcom.
W roku 722 Arabowie zdobyli Pandżakent i wymordowali wszystkich mieszkańców, których było wtedy około 3000 (nie tak mało, jak na tamte czasy). Sporą część budynków zniszczono. Później miasto zaczęło się odradzać i budować od zera, parę kilometrów od ruin. Muzeum mieści się właśnie tam, gdzie Pandżakent znajdował się zanim go Arabowie zaorali.
Uzbekistan #4 - Szybki Tadżykistan
(pozostałości po dawnym Pandżakencie, a w tle widać co wyższe budynki dzisiejszego miasta).

Stamtąd już skierowałem się już w drogę powrotną do granicy. Po trasie kierowca zatrzymał się na stacji benzynowej i ku mojemu zdziwieniu, okazało się, że paliwo w Tadżykistanie jest po 7,50 - 8,00 złotych. Dwa razy drożej niż w Uzbekistanie. A nawet drożej niż w Polsce.
Kierowca powiedział, że czasami tankuje po uzbeckiej stronie, ale nie tak często, jakby chciał, bo przekroczenie granicy samochodem potrafi zająć więcej niż dwie godziny w jedną stronę.

Poniżej widok z taksówki w drodze powrotnej. 
Za w sumie około 50 kilometrów plus łącznie godzinę oczekiwania (bazar i muzeum) taksówkarz wziął w przeliczeniu około 100 złotych.

Około 17:00 byłem znowu w Samarkandzie. Niektórzy pytają o miejscową kuchnię, dlatego poniżej pokazuję manti. Podobne do pierogów - w środku wołowe mięso, polane czymś co z wyglądu i smaku przypomina maggi.
To białe na środku z początku wyglądało mi na majonez, ale na szczęście to był jogurt. Gęstszy od zwykłego jogurtu, ale nie tak gęsty jak jogurt typu greckiego. Dodatkowo podali butelkę ze słodko-ostrym sosem i pieczywo.
Trzeba być bardzo głodnym albo bardzo ruskim, żeby zagryzać pierogi chlebem.

Odnoszę wrażenie, że manti to taka potrawa, której smak zależy od tego kto i jak je robił. To z nagrania powyżej średnio mi smakowało, ale dwa dni później, w innym lokalu jadłem lepsze, podane z pomidorami i cebulą.

To wszystko na dzisiaj. Dziękuję za doczytanie do końca i pozytywny odbiór.

Pozdrawiam i wypierdalam,
ObywatelPiwnicy
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
51
Kazachstan #3 - Jak zostałem milionerem
Siema dzidki!

Dziękuję za pozytywny odzew pod poprzednimi częściami. Jedziemy dalej.

Drugi dzień wyprawy, około 18:00. Wagon trzeciej klasy wygląda z grubsza następująco: masz wąską alejkę do przemieszczania się wzdłuż wagonu. Po lewej, zamiast przedziału, cztery miejsca sypialne - dwa na dole i dwa na górze. Po prawej dwa miejsca sypialne, też piętrowe. Potem ścianka, a za nią to samo.
Niezależnie od klasy, na jednym końcu wagonu, obok konduktora, jest punkt z gorącą wodą. Ludzie podchodzą tam z kubkami i robią sobie herbatę.

Poniżej schemat ze strony, na której się kupuje bilety:
Kazachstan #3 - Jak zostałem milionerem
Numery parzyste to miejsca na górze. I nic dziwnego, że te na dole są wykupywane w pierwszej kolejności, bo na górze masz ciasno. A wchodzenie i schodzenie jest mało wygodne i wymaga trochę siły w łapach.
Są gniazdka do ładowania telefonu i dostajesz czystą pościel. Za to nie zawsze jest klimatyzacja. I co jakiś czas ktoś przechodzi 10 centymetrów obok ciebie, w drodze do kibla albo po herbatę.

Rano byłem już w Szymkencie (milion mieszkańców).
Kazachstan #3 - Jak zostałem milionerem
Kazachstan #3 - Jak zostałem milionerem
Po mało przyjemnej podróży na piętrowej pryczy, wszedłem do budynku dworca. Warto było zajrzeć na górę, bo mieli tam prysznice dla podróżnych po 1000 tenge (8 zł) - taniej niż w Astanie. W wagonie nie było klimatyzacji, więc dojechałem spocony.
Kazachstan #3 - Jak zostałem milionerem
W sklepie obok można było kupić na śniadanie samsę.
Kazachstan #3 - Jak zostałem milionerem
Samsa to pieczywo z mielonym mięsem w środku. Mięso zwykle wołowe albo baranie, z dodatkiem cebuli. Kilka warstw cienkiego ciasta. Podobne do tego, co na Bałkanach nazywa się "burek", tylko że w burku mięcha jest po brzegi i solidnie przyprawione. Samsa to przy nim ubogi krewny. Ale przynajmniej jest tania, ludzie zwykle kupują po dwie. W niektórych sklepach, zanim ci ją sprzedadzą, podgrzeją w mikrofali.

