Dyskusje ogólne
11 m
17
Kontynuacja dzidki
https://m.jbzd.com.pl/obr/4295138/moje-wypadki-jako-elektryka
https://m.jbzd.com.pl/obr/4295138/moje-wypadki-jako-elektryka
Kontynuując poprzednią dzidę, efektem zwarcia na średnim napięciu był audyt firmy zewnętrznej naszych zabezpieczeń a także zabezpieczeń na stacji zasilającej nasz zakład pracy, bo okazało się, że u nas nic nie zadziałało, na rozdzielni SN też nie zadziałało i w efekcie prądu zostało pozbawione całe miasto 60k ludności. Przyjechała firma, zrobiła audyt, poprawili co trzeba, założyli nowe zabezpieczenia i gites.
Pół roku później na hali na której hartowano stal wybuchł pożar. Pożar szybko ugaszono, ale strażacy w poleceniach powypadkowych stwierdzili brak wyłącznika zasilania hali. Takiego awaryjnego knefla nie było, którym można szybko pozbawić napięcia całego obiektu. No dobra. Utrzymanie Ruchu zrobi. Zbudowaliśmy przycisk na ścianie i pociągnęłam przewody na rozdzielnię NN na której był wyłącznik główny z cewką wybijakową. Ot trzeba to podpiąć pod tę cewkę coby zadziałać mechanizm wyłącznika. Znowu mi się upiekło, bo tego dnia brałem pół urlopu i o 10 szedłem do domu. Około 12 dwóch elektryków rozpoczęło podpinanie na rozdzielni po stronie niskiego napięcia (czyli 3x400V, zabezpieczenia nadprądowe rzędu kA). I podpięli i fajnie. Ale... ten co podpinał to był taki pedant. Wszystko chciał mieć ładne, żadnych fuszerek byle działało. I patrzy na tę podpięcie a styk cewki wybijakowej jakiś taki skrzywiony. No patrzy i, no kurwa krzywy. Wziął kombinerki, złapał ten styk i nóż go prostować. Jak nie jebło! Jeden błysk, nawet nie zrobił zwarcia, po prostu za blisko zbliżył te kombinerki do konstrukcji i poszedł łuk. Wyłączyło się, emocje opadły, patrzą na siebie na wzajem, mało co widzieli, bo okulary (na szczęście obaj okularnicy) mieli co nieco jakby odpryskami ze spawania powleczone. Zabrali narzędzia i oddalili się z miejsca pracy. Tylko tak jakby z rąk i twarzy skóra odpadała, ale nie czuli jakiegoś bólu czy czegoś. Po prostu wyszli z rozdzielni. Tym razem zadziałały zabezpieczenia, łuk w porę został zgaszony, poszkodowani rok spędzili na L4. Okazało się że cały wyłącznik jest, jak zresztą wszystkie wyłączniki na tym zakładzie, źle podpięty od nowości, bo tak było łatwiej, no i styki ruchome, które przy otwartym rozłączniku nie powinny mieć napięcia u nas je mają! Pomyślicie że koledzy powinni sobie sprawdzić napięcie. Ano sprawdzili - probówką. Stojąc na dywaniku elektroizolacyjnym i probówka nawet nie zajażyła. Więc umysł mówi to co widzi - napięcia nie ma. Ot historia jednego wypadku przy pracy, gdzie myślisz że jesteś bezpieczny a tak naprawdę... cdn.
Pół roku później na hali na której hartowano stal wybuchł pożar. Pożar szybko ugaszono, ale strażacy w poleceniach powypadkowych stwierdzili brak wyłącznika zasilania hali. Takiego awaryjnego knefla nie było, którym można szybko pozbawić napięcia całego obiektu. No dobra. Utrzymanie Ruchu zrobi. Zbudowaliśmy przycisk na ścianie i pociągnęłam przewody na rozdzielnię NN na której był wyłącznik główny z cewką wybijakową. Ot trzeba to podpiąć pod tę cewkę coby zadziałać mechanizm wyłącznika. Znowu mi się upiekło, bo tego dnia brałem pół urlopu i o 10 szedłem do domu. Około 12 dwóch elektryków rozpoczęło podpinanie na rozdzielni po stronie niskiego napięcia (czyli 3x400V, zabezpieczenia nadprądowe rzędu kA). I podpięli i fajnie. Ale... ten co podpinał to był taki pedant. Wszystko chciał mieć ładne, żadnych fuszerek byle działało. I patrzy na tę podpięcie a styk cewki wybijakowej jakiś taki skrzywiony. No patrzy i, no kurwa krzywy. Wziął kombinerki, złapał ten styk i nóż go prostować. Jak nie jebło! Jeden błysk, nawet nie zrobił zwarcia, po prostu za blisko zbliżył te kombinerki do konstrukcji i poszedł łuk. Wyłączyło się, emocje opadły, patrzą na siebie na wzajem, mało co widzieli, bo okulary (na szczęście obaj okularnicy) mieli co nieco jakby odpryskami ze spawania powleczone. Zabrali narzędzia i oddalili się z miejsca pracy. Tylko tak jakby z rąk i twarzy skóra odpadała, ale nie czuli jakiegoś bólu czy czegoś. Po prostu wyszli z rozdzielni. Tym razem zadziałały zabezpieczenia, łuk w porę został zgaszony, poszkodowani rok spędzili na L4. Okazało się że cały wyłącznik jest, jak zresztą wszystkie wyłączniki na tym zakładzie, źle podpięty od nowości, bo tak było łatwiej, no i styki ruchome, które przy otwartym rozłączniku nie powinny mieć napięcia u nas je mają! Pomyślicie że koledzy powinni sobie sprawdzić napięcie. Ano sprawdzili - probówką. Stojąc na dywaniku elektroizolacyjnym i probówka nawet nie zajażyła. Więc umysł mówi to co widzi - napięcia nie ma. Ot historia jednego wypadku przy pracy, gdzie myślisz że jesteś bezpieczny a tak naprawdę... cdn.