Choć jesteś dzidowcem, wyobraź sobie taką sytuację.
Jest styczeń 2025 (tak, ponad rok temu). Czekasz żeby przywitać na świecie swoją drugą córkę. Położna wyjeżdża z nią, a ciebie lekarz zaczyna wypytywać o ciążę, jej przebieg, jakbyś był na przesłuchaniu czy spotkaniu AA.
Pytasz czy coś się stało, a lekarz "no w sumie to tak xD" (serio tak powiedział).
Walnęło cię w łeb tak, że ledwo stoisz. Widzisz dwie położne ogarniające twoje dziecko, a na jego plecach widzisz bańkę wielkości połowy Twojej pięści.
Ktoś Ci rzuca zza pleców "ma rozszczep kręgosłupa, nie wiedzieliście o tym?" - w sumie to mimo USG wykonanego przed 6 różnych lekarzy to nie wiedziałeś, więc niespodzianka.
Przez chwilę szukasz winnego, ale w sumie to po co? Lekarz nie widział, pomylił się, cholera wie co jeszcze, no ale to już bez znaczenia. Myślisz co masz z tym zrobić, zanim się ockniesz wychodzicie ze szpitala i wiecie tyle, że nic nie wiecie. Dzieci we mgle, z opaską na jednym oku i ze złamaną nogą.
Za 3 dni jedziecie na SOR, bo bańka zaczyna rosnąć i nie wiesz, czy to zaraz nie jebn… Neurochirurg na dyżurze spokojnym głosem tłumaczy, że pewnie będzie operacja, zrobimy rezonans (cholera wie kiedy, bo NFZ), trzeba będzie codziennie rehabilitować dziecko i znowu czujesz się jak po 6 Wojakach czy tam Żubrach - ledwo stoisz, rzygać się chce i w sumie to poszedłbyś spać, no ale w szpitalu nie wypada.
No i się zaczyna: neurochirurg, neurolog, urolog, nefrolog, ćwiczenia, rehabilitacja, Twoja kobieta ląduje u psychiatry i sam myślisz, czy też się nie wybrać, ale jak sobie popłaczesz w aucie to jakoś się trzymasz. Masz w domu 3 dziewczyny i nie możesz się poddać.
Tak mija rok, w kwietniu 2026 czeka Was rezonans i macie już umówione konsultacje w Warszawie.
Walczycie z niedowładem w prawej nodze, bo córka szykuje się do chodzenia, ale nie może dobrze postawić stopy, bo jej nie czuje (a może czuje, ale nie rusza - jeszcze sama tego nie powie). Ważą się losy operacji, bo trzeba zrobić dziecku dziurę w plecach, pozbyć się przepukliny, oczyścić nerwy (w sumie to milimetr ruchu skalpelem za dużo może się skończyć większym niedowładem, bo nerwy u takiego dziecka są jak części włosa), zamknąć rozszczep (zastawka, która może się nie przyjąć i zacznie przeciekać) i jest 50-50% czy będzie lepiej czy gorzej.
Możesz rzucać monetą, na to samo wyjdzie.
I w tym miejscu odpalasz zbiórkę 1,5% podatku, bo w sumie znajomi przekazują je na schronisko czy fundacje z Koziej Wólki, więc postanawiacie zarejestrować córkę w SięPomaga. Link jest tutaj: https://www.siepomaga.pl/jadwiga-klitynska
Zaraz po tym ludzie sami zaczynają wpłacać kasę na zbiórkę, która leci na stół do rehabilitacji 3400 zł), rehabilitację (około 2000 zł co miesiąc), konsultacje lekarskie (około 1000 zł miesięcznie), a jak policzyłeś luźno koszty kolejnego sprzętu, wyjazdów, turnusów rehabilitacyjnych i kolejnych konsultacji u lekarzy (u tych PRO i z doświadczeniem), to wychodzi ci 200 000 zł (dwieście tysięcy), a jesteś dopiero na 4 roku życia dziecka.
Jeśli doczytałeś do końca i być może ścisnęło Cię w środku chociaż na moment lub zrobiło ci się przykro/smutno/zaśmialeś się bo historyjka jest śmieszna, to dorzuć coś od siebie do zbiórki. Drobniaki od 10 000 osób robią dużą kwotę.
Jako tata Jadzi proszę o pomoc i z mojej strony deklaruję swoją pomoc, jeśli też masz chore dziecko i myślisz że eksploduje ci łeb.
Jak tylko będę mógł, pomogę, pokieruję, bo już trochę nie oblatałem się w tym chorym systemie, gdzie wszystko trzeba dopychać nogą, np. 15 minut namawiać babę w rejestracji żeby wpisała twoje dziecko na USG za 2 tygodnie.
Jeszcze raz wrzucam link: https://www.siepomaga.pl/jadwiga-klitynska
Zbiórka jest potwierdzona dokumentami medycznymi, jak ktoś chce więcej szczegółów czy jest ciekawy co i jak, to piszcie. Wypierdalam.