Zdarzają się patologie - w niektórych miejscach sprzedają samsę z ziemniakami zamiast mięsa.

Na piętrze dworca znalazłem to ciekawe malowidło:
Kazachstan #3 - Jak zostałem milionerem
Na wyjściu z dworca od razu usłyszałem nawoływania taksówkarzy, pytających dokąd podwieźć. Ale wybierałem się tylko na drugą stronę ulicy, do poczty. Aby dowiedzieć się, że tu też nie mają pocztówek.
Chciałem kupić pocztówki wcześniej, w Astanie i Sary-Szaganie. O ile u nas na poczcie da się kupić wszystko, w Kazachstanie (ogólnie w krajach poradzieckich) na poczcie zobaczysz tylko gołe ściany i nawet pocztówek nie kupisz.
Pani z poczty doradziła mi, aby zapytać o pocztówki na bazarze, na stoiskach z artykułami papierniczymi. No to poszedłem na bazar, ten którego wejście jest na pierwszym zdjęciu.
Kazachstan #3 - Jak zostałem milionerem
Kazachstan #3 - Jak zostałem milionerem
Zgadza się, na bazarze nikt nie miał pocztówek.

Za to w międzyczasie zacząłem rozmyślać. Na następny dzień mam bilet kolejowy do Taszkentu. Też trzecia klasa, klimatyzacji może nie być. Na bilecie są podane godziny odjazdu i przyjazdu - wychodzi, że pociąg będzie jechał ponad 7 godzin. A to tylko 150 kilometrów. Wychodzi na to, że pociąg stoi kilka godzin na granicy.

Wróciłem pod dworzec i pogadałem z pierwszym z brzegu taksówkarzem. Do samego Taszkentu nikt mnie na zawiezie (straciliby półtorej godziny na granicy i drugie tyle wracając), ale do przejścia granicznego już jak najbardziej. 13.000 tenge (104 złote) za 135 kilometrów.
Podróż trzecią klasą kosztowałaby 48 zł.

Anulowałem bilet (pieniądze wróciły mi na konto po tygodniu) i wsiadłem do taksówki.
Kazachstan #3 - Jak zostałem milionerem
Kierowca był mało rozmowny. Na kokpicie miał tablet, który nie wyglądał na fabryczny. Miał na nim otwartego youtube'a, z którego puszczał kazachski pop (lepsze niż disco polo, ale nie polecam). O samym kierowcy dowiedziałem się tylko, że ma 36 lat, oprócz rosyjskiego zna kazachski i uzbecki (które są do siebie trochę podobne) i ma troje dzieci.
Kazachstan #3 - Jak zostałem milionerem
Dojeżdżając na miejsce, taksówkarz zapytał czy nie potrzebuję wymienić waluty, bo może kogoś polecić. Ogólnie na wyjazdach gotówkę biorę z bankomatu, a nie z kantoru (karta wielowalutowa z polskiego banku). Ale na początek lepiej coś wymienić, bo nawet nie wiem po jakim czasie znajdę bankomat. O Uzbekistanie słyszałem wcześniej, że w niewielu miejscach da się zapłacić kartą.

- Tu obok wymienisz walutę, u mojej siostry - taksówkarz wskazał miejsce i poszedł za mną. W Armenii nauczyłem się, że na wschodzie to, że ktoś kogoś nazywa bratem albo siostrą, nie musi znaczyć, że mają tych samych rodziców. Równie dobrze mogą być kuzynami, szwagrami albo starymi znajomymi. (to ja jestem ten, co w zeszłym roku pojechał gruzem do Gruzji i Armenii)

