- Pff, jestem lordem tych ziem i nie boję się jakiegoś tam wieśniaka. "
~ Jakub Różalski
"Wykorzystując dane mi uprawnienia, dzieci rozdeptałem końmi i wymordowałem kobiety, aby nie mogły dalej płodzić bandytów. Nie żal mi ani jednego więźnia. Zniszczyłem wszystkich. Litość nie jest rewolucyjną sprawą!", "Obnoście wszystkich na ostrzach bagnetów. Wsie, zagrody, lasy, zagajniki, w ogóle wszystko, co może spłonąć, będzie wydane płomieniom"
~ Ludwik Maria Turreau - dowódca "Piekielnych Kolumn",
Populacja Wandei - niewielkiego departamentu na zachodzie Francji liczyła ok. 800 tys. ludzi. Według różnych źródeł, do marca 1796 roku wymordowano nawet do 500 tys. z nich. W taki sposób rewolucyjna Francja rozprawiała się z pierwszymi w historii Republiki chłopskimi powstańcami.
Rebelia wybuchła w 1793 roku, wśród chłopów - mieszkańców Wandei. Jej przyczyn należy się doszukiwać w stosunku rewolucyjnej Francji do duchowieństwa - laiccy przywódcy Wielkiej Rewolucji byli wszak dalecy od respektowania "wolności wyznania". Kler francuski był przez nich utożsamiany z poparciem dla króla, tępili więc wszystkie przejawy katolickiej wiary. Los księży podczas rewolucji był nie do pozazdroszczenia - w centralnych rejonach Francji wielu z nich wymordowano podczas chwil "Wielkiej Trwogi", zaś dobra kościelne przejęto na rzecz państwa aktem sekularyzacyjnym.
Za księżmi i królem ujęli się chłopi wandejscy. Na dalekiej prowincji rewolucyjne zmiany nie były przyjmowane z entuzjazmem. Wandea, departament z gruntu rolniczy, przywiązany do katolickiej tradycji i nie najbogatszy - kiedy króla (Król dla Wandejczyków był Pomazańcem Bożym a katolicki Kościół stanowił dla nich centrum duchowego życia) ścięto a księży wypędzono, lud wandejski stanął do walki. Na sztandarach wymalowano czerwone serce i wrastający w nie krzyż. Pod hasłem "Pour Dieu et pour le Roi" ("Za Boga i za króla") wandejscy rolnicy ruszyli do powstania - chłopi, walczący kosami przekutymi na sztorc.
Wielka Armia Katolicka i Królewska (bo tak powstańcy nazwali swoje siły) ruszyła w bój. W 1793 roku powstańcy odnieśli swój największy sukces - zdobyli Angers, otwierając sobie tym samym drogę na Paryż, zaś wojska republiki poszły w rozsypkę. Ochotnicza armia po zwycięstwie pod Angers rozeszła się jednak do domów - składała się przecież przede wszystkim z rolników a lipiec to tradycyjny czas żniw.
Odpowiedź Republiki była okrutna. Wandejskie wojska pokonano w kilku kolejnych bitwach i rozgromiono w sierpniu 1793 roku pod Sevenay. Bohaterskim powstańcom przeznaczona była okrutna śmierć. Rozpoczęło się bowiem ludobójstwo, jakiego świat przedtem nie znał.
Do Wandei skierowano "Piekielne Kolumny" - oddziały wojska, których zadaniem było mordowanie, palenie wsi oraz burzenie miast. Akcja kierowana przez generała Turreau i komisarza Carriera zaowocowała masowymi mordami.
