No to słuchaj, opowiem ci historię, jakiej się nawet na kursie łowieckim nie opowiadali. Rok bodajże 2019, pełnia księżyca, mgła jak mleko 3,2%, siedzę na ambonie koło Czarciej Łąki, klasyczny rewir, same dziki, aż się gleba rusza od rycia.
Siedzę z termowizją, sztucer gotowy, luneta wyczyszczona, amunicja PPU bo taniej a i nie byle jaka bo sprzed 98' a przecież celność to tylko połowa sukcesu. Nie pamiętam co jest drugą połową ale to pewnie coś nieistotnego.
I nagle... SZELST. Coś ryje. Serce wali. „To musi być dzik”, myślę. Patrzę przez termowizję, coś się rusza. Duże, masywne, ciemne. Kładę się do strzału, palec na spuście… ale coś mi nie gra. Dzik nie nosi plecaka. A może nosi? Te stworzenia są zdumiewające. Słyszałem nawet o takim który jechał rowerem.
Instynkt łowiecki nie pozwala mi oddać strzału bez pewności. Myśliwi mają swoje zasady! Tradycje! Etykę! No i przede wszystkim B-SPIE-CZNE-STWO! Tak jak uczyli na szkoleniu: "najpierw pomyśl, potem strzel, a nie odwrotnie chyba, że jesteś pewien, że to dzik i nie masz czasu myśleć."
No ale to, że dzik ma latarkę czołową, też jest trochę mylące. Może to taka nowa mutacja? Dziki ewoluują. Dużo się o tym mowi na popijawie po polowaniu. Na popijawie przed tez. I czasem nawet na popijawie w trakcie. Widziałem kiedyś jednego, co co wszedł do biedronki i wyszedł z czipsami.
Ale jakaś nuta niepewności jest. Tyle się słyszy o wypadkach na polowaniach, spowodowanych przez przypadkowych ludzi. Upewnić się jednak trzeba.
– STÓJ! Kto idzie?!
– Jak dobrze, że kogoś spotkałem...
– KTO IDZIE?!
– No... ja?
– Kto „ja”? Człowiek czy dzik?!
– Jak to... czy dzik?
– CZŁOWIEK CZY DZIK?!?!
– Człowiek!
Pomyślałem, że sprytny jest. Jakbym był dzikiem, też bym się nie przyznał.
– Na pewno nie dzik?
– No a widziałeś kiedyś dzika z latarką?
– Widziałem. Nawet takiego z chipsami.
– Co...?
– Co.
– Echo.
– Strzelam!
– Nie stój! Nie jestem dzikiem, człowieku! Mam ubrania, plecak, sprzęt... zgubiłem się. Podejdę, to ci dowód osobisty pokażę.
Zgodziłem się. No chłopaki nie uwierzą, że wylegitymowałem dzika. Ogólnie sprawa podejrzana, śmierdzi dzikiem na kilometr. Patrzę w dokumenty, wyglądają legitnie a jednak... Krzysztof Szczecina.
A wiecie, kto ma szczecinę?
No nie ze mną te numery, Bruner. Już ja cię zaraz sprawdzę - pomyślałem.
Zapytałem go, co robi nocą w lesie, w miejscu gdzie spotyka się dziki, albo dziki, czasem też jenoty, ale głównie dziki. Bo jakoś trzeba wybadać, z czym mam do czynienia bo na razie to 60 do 40, że jednak dzik.
A ten nawija mi historię, że jest dendrofilem i bada drzewa, ale zmrok go zaskoczył, zgubił się i nie wie, jak do wioski wrócić.
Ta, do wioski... kartoflisko pewnie chce namierzyć.
– Jakie drzewa?- pytam.
– Dęby i kasztany. Szukam też dużych buków.
Nie wiem wiele o dzkach ale jedno wiem na pewno: jakby dzik badał jakieś drzewa, to właśnie takie. Rosną szanse i na dzika, i na kolejną ćwiartkę. Bo czas leci, a umysł mętnieje, odkąd od zbiórki już kilka godzin minęło.
Strzały oddawane w oddali tylko dodawały pikanterii. Wiedziałem, że chłopaki mają swoje trofea. Żaden z nich nigdy nie pudłuje. Strzelając zawsze w coś się trafi. A to już okazja, żeby się napić.
– Pijesz?
– Nie, i bez tego wpakowałem się w bagno.
– A podoba ci się?
– Co ma mi się podobać?
– No bagno. -oczywista zarzutka na dzika
– Wskaż mi proszę drogę do najbliższej wioski, chcę tylko wrócić do domu.
Nie zareagował na bagno, ale nie każdy dzik sra w lesie. Niektóre srają też na polu. Są inne sposoby.
– A masz fajki?
– A tak, fajki akurat mam.
No i tu moja myśliwska krew wzięła górę. Dziki-mają-fajki. Jak mu nie jebnę kolbą... za blisko na strzał. Najpierw ogłuszyć, potem dobić.
I... I tyle pamiętam. Jeszcze coś jak by huk, trzask tłuczonego szkła i ciemność...
Obudziłem się w szpitalu. Głowa pulsuje, noga zabandażowana. Telewizor jest tak głośno, że zagłuszył by jelenie na rykowisku.
*Dzień Dobry TVN* Prezenterka uśmiecha się szeroko
-No nie! Czy to możliwe? Czy one opanowały Media? Pomyślałem
„Nietypowy incydent pod Czarcią Łąką. Pijany mysliwy, Krzysztof Szczecina, zasnął w swoim aucie. Miał 3,2 promila alkoholu we krwi, wybił szybę kolbą sztucera, postrzelił się w nogę, a następnie próbował przekupić policjantów workiem kartofli.”
To.. to niemożliwe. To myśliwi robią nagonkę na dziki a nie dziki na myśliwych!
To oznacza woje! Wojnę ras, ludzie kontra świnie, racice kontra proch!
-Klasyczna zagrywka dzików. Najpierw cię podchodzą, potem obrócą wszystko w mediach. A mnie jeszcze postrzelił!
Gdyby tylko nie te kajdanki -pomuslalem wtedy, ale spokojnie
Całe szczęście, że broń miałem nielegalnie a jak się nie ma pozwolenia, to nie mogą go zabrać.
Pozostało odbyć mi wyrok w zawieszeniu i odpracować 6h społecznie i ruszę na wendetta, swoistą krucjatę przeciwko odyncom.
Ale jedna rzecz mnie zastanawia. Brakuje mi 2 naboi. Strzał padł jeden bo kule mam w nodze. A na polowanie pojechałem z Wieśkiem. Nikt go nie widział od polowania, pewnie został pierwszym jeńcem w tej wojnie.
Pielęgniarka weszła do sali. Chrząka. Za bardzo chrząka...