Przy wejściu spojrzałem na tablicę z kursami. Z grubsza zgadzały się z tym, co wcześniej sprawdziłem w necie. I tak za 200 euro dostałem dwa i pół miliona somów. Okazuje się, że można zostać milionerem nie kradnąc w życiu niczego oprócz memów.
Kazachstan #3 - Jak zostałem milionerem
Na samym przejściu zeszło mi się około godzinę (samochodem byłoby dłużej). Tuż za kontrolą bagażu, po uzbeckiej stronie kupiłem kartę SIM u pań ubranych w mundury straży granicznej. Normalnie miały biurko i ulotki z ofertami operatorów. Ku mojemu zdziwieniu, obie panie powiedziały, że po angielsku rozumieją lepiej niż po rosyjsku (mogły nie mieć jeszcze 30 lat).
Trzech operatorów - każdy w tych samych pieniądzach oferował dokładnie to samo. Czym się różnili? Tym, że karta UzTelecom za cholerę nie chciała zacząć działać, chociaż restartowałem telefon kilka razy i długo grzebałem w ustawieniach. Za to karta MobiUz zaczęła działać prawie od razu, a potem nie było z nią żadnych problemów.

Zapłaciłem około 40 zł za 50 GB na 30 dni.

Zaraz za budynkiem przejścia klasyka - taksówkarze wołający do przechodniów. Musiałem przykuć ich uwagę, bo z dziesięciu się do mnie zleciało i przekrzykiwali się jeden przez drugiego. Udawałem, że nie rozumiem po rosyjsku, aby w spokoju dotrzeć na marszrutkę. Po chwili trzech zaczęło oferować swoje usługi łamanym angielskim. Od niechcenia rzuciłem:
- to ile musiałbym zapłacić za kurs do centrum?
Jeden, chyba najmłodszy z nich, wyjął telefon i napisał na kalkulatorze 360 000. Liczę w pamięci... niecałe 120 złotych.
- chory jesteś? Za kurs z Szymkentu zapłaciłem mniej! - podczas targowania powinno się udawać oburzonego ceną podaną na początku, ale w tym przypadku moje oburzenie było autentyczne.
Chłopak cofnął telefon i napisał na nim nową cenę. 350 000. Pokazał mi.
- no, wielka mi różnica... - szedłem dalej, odpędzając się od pozostałych taksówkarzy.
- ale w Uzbekistanie paliwo jest drogie! - młody próbował uzasadnić cenę.
- nie wydaje mi się. - jeszcze nie wiedziałem ile tutaj kosztuje paliwo, ale na pewno mniej niż w Polsce. W końcu kraj ma własne złoża ropy.
- to ile możesz zapłacić? - pytając podał mi telefon z otwartym kalkulatorem. Zastanawiałem się zbyt krótko i wpisałem 250 000.
To był błąd, bo młody oczywiście poszedł w stronę czegoś pomiędzy jego ceną a moją. Powinienem był wpisać 200 000 albo i mniej.
Chociaż początkowo zamierzałem jechać dalej marszrutką, zdecydowałem się dać zarobić młodemu. Kupił mnie przyzwoitym angielskim i doświadczeniem targowania się, którego mi w Europie brakowało. Stanęło na 300 000 somów (96 zł) za około 15 kilometrów, z tego połowa po trzymilionowym mieście.

Czym jest marszrutka opowiem w którejś z kolejnych części.

Jedna sprawa na koniec. Pod poprzednią dzidą ktoś zapytał czy w tych krajach jest bezpiecznie. Nic mi się nie stało, nie doświadczylem żadnej niebezpiecznej sytuacji. Może miałem farta i miejscowi złodzieje i awanturnicy po prostu byli tam, gdzie mnie nie było.
Ale oprócz zawyżonych cen dla turystów jest coś innego, na co trzeba uważać. Załączam zdjęcie.
Kazachstan #3 - Jak zostałem milionerem
To peron w Sary-Szaganie. Dół miał na oko ponad metr głębokości i był zabezpieczony tak, jak widać na zdjęciu. Dawno temu na głównej był filmik z młodą Rosjanką, która szła przez miasto śpiewając piosenkę z "Wilka i Zająca" i wpadła do dołu głębokiego na kilka metrów. Ginąc na miejscu.
Takie doły bez odpowiedniego zabezpieczenia da się spotkać w krajach poradzieckich. Jeśli coś miałoby mi się stać, to prędzej przez wpierdolenie się do takiego dołu niż przez kosę pod żebro.

Dziękuję za doczytanie do końca.
Pozdrawiam i wypierdalam!
obywatelpiwnicy
Obrazek zwinięty kliknij aby rozwinąć ▼
0.081377029418945