Rafał Ziemkiewicz:
"On [Adam Bodnar] zaplątał się już na precel naprawdę, ponieważ występuje do Trybunału, którego nie uznaje i do Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, której nie uznaje, z żądaniem by te, nieuznawane przez niego instytucje wydały orzeczenia, logicznie rzecz biorąc: nieistniejące w jego rozumieniu. Te nieistniejące orzeczenia odbierające immunitet prezes Manowskiej, którą chce oskarżyć o to, że nie dopuściła do orzekania w Izbie Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, której też nie uznaje Bodnar, znaczy uznaje ją za nieistniejącą, i w tej nieistniejacej izbie ona [Manowska] nie dopuściła do orzekania dwóch sędziów, którzy tak naprawdę sami się wyłączyli z orzekania, chcąc się podlizać władzy prawdopodobnie, że oni przyznają pokornie, że są "neo-sędziami", więc się wyłączają, czyli przyznają, że skoro TSUE ma zastrzeżenia, to ta izba nie istnieje, więc oni się sami wyłączyli.
Ale oni są, w świetle nauk Bodnara, też "neo-sędziami", więc "przestępstwo" pani prezes Manowskiej ma polegać na tym, że nie dopuściła do orzekania sędziów, którzy zdaniem Bodnara nie są sędziami i nie mają prawa orzekać, w izbie, która według niego nie istnieje. I oto zwraca się do Trybunału i do izby, która według niego nie istnieje.
To już taka paranoja po prostu, że Mrożek by nie wymyślił takiego cyrku."