Pacyfikatorzy gwałcili kobiety na ołtarzach kościołów i rozrywali bagnetami dzieci. Francuski historyk Reynald Secher przywołuje przypadki palenia żywymi kobietami w piecach oraz miażdżenia prasą do tłoczenia wina. To w Wandei po raz pierwszy przerabiano ludzki tłuszcz na mydło, to tutaj rozpruwano brzuchy kobietom w ciąży, garbowano ludzką skórę i szyto z niej spodnie dla żołnierzy. Turreau zatruwał źródła wody, palił powstańców w specjalnie skonstruowanych piecach. Koronnym wynalazkiem "technologa zbrodni" były tzw. "noyade" (!) - barki, na które za dnia wpędzano tysiące ludzi, by ich zamknąć w ładowniach, w nocy holować na środek Loary i utopić, w ten sposób zamordowano ponad 2 tysiące osób. Nie oszczędzano nawet zwolenników republiki. Generał Grignon stwierdził: „Wiem, że mogą być jacyś patrioci w tym kraju, wszystko jedno, musimy poświęcić wszystkich”. Działalność kolumn piekielnych trwała do maja 1794 roku. Następnie zostały one zastąpione kilkudziesięciotysięczną regularną armią.
Wielu historyków wychwalających pod niebiosa zasługi Wielkiej Rewolucji Francuskiej pomija epizod wandejski milczeniem. Prawdę o powstaniu ujawniono stosunkowo niedawno - kładła się cieniem na zdobyczach pierwszej francuskiej Republiki. Od "noyade" blisko przecież do cyklonu B czy obozów koncentracyjnych (których zresztą w Wandei nie brakowało).
"Rewolucja, jak Saturn, pożera własne dzieci."
~ Pierre Vergniaud
Leopold Kula pseudonim "Lis" - major piechoty Wojska Polskiego, kawaler Orderu Virtuti Militari, pośmiertnie awansowany do stopnia pułkownika.
W I Brygadzie Legionów rośnie jego sława odważnego i przewidującego dowódcy, dbającego o swoich podkomendnych. Wiosną 1915 roku Leopold walczy ze swym oddziałem na linii Włostów i Ożarów, a gdy I Brygada przekracza Wisłę, brał udział w walkach na Lubelszczyźnie. Uczestniczył w bojach pod Jastkowem, Kamionką, Kostiuchnówką, Kamienną i Kuklą. Między bitwami zdołał się nauczyć biegle francuskiego i przestudiował dzieła Kanta, Nietzschego i Spinozy. W okopach uczył analfabetów i – co szczególnie zdumiewające – prowadził klub sportowy.
W roku 1917, w czasie tzw. "kryzysu przysięgowego" odmówił złożenia przysięgi wierności cesarzowi niemieckiemu, został internowany. Po oficjalnym rozwiązaniu Legionów, jako obywatel austriacki, znalazł się na froncie włoskim w stopniu feldfebla (sierżanta), gdyż nie uznano mu wcześniejszych awansów. Po powrocie do Polski w roku 1918 zajął się tworzeniem polskich sił zbrojnych za frontem wschodnim. W wieku 22 lat został pierwszym Komendantem Placu POW w Kijowie, gdzie prowadził liczne walki dywersyjne. W Legionach Polskich rosła jego legenda, był ulubieńcem Józefa Piłsudskiego, uzdolnionym dowódcą, niezwykle odważnym żołnierzem. Powierzano mu najtrudniejsze odcinki walk na terenach Ukrainy. Na przełomie 1918–1919 brał udział w odsieczy Lwowa przeciwko wojskom ukraińskim. Na froncie wschodnim właśnie odbył szereg zwycięskich potyczek. Nocą z 6 na 7 marca 1919 roku przeprowadził na czele polskich żołnierzy atak na zajęte przez Ukraińców miasteczko Torczyn. Po jego zdobyciu został ciężko ranny i po kilku godzinach zmarł z upływu krwi.
Był jednym z najbardziej utalentowanych polskich oficerów. Kula daje fula!
Lecz matka kocha wszystkie swoje dzieci. Tak o, mały, wirtualny uśmiech dla braci, którzy borykają się z trudnościami szarego życia.
Życzę Wam odwagi Słońca, które, mimo nędzy i ogromu zła tego świata, dzień po dniu wschodzi i obdarza nas blaskiem i ciepłem swych promieni!